Promocje, akcje, konkursy, zabawy oraz inna szczególna działalność którą wspieramy.
Regulamin forum
Jest to specjalne forum przeznaczone do fajnych akcji, dzięki którym można promować różne konkursy, produkty, wydarzenia, spotkania, działania i wiele więcej. Wszystko po to by promować alkoholowe wyroby domowe.

Jeśli chcesz zaproponować coś ciekawego to pisz do nas, zapraszamy!
Awatar użytkownika

Autor tematu
JanOkowita
1650
Posty: 1677
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: JanOkowita » piątek, 6 lis 2015, 12:03

Obrazek

Zaczynamy nową zabawę literacką :) Temat jak wyżej. Zasady zabawy są następujące:

- uczestnik zabawy umieszcza w tym wątku opis najciekawszych, śmiesznych lub strasznych przygód związanych z szeroko pojętą tematyką alkoholową. Długość opowieści dowolna, lecz nie zanudzająca w lekturze "na śmierć"

- używać należy poprawnej polszczyzny, w miarę możliwości bez wulgaryzmów i bez treści obrażających uczucia innych osób. Utwory zawierające treści rasistowskie, nawoływanie do przemocy, itp. - zostaną usunięte przez Administratora Forum

- każdy uczestnik ma prawo umieścić dowolną ilość utworów, mogą to być również opowieści w odcinkach lub w formie np. rymowanej lub jakiejkolwiek innej dopuszczonej w literaturze

- opowieści nie muszą być prawdziwe, można dowolnie fantazjować zgodnie z własną wyobraźnią

- 3 najlepsze prace zostaną wyłonione przez Jury składające się z Moderatorów, Admina oraz JO

- zakończenie zabawy 12 grudnia 2015, tak aby nagrody (niespodzianki...) do Zwycięzców dotarły jeszcze przed Gwiazdką (wysyłka jedynie na terenie Polski)
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Ostatnio zmieniony piątek, 6 lis 2015, 16:23 przez JanOkowita, łącznie zmieniany 1 raz.
Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl


promocja
Rabaty dla użytkowników forum AD w sklepie po podaniu loginu z forum!

divastion
50
Posty: 85
Rejestracja: środa, 12 lut 2014, 20:31
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: divastion » piątek, 6 lis 2015, 15:06

Zachęcony kolejną zabawą opiszę swoje perypetie, które miały miejsce stosunkowo niedawno...

Dotychczasowe koncertowania (jak na dopiero raczkującą "kapelę" :lol: ) miały miejsce w starym domu. Sprzęcicho prościutkie, aż do bólu - potstill na szklanym deflegmatorze i chłodnicy; proste? działa? skoro tak, to jedziemy z koksem.
.
.

Mijały kolejne miesiące, a wraz z nimi godziny spędzane przy aparaturze i wszystko by było pięknie i sielankowo, gdyby nie ludzkie lenistwo i zuchwalstwo :odlot: . Zaczęło się jak zwykle: "aaaaaaaaaaa do licha, siedzieć cały czas i patrzeć jak kapie; toż to czyste marnotrawstwo czasu..." no to cyk - zaglądnę tutaj raz na 15 minut i powinno być okej :D Człowiek to taki twór, co błyskawicznie przyzwyczaja się do dobrego, a że lepsze jest wrogiem dobrego... Po co mam zaglądać raz na 15 minut - wszystko jest elegancko, to będę zaglądał raz na godzinkę, a co! I tak jak w tej reklamie na czasie: :klaszcze: (brawo Ty, brawo JA) :lol: Szczęśliwie mijały kolejne dnie, noce, aż trzeba było dojść do apogeum głupoty i zuchwalstwa :respect: Gdzie tam grzanie otwartym gazem, gdzie tam opary - było dobrze? będzie dobrze... No chyba jednak nie - szybko dostałem solidną nauczkę. Szczyt nastąpił wtedy, gdy "czas zlewczy" potrafił się przedłużyć do całej nocy zostawienia aparatury na gazie... Tak wiem, (niektórzy z Was też wiedzą) jest na to parę takich dosadnych epitetów, które faktycznie oddają stan tej wręcz blokady umysłowej... U nas można to podsumować tak: ":klaszcze: ZORRO"... Mniejsza o moje umysłowe tabula rasa, wracamy do tematu. Tak więc kolejna próba, rozpalam pod "PGKoPa7l - Piekielnie Głębokim Kotłem o Pojemności aż 7l", ehhh co tam, tyle nastawu, to będzie się chyba z tydzień podgrzewało. Zapomniałem o bożym świecie przy okazji innych robót, a że skleroza też potrafi okazać czasem łaskę: "...Ja p%^$%$%^ przecież to było nastawione na full gazie bez jakiegokolwiek chłodzenia, Ty $^@#$^@#$^%" Możecie sobie śmiało wyobrazić mnie w tej chwili na podium biegów na 100m techniką dowolną. Wpadam do starej chatki i w ułamku sekundy słyszę przez drzwi jak syczy itd itp... sekunda zawahania (tak tak, właśnie wtedy mnie olśniło, że przecież jak otworzę drzwi, to dostarczę tam świeżego powietrza w dużej ilości), :respect: dla geniusza fizyki i chemii; sekunda później drzwi stają otworem, z wnętrza bucha potężny obłok gorących gazów i wtem zaczyna się magia. Słup ognia bucha spod stilla, wędruje pod sufit i płomień zaczyna żyć własnym życiem :bardzo_zly: W głowie: :krzycze: odetnij gaz!!!!! w tym czasie jak w matrixie oceniam sytuację: pot still to jeden wielki smok ziejący ogniem, żeby było ciekawiej - plujący też palącymi się kroplami etanolu, włosy na głowie liżą płomienie z oparów pod sufitem, na ziemi kałuża ognia, firanki zaczynają się zwęglać :help: Szybki skok geparda w stronę butli z gazem - udało się zakręcić, wokoło już niewesoło - wszędzie ogień, wężyki od aparatury zaczynają się palić... Pierwsza lepsza szmata w rękę i próbuję gasić :bardzo_zly: a płomienie do mnie :fuckyou: tą szmatką, to możesz się za przeproszeniem podetrzeć; jest źle, bardzo źle, myśl, myśl!!!! GAŚNICA Z AUTA!!! Wypadam przez drzwi, gonię do auta, patrzę i... JEST! kolejne urządzenie stworzone chyba tylko w gablotę do muzeum - ilość tego "pierdnięcia" wystarcza na 5 sekund... W środku już firanki w płomieniach, meble zaczynają się "zajmować" - panika! przecież nie dam sobie z tym rady... Zadzwonić pod 998, to pójdę siedzieć za produkcję :crazy: Szybko do jednego sąsiada, do drugiego i wszyscy z wiadrami, miskami, woda w chałupce odkręcona na maxa i wszyscy gaszą... bieganie, panika, nawet lokalna studnia poszła w ruch... Jakimś cudem się udało.
.
.

Suma summarum:
* straty finansowe i materialne - aparatura, cały pokój spalony, a następnie zalany przynajmniej kubikiem wody, meble, firanki, ściany, plastiki
* straty moralne: nie do opisania... a na końcu tego wszystkiego, że sąsiedzi "wiedzą", co wiąże się z zaprzestaniem podejmowania kolejnych działań w tym hobby... Nikomu nie życzę, tego co ja przeszedłem i możecie śmiało się uczyć na moich błędach - nigdy więcej :klaszcze:
* kupić większą gaśnicę!!!


divastion
50
Posty: 85
Rejestracja: środa, 12 lut 2014, 20:31
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: divastion » piątek, 6 lis 2015, 15:30

Kolejna historia, może nie tyle straszna, co czarny humor :D
.
.

Rodacy do pracy - każdy z nas wie jak to jest, większość zna własnego szefa. Mój jest piekielnie cięty na alko. Nie ma pijanego pracownika w pracy, nie ma tym bardziej picia w pracy, ani też nie może być tak, że czuć woń alkoholu. Kolejny piękny dzionek - jako, że nie mam z powyższym żadnych problemów, to zawsze czyste sumienie. Ale, jak to zwykle bywa - tego poczęstujesz, tamtemu dasz spróbować. Jeden chce od Ciebie więcej, to proponujesz wymianę itp. Tego dnia kolega zamówił dla babci 3l mocnego bo ok 90% produktu (nie oszukujmy się - na pot stillu spirol? :ok: ) Nie musiał powtarzać 2x i z dobrymi chęciami i swoją wylewną szczodrością przemyciłem mu do roboty 3l elegancko pod sam koreczek, niech babcia ma na zdrowie! Przekazałem koledze buteleczki, no to on myk do szafki! Nie minęło z 40 minut, co do licha... jeszcze mi ręce alko śmierdzą?? Patrzę na kolegę, on na mnie i obaj wiemy o co chodzi - coś jest nie tak! Czemu tu tak ostro pachnie alko w powietrzu?! Wzrok w dół na szafkę - rodem wody z Lourdes (tutaj wóda z lurt :odlot: ) widzimy małe źródełko biorące swój początek gdzieś w meandrach tego poczciwego mebla z IKEI... Szybko otwieramy, chcąc się dowiedzieć trochę więcej o tym niesamowitym zjawisku - było 6 butelek po 0,5; jest 3 butelki, reszta popękane, wyrwane denka itp :shock: :shock: :shock: Nie będę się rozwodził nad szokiem jaki przeżyłem z kolegą, ale tak to jest jak się zasypia na fizyce.
.
.
W ręce poszło wszystko co chłonie - papierowe ręczniki, szmatki, pudełka kartonowe... okna na oścież i my się w tym babramy... Oczywiście los lubi płatać figle, no bo jakby inaczej? :D Wpada prezes - my przy podłodze szorujemy tą rzeczkę, w oczach łzy - tak opary dają... Mina przełożonego bezcenna :twisted: a my we dwóch w jednej chwili, "ajajajajaj takie z nas niezdary i rozlało nam się trochę benzyny ekstrakcyjnej, musimy teraz to pościerać... hahahahaha (śmiech idiotów)" Prezes łypnął spod oka, a że cudem stała butelka benzyny ekstrakcyjnej tuż obok na drugim stole... Do tej pory nie wiem, czy to kupił, ale jeszcze z kolegą we 2 pracujemy ;)
.
.
Należy przy tym dodać, że wtedy, gdy byliśmy zajęci ogarnianiem tego bałaganu, wynoszeniem tych nasączonych tektur itp, strzeliła sobie jeszcze jedna butelka... Kolejne brawa :klaszcze: za nie zapobiegnięciu kolejnej "tragedii" przez otwarcie, tudzież rozszczelnienie butelki :bicz:

Awatar użytkownika

Autor tematu
JanOkowita
1650
Posty: 1677
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: JanOkowita » piątek, 6 lis 2015, 19:42

Duże :klaszcze: :klaszcze: :klaszcze: dla pierwszego Uczestnika!

Dla zachęty zdradzam jedną z nagród w naszej zabawie: https://alkohole-domowe.pl/product-pl-8 ... -inox.html
Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl

Awatar użytkownika

zielonka
350
Posty: 396
Rejestracja: czwartek, 22 lis 2012, 16:41
Krótko o sobie: niecierpliwy kombinator
Ulubiony Alkohol: whisky
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: zielonka » piątek, 6 lis 2015, 23:42

HMM no cóz to było tak :
Lat mając ledwo 18, i nic , bądź cokolwiek wiedzy o sobie
z Tatem wpadamy do sąsiada- bo oni we dwóch już” to robią”.
tato z sąsiadem znaczy się w latach gdzieś około 80siąt.
A tam Ci ONA w odwiedziny do wujka wpadła , no nie dziecko.
No cud natury, piękna, miła, i biust dorodny (duży) miała
No tom się musiał ja popisać i na strasznego wyszłem(szedłem!) wała.
Tatko z sąsiadem lali szczodrze a miało to coś ze sześćdziesiąt,
Dla mnie wychylić 10 lampek? To żeden problem był poniekąd.
Więc podziw u niej był mi dany,
Myślała sobie że ja nigdy nie będę tak jak oni pijany.
Że się myliła czas pokazał i byłem bardziej niż zalany.
Lecz co to ? już dobranoc mówi i odjeżdżania głosi porę ?
Kto jej pozwoli od nas uciec ? wszak ja mam teraz czas AMORE.
Lecz jednak jedzie i na dworzec targam te jej walizy spore,
No przecież Ciebie nie zostawię – to słowa moje –I ---Padole!!!
( znaczy świecie) Miejsce zajmuję jej w pociągu i siadam obok –świat chromolę.
(dlaczego?wiecie !!!!wszak nie przepuści nikt kobiecie)
I tu zaczyna się historia co wiele uczyć może wszystkich ,
Wsiadałem Ci ja do pociągu nie tylko w celach towarzyskich,
Lecz zamiast bawić się słowami lub reką wodzić tu i ówdzie
Zasnąłem jak ostatni osioł i na nic me zamysły jurne
Nad ranem zaś z pasażerami jąłem omawiać rzeczy durne.
Minęło godzin może cztery i pełen wreszcie ja zapału
Wysiadłem z nią na polu szczerym by podać bagaż ?
Nie tak chciałem !
Mąż ją odebrał i powiedział słowa co je zapamiętałem
cztery godziny z NIĄ w pociągu i spałeś? – CHŁOPIE ŻAŁUJ.

Wódzia zbroi wódzia radzi ? wódzia z nas każdego zdradzi.
Pozdrawiam
ZIELONKA
P.S.
Żałuję do dzisiaj.
Chciałbym lubić to co zrobię i robić to co lubię


damian_w202
20
Posty: 28
Rejestracja: wtorek, 24 wrz 2013, 22:22
Krótko o sobie: Jestem fajnym człowiekiem:)
Ulubiony Alkohol: Mój własny z odrobinką chili i szczyptą wanilii i muśnięty miodem lipowym.
Lokalizacja: Pomorskie :-)
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: damian_w202 » niedziela, 8 lis 2015, 23:02

No ta też Wam opowiem. Było to naprawdę lata temu. Byłem w wojsku i.... nie, nie, nie robiliśmy tam nic niedozwolonego. :-)

Ale po kolei. Po szkółce zostałem na jednostce jako starszy do nauki kadetów maszerowania i innych tego typu spraw. Jeden z "młodych" poprosił o możliwość wyjazdu do siostry na weselicho na jakąś wioskę pod Wrocławiem. Wstawiłem się u szefa bo dobry był to żołnierz. Szef zezwolił i wysłaliśmy żołnierza na PJ-kę 72h. Pojechał wybawił się, rozkochał kilka niewiast bo za mundurem panny sznurem. No ale do brzegu. Po powrocie ten żołnierz przywiózł dla mnie w podzięce (wcale się tego nie spodziewałem) kontrabandę. Bo dziadek zrobił i kazał zabrać. No to jak dziadek kazał... :-) Przyjąłem poczęstunek od żołnierza i skrzętnie ukryłem go pod grubą warstwą ziemi zawinięte w grubą folię. Poczęstunek był zacny, złotawy o piekącym zapachu. I tak przez dość długi czas dochodził na środku boiska. Gdy kończyłem służbę, zaprosiłem jednego z kolegów na małe co nieco. Wykopałem i opłukałem buteleczkę zacnego trunku. Schowaliśmy się w opuszczonej sali. Ja, Tomek, jakiś sok do zapicia i dwa kubki no i królowa. Nie wiem jak to się stało, że prawie pod koniec imprezki wpadł do nas oficer dyżurny. :-( Zapalił światło i biegiem do naszego stolika. Było grubo po 23. Łapie za nasze kubki, wącha i nic nie mówi. Dziwnie się patrzy. W nas krew się gotuje, 500 myśli na minutę i ogólnie gorąco będzie. Nadmienię, że po każdym rozdaniu flaszeczka lądowała pod poduszką (sala gotowa na przyjęcie wojska).
Jedno pytanie usłyszałem.
- Co Wy tu robicie?
- Chm... melduję, że niedługo kończę służbę i chcę się z kolegą pożegnać.
- Przy soku?
- Panie majorze przecież nie wolno inaczej...
- Dobra tylko nie siedźcie za długo i posprzątać ten sok. I z dziwnym głupkawym uśmieszkiem oddalił się...

Do dziś nie wiem jak on to zrobił, że nie wyczuł zapachu bimbru. Oboje do teraz się nad tym zastanawiamy.

Po około 30 minutach przyszedł podoficer i powiedział, że oficer kazał już kończyć to posiedzenie. Nam to nie przeszkadzało, bo flaszeczka już pustką świeciła. Na koniec oficer podobno kazał nam pomieszczenie wywietrzyć bo "strasznie rozpuszczalnikiem waliło" :-) jak to oficer skomentował.
Podejrzewam, że uratował nas remont, który faktycznie odbywał się na holu głównym. Malowane były lamperie farbą olejną. Stąd pewnie oficer pomylił zapach bimbru z rozpuszczalnikiem.

W każdym bądź razie takie historie pamięta się aż po grób. I zdecydowanie wzmacniają one więzi między dwoma kuplami.

Serdecznie pozdrawiam Tomka i dziadka tego sławnego żołnierza. :-)

Awatar użytkownika

Autor tematu
JanOkowita
1650
Posty: 1677
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: JanOkowita » poniedziałek, 9 lis 2015, 14:39

Moja śmieszna przygoda z alkoholem własnej produkcji miała miejsce w roku 1985, w czasie gdy mieszkałem w akademiku.

Było już wiosennie, ciepełko za oknem, koleżanki studentki zakładały coraz krótsze sukienki więc i mnie naszło na małe szaleństwo. Postanowiłem zrobić podpiwek!
W pobliskim sklepie "Społem" nabyłem magiczny ekstrakt, do tego drożdże domowe. W kuchni akademika (mieliśmy po jednej wspólnej na każdym piętrze) przygotowałem porcję bodajże 10 litrów i zgodnie z przepisem rozlałem do butelek.
Butelki były szklane, zakręcane, po wodzie mineralnej Mazowszanka - w tamtych czasach praktycznie wszystkie napoje sprzedawano w szkle.

Napełnione flaszeczki grzecznie ustawiłem w szeregu na parapecie w pokoju, tuż nad kaloryferem. W końcu było napisane, że pierwsze 2 dni mają stać w cieple ( a kaloryfery jeszcze odrobinę grzały pomimo wiosny - nikt nie odważył się poruszać zaworem od kaloryfera, gdyż groziło to zalaniem pokoju).

Dumny ze swoich kulinarnych osiągnięć położyłem się wieczorem spać, a mój tapczanik stał właśnie pod parapetem... :cry:

Śpię. Śni mi się wojna, jestem w jakimś budynku, w którym wybuchają bomby, sypie się szkło. Czuję je fizycznie we włosach, jakaś taka lepkość i wilgoć. :womit:

Nagle budzę się ze snu i widzę na parapecie kilka strzaskanych szklanych butelek, z których leje się na mój tapczan podpiwek. Czy prędzej upuściłem gaz z ocalałych flaszek i reszta nocy zeszła mi na sprzątaniu pokoju.

Dzisiaj, starszy o 30 lat nadal z uśmiechem wspominam tę przygodę z młodych lat :)
Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl

Awatar użytkownika

Chlniencie
50
Posty: 74
Rejestracja: niedziela, 15 mar 2015, 23:15
Krótko o sobie: Adres BitMessage: BM-2cXXZ6g6xhfqMaNwCV68oLeuSZQsRQaVun
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: Chlniencie » środa, 11 lis 2015, 13:59

Rok 2015, też mieszkam w akademiku
Butelka po wodzie pięć litrów nie wylądowała na śmietniku
Bo jak przystało na porządnego chłopaka,
Zrobiłem w niej „Pysznego Pięciopaka”.
Nalałem wody, wsypałem ryż,
Cukier i drożdże dodałem tyż.
Zaprawionych wiśni niestety nie miałem,
Ale że można dać dżem, w komentarzu przeczytałem
Niestety, nie zamontowałem fermentacyjnej rurki,
Która ditlenek węgla odprowadza do chmurki
Korek odkręcony jednak lekko był
Żeby mój fermentator za bardzo nie tył
Bo gdy poziom ditlenku w środku jest zbyt duży,
To i wróżbita Maciej nic dobrego nie wróży.

Fermentacja zwolniła, opadają drożdże
Pomyślałem, że z winem będzie bardzo dobrze
Nawet, gdy je dokręcę i schowam pod łóżko
Na którym śpię wraz z kołdrą i poduszką
Chciałem je schować szybko, spiesząc się do pociągu
Myśląc już o zakupie wężyka do obciągu
Żeby, jakby tu przyszedł ktoś z administracji,
Nie pomyślał, że to nastaw do nielegalnej destylacji
Pomyślałem, że przyjdzie ktoś od naprawy karnisza
Bo którejś nocy przerwana została cisza
Gdy mój współlokator poprawić chciał zasłonę
Wróciwszy po melanżu, bo są zapalone
Przez całą noc za oknem latarnie w kształcie kuli
Przez takie badziewie dużo się na prąd buli
Pociągnął lekko za zasłonę, a karnisz się urwał jak
Pociągnięty przez rybę nazbyt silną hak
Choć rok temu był remont, to wciąż coś odpada
A dróżdż niechaj sobie na dno butli opada.

Wróciłem, a on pyta, czy tu miałem wino
Mówi, że tej nocy coś głośno strzeliło
Myślał, że to od gitary jego jedna ze strun
Ale leżąc w łóżku, poczuł jakiś smród.
Rano, gdy się obudził, zauważył że
Wszędzie na podłodze ryż znajduje się
Zapach podobny, mówił, do czerwonego wina
Co zrymować? Wiem! Byłem na wiecu Gowina!
Współlokator nie był zły, chociaż rano musiał
Posprzątać po Pięciopaku, który się zesiusiał
Wieczorem dokończyłem, co jeszcze zostało,
Napiliśmy się wina, które się ostało.

Teraz robię raz drugi, dając ten sam ryż
Bo podobno tak można, a poza tym gdyż
Zrobiony po raz drugi trunek ów jest mocniejszy
Zamontowałem rurkę, by był bezpieczniejszy
A do ukrycia go przed światłem i widokiem
Wystarczy, że zakryję go na śmieci workiem.
Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela
Suwerenność nam odbiera!


ufik666
50
Posty: 59
Rejestracja: piątek, 14 mar 2014, 21:06
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: ufik666 » środa, 11 lis 2015, 14:14

To i Ja napiszę była wiosna 2003 rok , przyszedł do mnie kumpel co lubił bardzo moje winko domowe, wiec wysłałem go po buteleczkę do piwnicy w bloku, po 30 minutach przyszedł w pobitym okiem, więc zacząłem pytać Piotr co się stało , no wiesz jakaś banda dresów była w piwnicy i …. , no okej ale co z winem ? Piotr smutnym głosem odpowiedział ze zabrali po czym szybko zasną na krześle, zdziwiło mnie to bardzo więc obwąchałem goi poczułem winogronowe rocznik 2002, nie wytrzymałem i zacząłem go budzić dopytując co się tak naprawdę stało, przyznał że przy próbie odkręcenia nakrętki , ta wystrzeliła prosto między oczy a wino….. ;)

Awatar użytkownika

klepa
350
Posty: 376
Rejestracja: wtorek, 22 paź 2013, 09:03
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: klepa » piątek, 13 lis 2015, 14:02

Delirka po marynarsku

Czas i miejsce akcji.
Jest przepiełkny rok 1987. Rok jest przepiełkny, bo to pierwszy rok studiów! A na studiach, szczególnie na pierwszym roku, wszystko jest piełkne. Akademik na warszawskich Jelonkach (to dla tych, co nie kojarzą) to baraki pamiętające budowniczych Pałac Kultury i Nauki. Baraki miały być rozebrane, ale „na tymczasowo” zamieszkali w nich studenci. I tak jest do dzisiaj. Pałac się rozsypie, a baraki pewnie przetrwają. I jak kiedyś, po przyłączeniu rdzennie rosyjskiej Białorusi, przyjdą nas wyzwolić, to znajdą trwałe artefakty własnej kultury materialnej. Barak jest długi, po obu stronach pokoje, a na środku jakaś kuchnia i łazienki, w których nigdy nie ma ciepłej wody. Jeśli ktoś chce się wykąpać, to musi czekać do 2.00 – 3.00 w nocy. Wtedy jest względnie ciepła.

Osoby dramatu
Mieszka nas tam kilku z jednego roku w jednym baraku, ale porozrzucanych po różnych pokojach. Dość szybko przypadamy sobie z jednym z kolegów (Adamem) do gustu, ze względu na podobne zainteresowania. Młodzieży trzeba wiedzieć, że w owych siermiężnych czasach światem rządziło Królewskie (było takie piwo żółcią chmielone), a pomroczność jasną dawała Vistula, wódka – straszna rzecz!), przy której bimberek mógł spokojnie uchodzić za buraczaną brędy. Ja mieszkałem z zupełnie niehobbistycznymi kolegami, a Adam z jeszcze gorszymi, z których niekorzystnie wyróżniał się jeden. Mirek był… garbaty. I pewnie to przez tę ułomność, był paskudnym charakterologicznie typem. Niski, pokraczny itd., a na dodatek złośliwy i upierdliwy, bo zazdrosny i niepogodzony, a może wyprowadzany z równowagi jakimkolwiek, choćby nawet wyimaginowanym śladem współczucia.
Prawdziwe jednak osoby dramatu mieszkają gdzie indziej. I to Adam właśnie ich wynalazł – naszych starszych kolegów, co skończywszy wprzódy studia magisterskie, teraz oddawali się nowej pasji – podyplomowym studiom dziennikarskim. Boże! Jakie to było piełkne!! Trzech starych wyjadaczy, nas dwóch z pierwszej klasy i nieustająca impreza. Jak kolorowy film, gdzie Vistula była wywoływaczem, a Królewskie utrwalaczem. Aż do urwania filmu…
Osobną postacią był ich kolega Marek – student (czy jak go tam nazwać) Akademii Marynarki Wojennej, który do nich (do nas) zaglądał, bo razem z nimi studiował to dziennikarstwo. Tylko nocował w jakichś koszarach, bo on przecież wojskowy. Chłop głośny i rubaszny, a przede wszystkim rosły jak ruski matros. No naprawdę duże bydle, które w drzwiach musiało opuszczać głowę, żeby nie zaliczyć czółenka. Bydlę, które samo wypijało morze wódki i przez cały czas musiało kokietować samego siebie, że on tyle nie może, bo to już późno, ten mundur i trzeba mu zaraz do jednostki na Radiowie itd. „No dobra. To jeszcze po jednym, ale to już ostatni.” – i tak do czwartej rano…

Dramat
Zdarzyło się podczas jednego z tych „męskich wieczorków”, że po wyczerpaniu wszystkich tematów niecierpiących nieomówienia – Jaruzelski i Solidarność, meandry seksu analnego i wyższość Pink Floyd resztą świata, zeszło się na delirium, białe myszki i pająki. Zaczęliśmy sobie opowiadać, jak to pewien facet miał wizje i z balkonu kamieniczki przy głównym placu pewnego miasta przemawiał do swego ludu na golasa głosem proroka Eliasza. Ktoś inny opowiastkę o fryzjerze – alkoholiku, który brzytwą wyłupił sobie oko, bo mu szatan kazał.
Leciały więc przy wódeczce bardzo wesołe i budujące opowieści, aż wreszcie odezwał się nasz marynarz, który z posępną miną rzekł, że nie ma co sobie robić jaj, bo nie wiadomo, co nam samym jest pisane. A wszystko przez te pieprzone geny! Wódę i geny. Jego dziadek zmarł na wódkę, jego żółty ojciec już leży ma marskość, stryj przez wódkę skończył u czubków, a starszemu bratu właśnie rozleciała się rodzina. Więc nie ma k* z czego robić jaj, bo to jest k* nieszczęście i jeszcze różnie k* może być! – powiedział dla zwiększenia scenicznego efektu poszedł się odlać. A że życie nie znosi pustki, więc już po chwili pod sufit znów tryskały rozradowane studenckie śmiechy pomieszane z wesołym pijackim guglotaniem.
Ile czasu minęło to nie wiem, ale zarejestrowałem go już siedzącego na swoim miejscu. Zgięty wpół, ni to trzymał się za bolący brzuch, ni to przytulał sam siebie. Kiwał się przy tym lekko, jakby dotknięty chorobą sierocą. Na pytania, czy mu dolać, kręcił przecząco głową i coś mamrotał pod nosem, z czego wyłuskać się dało tylko „O k*…” i „O Juzu…” Gdy najbliżej siedzący dotknął jego ramienia, odepchnął rękę, z jakimś szaleństwem w oczach zerwał się od stołu z krzykiem, gdzie jest jego płaszcz. No wiadomo, że wybił tym wszystkich z relaksacyjnego nastroju. Po chwili dał się usadzić z powrotem, ukrył twarz w dłoniach i kręcił tym ogromnym łbem, jakby opędzając się od natrętnych pytań. Kiedy nie dało się po dobroci, któryś z kolegów burknął, że zachowuje się dzieciak. I pomogło, bo oto nagle to wielkie chłopisko rozbeczało się jak małe dziecko. Tak szczerze i prawdziwie, jak to tylko dorosły i pijany chłop rozpłakać się potrafi. Rozmazgaił się, uślinił i usmarkał, a kiedy wreszcie spazmy przeszły w pijacką czkawkę, wydukał, że chyba się zaczęło. No delira, bo jak poszedł się wyszczać, to w kiblu spotkał… gołego, garbatego karzełka!!

Epilog
Epilog jest oczywisty – niemilknąca salwa śmiechu z turlaniem po podłodze, po której Marek dziarskim, marynarskim krokiem idzie (a właściwie to ma zapier*) do nocnego. Marek poszedł siku i spotkał Mirka.


Tołdi1929
50
Posty: 87
Rejestracja: wtorek, 12 cze 2012, 08:19
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: Tołdi1929 » piątek, 13 lis 2015, 19:51

To i ja swoje 3 grosze dorzucę.

Wycieczka

Moi drodzy przyjaciele,
dziś historią się podzielę,
jak jechałem na wycieczkę,
bimbru miałem pełną teczkę,
a właściwie pełną torbę,
bym mógł wypić dzienną normę,
w każdej butli inny trunek,
trzeba dbać o wizerunek,
niechaj ludzie z mojej paczki,
znają psoty różne smaczki,
jedna myśl mnie wciąż dręczyła,
czy ekipa będzie piła,
trunek w domu wytworzony,
dotąd pili zakupiony,
ten niedobry z banderolą,
od którego głowy bolą,
dnia pierwszego więc nieśmiało,
stawiam buteleczkę małą,
potem drugą, trzecią, czwartą,
przyznam szczerze - było warto,
morze szumi, nogi miękkie,
zachód słońca - och jak pięknie,
tak to sobie wymyśliłem,
że gdziekolwiek się ruszyłem,
butelczynę z sobą brałem,
do plecaka ją chowałem,
gdy się trafił ktoś znajomy,
zawsze odszedł napojony,
plecak jak stworzenie żywe,
dostał nawet swoją ksywę,
"czarną dziurą" go nazwali,
ci co dobrze go poznali,
taką on zaletę ma,
że tak jakby jest bez dna,
tak więc trwała ta sielanka,
od wieczora, aż do ranka,
i od ranka do wieczora,
czas wycieczki to jest pora,
gdzie się trzeba wyluzować,
nie ma sobie co żałować,
szybko trzy dni przeleciały,
każdy wrócił zdrowy, cały,
minął miesiąc, może dwa,
kumpel mi mówi, że brzoskwinie ma,
że trochę przywiezie, jeśli mam ochotę,
ale je muszę przerobić na psotę,
ładne mi to trochę - 100 kilo z haczykiem,
stanąłem wtedy przed brzoskwiń Bałtykiem,
powiedział mi tylko: "cukier, drożdże, beczka,
przecież w przyszłym roku znów będzie wycieczka".

Awatar użytkownika

Autor tematu
JanOkowita
1650
Posty: 1677
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: JanOkowita » piątek, 13 lis 2015, 20:52

Goły garbaty Mirek z plecakiem "Czarna Dziura" to dopiero byłby tandem :piwo:
Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl

Awatar użytkownika

ramzol
1250
Posty: 1275
Rejestracja: poniedziałek, 18 lis 2013, 11:10
Krótko o sobie: hymm?? lubię wszystko co samemu zrobię.
Wkładam w to dużo serducha.
Staram się korzystać z życia pełnymi garściami i co chwilę
znajduję nowe hobby, zostają tylko te,
które sprawiają mi radochę.
Ulubiony Alkohol: wódki smakowe, wino wytrawne
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: poznań
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: ramzol » piątek, 13 lis 2015, 21:25

Oj wydaje mi się e nikt trafiony ;) by od gołego, garbatego nic nie wziął za darmo tym bardziej z plecak zwanego "czarna dziura". Pomijam już fakt; "Zrobiłem samemu, spróbujesz??" (drapiąc się po lewym gołym pośladku) :lol:
Jak mogę to pomogę, ale zaznaczam byle czego nie piję.

Awatar użytkownika

Autor tematu
JanOkowita
1650
Posty: 1677
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: JanOkowita » wtorek, 17 lis 2015, 20:18

Odświeżam temat. Czy naprawdę nikt nie trafił np. do izby wytrzeźwień przez przypadek ? W końcu to przecież ludzka sprawa.

Przyznam się, że piłem kiedyś w Harendzie na Krakowskim Przedmieściu i stałym bywalcem w tej "kawiarni" był Jan Himilsbach. Któregoś wieczoru (za czasów studenckich) mój kumpel po kilku głębszych wyjął indeks i poprosił Himilsbacha o wpis. Ten mu walnął wpis i "5-tkę" z literatury, a kumpel wówczas studiował prawo na UW.

Dumni, na miękkich nogach potoczyliśmy się z powrotem do akademika... Eh!!!
Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl

Awatar użytkownika

zielonka
350
Posty: 396
Rejestracja: czwartek, 22 lis 2012, 16:41
Krótko o sobie: niecierpliwy kombinator
Ulubiony Alkohol: whisky
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: zielonka » wtorek, 17 lis 2015, 20:32

Na izbę nie ale do anzla w wojsku jak najbardziej , tylko że to długa historia w stylu wojaka Szwejka.
Byłby długi rozdział.
Chciałbym lubić to co zrobię i robić to co lubię

Awatar użytkownika

zielonka
350
Posty: 396
Rejestracja: czwartek, 22 lis 2012, 16:41
Krótko o sobie: niecierpliwy kombinator
Ulubiony Alkohol: whisky
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: zielonka » wtorek, 17 lis 2015, 20:36

To na razie dorzucę z wojska coś co mam w pamieci zawsze:

ZDERZENIE Z ABSOLUTEM

Rok 1980. Jednostka wojskowa na dalekiej północy (okolice Ostródy)
Czekając od miesiąca na poborowych zajęliśmy się piciem.
Poniżej dialog z pokoju podoficerów-(kaprali po prostu)
Nie no k….a panowie ja dzisiaj odpadam już mi wątroba wyszła i w oczy zajrzała z politowaniem.
Co racja to racja, ja też robię się pijany jak tylko pomyślę ile kazaliśmy przywieźć na dzisiaj.
A niechby tak oficer dyżurny do nas teraz wlazł to by od oparów złapał z 5promili.
No i macie rację panowie chyba czas zacząć trzeźwieć. Już dwa dni na stołówce nie byłem.
O, a Sylwek jeszcze śpi, ręka mu na podłogę opadła. Spytajcie go dla jaj czy chce wypić.
Sylwek, Sylwek wstawaj , przynieśli. –
Nnnie chyyyyba nie dam rady………wstać, do ręki mi szklankę włóż.
No k…..wa niemożliwe on jeszcze będzie pił ?
Sylwek ile ty możesz k…..wa wypić ?
Słychać bełkot szuranie szklanki po podłodze(ta opadła ręka już ją ściska)
i pada tekst godny każdego wojaka- Ile jest.

Pozdrawiam .
Chciałbym lubić to co zrobię i robić to co lubię

Awatar użytkownika

Autor tematu
JanOkowita
1650
Posty: 1677
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: JanOkowita » wtorek, 17 lis 2015, 22:13

zielonka pisze:Na izbę nie ale do anzla w wojsku jak najbardziej , tylko że to długa historia w stylu wojaka Szwejka.
Byłby długi rozdział.


Sądzę, że warto wytłumaczyć wielu Forumowiczom, co to znaczy trafić do "anzla". Obstawiam, że 70% nie rozumie tego wyrażenia.
Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl

Awatar użytkownika

zielonka
350
Posty: 396
Rejestracja: czwartek, 22 lis 2012, 16:41
Krótko o sobie: niecierpliwy kombinator
Ulubiony Alkohol: whisky
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: zielonka » wtorek, 17 lis 2015, 23:01

Każdy się pewnie domyśla to po prostu areszt wojskowy.
Trafia się tam za różne grubsze i lżejsze (ja dostałem 6 dni na imieniny) przewiny.
Moja opowieść o sposobie w jaki tam trafiłem i co było potem jest długa bo obejmuje
2 dni przed i 6 owego aresztu gdzie działy się rzeczy od komedii po horror.
Nie wiem czy dałbym radę to opisać w miarę krótko a jednak oddać te emocje.
Mam zamiar spróbować może zdążę do 12 tego?
Chciałbym lubić to co zrobię i robić to co lubię

Awatar użytkownika

zielonka
350
Posty: 396
Rejestracja: czwartek, 22 lis 2012, 16:41
Krótko o sobie: niecierpliwy kombinator
Ulubiony Alkohol: whisky
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: zielonka » wtorek, 17 lis 2015, 23:20

Jednak boję się że nie wszyscy zechcą tyle czytać. Może mógłbym pisać w odcinkach ?
Jakby było zainteresowanie to pisałbym ciąg dalszy a jak nie to trudno.
Cała historia jest oczywiście prawdziwa w 100 proc.
Chciałbym lubić to co zrobię i robić to co lubię


divastion
50
Posty: 85
Rejestracja: środa, 12 lut 2014, 20:31
Załączniki
Re: Moje Nietypowe Przygody Alkoholowe - zabawa literacka

Postautor: divastion » środa, 18 lis 2015, 08:20

Zielonka pisz śmiało, myślę że nie tylko ja, ale też inni forumowicze w wolnej chwili by chętnie poczytali Twoje przygody ;)


Wróć do „Akcje Specjalne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości