Promocje, akcje, konkursy, zabawy oraz inna szczególna działalność którą wspieramy.
Regulamin forum
Jest to specjalne forum przeznaczone do fajnych akcji, dzięki którym można promować różne konkursy, produkty, wydarzenia, spotkania, działania i wiele więcej. Wszystko po to by promować alkoholowe wyroby domowe.

Jeśli chcesz zaproponować coś ciekawego to pisz do nas, zapraszamy!

Zosiaa
10
Posty: 17
Rejestracja: piątek, 23 paź 2015, 14:38
Krótko o sobie: Jestem fajnym człowiekiem:)
Kontakt:
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: Zosiaa » piątek, 4 gru 2015, 17:06

Wald pisze:Co tam cebula, zobacz to: bimber-z-niespotykanych-materialow-t1774.html

Przepraszam Forumowiczów, że zbaczam z tematu jeszcze raz, chcę tylko szybko odpowiedzieć Waldowi :)

Zatem: czy ten wątek, który mi wskazałeś, jest na serio? :D Ja wiem, że nie za bardzo się znam na przygotowywaniu poważnych alkoholi, ale stara kołdra i pordzewiałe żyletki?!
http://www.rynek-rolny.pl/artykul/zurawina-przedstawiamy-lecznicze-nalewki-wzmacniajace-odpornosc.html - żurawina jest najlepsza!


alembiki
Rabaty dla użytkowników forum AD w sklepie po podaniu loginu z forum!
Awatar użytkownika

radius
6000
Posty: 6130
Rejestracja: sobota, 23 paź 2010, 15:20
Krótko o sobie: Jestem fajnym człowiekiem:)
Ulubiony Alkohol: Swój własny
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: Polska południowa
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: radius » piątek, 4 gru 2015, 17:43

@Zosiaa, oczywiście wątek podany przez Wald'a to są żarty, ale przeczytaj ten post post27492.html#p27492 i następne z odpowiedziami. Tam na serio dowiesz się jak zrobić bimber np. ze starych gazet :D
SPIRITUS FLAT UBI VULT

Awatar użytkownika

Autor tematu
JanOkowita
1950
Posty: 1990
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: JanOkowita » sobota, 5 gru 2015, 14:00

:krzycze: Zaczynamy ostatni tydzień zabawy :czytaj: :piwo:
Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl


rozrywek
2000
Posty: 2102
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: rozrywek » niedziela, 6 gru 2015, 06:47

Jak kolegę do wojska odwoziliśmy:

W pięciu chłopa do pociągu i jedziemy do Dęblina. W przedziale my, oraz sympatyczna babcia.
Oczywiście alkoholu cały plecak, oraz jak zawsze nikt o szklance nie pomyślał, a nie były to czasy popularności plastikowych kubeczków.
Narzędziem operacyjnym był pilniczek do paznokci.

Z mozołem odpiłowany szczyt plastikowej butelki robił za szampanówkę.
Przy trzecim rozlaniu rozciąłem sobie wargę dwa razy....nie chłopaki tak to my pić nie będziemy.
Babcia w koszyku miała wiktuały, w tym paprykę.
Odkupiliśmy od starowinki 5 sztuk, każdy sobie rozciął, i miał i kieliszek i zagrychę.
Ogórki w occie, to nie papryka w spirytusie, smakowało obrzydliwie. Poborowy wyciąga kanapki, a tam eureka, ja patrze..jajka na twardo.

Warknąłem wściekły dawaj jajko. I mozolne piłowanie jajka pilniczkiem na pół.
Babcia podsikuje ze śmiechu, chłopaki drą łacha, a ja piłuje jajko, komedia jak film Rejs, tylko pociągiem.
Wchodzi konduktor, a ja piłuję pilniczkiem jajko!!! Nic nie powiedział. Wchodzi matka z córeczką, a rozrywek piłuje jajko!!!
Pani nie zdecydowała się podróżować x nami.
Dumny z siebie, po wydłubaniu zawartości skorupki, wyrównaniu zębami brzegów...mam kieliszek.
Chłopaki z rozpaćkanej papryki piją, a Hrabia Rozrywek z kurzego kieliszka.
Po trzech miarkach odstawiłem na chwilę dzieło sięgając po papierosa, i katastrofa, poborowy zamaszyści klepnął w siedzenie miażdżąc moje dzieło.
Moja mina bezcenna, babci aż robótki z rąk wypadły.
Gdzie jest ten kieliszek z butelki? warknąłem.
Konduktor wracając nakrył mnie w trakcie picia, pyta co robię, odpowiadam że piję wódkę, wiem że nie wolno, ale wysiadamy za 2 stacje, nie dymimy, jest ok. Pan konduktor z politowaniem popatrzył na krzywo urżnięty szczątek butelki i rzekł...a nie można mnie było o szklankę poprosić, przecież ja u siebie to tego pełno mam...............
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

Taj_pan
30
Posty: 37
Rejestracja: piątek, 12 cze 2015, 21:54
Krótko o sobie: Lubię dobrze zjeść i wypić, pogadać w dobrym towarzystwie, coś dobrego i nietypowego upichcić, obejrzeć dobry film i napić się przy tym dobrego piwa.
Ulubiony Alkohol: Jasio wędrowniczek
Status Alkoholowy: Piwosz
Lokalizacja: Warszawa
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: Taj_pan » środa, 9 gru 2015, 01:27

W formule tego wątku jest napisane, ze ma to być zabawa literacka. No chyba jest to racja, bo na zabawę półliteracką to bym się nie pisał :hahaha:
W pewnej chwili wpadł mi do głowy dwuwiersz, który zaczyna poniższy wierszyk. Proszę potraktować go z przymrużeniem oka, no przecież ma to być zabawa (pół)literacka :D :D :D

Jan Okowita,
każdy się pyta
Kiedy poczyta
Ad do syta
Jak bimber zrobić ,
Się nie narobić
By produkt dobry
Wyszedł z tej coobry
By bimber czysty
Fakt oczywisty
W ustach smakował
Byś nie żałował
Że pracy tyle
Zostało w tyle
Dlatego czytaj
I często pytaj
Na stronie Ade
Każdy da rade
Zrobić bimberek
Choćby literek
Albo i wiele
Chyba, żeś ciele
Wtedy kto pyta
Jan Okowita
Zawsze pomoże
Wszystkim Daj Boże

A moderator już nie przepuści
Zginie ten wierszyk w kosza czeluści

Awatar użytkownika

zielonka
450
Posty: 463
Rejestracja: czwartek, 22 lis 2012, 16:41
Krótko o sobie: niecierpliwy kombinator
Ulubiony Alkohol: whisky
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: zielonka » środa, 9 gru 2015, 20:14

Część 6

1szy w historii wyrzucony z wojska za karę do cywila.
No i proszę ani się człowiek obejrzał a tu rezerwa czyli STARY jestem. Wszyscy ciekawi ludzie poszli do cywila, zostałem na pokoju z byłym kolegą ze szkółki(ciul nad ciule się okazało, później opowiem) i paroma nowoprzybyłymi z praktyk. Nie powiem szacun mam, na zaprawy poranne nie chodzę, w zasadzie nawet na apel bym nie musiał bo i tak nic dla mnie w rozkazie nie będzie bo mnie po prostu nie ma. W rozmowie z szefem wyszło że to za karę za moje pyskowanie do trepów i picie również na zajęciach. Z tym piciem na zajęciach to oczywiście nie ja, tylko Sylwek Absolut, tak dał w palnik że go własne elewy przyniosły z poligonu przykoszarowego, niestety mieli pecha i ich jakiś trep dojrzał. Już mieli Sylwka do więzienia zamykać gdy jakiś przytomny zauważył że istnieje coś takiego jak Sąd Koleżeński Podoficerów. Słuchajcie –mówi, trzeba do Diabła zgłosić że my chcemy ukarać Sylwka ponieważ splamił honor (!) podoficerów Kompanii Dowodzenia. Wszystkim, jak to dzisiaj się mówi kopary opadły - cooo? Sąd koleżeński ? jest coś takiego w ogóle ?
I my zamiast Diabła mamy go ukarać ? Przecież Diabeł do tego nie dopuści.
Dopuści dopuśći, jest na parterze w kompanii haubic taki kapral partyjniak, to on musi wystąpić o sąd koleżeński dla Sylwka i wtedy Diabeł musi się zgodzić.(moc ludowej sprawiedliwości wielką była naonczas)
No i Diabeł nawet bez walki zgodził się na tę parodię.
Ukaraliśmy Sylwka jakąś naganą i czymś tam, w każdym razie sąd się nim nie zajmował a grozili mu nawet sądem wojskowym.
Eeeh sądem za zwykłe upicie się, to co powinni zrobić temu chłopakowi który wziął nasz cały pluton kociarstwa przed przysięgą i wyprowadził w miasto na lewiznę ?
Wspomniało mi się wtedy.A było tak:
Nasz dowódca dowódców drużyn Straszny Kapral miał już odejść do cywila i w zasadzie niczym się nie interesował- do pewnej niedzieli. Miał fantazję jak(zachowując oczywiście proporcje) nie przymierzając jakiś Kmicic czy inny zuchwalec. Pewnej pięknej niedzieli zaraz po śniadaniu zrobił zbiórkę plutonu i pyta –nas kotów nieopierzonych – a do kina byście koty nie poszli?
Do kina ? o matko do kina , my byśmy poszli gdziekolwiek byle poza jednostkę wyjść.
No to prawie sto procent że idą, że jasne. Jednak nie wszyscy mogli iść bo coś tam do roboty było. Paru zostało do pomocy(czytaj na posyłki) podoficerowi dyżurnemu.
Reszta gotowa iść natychmiast. Dobra ale nikt nie pyta na jaki film ? Żeby potem reklamacji nie było.A tam na jaki, byle wyjść z koszar choć sto metrów. No kino garnizonowe niewiele dalej.Film ma tytuł „Człowiek z karabinem” i jest o typie co całą rewolucję Lenina szukał .
Mówię to dla tych co nie zapamiętają akcji, bo będziecie o to pytani.
Forsę mi na bilety i napoje wziąć , kto nie ma- pożyczyć albo nie idzie.
Forsę brać, pytani o film ? HMMM dziwne ale kotom wsio ryba.
Dowódcy drużyn, na placu apelowym, drużynami - zbiórka !!! Ryknął jak nigdy wcześniej.
Na zbiórce uformowaliśmy kolumnę i pięknie czwórkami zasuwamy do bramy.
W bramie oficer dyżurny coś zagaduje a nasz Straszny Kapral(starszy kapral-3 belki)
Odpowiada-„ z rozkazu dowódcy szkoły Pluton Zwiadu Baterii Dowodzenia Szkoły udaje się do kina garnizonowego”. i salutuje oficerowi – Pluton naprzód marsz-ruszamy waląc jak opętani w asfalt , a mordy nam się cieszą -:BACZNOŚĆ – na to hasło pięknie równo i głośno robimy defiladę oficerowi. Takim krokiem defiladowym docieramy do kina wkurwieni że nam tak długo tupać kazał. Pluuuuuuton stój. Ostatnie tupnięcie ma być najgłośniejsze, nasze jest oznaką złości więc przybiliśmy jak atom. No dobra kociarstwo, jak mówiłem film ma tytuł człowiek z karabinem, kto chce może wejść i oglądać, Film jest za darmo.Powinniście wejść chociaż na pół godziny.
–A co potem ? i po co ta kasa ?
Potem Morąg jest wasz. Wszystkie trawniki ławki sklepy i knajpy są wasze. Ja będę w najdroższej. Nie interesuje mnie jak wrócicie do koszar i kto was złapie, o 18 tej wszyscy mają być na kompanii. Okaże się kto jest zwiadem a kto dupą.
Pluton rozejść się. I poszedł w stronę miasta.(czy tam ku zachodzącemu słońcu)
Cisza jak diabli, wreszcie pytamy dowódców drużyn co robić, jak się zachować ?
Nasz mówi żeby przemęczyć film i dopiero ruszyć w miasto bo i tak jest wcześnie. No to po ponad godzinie męki wyłazimy w miasto, pełni niedowierzania
– że jak to tak, po prostu jesteśmy wolni ? możemy iść gdzie chcemy ?
I co ważne możemy pić ? No dobra to hurra, dawaj gdzie tu jakieś knajpy są ?
Ten niedzielny dzionek miasteczko zapewne pamiętało długo bo ponad 20tu napitych hałaśliwych szaleńców w mundurach ganiających od knajpy do knajpy pewnie nawet tam nie było codziennym przeżyciem.
Naszą drużyną jakoś znaleźliśmy wyszynk i oczywiście wszystka kasa na stół i kupujemy co leci, wódka wino, piwo co tam mają.Panowie a wiecie gdzie ten nasz dowódca drużyny pije ? Warto by się z nim napić, porządny chłop.(pozdrawiam Cię Leszku P.)
To idziemy szukać, gdzieś go znajdujemy, teraz to nie bardzo wiem czy tych knajp jest dużo czy mało bo już szumi we łbie bardzo. Pij kapral pij, mojej się nie napijesz ? tak mu wciskamy że nawet jakby świętym był toby się upił , a on nie był. Schlał się Leszek zacnie i coś tam opowiada nie wiadomo komu. Nam mało wrażeń to idziemy szukać kolegów i tej najdroższej knajpy gdzie ma być fundator naszej wolności i szaleństwa. Dopadamy Ludwika –hej Ludwik pijesz z nami? –Teraz nie mogę umówiłem się z jakimiś goścmi na grę bo mi już kasa wyszła. Straszny Kapral siedzi jak basza a nasze koty mu zamawiają co tylko sobie zażyczy.Widzimy że mu niczego nie brakuje tośmy podziękowali i szybko się oddalili coby nas nie zapamiętał jako tych co nie stawiają i poszli dalej szukać wrażeń.
W zasadzie wyglądało na to że miasteczko zajęła banda pijanych Hunów, na każdej ulicy, na każdym skwerze, w każdej knajpie(było ich chyba ze 3 ale słabo pamiętam bo już w pierwszej się zdrowo upiłem) można było spotkać kogoś znajomego kompletnie pijanego z uśmiechem od ucha do ucha. I wyglądało na to że to szalone rozbiegane pijaństwo nie będzie miało końca gdy nagle w drzwiach knajpy gdzieśmy zaczynali picie i gdzie zajrzeliśmy doglądać kaprala Leszka pojawił się pomocnik podoficera
–kot elew z oczami jak koła do Stara-
Jezu wy tu chlejecie a ja zostałem bo nie lubie propagandy- ale mi szkoda.
To siadaj i pij. Dobra dawaj, ale to koniec imprezy. Co koniec ?, jeszcze czwartej nie ma a mamy powrót na 18tą.
No właśnie że już nie, na 16 tą zarządzona jest zbiórka kompanii.
Dowódca kompanii jest na szkole, wezwał go dowódca szkoły po tym jak oficer dyżurny nie doliczył się nas. Chłopaki z artylerii udawali pluton zwiadu na zbiórce i wyszło ich o kilku za dużo.(czujecie jaka solidarność była?) To zrobił zbiórkę całej szkoły i wtedy was nie miał kto zastąpić. Mam rozkaz oblecieć całe miasto i do 16 tej wszyscy mają się znaleźć. To lecę , dobre piwo dzięki, rzucił w drzwiach. A było tak pięknie.
Kto żyw niech umyka i przez płoty, straże, na kompanię głupa palić leci, ja z Gajowym bierzemy kaprala za wszarz i wrzucimy go za płot, niech tam ktoś czeka z tyłu.
Strasznego zawiadomi dyżurny to on sobie radę da bo nie był zbyt pijany.
Pierwsze moje szybkie wojenne decyzje budzą we mnie podziw dla samego siebie, poczułem że losy bitwy zależą teraz ode mnie i moich kolegów. Damy radę, uratujemy pluton i kaprali a może nawet cały Morąg.
Wleczemy pijani pijanego, kapral co chwilę łapie kontakt i pyta czy daleko do jednostki, wreszcie jak usłyszał że do bramy 300m ale my musimy obejść dookoła i gdzieś przez czołgi się przedostać a wpierw go za ten płot przetargać –mówi- Postawcie mnie do pionu. Próbujemy sami ten pion złapać i nie idzie, a ten znowu –szeregowy Zielonka postawcie mnie do pionu. Jakoś tak go podpieram że nawet trzyma ten pion. Odmaszerować komenderuje –Coooooooo ? kapral zgłupiałeś ? nie zostawimy Cie bo wpadniesz w łapy Starego albo oficera dyżurnego.
Nikt nie będzie kaprala Leszka jak szmatę przez płot przerzucał, pójdę prosto –trzymam pion ? pyta. Noo niby tak, odpowiadamy nieśmiało, wiedząc że pion to raczej mocne nadużycie. Właśnie i tym ich zaskoczę –odmaszerować, idę . Kapral zastanów się, trochę Ci pomożemy i będziesz bezpieczny.
W życiu, idę przez bramę a wy się kryjcie mali szeregowcy. No i poszedł . I nikt go nawet nie zaczepił na bramie bo wszyscy szukali brakujących szeregowców.
Po tym jak w cichym spokojnym kapralu urodził się zawadiaka stwierdziłem że zapewne większość naszych bohaterów narodowych została nimi po pijaku. Chwała Ci więc alkoholu który piją bohaterowie bo chwałę przynosisz.
Dostaliśmy się jakoś na kompanię a tu oczywiście bieganina i afera, jakieś niedobitki plutonu na placu apelowym stoją i nas też tam służbowi wyganiają.
Podoficer dyżurny wywala wszystkich na zbiórkę, to idziemy, paru naszych nadciąga chwiejnym krokiem, powoli dołączają, w końcu brakuje już tylko kilku. Sierżant-szef i dowódca krążą dookoła nas jak sępy i co chwilę pada BACZNOŚĆ , to my łapiemy ten niby pion , ale że każdy co innego pił to się coś te nasze piony rozmijają. Buty mamy równo bośmy se podosuwali, ale reszta jak wierzby na wietrze , widok z boku tam gdzie stoi szef- sierżant musi być cudny bo się śmieje sam do siebie. W końcu brakuje już tylko Ludwika, Szwajcara, hanysa NieZeflika (bo hanysów było dwóch nierozłącznych Zeflik i NieZeflik, NieZeflik zasłynął tym że zameldował 600 na stołówce, za co cierpiał sporo ale że twarde bydle było a sadystów jakoś u nas tępiły trepy to krzywdy nie zaznał) i brakuje jednego anonima (pamięć już nie ta bo na trzeźwo piszę ale chwała Ci).
Dowódca szkoły stoi gdzieś na uboczu z jakimiś trepami i patrzy w stronę naszego dowódcy kompanii.Ten staje przed nami i patrzy płaczliwie bo widać ma przed dowódcą szkoły pełne gacie. Boże co za beksę nam dali na dowódcę.Zaczyna jakąś mowę, my ledwo stoimy i nikt go nie słucha bo każdy usiłuje nie wylecieć z szyku.Wtem na tle porucznika pomiędzy budynkami od strony czołgów pojawiają się dwa pijane elewy, to Ludwik i Szwajcar usiłują się przekradać pod murem ale idzie im to jak mojemu wilczurowi chowanie się za krawężnikiem. W końcu Ludwik traci resztki usztywnienia i wypada na drogę przed placem , trepy się odwracają i wlepiają w Ludwika gały , Ludwik na nich też, ale rzuca go na boki tak że musi jakiś piruet zrobić żeby ustać , w końcu staje tyłem do trepów i widzi Szwajcara , więc drze się –Szwajcar -spierdalamy – i dają dyla do sąsiedniej jednostki czołgów. Płot który je dzielił miał przejścia co 100m więc nasza trepina na rower i jechał po drugiej stronie a Ludwik i Szwajcar uciekali aż do następnego przejścia i tu ich capnął i doprowadził. Stanął Ludwik ze Szwajcarem w naszym szyku i szef sierżant znowu podaje BACZNOŚĆ. No to wszyscy nieruchomieją, ale nie na długo, zaczynamy falować , ta świnia szef widać że wie o co chodzi bo znów staje z boku i czeka.................................
pierwszy wypada Ludwik, za nim ja , po mnie to już poszło. Padnij. Powstań. Padnij. Powstań. BAACZNOŚĆ.
Jasny gwint była szansa się ustawić ale za szybko dał baczność, teraz stoimy wężykiem, trepy, poza naszym, mają widać ubaw bo się śmieją.
Poruczniczyna poczciwina zaczyna klecić jakąś mowę ale nie dane mu jest jej zacząć-
Bo oto od strony bramy KROCZY POCHÓD –NieZeflik z obiema rękami wyciągniętymi jakby radiesteta wody szukał a w dłoniach –po dwa kufle z całkiem sporą zawartością piwa, za nim kroczy jakiś bardzo smutny nasz kolega a za nimi oficer dyżurny.
No procesja jak z Pograbka czy innego Jańcio Wodnika.
Ludwik parska śmiechem, trepy za to poważnieją, widać u nich kompletne niezrozumienie sytuacji.
Coś to przyprowadził? pyta dowódca szkoły oficera dyżurnego. Ten się zapala-
„Ano widzę że nadchodzą i jeden jakoś tak drugiego zasłania, a i tak te piwa widać, a oni cisną na biuro przepustek jakby nigdy nic, to pozwoliłem im wejść za bramę i dopiero wtedy zatrzymałem,-To ten hanys mówi że dla kolegi niesie bo mu go żal że w koszarach siedzi.
No patrzcie hanys hanysowi –piwonosem, a mówi się że sobie nawzajem lubią szkodzić.
Trepy pozwalają im dotrzeć w pobliże naszego szyku i tu poruczniczyna rozkazuje NiezZeflikowi wylać piwo –tak w trawę ?pyta NieZeflik, toż to piwo jest, naprawdę wylać ?
NieZeflik jakby nadal w knajpie był, droczy się pijackim głosem.Wtem dość wyraźnie i uroczyście mówi „Odmawiam wykonania tego nieludzkiego rozkazu.”
O matko Boska opiekunko nietrzeźwych szeregowców.
No to my bladzi jak nigdy w życiu, nawet Ludwik jęknął.Teraz nic tylko trep wyjmie spluwę i go zastrzeli. Tak sobie myślimy. Jednak nie miał spluwy i kazał sierżantowi wylać.
NieZeflik i smutny dołączają do szyku i wtedy ten smutny kopie NieZeflika niezdarnie ale mocno w dupę i mówi – a prosiłem weź tylko dwa hanysie.
Nie, nie da się tego ustać, i tak już krzywy szyk się połamał, lejemy ze śmiechu, dopiero spora dawka padnij powstań nas uspokaja.
Wreszcie dołącza do nas reszta tych co zostali na kompanii i po krótkiej przemowie i pobraniu wszystkiego co żołnierz ma na wypadek W,(co żołnierz ma?żołnierz ma się słuchać!! a co żołnierz je? żołnierz je odważny) nasz poruczniczyna na rowerku a my w OP1 opuszczamy plac w kierunku poligonu. Tak wyglądaliśmy
- https://pl.wikipedia.org/wiki/OP-1
Zaczyna się akcja kto kogo zmęczy, trep na rowerku twierdzi że ma dużo czasu, my mamy jeszcze więcej, a i zdrowie dopisuje. Czołgamy się po wszystkich kałużach, po godzinie po alkoholu śladu nie ma ale mordy suche zaczynają się robić. Tu pot pod OP1 cieknie a tu sucha morda w masce. Nagle jeden z nas zwinął się w kłębek i zaczyna się kulać jakby go brzuch bolał, porucznik każe go podnieść i zagląda mu w maskę, ściąga ją, a ze środka płacz, ja już nie mogę ja niewinny jestem, nic nie piłem a biegać muszę i płacze jak dzidzia.
(Ta sama menda jak zostanie kapralem będzie elewów dręczył jak żaden ze znanych mi kaprali. To o nim pisałem powyżej że ciul nad ciule,a uchował się na szkółce jako pisarz kompanii do mojego powrotu z praktyki. Dziś myślę że był kapusiem dowódcy lub sierżanta -szefa).
Maskę włóż – porucznik nie ulega, biegiem marsz, padnij, itd. , beksa biegnie chyba specjalnie zataczając się i pada jak najbliżej trepa pewnie po to żeby ten widział jak cierpi.
Wstaje Gajowy – zgłasza –Ja z zapytaniem – Mówcie. Widzę że tu się niewinnych torturuje a tak nie powinno być, ja zawiniłem ja chcę odcierpieć a jeśli niewinni koledzy mają być karani to biorę to na siebie. Co to znaczy na siebie ? No będę biegał za nich , ZA WSZYSTKICH –porucznik pyta niedowierzająco – Tak jest obywatelu poruczniku jeśli to możliwe za wszystkich odbiegam. To jest niemożliwe –Padnij.
No, no, pełen szacun –Gajowy pokazał klasę. Porucznik pomęczył nas dość sporo ale jak wracaliśmy do koszar tośmy walili tymi buciorami najmocniej jak się dało , niech słyszą wszyscy że nas nie zajechał. Cel osiagneliśmy, porucznik wściekły, chciał pokazać że umie dręczyć i nie wyszło. Naszym kapralom jakoś niewiele krzywdy się stało bo dowódcy woleli nie wiedzieć kto i jak się przysłużył. Pewnie żeby samemu nie oberwać od dowódcy szkoły.Wyszło na to żeśmy uciekli z kina samowolnie i oni nic nie mogli poradzić. Taka zresztą była umowa od początku. Nie bardzo mogli nas do więzień pozamykać bo podobno żołnierz przed przysięgą nie podlega ichniemu prawu.
cdn. jak zdążę bo mało casu kruca bomba..
Chciałbym lubić to co zrobię i robić to co lubię

Awatar użytkownika

Taj_pan
30
Posty: 37
Rejestracja: piątek, 12 cze 2015, 21:54
Krótko o sobie: Lubię dobrze zjeść i wypić, pogadać w dobrym towarzystwie, coś dobrego i nietypowego upichcić, obejrzeć dobry film i napić się przy tym dobrego piwa.
Ulubiony Alkohol: Jasio wędrowniczek
Status Alkoholowy: Piwosz
Lokalizacja: Warszawa
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: Taj_pan » czwartek, 10 gru 2015, 22:09

Poprzedni wierszyk wypadł "jak diabeł z pudełka" przy okazji pisania tego wierszyka.
Oczywiście potraktujcie go z przymrużeniem oka i wybaczcie błędy merytoryczne.

Bimber

Gdy chcesz zrobić bimber dobry.
Kup u Jana paczkę: coobry,
T3, Vodka, Moskwa style,
Musisz wiedzieć, które, ile?

Kup też cukru całą zgrzewkę
I przygotuj też mątewkę.
Osiem kilo wsyp do wrzątku,
Zacznij mieszać od początku.

Dodaj kwasek, mieszaj chwilę
Pomyśl, czy wystarczy tyle?
Jeśli masz już wątpliwości,
Czas na AD iść zagościć.

Przelej wywar do baniaka,
Dodaj drożdże, będzie draka.
Kiedy zacznie się buzować,
Tydzień musisz mu darować.

Wejdź na stronę A Domowe,
Wnet napełnisz swoją głowę.
Masz tu wszystkie wiadomości
oraz sympatycznych gości.


Po tygodniu, dobrze sklaruj
Tej czynności nie podaruj.
Wnet do kega nastaw przelej
Teraz będzie już weselej

Podłącz rurki, włączaj grzanie
Kilka godzin stracisz na nie.
Wreszcie kapie powolutku
Teraz pilnuj, aż do skutku.

Wylej pierwsze pół szklaneczki,
Nie wylewasz przecież beczki,
Ważne jest to też dla zdrowia,
By nie wzywać pogotowia

Dalej zbieraj po kropelce
Każdy sort w innej butelce
Przedgon, serce, pogon wreszcie
Do konsumpcji się zabierzcie.

Ale nim sięgniecie nieba
To posprzątać wszystko trzeba
Aby można znów od piątku,
Zacząć wszystko od początku.

Awatar użytkownika

Autor tematu
JanOkowita
1950
Posty: 1990
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: JanOkowita » sobota, 12 gru 2015, 11:33

Dzisiaj ostatni dzień zabawy.
Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl

Awatar użytkownika

zielonka
450
Posty: 463
Rejestracja: czwartek, 22 lis 2012, 16:41
Krótko o sobie: niecierpliwy kombinator
Ulubiony Alkohol: whisky
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: zielonka » sobota, 12 gru 2015, 12:34

i ostatni odcinek przygód kaprala zielonki

ostatni

No to tak sobie od czasu do czasu powspominałem a czas mijał mi na łażeniu na zmianę do magazynku spać i biblioteki. Pracowała tam cywilna bibliotekarka z rozmiarem powyżej średniej. Przez ten pociąg do płci przeczytałem Ulissesa , 100 lat samotności i trochę innej niż szkolna fajnej literatury. Któregoś dnia gdzieś w pobliżu grudnia (1980) dostałem wezwanie do samego Diabła.
Idę melduję się że na rozkaz itd.. Patrzę a tu z boku pod scianą trep jakis nieznany chudy ale w stopniu majora, młodszy widać od Diabła a wyżej szarża.
Diabeł nic, major chodzi i mówi – co sądzicie o sytuacji waszych rodziców jak was nie ma w domu. Hmm jakoś tak zawsze mam że wiem jakiej odpowiedzi się ode mnie oczekuje, psycholog jaki czy co ze mnie, w każdym razie odpowiadam że pewnie im ciężko bo jedyny syn poza domem a tu trzeba by jakieś może pieniądze zarabiać bo dom za kredyt postawiony. Kieruję rozmowę tak aby rozumieli że mój pobyt w wojsku wybitnie szkodzi rodzinie, na pewno woleliby żebym już w domu był. Gość słucha zadaje jeszcze pytania co myślę o tym że w sklepach jest drogo, no myślę że to niedobrze bo lepiej żeby było tanio. I tak sobie pieprzymy o tym że lepiej być zdrowym i bogatym niż biednym i chorym. Wreszcie koleś wyjmuje zza pazuchy czy tam skąd gazetę w której na ostatniej stronie jest Breżniew jako niedżwiedź, na kolanach stoją mu krasnale, czech, bułgar, enerdowiec i reszta demoludu a krasnal polak stoi mu na ramieniu i mu za głową V pokazuje.
http://pu.i.wp.pl/bloog/10345372/874311 ... ew_big.jpg
Pokazuje mi tę gazetę i pyta – a nie wiecie czasem dlaczego to do was adresowane?
Gazeta jest mi znajoma, to gazeta z mojego zakładu pracy który przez całe dwa lata przysyłał mi co jakiś czas Życie Załogi czy jakoś tak. Jako maturzysta napisałem kiedyś artykuł który tam wydrukowano i jakoś tak kontakt miałem. Przysyłali pewnie po to żebym do nich po woju wrócił.Teraz jak tam solidarność założyli to tym bardziej wysłali młodzieży gazetę.
Tak też powiedziałem trepowi ale jakoś nie bardzo mi wierzył.
Pewnie podejrzewał że to moje pyskowanie nie wynika z wady charakteru a z premedytacji. Pogadalismy jeszcze o róznych dla mnie obcych politycznych sprawach i w końcu kazali odmaszerować. Jakoś nie bardzo zwróciłem uwagę na to że ta rozmowa miała miejsce w czasie gdy ludzie protestowali domagając się zmian,czyli taniego mięsa i wódki.
Ja zajęty byłem ozdabianiem mojej miary krawieckiej w historyjki ze służby, bo ostatnie 150 dni to codzienny meldunek na stołówce i centymetr z FALI (czyli z tej miary) oderwany w talerzu oddawanym na zmywak.
Nie byłem politykiem a w małym miasteczku jak moje, ludzie zawsze sobie jakoś radzili. Ojciec pędził ohydny bimber za który można było załatwić w zasadzie wszystko, od cementu po odkurzacz z NRD, a wspólnie z mamą hodowali na działce koło domu zamiast kwiatów prosiaki i kaczki.
Sąsiad pomiędzy chodnikiem a płotem sadził ziemniaki, kwitł handel wymienny, hydraulik elektrykowi za instalację, wodę podciągał i wszyscy mysleli że to zwyczajny stan rzeczy. W błogiej nieświadomości stanu rzeczy za płotem jednostki dotrwałem do stycznia. W styczniu 1981 roku blady strach padł na całą jednostkę . Kontrola nad kontrole, podobno wszystko skontrolują , nawet kolor trawy ma być styczniowy (?).
Trepy w panice, całe wojsko sprząta , czyści, liczą wszystko, ładują akumulatory do starych Starów 66 i 266. Chodzą słuchy że taka kontrola to raz na 20 lat i że WSZYSTKO SKONTROLUJĄ.Nie wiadomo czy trawę malowac na zielono czy na biało. Matko boska co tu robić ? Mnie też pewnie skontrolują ? A kto ja jestem ? kapral dwukrotnie karany bez przydziału, specjalista drugiej klasy, KUSTOSZ?
Czy to brzmi dumnie?. No nie wiem.Lezę do Diabła i pytam ? Czy ja nie powinienem jednak mieć jakichś zadań? Przyjdzie kontrola wykonania alarmu i co ja zrobię ?
Zaśniesz w magazynku jak zawsze- Mówi rozluźniony i wesoły Diabeł . Aaaaaa, to jednak wiedział ? i tolerował to? -Ja Cię za karę za Twoje pijaństwo i pyskowanie oficerom pozbawiłem wszelkich możliwych dochodów i tak zostanie . Takie kontrole to już miałem, oni pojecia nie maja o wojnie i o działaniu artylerii, więc spokojna Twoja nieuczesana. No to spokojna.
No i jest osławiona i długo zapowiedziana kontrola. Nikt nikogo nigdzie nie widział.
Żadnych oficerów, generałów ani innego oficerstwa. Podobno jacyś grzebali w papierach przez 3 dni. Przybyli zobaczyli pojechali. A my i nasze trepy turbozadowoleni.Nie mięło dwa tygodnie a tu wezwanie do Diabła –
Kapralu Zielonka w wyniku kontroli która wykazała waszą nieprzydatność do działań naszej jednostki zostajecie zwolnieni do cywila. Jak to do cywila ? Ja tu kolegów mam. My wychodzimy w kwietniu. Razem. Niestety nie. Wy opuścicie jednostkę w lutym …go.
Znaczy widzę Zielonka że was za karę wywaliłem do cywila.
No to pięknie ale jak to możliwe ? Bo kontrola stwierdziła że żołnierz który nie ma przydziału służbowego powinien odejść do cywila, jeżeli odsłużył tyle a tyle dni.
Czyli po prostu za brak przydziału nagroda.
Wychodzę w lutym. Słyszał ktoś o tym żeby w lutym do cywila wracać ? Gdzie pijaństwo pożegnalne gdzie chustą powiewanie? Wracam na kompanię i mówię że mnie za karę wywalili z woja, a chłopaki od razu – no to teraz na nas kolej, my zamiast na jesień, wyjdziemy na wiosnę na pewno.Taa już to widzę, legenda od lat głosi że będą wypuszczać prędzej, a prawda jest taka że jeszcze za mnie będziecie dosługiwać.
Nawet nie przypuszczałem jak bardzo mam rację.
Na potrzeby stanu wojennego opóźniło się wyjście do cywila w całym chyba wojsku.
Wszyscy którzy musieli dosługiwać robili to niestety chyba przez tę przepowiednię.:)
Przepraszam was chłopaki. Wtedy nie wiedziałem że mam taką moc.
Wyszło nas wtedy do cywila z całej jednostki dwóch. Prawdopodobnie wywalili nas na wszelki wypadek jako element niebezpieczny lub po prostu zbędny.Kojarząc rozmowę z politycznym jesienią i kontrolę samej tylko dokumentacji w styczniu ze stanem wojennym można spokojnie wysnuć wniosek że stan wojenny był przygotowywany już co najmniej rok prędzej.
Co nie zmienia faktu że gdyby mnie nie chciał Diabeł ukarać tym brakiem funkcji toby mnie z woja nie wywalili. Dumnie więc noszę miano pierwszego wywalonego za karę.
Żeby nie było w mojej służbie nic normalnego to na do widzenia jak przyjechałem w cywilnych ciuchach po zwolnienie z wojska okazało się że nie ma kto wystawić dokumentów bo administracyjny jednostki zabił się w nocy jadąc po pijaku swoim samochodem.
Dwa dni go warta nasza na mrozie pilnowała zanim przyjechało WSW i go zabrali.
Trzy dni mieszkałem u kelnerek na stancji zanim jakiś p.o. nie wydał mi książeczki.
Tym przykrym akcentem zakończyła się moja służba krajowi, którą w całości można uznać za nietypową przygodę alkoholową.

Eeh łza się w oku kręci.
Była fantazja w narodzie. To i przygody alkoholowe były nietypowe.

KONIEC

P.S.
Kilka ciekawych wydarzeń nie miało związku z alkoholem więc ich tu nie umieszczałem.
Jak kto ciekawy to proszę dać znać, umieszczę w Historiach Zielonki.

Proponowane tytuły
„ Mistrzostwo świata w olewaniu kary czyli jak szeregowy Zawadzki porucznika wychowywał”
„Jebiona mać a gdzie tu okopy ? czyli nie ma to jak poligon w zimie.”
No i oczywiście proszę czekać na część drugą „bimbrowania ze zgredami” jak jeden z kolegów nazwał moją historię o przyłączeniu się do bractwa.
Chciałbym lubić to co zrobię i robić to co lubię

Awatar użytkownika

zielonka
450
Posty: 463
Rejestracja: czwartek, 22 lis 2012, 16:41
Krótko o sobie: niecierpliwy kombinator
Ulubiony Alkohol: whisky
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: zielonka » sobota, 12 gru 2015, 12:59

Dla wygody tych którzy nie czytali odcinków umieszczam całość
Dla tych co czytali ostatni odcinek jest w poście powyżej



Przygody kaprala Zielonki czyli jak doszło do stanu wojennego

Treść ukryta:



P.S.
Kilka ciekawych wydarzeń nie miało związku z alkoholem więc ich tu nie umieszczałem.
Jak kto ciekawy to proszę dać znać, umieszczę w Historiach Zielonki.

Proponowane tytuły
„ Mistrzostwo świata w olewaniu kary czyli jak szeregowy Zawadzki porucznika wychowywał”
„Jebiona mać a gdzie tu okopy ? czyli nie ma to jak poligon w zimie.”
No i oczywiście proszę czekać na część drugą „bimbrowania ze zgredami” jak jeden z kolegów nazwał moją historię o przyłączeniu się do bractwa.
„Ile kosztuje tani keg? czyli na ratunek ojcu”
Chciałbym lubić to co zrobię i robić to co lubię


rozrywek
2000
Posty: 2102
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: rozrywek » sobota, 12 gru 2015, 17:53

Miałem pięć lat, spałem w łóżeczku.
Mój ojczym, nie stroniący od alkoholu nalał sobie do szklanki wódki i wyszedł po coś do kuchni.
Dziecko wstało, zobaczyło szklankę wypiło i poszło spać.
W domu awantura, ojczym oskarżył matkę o wylanie trunku do zlewu, ale cóż, mama dociekliwa powąchała dziecko a ten....wiadomo.

Opowieść jest autentyczna, z opowiadań mamy wynika że jako dziecko potrafiłem wytrąbić litrową flaszkę syropu, który podobno był obrzydliwy w smaku i żadne dziecko nie chciało tego pić. I wypiciu słoika benzyny nie wspomnę...skończyło się płukaniem żołądka.
I cóż, piłem jako pięciolatek, to jako czterdziestoparolatek miałbym przestać?
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

Taj_pan
30
Posty: 37
Rejestracja: piątek, 12 cze 2015, 21:54
Krótko o sobie: Lubię dobrze zjeść i wypić, pogadać w dobrym towarzystwie, coś dobrego i nietypowego upichcić, obejrzeć dobry film i napić się przy tym dobrego piwa.
Ulubiony Alkohol: Jasio wędrowniczek
Status Alkoholowy: Piwosz
Lokalizacja: Warszawa
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: Taj_pan » sobota, 12 gru 2015, 19:16

Rozrywek, ja miałem podobnie jako 4 ro latek podczas imienin schowałem się pod stołem. Po imieninach, gdy wszyscy wyszli, rodzice jeszcze żegnali ostatnich gości przy drzwiach podobno wyszedłem
spod stołu i wytrąbiłem to co zostało w butelkach. Padłem oczywiście jak mucha i zasnąłem pod stołem. Wszyscy mnie szukali w końcu znaleźli. przez długie lata cała rodzima śmiała się z tego jak to się ubzdryngoliłem na imieninach ojca :D :D :D
Ja oczywiście tego nie pamiętam, pewnie dlatego, że film mi się urwał i nie zarejestrowałem wszystkich zdarzeń.


Szlumf
1800
Posty: 1831
Rejestracja: czwartek, 9 maja 2013, 21:40
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: Szlumf » niedziela, 13 gru 2015, 01:38

Miałem raczej niewiele więcej (lub mniej) lat niż koledzy piszący wcześniej ale to wydarzenie było na tyle mocne, że do dziś pamiętam smak "soczku" z dzikiej róży który wydoiłem z flachy w spiżarni. Soczek okazał się winem babci a ja podobno zostałem ledwie odratowany przez pogotowie. Dzika róża to jest to.
P.S.1.
Niby byłem przy tym ale nie pamiętam. Podobno właziłem na 2,5m szafę (Wałbrzych, pozostałość po poprzednich lokatorach) i skakałem z dzikimi okrzykami na łózko na którym w końcu padłem nieprzytomny.
P.S.2.
Odbiegnę od tematu ale nostalgia woła. Pozdrawiam wszystkich z Dolnego Ślaska. i tych Wspaniałych Autochtonów dla których ważniejsza była ziemia na której żyją niż język którym mówią i tych przygnanych tam z różnych stron świata przez ślepy los. Przy mojej ulicy (Buczka) mieszkali Polacy (głównie z kresów), Żydzi i Grecy.

Awatar użytkownika

Taj_pan
30
Posty: 37
Rejestracja: piątek, 12 cze 2015, 21:54
Krótko o sobie: Lubię dobrze zjeść i wypić, pogadać w dobrym towarzystwie, coś dobrego i nietypowego upichcić, obejrzeć dobry film i napić się przy tym dobrego piwa.
Ulubiony Alkohol: Jasio wędrowniczek
Status Alkoholowy: Piwosz
Lokalizacja: Warszawa
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: Taj_pan » niedziela, 13 gru 2015, 12:31

Drugą przygodę miałem w wieku 12 w czasie wakacji na Węgrzech. Pojechaliśmy na wycieczkę do winnicy w Badacsony, dorośli zostali zaproszeni do wielkiego stołu i tam podano im wino w szklanych dzbanach, szklanki, talerze i całą zastawę. Po zjedzeniu poczęstunku zacząłem się nudzić, dorośli siedzieli rozmawiali i popijali wino, Ja najpierw poszedłem do winnicy i najadłem się chyba za wszystkie czasy winogron prosto z krzaka. później zacząłem "zwiedzać" winnicę. Zaniosło mnie do piwnicy gdzie stały olbrzymie beki z winem. Krzątali się tam pracownicy. zaczęli do mnie mówić po węgiersku, ja oczywiście nic nie rozumiałem i tylko powtarzałem nem tudom, nem irtem. Jeden z pracowników miał taki długi szklany lejek zakończony szklaną bańką. Wszedł na drabinę włożył to naczynie do beki i ustami naciągnął wina do pełna. następnie wyjął naczynie zatkał dolny wylot kciukiem, podszedł do mnie i pokazał, żebym przystawił tą rurę do ust. Gdy wziąłem szklana rurę w usta wino zaczęło wypływać i chcąc nie chcąc musiałem wypić całą zawartość, a trochę tego było. Wszystko było w miarę w porządku gdy grasowałem po piwnicy. W końcu alkohol zaczął dawać o sobie znać i stwierdziłem, że muszę wracać do autokaru. Gdy wyszedłem na zewnątrz, gdzie panował upał około trzydziestu kilku stopni w cieniu, poczułem, że jestem nawalony jak sołtysowa stodoła.
Pomyślałem, ze będzie niezła chryja jak mnie rodzice zobaczą w takim stanie. Postanowiłem jak najszybciej ewakuować się do autokaru. Nie była to taka prosta sprawa, bo autokar stał ok 200 m dalej na parkingu. A do winnicy prowadziła długa gruntowa droga pomiędzy szpalerami winorośli. Droga była dla mnie zbyt długa i padłem w połowie między krzakami. Znaleźli mnie tam wracający do autokaru rodzice.
Wszyscy ze śmiechem stwierdzili że nawalony jestem dokładnie. Pomogli mi wrócić do autokaru i położyli mnie na ostatnich siedzeniach żebym się "wyspał". Drogi powrotnej do ośrodka oczywiście nie pamiętam.
Nie wiem jaki to miało wpływ, ale nawet teraz po wielu latach, gdy jestem w sklepie i kupuję wino, to przeważnie sięgam po węgierskie i jakimś dziwnym trafem wybieram te z okolic Badacsony.
Coś chyba w tym musi być.

Awatar użytkownika

kochanek Kranei
150
Posty: 187
Rejestracja: czwartek, 19 kwie 2012, 20:53
Krótko o sobie: Postępuję według zasady: stalowa ręka na łagodnym sercu. Ale dzień w którym nie zrobię komuś psikusa uważam za stracony.
Ulubiony Alkohol: Moje nalewki, owocówki, czerwone wino,
Status Alkoholowy: Student Bimbrologii
Lokalizacja: EU
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: kochanek Kranei » niedziela, 13 gru 2015, 18:45

Nim kołtuńska cenzura i tutaj dotrze w ramach solidarności z ponoć pornograficzną sztuką małe, grafomańskie opowiadanie erotyczne. Dozwolone od lat 18 i pod warunkiem, że nie cierpi się na syndrom kaczyński.

Drzwi do piwnicy otworzyły się, po chwili zamknęły się i po chwili słychać było ciche stąpanie po schodach.
- Hej - usłyszał kiedy stanęła przed nim ubrana we frotowy szlafrok. Nie odpowiedział. Niby dlaczego? To ona znowu sprowokowała cała awanturę. I to przy dzieciach. Podczas popołudniowej sobotniej kawy.
- Ciepło tu masz.
Andrzej dalej siedział w swym ulubiony starym fotelu i czytał swoje alkoholowe forum. Nie odpowiadał. Nadal był zły.
- Jędruś, nie kochasz już mnie? - zapytała stojąc między nim a kolumną.
Nie słysząc odpowiedzi, zabrała mu z rąk tablet, położyła na stole obok i usiadła mu na kolanach.
- Przepraszam - usłyszał po chwili i jednocześnie poczuł pocałunek na szyi.
- Bardzo się gniewasz?
Usiłowała pocałować go w usta ale szybko uchylił głowę patrząc na termometr przymocowany do głowicy. Złapała go za głowę i zdecydowanie patrząc mu w oczy powiedziała:
- Słuchaj, jestem twoją żoną i nie traktuj mnie jak kogoś obcego. To nie było fajnie co zrobiłam i jest mi bardzo przykro ale musisz mnie też zrozumieć. My się praktycznie nie widzimy. Ty w pracy, ja w pracy. W ciągu dnia więcej czasu spędzam z moimi kolegami niż z tobą.
Tu już nie wytrzymał:
- To nie moja wina, że masz taką pracę ale ja po szkole cały czas jestem z dziećmi. I to - tu wskazał na prawie nową kolumnę puszkową - to mój sposób na odprężenie.
- A przy mnie nie możesz się odprężyć? - spytała filuternie odchylając szlafrok. Chwyciwszy jego rękę położyła ją na swoich piersiach.
- Hm? Nie podoba ci się takie odprężenie?
A kiedy nastąpiła seria pocałunków przy jego uchu, wiedział już, że przegrał.
- Wiesz, ja nie mam nic przeciwko twojemu hobby, choć jako prawnik mam swoje zdanie na ten temat. Mi chodzi tylko o nas. A kiedy zauważyła, że znowu patrzy na termometr zapytała dlaczego ciągle tam zagląda.
- Nie udawaj, że cię to interesuje - odburknął.
- Wyobraź sobie, że owszem interesuje. Co będzie jeśli ktoś zadzwoni i będziesz musiał gdzieś pojechać?
Cwana bestia - pomyślał - nic dziwnego że jest adwokatem. Ale zabawa jego włosami z tyłu głowy też zrobiła już swoje. Zmiękł zupełnie.
- Muszę pilnować stałej temperatury która wskazuje mi, że Lola pracuje stabilnie.
- Widzisz Jędruś, to z zazdrości. Ty swoim aparaturom nadajesz kobiece imiona.
- Ale seksu z nimi nie mam - odparował.
- A skąd ja mogę wiedzieć co ty tu z nimi tu robisz?
- A co mam robić! Fiuta w gorącą kolumnę wsadzać? - odpowiedział obcesowo i ciągnął dalej - ja ci się do do pieczenia nie wtrącam.
- A może ja bym chciała żebyś się wtrącał?
- Nie rozerwę się. Nie mogę być tu i tam. Od kolumny nie wolno odchodzić. Ok, na chwilę ale tego - tu wskazał na aparaturę - lekceważyć nie wolno.
- Jędruuuuuuś - i z ustami przy jego uchu szeptała dalej - już dobrze, nie denerwuj się. Powiedz kto jest twoja ulubioną psotnicą?
I nim cokolwiek zdołał powiedzieć przyssała się do jego ust. A kiedy już chciał złożyć broń, wstała i ruszyła w stronę schodów.
- Zobaczę tylko co u dzieci i zaraz wracam.

Po kilku minutach ponownie otworzyły się drzwi. Nagle na posadzkę upadł szlafrok. Schodziła powoli po schodach naga z figlarnym uśmiechem i jednocześnie pełnym triumfu wyrazem twarzy. Stanęła przed nim i zapytała:
- Wiesz już z kim psocisz najchętniej?
Chwycił ją rękoma za pośladki i przyciągnął do siebie. Pocałował mocno, zaciągnął się mocno zapachem jej włosów. Odwrócił ją, złapał za piersi, mocno je tłamsił jednocześnie całując szyję. W końcu zaczął się rozbierać. Znowu ją objął, mocno przygarnął do siebie, zaczął głaskać jej plecy i pośladki. Słyszał jak coraz mocniej oddycha.
- Jędruś, musimy coś zrobić, żeby częściej być razem. Przyrzeknij mi to. Proszę!
- Zrobimy, obiecuję.
- Ale jak zrobimy... to? - zapytała nieco zmieszana.
Znowu ją odwrócił, pchnął lekko w stronę fotela. Kiedy pytająco odwróciła głowę, położył dłonie na jej szyi i delikatnie zmusił do uklęknięcia na fotelu. Po czym wszedł w nią i raz po raz powtarzał tą czynność wbijając palce w pośladki. Tyle lat już są razem ale Anita doprowadzała go nadal do szaleństwa. Słyszał jej wzdychanie, czuł jej gorąc i wilgotność, kiedy nagle położyła mu rękę na udzie.
- Za mocno? - zapytał zatroskany i przerwał.
- Nie, wszystko w porządku. Chcę cię tylko widzieć.
Kiedy wstała, chwyciła koc, którym przykryty był fotel, położyła go na stół, odwróciła się do niego tyłem, położyła obie dłonie na blacie i podniosła się na nadgarstkach, po czym opadła na stół rozszerzając zapraszająco uda. I znowu połączył się z nią i czuł jej bliskość. Jej piersi falowały za każdym razem kiedy się coraz mocniej wbijał w jej cudowne ciało. "Żeby to jak najdłużej trwało." - myślał ale kiedy zaczęła sama poruszać biodrami już po chwili było za późno. Wydał z siebie głęboki jęk a Anita momentalnie podniosła się, zatkała mu usta dłonią i do ucha szepnęła:
- Ciiiiicho, reszta świata nie musi o tym wiedzieć.
Andrzej ledwie trzymał się na nogach. Nagle dotarł do niego alarm termometru.
- Coś pipczy. To źle?
- To alarm. Muszę zmienić pojemnik. Reszta to pogony.
Kiedy starała się od niego uwolnić, uspokoił:
- To pierwszy odpęd. Dopiero przy drugim trzeba to zrobić szybko.
Pocałował ją delikatnie, odszedł krok do tyłu i pomógł jej zejść zsunąć się ze stołu. Podszedł do kolumny, wyciągnął silikonowy wężyk z 5 l damy i włożył go do butelki po grappie z napisem Pogony. Słyszał jeszcze jej kroki po schodach. Odwrócił się, spojrzał na pomieszczenie i pomyślał, że koniecznie musi tu znaleźć miejsce na jeszcze jeden stół, jakąś szafę i piec z piekarnikiem.
- Sorry Lola, Anitę kocham bardziej.
NUNC EST BIBENDUM!
kochanek Kranei

Awatar użytkownika

klepa
350
Posty: 393
Rejestracja: wtorek, 22 paź 2013, 09:03
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: klepa » niedziela, 13 gru 2015, 21:25

Przepraszam najuprzejmiej, ale czy zachowały się może jakieś zdjątka z tego pędzenia?

Awatar użytkownika

kochanek Kranei
150
Posty: 187
Rejestracja: czwartek, 19 kwie 2012, 20:53
Krótko o sobie: Postępuję według zasady: stalowa ręka na łagodnym sercu. Ale dzień w którym nie zrobię komuś psikusa uważam za stracony.
Ulubiony Alkohol: Moje nalewki, owocówki, czerwone wino,
Status Alkoholowy: Student Bimbrologii
Lokalizacja: EU
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: kochanek Kranei » niedziela, 13 gru 2015, 22:05

Ty zbereźniku! Wszelkie prawdopodobieństwo osób i czynności jest zupełnie przypadkowe i jest wytworem bezbożnej wyobraźni autora.
NUNC EST BIBENDUM!
kochanek Kranei


rozrywek
2000
Posty: 2102
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: rozrywek » poniedziałek, 14 gru 2015, 08:08

Elixir filozoficzny.

W małym skrócie przedstawić muszę zamiast wstępu, co się wtedy w państwie Lachów działo, aby historyja sens miała i by czytelnik zbytnio znudzon nie był.

A działo się to wieku czwartego, roku pańskiego szesnastego, za niezbyt miłościwie panującego Jaroburego.
Jarobury jako człek niewielkiej postury, karłowaty wręcz, wielkie mniemanie o sobie miał, do tego człek mściwy i pamiętliwy, despotyczny
Zaciekłość jego wzmogła się jak mu brata Lechosława moskale w bitwie pod Smoleńskiem zasiekli.
Tak przynajmniej twierdził jego nadworny ochmistrz Antoni Mąciwoda. Człek to był szalony, słuchy chodziły że magicznymi ziołami się okadza, stad szaleńcze zapędy, spiskowe teorie i w obłokach bujanie.

Lechosław człowiekiem był spokojniejszym niż brat, mniej wyrywnym, jeno jak mu dziady do karocy wsiadać chcieli to im zawsze spieprzać kazał. Lechosław nastał po Aleksandrze Kwachopiju, który figurantem był jeno, choć dziewoję miał urodziwą i na salonach obytą.
Kwachopij nastał po Bolku wąsatym, hmm Bolko człek to był mężny w słusznej sprawie walczący, o wolność pospólstwa i zrzucenie moskalowego jażma, i nawet za to order dostał jako wielce zasłużony.

Jarobury okrutną mściwością pałał do Tuskopełka, pana ziem zachodnich, nadwornego pachołka Niemieckiej księżnej Angeli, co się z Sarmatami i Asyrianami bratać chciała.
Jarobury za wszystko obarczał winą Tuskopełka, który nic sobie z tego nie robił.

Lubelski Książe Jan Palipięt wielką żądzę władzy miał, a możny to pan był i magnat wielki.
Władać chciał światem całym, ale do tego złota i kosztowności mu nie stało.
I tu się nasza historyja zaczyna:

Palipięt miał prywatnego medyka, Hirusa Kacerza, który po nocach alchemikiem się stawał, uczony to był człek i rozumny. Lubił odkrywać, badać sprawdzać, wszelakie rzeczy miarkować.

Hirus kamienia filozoficznego szukał, przyzwolenie od Palipięta miał, który mu wikt i opierunek dawał, a kosztów na badania nie skąpił.
Rtęć z ołowiem, cyna, wszystko w tyglu mieszał, srebro z tego wydobyć chciał. Wenerowe skrawki dawał, złoto pragnąc sprawić. Dziwne substancyje, w różnych proporcjach próbował, nadaremno.

Wreszcie postanowił zbudować tygiel prawdziwy, kanałem z drugim mniejszym tyglem połączony, pomyślał że kamień filozoficzny uwięziony w metalu zostaje, oddzielić się nie może i stąd jego niepowodzenia.
I wdychał nocami opary metali, truł się biedny nie wiedząc o tym nawet, mizerniał w oczach, mało jadła, wiele wina, zrobiło z człeka marnotę, zamartwiał się, ale w poszukiwaniach nie ustawał.
Upiwszy się winem mocno, na pomysł wpadł.
Dlaczego kamień, a nie eliksir, przecież metal z płynnego twardym się staje. Potrzeba czegoś płynnego aby kamień filozoficzny wydobyć. Postanowił dolać wody, wszak wiadomo iż woda to życie. W mniejszym tyglu zebrał się płyn, ciekawy co, sprawdził, niestety tylko woda.
Węgle już przygasały, w butli wina dno się pokazało, sięgnął po następny antałek, odszpuntował przelał do butla, przechylił do gardła porządnie, jeszcze raz poprawił i przechylając trzeci raz potknął się i butla mu do tygla wpadła, rozbijając się. Zrezygnowany spać się położył.

Pędzimir był jak żywe srebro, dziecka wszędzie pełno zawsze było, w miejscu usiedzieć nie potrafił i dlatego takie mu miano dali, gdyż w połogu z łona matczynego wyskoczył nagle, od razu się do cyca przysysając, tak mu się pić chciało, i z tym piciem całe jego życie się potem związało. Ino nie mlekiem raczyć się resztę żywota miał.

Straszliwy lament go o południa zbudził, żona krzyczy, Pędzimir, Pędzimir nie dycha, coś ty dziecku zrobił? Hirusowi jeszcze wino szumiało, nie zorientowany co się dzieje przebudzić się próbuje, matka odszpuntowała beczkę, kwartę wina Kacerzowi wlała aby na nogi normalnie stanął.
Hirus za badanie syna się zabrał, dziecko leży jak nieżywe, powieki podnosi, oczęta czerwone.
Kacerz powąchał a z ust dziecka woń wina wyczuwa.
Matka, nie lamentuj, Pędzimir zwyczajnie upity jest. Dziecko przebudzone płakać zaczyna, tatko bić będziesz?
I się sprawa wyjaśniła, mały tygiel odłączony, a w środku dziwna ciecz się zebrała, czego chłopiec się trochę napił. Hirus powąchał, spróbował, a w gardle mu zagorzało. Cóż to za gorzałka? Mocne jak piekielny ogień. Ale dobre, posmakowało. Pociągnąwszy jeszcze jeden łyk w głowie mu się przejaśniać zaczęło. Rozbita butla z winem, tygiel, przygaszone węgle…


Jako człek uczony i w łacinie biegły, nazwał swój napój Okowita. Zrozumiał że to właśnie tego kamienia filozoficznego poszukiwał, jeno nie złota szlachetnego, tylko eliksiru, co jeszcze szlachetniejszym był.

Odżywszy nareszcie, za alchemię się z kopyta zabrał, tygiel oczyścił, miedzianych kawałków nawrzucał, cały antałek wina wlał. I warzyć powoli zaczął. Destylacyją ten proces nazwał. I zaczęła spływać okowita do tygla, odbieralnikiem zwanym.
Pędzimir wiernie mu pomagał i pilnie obserwował. Stary Kacerz szybko się zorientował że chłopiec powonienie ma dobre, a smak bardzo delikatny posiada, pozwalał synowi na palec ciecz brać i próbować czy dobre.
I tak księżycowali razem, Pędzimir doradzał jak destylacyja przebiega, czy jeszcze okowita płynie, czy tylko z wina resztki, które pogonem nazwali. Zbierali okowitę do beczki po winie, Kacerz suto zakrapiał i synowi po trochu próbować pozwalał.
Przyszła zima, dzieci na rzece w ślizgawkę się bawiły i nieszczęście się stało. Lód się załamał i Pędzimir do rzeki wpadł. Stary Hirus w tym czasie swoje experymenta czynił kiedy skostniałe półżywe dziecko mu przynieśli. Stary szybko dziecko rozebrał, szmaty na gorący aparat rzucił aby szybko wyschły, syna derką okrył i przy gorącym aparacie posadził.
Z tego nieszczęścia, szczęście się stało, dygocący z zimna chłopiec co rusz palce do tygla wkładał i na rozgrzanie oblizywał. Tatko, Tatko!!! Jakie to piekielnie mocne!!!
Hirus spróbował, czysty ogień trzewia pali, toż to spiryt z wina ulatuje.
I się zmiarkował co zacz. Zmarznięte szmaty ochładzały tygiel od góry, moc się zbierała i sam spiryt aparatura dawać zaczęła.
Kacerz szczęśliwy z odkrycia, pół kwarty sobie wlał, synowi ćwiartkę i dumać zaczął, jak tu destylacyję inaczej prowadzić aby mocy więcej dawało.
Okowita w głowie szumiała, ale rozum trzeźwy, węgla z popiołu wydobył i na ścianie rysować nową aparaturę zaczął.
Rectificatio musi się sprawić, a gorące u dołu i zimne na górze piekielnej mocy daje.

Zbudował nową aparaturę z Wenery, garniec wielki z balią na górze gdzie kawały lodu do chłodzenia wkładał. Do tego z drugim tyglem poskręcaną rurką połączone, i w drugiej balii z lodem zanurzone, cyną wszelakie dziury połatał. Mozolna to była praca, Pędzimir pilnie mu w pracy pomagał i zbudowali Alembicus prawdziwy.
Destylacyję co noc robili, spiryt do beczki wlewali, uczyli się, próbowali, a raczej suto się raczyli.

Przyszła wiosna, beczka pełna, nie ma gdzie już okowity wlewać. Stary Kacerz po pierwszy antałek sięgnął, ten co z pierwego jeszcze tygla urobek wlewali. Wylać chciał resztki , aby antałek napełnić od nowa.

Jakże zdziwion był, okowita złotego koloru nabrała, a smak łagodny i woń przyjemna. Pędzimira zawołał aby pierworodny, w smaku lepszy powiedział co zacz. Tatko, toż to delicyje!
Wspaniały trunek po czasie wyszedł, widać było że spiryt w beczce ambrozji dostaje, ino poleżeć musi.

Hirus Kacerz antałek spakował i do Pana Palipięta na zamek się udał.
Szlachta przy stole siedzi, winem się raczy, kiedy stary medyk antałek postawił. Panie znalazłem kamień filozoficzny, jest to złoto, ale nie takie jakiego szukaliśmy, do kielichów rozlał na próbunek złocistego napoju………i się historyja dopiero zaczęła.

Ja tam nie byłem, tego nie piłem, ale zapewne tak właśnie być musiało.
Następna historyja o pannie Śliwowicy będzie, co przez przypadek inną ambrozję sprawiła.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

zielonka
450
Posty: 463
Rejestracja: czwartek, 22 lis 2012, 16:41
Krótko o sobie: niecierpliwy kombinator
Ulubiony Alkohol: whisky
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Zielonka w cywilu bimber i honor

Postautor: zielonka » poniedziałek, 14 gru 2015, 17:49

Widzę że jeszcze można pisać to dodam odcinek

Zielonka w cywilu, bimber i honor.

Każda przygoda kiedyś się kończy także i moje wojsko dobiegło końca i wróciłem do cywila.
Wróciłem do pracy do tego samego zakładu dzięki gazetkom z którego wylali mnie z wojska.
Wróciłem ale na nowe miejsce pracy i do nowych kolegów. Jak tradycja od stuleci każe w nowym miejscu mus postawić tak zwane wkupne. Nowe miejsce to grupa ponad 10cio osobowa, praca na dwie zmiany więc ilość powinna być poważna.Tu pojawił się problem bo cały alkohol w Polsce wykupiły babki dla wojska i renciści i nie bardzo można było bez walki z mafią rencistów cokolwiek kupić. Problem stanął na rodzinnej naradzie, jak syn ukochany ma się w nowej pracy znależć bez alkoholu. Tato oczywiście proponuje swój ohydny bimber –w życiu tego do pracy nie zaniosę , zwariowałeś ojciec ? wyśmieją mnie i kto to będzie pił. Na ten moment wchodzi sąsiad do ojca w sprawie spożywania tegoż.
Bowiem w czeluściach piwnicy naszej ociec wespół z dwoma sąsiadami bomber robili i przeważnie od razu spozywali.
Coście tacy tu pozbierani? Narada jakaś czy co ? No narada bo widzisz sąsiad synuś ma nowe miejsce pracy i musiałby postawić ale nie ma jak kupić tyle alkoholu bo w sklepach wszystko znika. Znika, znika, wiem bo sam to znikam w końcu pracuje się w Gsie. Ile tam tego by trzeba ? No z 5, 6 butelek , symbolicznie po kielichu na przełomie zmian i do roboty.
Tyle to ja w tapcznie mam. Gdzie ? W tapczanie ? No w tapczanie trzymam żeby żona nie wiedziała że tyle mam bo zaraz rozda na różne łapówki za byle co. No to super , jakoś się potem rozliczymy. I tak dostałem 5 flaszek od sąsiada i poniosłem DO PRACY (wiem dziś to brzmi jak zmyślenia ale wtedy na porządku dziennym). Rozstawiłem kielonki i koledzy podchodzą klepia po ramieniu –zuch zuch aż 5 flaszek przytargał , pije jede pije drugi , cisza
Nikt nic nie mówi Jakoś tak podchodzi przyszłej żony wujek wychyla i ---oczy jak pięć złotych –jaja robisz ? jakie jaja / no przecież to woda !!! woda ? jaka woda wódka z zakrętkami i woda ? Próbuję sam i faktycznie woda. Patrzę na tych co już pili –a u waa też woda? Woda mówią ale nie chcieliśmy mówić bo może jakas zmyłka albo co.
O żesz k……wa jasny gwint , sąsiad mnie tak w ciula zrobił ? Taaaaaato ratuj.
Ludzie zaczekajcie nie idźcie domu zaraz będzie dobrze. Panika i przerażenie w mojej twarzy nie pozwoliły im pójść. Czekają .
Szybki telefon do wydziału gdzie tatowy pracował i płacz i lament „o jezusie jaki wstyd, jak ja teraz chłopakom w oczy spojrzę ? Dobra nie martw się chłopak, mam duży kanister fajnej 60tki to powinno pomóc. Faktycznie o dziwo nikt nie narzekał że bimber, akanister na tyle był duży żę druga zmiana już do maszyn nie podeszła. Po powrocie do domu zawiadamiam sasiada że masakra się stała. On mówi że może mu wódke sklepowe podmieniły na wodę, to był dość częsty proceder w GSach. No trudno. Mineło trochę czasu i sąsiad sa zżoną u nas na imieninach. Sąsiadka coś ojcu przymawia że bimber pędzi a on jej na to – no żeby nie mój bimber to syn by honor stracił przez wódkę twojego męża. Jaką wódkę ? No miałem trochę wódki i pożyczyłem chłopakowi na wkupne. Tej z tapczanu ? No, a skąd wiesz ?
Zawsze wiem gdzie wódkę chowasz. Dawno na wodę popodmieniałam bo mi nieraz potrzebna żeby kawe załatwić albo coś innego.
Było śmiechu sporo ale sasiad jakoś mało się śmiał .
W pracy wszystko potoczyło się fajnie i parę lat spędziłem w koleżeńskiej załodze.
Chciałbym lubić to co zrobię i robić to co lubię

Awatar użytkownika

Autor tematu
JanOkowita
1950
Posty: 1990
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: JanOkowita » poniedziałek, 14 gru 2015, 19:30

:krzycze: Ogłaszam zakończenie :stop: , zbieramy oceny od jurorów w tajnym wątku ;)
Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl


Wróć do „Akcje Specjalne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości