Otrzymywanie spirytusu z wykorzystaniem kolumn rektyfikacyjnych.

czytam
100
Posty: 126
Rejestracja: wtorek, 5 wrz 2017, 07:23
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: czytam » czwartek, 20 gru 2018, 04:58

Bez przesady z tymi latami. W ciągu miesięcy, no roku, klaruje się grawitacyjnie wino czy piwo, to dlaczego nie nastaw? Potraktować go właśnie jak wino, nie gonić na granicy zalania tylko ze stosunkowo malą mocą i posmaki od cząstek stałych powinny być znacznie zredukowane.


alembiki
Rabaty dla użytkowników forum AD w sklepie po podaniu loginu z forum!
Awatar użytkownika

lesgo58
4000
Posty: 4184
Rejestracja: poniedziałek, 18 kwie 2011, 12:31
Krótko o sobie: "...coqito ergo sum..."
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: Land Krzyżaków. Pogranicze Prus wschodnich.
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: lesgo58 » czwartek, 20 gru 2018, 09:36

Fajnie się czyta te dwa tematy w których próbujemy dojść do konsensusu - jak zrobić, żeby zrobić czystą Wódkę przez duże W. I nie mam na myśli jej ekstremalne oczyszczenie.
A najbardziej się cieszę, że moje marudzenia w tym temacie znajdują potwierdzenie w Waszych postach. Potwierdzenie, że idę w dobrym kierunku. Kierunku, który naszkicowałem w tym temacie: topic14305.html
Pierwsza sprawa to nastaw. To jest to - zacznijmy traktować nastaw jak wino.
Druga sprawa - różne wrażenia smakowo - węchowe tego co kapie w zależności od momentu procesu rektyfikacyjnego w którym kapie.
Sprawa trzecia - to ciągle przedgony. Może nie - czy odbieramy dobrze, ale techniczny sposób ich odbioru.
To takie trzy podstawowe parametry nad którymi powinniśmy się pochylić z większą uwagą.
Punkt pierwszy jest sprawą tak oczywistą, że aż "genialną" w świetle tego jak powszechnie się traktuje "cukrówki". Tutaj może tkwić wiele problemów. Jeśli do tego dołożymy drożdże i dedykowane pożywki to może się okazać, że w większości przypadków może nastąpić taka poprawa urobków, że wielu się przekona, że nie wystarczą byle jakie drożdże (tym bardziej "turbo" mieszanki) woda i cukru do oporu aby otrzymać cymes trunki. Ważną rolę mogą odegrać też odpowiednie pożywki i w odpowiedni sposób dozowane. Tu jest pole do popisu dla kolegów bardziej kumatych w tematach drożdży i pożywek. Niech się dzielą swoją wiedzą. Mnie interesuje zjakich drożdży korzystać (myślę owinnych - tylko jakie) oraz z jakiej pożywki.
Punkt drugi jest potwierdzeniem tale moich spostrzeżeń dotyczących tego co kapie. To, że na początku zapach jest łagodny aby pod koniec przejść w dość "ostry" - mimo iż cały czas spirytusowy. W tym punkcie nie wiem czy uda się na dzień dzisiejszy coś zmienić aby utrzymać kapiący rektyfikat na jednakowym poziomie smakowo węchowym. Niestety ale mamy do czynienia z procesem okresowym. I związanymi z tym wszelkimi niedogodnościami.
Kiedyś - aby dla utrzymania stałego RR przemyśliwałem sprawę załączenia na odbiór silniczka krokowego. Który pracowałby w taki sposób aby utrzymywać taką prędkość odbioru iżby RR była wręcz stałe. Bo niestety ale na dzień dzisiejszy RR ulega ciągłej liniowej zmianie. Pewnie stąd te różnice w zapachu.
I trzeci punkt - odbiór przedgonów. Kolega Aquila w tym poście: post148680.html#p148680
zwrócił uwagę na pewien powszechnie ignorowany fakt. Zanieczyszczenie kolumny frakcjami przedgonowymi w taki sposób, że nawet późniejsze operacje i ciągła praca kolumny nie jest w stanie w czasie stabilizacji a być może przez długi okres procesu nawet jeszcze w trakcie odbioru gonu oczyścić i wyeliminować pozostałości tychże frakcji z wszystkich zakamarków kolumny. Koncepcja podwójnej kolumny jednej do odbioru przedgonów a drugiej do odbioru gonu - moim zdaniem zaczyna nabierać sensu.
Ostatnio zmieniony czwartek, 20 gru 2018, 09:37 przez lesgo58, łącznie zmieniany 1 raz.


wkg_1
550
Posty: 589
Rejestracja: niedziela, 23 wrz 2018, 12:26
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: wkg_1 » czwartek, 20 gru 2018, 09:49

czytam pisze:Bez przesady z tymi latami. W ciągu miesięcy, no roku, klaruje się grawitacyjnie wino czy piwo, to dlaczego nie nastaw?
Tak ? Chcesz rok klarować nastaw ? To się powszechnie nie przyjmie ; ))
I czy wino się w rok sklaruje ? Nie sklaruje się, potrzymaj je jeszcze 10 lat w piwnicy, otwórz omszałą butelkę i zobacz co będzie na dnie. Z punktu widzenia mikroporów filtra w porównaniu do surówki z odpędu to będzie gęsta breja.

czytam pisze:Potraktować go właśnie jak wino, nie gonić na granicy zalania tylko ze stosunkowo malą mocą i posmaki od cząstek stałych powinny być znacznie zredukowane.

No fajnie, to mniej więcej wiadomo ale co to znaczy "znacznie" ? Nasze zmysły są piekielnie czułe. Akomodują się. Tak jak oko - dla oka zmniejszenie ilości światła 10 razy to pikuś - po chwili nawet nie zauważymy, że jest ciemniej. Dla kliszy czy matrycy foto to olbrzymia różnica. Myślę, że zmniejszenie stukrotne odbierzemy jako "smród trochę mniejszy", kolejne zmniejszenie stukrotne jako "wciąż czuję" i kolejne stukrotne jako "niby nic ale coś tam jednak" ...
Ostatnio zmieniony czwartek, 20 gru 2018, 09:54 przez wkg_1, łącznie zmieniany 1 raz.


czytam
100
Posty: 126
Rejestracja: wtorek, 5 wrz 2017, 07:23
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: czytam » czwartek, 20 gru 2018, 11:07

lesgo58 pisze:...Koncepcja podwójnej kolumny jednej do odbioru przedgonów a drugiej do odbioru gonu - moim zdaniem zaczyna nabierać sensu.

A nie lepiej zastosować kolumnę tylko do odbioru przedgonów? W zbiorniku gotujemy wodę (może być też wytwornica pary) i podajemy ją od dołu. Jednocześnie jest tam półka odbiorczą gdzie podajemy alkohol do oczyszczenia. Przedgony odbieramy z głowicy a oczyszczony z nich alkohol z rzeczonej półki. Aparat jest o działaniu ciągłym, więc można ustabilizować proces.

Awatar użytkownika

Kula
1050
Posty: 1079
Rejestracja: niedziela, 4 lip 2010, 18:13
Krótko o sobie: Tester eksperymentator ...............
Ulubiony Alkohol: swój własny .............................
Status Alkoholowy: Konstruktor
Kontakt:
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: Kula » czwartek, 20 gru 2018, 14:44

Rzeczona pólka odbiorcza powinna być wyżej niż półka podawcza.
Pozdrawiam

Kula

gg: 2349331
www.StalowkaSklep.pl - destylatory, kotły z płaszczem, akcesoria do budowy i stal kwasoodporna
https://www.facebook.com/stalowkadestylatory


Autor tematu
forma
250
Posty: 278
Rejestracja: sobota, 20 gru 2008, 12:51
Załączniki
jestem przekonany że

Postautor: forma » piątek, 21 gru 2018, 23:25

Chyba to jest odpowiedni moment żeby zadać to pytanie... W pewnym momencie postanowiłem sztucznie doprowadzać bufor do "bulgotania" , krótko mówiąc napowietrzając go pompką akwariową ( z potencjometrem dla ustawienia odpowiedniej ''fali'' ) Co zauważyłem ?
- znaczący spadek temperatury na 10 półce sięgający 1 stopnia C. Jak zacznę potencjometr podkręcać to temperatura dalej spada.
-odnoszę wrażenie że destylat jest łagodniejszy w smaku.
-jestem przekonany, że ten ostry smak i zapach jaki pojawia się pod koniec procesu w moim przypadku nie pojawia się przy 96 C w zbiorniku tylko pózniej bo w granicach 98 C .
Zastanawiam się jakie zjawisko powoduje spadek tej temp. ?
POMOŻECIE ? :D
NIE POPEŁNIA BŁĘDÓW TEN,CO NIC NIE ROBI !!!


Szlumf
1450
Posty: 1491
Rejestracja: czwartek, 9 maja 2013, 21:40
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: Szlumf » piątek, 21 gru 2018, 23:48

Podajesz gorące czy zimne powietrze? Jeżeli zimne to schładzasz zawartość bufora i tym samym schładzasz to co z niego spływa do kotła tworząc barierę temperaturową dla wczesnych pogonów i obniżając temperaturę par idących do 10-tej półki.
Ciekawe doświadczenie. Jeżeli masz możliwości techniczne to spróbuj podać do bufora schłodzony spiryt z OLM lub z zewnętrznego źródła i porównaj rezultaty.

Awatar użytkownika

lesgo58
4000
Posty: 4184
Rejestracja: poniedziałek, 18 kwie 2011, 12:31
Krótko o sobie: "...coqito ergo sum..."
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: Land Krzyżaków. Pogranicze Prus wschodnich.
Załączniki
Re: jestem przekonany że

Postautor: lesgo58 » sobota, 22 gru 2018, 07:43

forma pisze:... W pewnym momencie postanowiłem sztucznie doprowadzać bufor do "bulgotania"

Jakie to genialne i jednocześnie proste w swojej logice. :poklon;
Ja dotychczas starałem się robić odwrotnie. Tak prowadzić proces aby w buforze płyn był jak najbardziej spokojny. :scratch: I chyba nie był to zbytnio trafiony pomysł?
A już pomysł @Szlumfa na temat podawania spirytusu z OLM do bufora otworzył mi oczy na wiele spraw. :shock:
Nasuwa się jednak pytania - ile i jak długo podawać? W którym miejscu? Najbardziej logicznym by było podawać od dołu bufora. Jednocześnie utrzymując stan wrzenia. Dobrze główkuję? Czy się jednak zamotałem? I jak to wpłynie na stabilność odbioru gonu?
Jak to fajnie że jeszcze są osoby którym się chce... :D
Ostatnio zmieniony sobota, 22 gru 2018, 07:43 przez lesgo58, łącznie zmieniany 1 raz.


Szlumf
1450
Posty: 1491
Rejestracja: czwartek, 9 maja 2013, 21:40
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: Szlumf » sobota, 22 gru 2018, 09:13

Podawałem spiryt z OLM na półkę rzeczywistą na wejściu do kolumny sprawdzając rozwiązanie Zbyszka1281 z białego forum. Półka weszła na stałe do mojego zestawu bo coś wnosi ale to podawanie moim zdaniem niewiele dało. Przy podawaniu do bufora zwiększa się obszar działania o wypełnienie w buforze i może to coś da.
Coraz bardziej mnie ciekawi doświadczenie formy. Oprócz obniżenia temperatury wprowadzamy w nim dodatkowe elementy do rektyfikacji - zmiana ciśnienia i powietrze. Powietrze, które by się wydostać z bufora musi przejść przez całą kolumnę do głowicy. Ciekaw jak tlen i inne składniki powietrza reagują z tym co idzie z kotła. Forma czy mógłbyś w trakcie odbioru serca zrobić próby z powietrzem i bez?

Awatar użytkownika

lesgo58
4000
Posty: 4184
Rejestracja: poniedziałek, 18 kwie 2011, 12:31
Krótko o sobie: "...coqito ergo sum..."
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: Land Krzyżaków. Pogranicze Prus wschodnich.
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: lesgo58 » sobota, 22 gru 2018, 10:08

Szlumf pisze:Podawałem spiryt z OLM na półkę rzeczywistą na wejściu do kolumny sprawdzając rozwiązanie Zbyszka1281 z białego forum. Półka weszła na stałe do mojego zestawu bo coś wnosi ale to podawanie moim zdaniem niewiele dało...

Właśnie ten sposób Zbyszka mi przyszedł na myśl. Tylko nigdy go tak do końca nie rozumiałem. Zwłaszcza gdy myślimy o czystości tego co otrzymujemy. Gdyż on przez to podawanie mógł pozwolić sobie na bardzo szybki odbiór. Co uważa za zaletę. Ale to kłóci się z moim wyobrażeniem o procesie w którym mamy otrzymać czysty i dodatkowo dobry jakościowo trunek.
Z kolei Twój pomysł podawania spirytusu do bufora z jednoczesnym burzeniem się zawartości może wiele wnieść w jeszcze lepszym odseparowaniu frakcji ciężkich.


Autor tematu
forma
250
Posty: 278
Rejestracja: sobota, 20 gru 2008, 12:51
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: forma » sobota, 22 gru 2018, 21:41

Szlumf pisze: Forma czy mógłbyś w trakcie odbioru serca zrobić próby z powietrzem i bez?

O tym samym pomyślałem i już wam wszystko mówię...... jak na spowiedzi ;)
Lepsze wyniki organoleptyczne kiedy podaje zimne powietrze. Umówmy się tak.To co napiszę zaraz potraktujmy jako pierwszy udany test, powtórzę wyniki to będzie można wyciągać wnioski i rozwijać się dalej.... bo wydaje mi się że wyniki rokują i pies pogrzebany może być w tym zimnym spirytusie podawanym z OLM .To chyba kolega o niku czytam pisał o schłodzeniu surowca i podaniu go.... gdzieś w kolumnie....w rafineriach tak robią czy coś tam takiego...... no i jak się okazuje kol. zbyszek z sąsiedniego forum. Za szybko żeby mówić o rewolucji, ale staliśmy jakiś czas pod ścianą i..... chyba zaczeliśmy ją przesuwać ..... dajcie mi chwilkę za 1,5 h wrócę i opiszę co zauważyłem .... a jestem taki podjarany tym wszystkim że sobie nie wyobrażacie.....
NIE POPEŁNIA BŁĘDÓW TEN,CO NIC NIE ROBI !!!


Autor tematu
forma
250
Posty: 278
Rejestracja: sobota, 20 gru 2008, 12:51
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: forma » niedziela, 23 gru 2018, 01:53

Ok. Zacznijmy od początku.....
Udało mi się zrobić najlepszy destylat jaki kiedykolwiek robiłem, być może decydował o tym splot kilku rzeczy, spróbujmy to razem wyjaśnić.
Dwie zmienne wprowadziłem w prowadzeniu procesu...
1. Znowu długa stabilizacja, ostatnio pisałem że szkoda prądu było, ale sytuacja mnie po prostu do tego zmusiła i prowadząc proces w systemie .... to już chyba 4,5 w ostatniej fazie odbiorów wykonałem 4 zrzuty jeziorka po 150 ml co godzinę.
2. Pompowanie powietrza do bufora jak pisałem wcześniej.Kiedyś już takie próby robiłem ale mało rozumiałem sam proces a destylat uzyskany nie miał powtarzalności wprowadzałem masę zmiennych i ciężko było powiedzieć co poprawiało wyniki a co nie. Teraz to uporządkowałem . Bardzo ciekawe wnioski zauważyłem.
W tym temacie pisałem, że prędkość odbioru wpływa na ten "słodki posmak" a dokładnie że im wolniej tym destylat robi się wytrawniejszy... Ostatnie doświadczenie chyba bije na łeb tą teorię ponieważ,,, tu przechodzimy do sedna sprawy.
Po wprowadzeniu dwóch zmiennych które wprowadziłem, próbuje urobku a moja reakcja była dosłownie taka: O K....WA !!!!! Dzwonię po sąsiada który z nie jednej kadzi piwo żłopał, polewam a on O ja P......E i po chwili a co to takie słodkie ? słodziłeś ? dokładnie tak powiedział, a ja jak próbowałem to od razu wiedziałem że jeszcze nigdy nie zrobiłem tak słodkiego destylatu do tego stopnia że zastanawiam się czy ta upragniona,pożądana słodycz jest aż tak intensywna że zaczyna mi przeszkadzać. Muszę to na chłodno przyjąć i jeszcze trochę pocmokać.... No i ta łagodność.... traktuję to wszystko z przymrużeniem oka, bo muszę wykonać jeszcze co najmniej dwa takie procesy i zobaczyć czy jest powtarzalność. Może po prostu trafiłem ze stężeniami wsadu? i udało mi się odebrać ten maślan etylu ?
Wracając do samego napowietrzania, czy nie jest tak,że wpuszczając zewnętrzne powietrze a co za tym idzie jakieś ciśnienie przez bufor od dołu kolumny nie zwiększamy ilości półek teoretycznych ? Bo coś wyraznie polepszyło jakość destylatu.
My już nie szukamy dobrego spirytusu bo już go od dawna potrafimy wyprodukować,my poszukujemy smaku, i smak jakiś się pojawia w sposób jaki opisuje.
Próbuję zrozumieć to od strony fizycznej co daje to napowietrzanie. Idąc dalej tą drogą nasuwa się kolejne pytanie i wątpliwość ....
Do tej pory kolumnę ocieplaliśmy jak najgrubiej żeby pracowała stabilniej i nie wychładzała się. A czy nie warto spróbować zastosować zimny palec w którymś miejscu w kolumnie , np. od dołu ? Bo jeżeli to zimne powietrze poprawiło mi destylat to może rozwiązanie z ala zimnym palcem było by analogiczne ?
I kolejne rozwiązanie..... podając spirytus z OLM i chłodząc go tanią szklaną chłodnicom, nie zwiększymy ilości półek teoretycznych w ten sposób ? bo wydaję mi się że tak i to dwukrotnie....
NIE POPEŁNIA BŁĘDÓW TEN,CO NIC NIE ROBI !!!


Loganos69
30
Posty: 40
Rejestracja: czwartek, 4 sty 2018, 05:09
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: Loganos69 » niedziela, 23 gru 2018, 03:26

Jeśli mogę podpiąć się pod temat "słodkości" destylatu.
U mnie wyszedł tak dwa razy i za każdym razem proces był taki sam.
To chyba najlepszy słodki spirytus jaki udało mi się zrobić. Bez specjalnego zamiaru.

Od początku, bo może to być przyczyną.
Nastaw nie z 12kg, a z 16 kg cukru w 52L + 2x Drożdże Alcotec Turbo classic 48
Nastaw pozostawiony na 3 tygodnie. W dzień miał ciepło, a w nocy chłodniej.

Blog poziom 0 i pełen klar.

Zwykła kolumna Zygmunta, z wypełnieniem pryzmatycznym i ovm.

Podwójne zalanie kolumny, a potem stabilizacja prawie dwie godziny - długa, a może nie - miałem inne zajęcia między czasie, więc pozostawiłem do spokojnej własnej pracy.

Czy długa stabilizacja ma znaczenie co do słodkości? - wydaje mi się, że nie.

Przedgony około 300ml na LM, po tej ilości
LM zostawiony na jedną krople co 3-4 sek oraz
1/2 otwarcia ovm.

I tak z głównego zaworu zaczyna lecieć słodki chłodny spirytus z odpowiednią mocą i łagodny smakiem zarazem.

Strzelam, że ilość cukru robi ( tak jak kolega pisał, że mógł trafić na stężenie nastawu) tu robotę w tej słodkości, bo przy standardowych 6kg/25L tej słodkości nie ma.

Kolumnę mam nie ocieploną - czy to naznaczenie w tym procesie?

Każdy stara się ocieplić sprzęt, aby nie tracić energii, a może nieznacznie chłodniejsze powietrze wokół kolumny zwiększa ilość półek tak jak przy napowietrzaniu co za tym idzie jakości? - osobiście nie mam pojęcia.


W każdym razie nie jednemu dałem do spróbowania ten wyrób, każdy dłuuugo mlaskał, że dobre.

Wiadomo produkt 96%.










Wysłane z mojego S60 przy użyciu Tapatalka
Ostatnio zmieniony niedziela, 23 gru 2018, 03:26 przez Loganos69, łącznie zmieniany 2 razy.


rozrywek
1250
Posty: 1278
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: rozrywek » niedziela, 23 gru 2018, 04:06

Ty to potrafisz namieszać a było już tak pięknie........szacuneczek za upartość w twoją stronę płynie. :respect:
Dwie zmienne to zdecydowanie o trzy za dużo. Razem wychodzi 8. W odwróconym Fibonaccim.
(do forum: bez durnych analiz mi tu. Wiem co napisałem)

Jakbyś jeszcze nie namieszał z tym powietrzem to by było łatwiej, dobra wystarczy głaskania się po jajkach...

o logarytmicznym ZP myślałem już dawno, a czymże jest?
A o skraplaczu centralnie na wyjściu z kotła, następnym wyżej, i wyżej i wyżej. W odwrotności obiegu wody, czyli:
Jest sobie skraplacz główny )górny)od którego odchodzi sobie szeregowo następny i dalej następny, makaroniarz Fibonacci nam w tym pomaga. Ostatni nygus, Tomcio Paluszek jest już na wyjściu z kotła.
Gorący....ale zimniejszy od par wychodzących z kotła. Czyli coś skrapla :)
Duch Fibonacieggo śmieje nam się w ryj, bo z 8-ki zrobił 13-kę, i popierdolił nam zmienne. Życie.

Upraszczając tok myślenia, długa stabilizacja:
Ze stabilizacji robi się kumulacja, jak na razie bazujemy na tym że co ma wrzeć to wywrze(przedgon), i odbieramy to co wrze, uważam to za błąd, wrą(bądź parują) inne frakcje przez cały czas procesu, a nie zwracaliśmy na to uwagi koncentrując się jedynie na etanolu.

Minimalny odbiór: tutaj pomagamy procesowi wyżej, ponieważ przy pełnym odbiorze nic nam się nie skumuluje, bo? bo odebraliśmy coś zanim się skumulowało.
I tu dochodzi trzecia zmienna fizyczna, skraplanie.
Coś wrze i błąka się po kolumnie, wyżej tak samo i tak dalej, a my odbieramy wilgoć wąwozu. A reszta dalej się błąka.

Nikt tego nie nie wie, bo nikt normalny oprócz kol:forma :klaszcze: nie stabilizuje kolumny pół dnia, i nikt normalny(jak wyżej) nie zejdzie poniżej poziomu odbioru na granicy kropel na minutę nie ml.

W każdym razie jak nie witamy się z gąską, to przynajmniej już jesteśmy w kurniku.

Kol forma, z której to części serca takie dobre było i jaki był wtedy odbiór?

Ps: Jak 5-10-15 ?
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

lesgo58
4000
Posty: 4184
Rejestracja: poniedziałek, 18 kwie 2011, 12:31
Krótko o sobie: "...coqito ergo sum..."
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: Land Krzyżaków. Pogranicze Prus wschodnich.
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: lesgo58 » niedziela, 23 gru 2018, 08:50

:klaszcze: :respect:
Widzę, że powstał post bardzo emocjonalny. Dlatego aby trochę uporządkować fakty zadam kilka pytań.
forma pisze:Ok. Zacznijmy od początku.....

1. Znowu długa stabilizacja, ostatnio pisałem że szkoda prądu było, ale sytuacja mnie po prostu do tego zmusiła i prowadząc proces w systemie .... to już chyba 4,5 w ostatniej fazie odbiorów wykonałem 4 zrzuty jeziorka po 150 ml co godzinę.

Zastanawia mnie stwierdzenie - długa stabilizacja... Co masz na myśli? Czy długą stabilizacją nazywasz sumę wszystkich stabilizacji? Czy długa stabilizacja to jednostkowa stabilizacja po każdej zmianie stężenia wsadu?

...Po wprowadzeniu dwóch zmiennych które wprowadziłem, próbuje urobku a moja reakcja była dosłownie taka: O K....WA !!!!! Dzwonię po sąsiada który z nie jednej kadzi piwo żłopał, polewam a on O ja P......E i po chwili a co to takie słodkie ? słodziłeś ? ...

Zastanawia mnie samo określenie słodkości w Twoim wykonaniu. Czy słodkość to wada czy zaleta?
Ja z kolei doszukałem się i próbuję wyeliminować coś zupełnie innego w moich rektyfikatach z sacharozy. Mnie nie przeszkadza słodkość sama w sobie tylko ten delikatny (czasami mocniejszy) smak i posmak, który mnie odrzuca i mimo iż podchodzę do tego subiektywnie to jednak nie powinien mieć miejsca. No chyba, że "duch buraka" tak ma. Oczywiście ten posmak można zlikwidować filtracją (co onegdaj już udało mi się uczynić). Zresztą mała strata, bo rektyfikat z cukru nigdy nie traktowałem jako bazy wyjściowej do otrzymania czystej wódki. Starałem się o jak największą czystość bo mi to było potrzebne do nalewek a co najwyżej jako baza do smakówek.
Twoje wyznania są bardzo emocjonalne i subiektywne, bo jak to się mówi - nad gustami się nie dyskutuje. Dlatego należałoby zadać sobie podstawowe pytanie. Zmierzamy w tym samym kierunku? Piszę to w kontekście eksperymentów.
Z drugiej strony ciekawym będzie porównanie rezultatów naszych tak różnych eksperymentów.

No i ta łagodność.... traktuję to wszystko z przymrużeniem oka, bo muszę wykonać jeszcze co najmniej dwa takie procesy i zobaczyć czy jest powtarzalność.

No właśnie. Ja z kolei z łagodnością nie mam problemów. Tak przy rektyfikatach, jak i destylatach. Tu mi się wydaje, że znalazłem złoty środek.

...muszę wykonać jeszcze co najmniej dwa takie procesy i zobaczyć czy jest powtarzalność. Może po prostu trafiłem ze stężeniami wsadu? i udało mi się odebrać ten maślan etylu ?

Przypomnij mi - za co dopowiada ten związek? Za słodkość , czy brak słodkości? Czy może za jeszcze coś innego?

...Wracając do samego napowietrzania, czy nie jest tak,że wpuszczając zewnętrzne powietrze a co za tym idzie jakieś ciśnienie przez bufor od dołu kolumny nie zwiększamy ilości półek teoretycznych ? Bo coś wyraznie polepszyło jakość destylatu.

Niestety, ale my jako dyletanci/amatorzy możemy tylko gdybać i mieć swoje intuicyjne teorie.
Moim zdaniem napowietrzania wymuszające konwekcję płynu gromadzącego się w buforze powoduje lepsze wygotowywanie się lżejszych frakcji, a jednocześnie odcięcie tych cięższych. Oczywiście - ciągle moim zdaniem - efekt ten można uzyskać dodatkowym podgrzewaczem.

I kolejne rozwiązanie..... podając spirytus z OLM i chłodząc go tanią szklaną chłodnicom, nie zwiększymy ilości półek teoretycznych w ten sposób ? bo wydaję mi się że tak i to dwukrotnie....

I tu podobnie. Na pewno rozwiązanie to będzie efektywne. Jest zresztą sprawdzone.
Czy tym sposobem zwiększymy ilość półek aż dwukrotnie - to kwestia dyskusyjna. Raczej skłaniałbym się ku teorii że pozwoli na lepsze odseparowania przedgonów i pogonów od serca.
A tak w ogóle mam pytanie czy to co chcemy uzyskać zależy tylko/aż od ilości półek czy może czegoś zupełnie innego. Ja pracuję na bardzo długiej kolumnie i coraz bardziej skłaniam się ku zamysłowi skrócenia jej. Bo wydłużania kolumny to nie jest ta droga. A jednocześnie skupić się zupełnie nad czymś innym.

Trzeba się tylko zastanowić - w natłoku - różnych nowych pomysłów i teorii (naszych jako dyletantów/amatorów) w którym kierunku iść i z czego skorzystać. A może po zaadoptowaniu (w miarę ekonomicznym i mało skomplikowanym) uda nam się stworzyć coś co w warunkach domowych pozwoli każdemu z nas zrobić bez większego wysiłku i bez większych bądź dodatkowych nakładów finansowych coś co będzie - wow!
Ostatnio zmieniony niedziela, 23 gru 2018, 11:11 przez lesgo58, łącznie zmieniany 1 raz.


Szlumf
1450
Posty: 1491
Rejestracja: czwartek, 9 maja 2013, 21:40
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: Szlumf » niedziela, 23 gru 2018, 09:55

1. Ocieplanie kolumny jest zalecane dla oszczędności energii i z obawy przed "ściankowaniem". Po przeprowadzeniu prób pracuję od początku (5 lat) z nieocieploną kolumną. Kolumna szklana więc dosyć nietypowa. Wielokrotnie zachęcałem kolegów z metalowymi kolumnami do zdjęcia ocieplenia i porównania urobku z ociepleniem i bez. Jakoś nikt tego nie zrobił a w każdym razie nie opisał swoich prób. Z lektury forum wiem, że są koledzy mający szklany wziernik na dole metalowej kolumny. Ciekawi mnie czy obserwują ściankowanie na styku metal-szkło.
Jak by komuś się chciało to może by zdjął ocieplenie z dolnych n.p. 50cm kolumny i opisał wrażenia. A jeszcze gdyby schłodził jakoś ten kawałek (wentylator, mokra szmata) to by było super. A jeśli kolumna by była z miedzi to już może by coś wyraźnie wyszło.
2. Nie do końca jestem przekonany do tego, że to tylko schłodzenie w doświadczeniu Formy spowodowało takie zmiany w destylacie. Wielu z nas stosuje wietrzenie lub napowietrzanie gotowego destylatu by poprawić jego jakość. Może to tlen z podawanego powietrza zadziałał na korzyść a może oba czynniki.
3. Podoba mi się pomysł Rozrywka ze stopniowaniem temperatury wody podawanej na "zimne palce" w kolumnie. Jest taki naturalny i nawet elegancki. Tyle tylko, że tu już bez udziału naszych konstruktorów będzie trudno. Może Herbata ze swoją wielopółkową kolumną da się namówić na eksperyment z podawaniem urobku z OLM na kolejne półki. Nie będzie to "zimny palec" ale jakaś bariera temperaturowa powstanie na spływie z półki. Dodatkowo być może da się określić na jakiej wysokości schładzać kolumnę.
Ostatnio zmieniony niedziela, 23 gru 2018, 09:57 przez Szlumf, łącznie zmieniany 1 raz.


wkg_1
550
Posty: 589
Rejestracja: niedziela, 23 wrz 2018, 12:26
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: wkg_1 » niedziela, 23 gru 2018, 13:31

Ale fajna impreza mnie ominęła : )
Na szczęście kolega @Forma ma telefon : D

Bardzo podoba mi się pomysł podawania powietrza do bufora. Tak jako czynnik "korkotwórczy" dla zanieczyszczeń z dołu jak i zapobiegający ewentualnemu rozwarstwieniu.
Zresztą podawanie spirytusu z OLM na bufor też mi się bardzo podoba - kojarzy mi się z EGR-em w aucie : ) Alkohol już myśli, że jest czysty, już chce do butli a tu - weg na bufor czyścić się dalej. Tu chyba i "korek z zimna" i zwiększenie ilości półek działa.

Z innej beczki - podłamany nieco "duchem buraka" i bliski już myśli wyciągnięciu z piwnicy filtra o postanowiłem połączyć metodę 4,5 @Lesgo58 z tempem odbioru @Forma. Stabilizacja długa, wszystko do odbioru pierwszych kropel gonu trwało 7 godzin, prawie półtora litra przedgonów (w połowie pachnących już gonem, zlane z głowicy po procesie praktycznie też), odbiór 11-12ml przy grzaniu 2000 na rurze 63. Reflux okł. 60%. Ze wsadu 9,5L odebrałem okł. 7L serca, ostry zapach i smak który mnie (nas ?) prześladuje pojawił się dopiero po 6 litrze. Luzik, litr dodam do kolejnej surówki.

Efekt można powiedzieć, że mnie zadowala. "Duch buraka" na tyle słaby, że wyczuwam czasem jego cień a czasem nie - dominujący jest jednak zapach spirytusu a dopiero potem - może coś tam a może to tylko wrażenie. Rozrobiłem z Cisowianką do 42% i odstawiłem na noc do lodówki. Dziś naprawdę mi to smakowało. Żona spróbowała i mówi: "dopiąłeś swego, żadna sklepowa wódka się nie podmywa". Pewnie można lepiej - zawsze można lepiej ale pierwszy raz mogę powiedzieć, że jestem zadowolony choć SP brak. Także chciałem serdecznie podziękować Wam za przyspieszony kurs, cenne rady dzięki którym - jestem przekonany - ominęło mnie kilka lat błądzenia. W szczególności (w kolejności chronologicznej) kolegom @Lesgo58, @Szlumf (przełożenie termometru na 10-a podczas pierwszej próby całkiem niedawno) i @Forma. Z rady kolegi @Rozrywek (5-10-15) zamierzam dopiero skorzystać.

Chciałbym jeszcze przez moment o duchu buraka. Otóż podczas świątecznych porządków znalazłem u Mamy zachomikowane gdzieś w przepastnych czeluściach spiżarni dwie małpeczki spirytusu - obie napoczęte. W jednym z nich - Lubelskim ze zdziwieniem odnalazłem cień tego ducha. WTF, pachnie jak mój, czy ja przypadkiem nie dałem tego Mamie do spróbowania i zapomniałem ? Ale drobiazgowe śledztwo wykazało, że nie, Mama dokładnie pamiętała kiedy to kupiła, do czego używała, do czego planowała używać i gdzie to miało i ma dalej stać. No OK, czytam napis na buteleczce (to spirytus sprzed lat) a tam "wyprodukowano ze starannie wyselekcjonowanych surówek" a nie "ze zbóż". W drugiej małpeczce, jeszcze starszej, wyprodukowanej przez Polmos Białystok dla jakiejś zagranicznej firmy o czteroliterowym akronimie ducha buraka ani śladu ! "Spirytus gronowy" !

I na koniec chcę Wam wszystkim życzyć radosnych, szczęśliwych Świąt i samych udanych gonów !


Autor tematu
forma
250
Posty: 278
Rejestracja: sobota, 20 gru 2008, 12:51
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: forma » niedziela, 23 gru 2018, 23:58

Fajnie czyta się takie posty jak kolegi wkg_1
Szczerze Ci powiem że ta różnica jaką zauważyłeś w jakości swojego urobku, bardziej zawdzięczasz procesowi 4,5 jaki wykonałeś oraz dłuższej stabilizacji. Natomiast potwierdził byś moje domniemania na temat SP. Przy prędkości 10-12 ml piszesz , że SP ani śladu. :klaszcze:
Ja we wcześniejszych procesach przy tych prędkościach odbioru ,SP też nie wyczuwałem ( wyjątek mój ostatni nietypowy proces-ale chyba nie tędy droga i trzeba wyznaczyć sobie inne priorytety. Proponuje postawić na czystość nastawu i skupić się na 5,10,15 kolegi rozrywka, może tu jest pies pogrzebany oraz pomysł ze stopniowaniem temperatury wody też rozrywka warto było by spróbować.
Będziesz miał bojowe zadanie. Kolejny proces zrób w systemie 4,5 ale odbieraj z przedziału 16-22 ml.A ja teraz napisze wnioski jakie otrzymasz,Twoim zadaniem będzie potwierdzić lub obalić moje spostrzeżenia.
Uważam że w tym systemie ( 4,5 ) zwiększając szybkość odbioru :
- pojawi się SP
- zdecydowanie bardziej wyczuwalny "duch buraka"
Jeżeli natomiast nie wyczujesz SP to zacznę snuć teorie , że Słodki Posmak który raz mamy a raz nie, bardziej skoncentrowany jest na mocy wsadu w jakim prowadzimy proces i więcej czasu poświęcić na eksperymenty związane z mocą wsadu.
NIE POPEŁNIA BŁĘDÓW TEN,CO NIC NIE ROBI !!!


wkg_1
550
Posty: 589
Rejestracja: niedziela, 23 wrz 2018, 12:26
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: wkg_1 » poniedziałek, 24 gru 2018, 10:01

Hmmm ... 16-22 powiadasz, planuję raczej okolice 12-22, 10-22, w sumie tego buraka wolałbym poczuć jak najpóźniej a najlepiej wcale ; ) A bez wątpienia mieszka on pod koniec procesu w szybkim odbiorze. To znaczy mieszka sobie w jakiś estrach ukryty w pogonie a gwałtowne wygotowanie połączone z jakimiś miniskokami ciśnienia, nierównomiernościami wsadu, temperatury uwalnia go jak dżina z butelki przy szybszym odbiorze. A już gwałtowna erupcja w buforze po okresie wyciszenia to prawdziwy generator tego mdląco - ostrego smrodku kurtuazyjnie nazywanego "aromatem" :D. I tu sądzę, że 10-22 wyjdzie podobnie jak mam teraz. Potwierdzić coś lub obalić mogłoby doświadczenie powtarzane kilka razy. Choć i taka jednorazowa, skrupulatnie wykonana próba może stanowić solidną przesłankę do sformułowania jakiejś tezy.

Co do SP to nie byłbym taki pewny - dotychczas prowadziłem proces z szybkością 25 (przy grzaniu 2400) i go nie było. Także w pierwszych (najlepszych) litrach procesu. W urobku kolegów których produkty miałem przyjemność próbować - też nie było . A wiem, że niektórzy z nich robią wsady po 20% i odbierają szybciej niż ja. A najlepiej nawet przygotowany wsad raczej nam tego SP nie da - tu będzie przecież nawet mniej zanieczyszczeń - a to te zanieczyszczenia właśnie w minimalnych ilościach dają SP - jeżeli teza o maślanie jest prawdziwa. Zresztą każdy używa innych drożdży, odbiorów, stężeń, technik a "duch buraka" - mniej czy bardziej wyczuwalny - ma dokładnie taką samą twarz : / Znaczy się paskudną mordę. I nie ma SP. Z nastawami będę kombinował jak już sobie ustalę optymalny proces.
Ostatnio zmieniony poniedziałek, 24 gru 2018, 14:50 przez wkg_1, łącznie zmieniany 1 raz.


rozrywek
1250
Posty: 1278
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Kunszt rektyfikacji a posmak destylatu

Postautor: rozrywek » wtorek, 25 gru 2018, 08:32

Pralka.
O Matce, dziecku i piaskownicy już było, jak obiecałem napisać o praniu to tak czynię, słowa dotrzymując.

O rodzajach pralek nie będę się rozpisywał zbytnio. Czy to CM, LM VM. OLM OVM. Pralków jak mrówków. Każda pierze całkiem dobrze, a jednak…czegoś brak.

Zastanawiając się nad tunningiem metody 2,5 oraz jej głównego zadania, wpadłem na takiego oto pomysła:

Jako posiadacze pralek nie wykorzystujemy w pełni ich możliwości ani programów.
Koncentrujemy się na praniu, większości na praniu wstępnym (pierwszy odpęd) i praniu właściwym(drugi przebieg na gotowo)

A jest jeszcze funkcja namaczanie, oraz ekstra płukanie. Nikt praktycznie nie korzysta z tych funkcji.
Metoda ta jest kierowana głównie do posiadaczy gorszych pralek, systemów CM, zimno palczastych, wieszaków z odstojnikami itp. Ale nie tylko, do właścicieli konkretnych sprzętów również.
Namaczanie:
Czyli ostry stripping. Pierwszy odpęd na bardzo ostro, na granicy wydajności chłodnicy, i na maksymalnej mocy grzania, bez refluksu, niech się ciurkiem leje.

Tutaj możemy trochę przedgonu odebrać, ale niezbyt restrykcyjnie. Czyli destylujemy, ciągniemy do zera. Jest to co prawda jeden gon ekstra, ale za to szybki, minimalizujący koszta i czas. Przedgony zachowujemy, a o tym dlaczego w dalszej części.

Pranie wstępne:
Czyli tak jakbyśmy robili tak jak zawsze, z pełnym refluksem, ze stabilizacją, odbiorem przedgonu i cięciem pogonu.
Różnica polega na tym że gotujemy nie sklarowany nastaw, a bardzo kiepskiej jakości surówkę.

Pranie właściwe, czyli gon finalny:

Tutaj ciekawostka, ponieważ mamy do czynienia z bardzo dobrej jakości surówką, oraz z częściowo odebranymi przedgonami ze strippingu, oraz z dobrze odebranymi przedgonami z prania wstępnego.

Jest to poszerzona metoda 2,5 ponieważ:
Gotując 3 razy (powiedzmy 2,5) za pierwszym razem gotujemy nastaw, za drugim rozcieńczamy wsad do powiedzmy 20%, a za trzecim do powiedzmy 50-55%. Metoda 2,5 wg Leszka zagnieździła nam się naturalnie sama.

Tutaj chciałbym jeszcze dotunningować metodę 2,5, mianowicie:
Przy trzecim odpędzie zaczynamy od maksymalnie wysokiego stężenia wsadu, powiedzmy 70%, a dalej tak jak przy zwyczajnym 2,5 odbiór przedgonów i dolewka gorącej wody do 55%, i dalszy odbiór przedgonów, potem wiadomo serce.

Tutaj rodzi się pytanie, czy w ogóle jakiekolwiek przedgony się jeszcze pojawią. Ideą nie jest wyłapanie tego słodkiego czegoś, a wyłapanie tego czegoś co gryzie i capi.
Wyłapanie istoty odpowiedzialnej za łagodność i słodkawy posmak widzę tylko w jeden sposób, odbieranie przedgonów do malutkich buteleczek, i nie do kibla, a na półkę.

Następnym szalonym pomysłem jest zasmrodzenie urobku przedgonami. Tak, po to rektyfikujemy oddzielając przedgon, aby go z powrotem do serca dolewać? Rozrywek, dokumentnie cię pogięło??? Trochę pogięło jednak :D

Nie do całego serca, ale możemy pokusić się o drobne eksperymenty z małymi ilościami serca, np.: 200ml. Aby to uczynić, musimy bardzo starannie separować przedgony, potem weryfikując je na acetony, smrodki, inne aldehydy i na masełko, na którym nam zależy.
I może akurat uda nam się gdzieś kiedyś wyłapać to dobre coś. A jak nie to dolejemy do pierwszego razu i strat nie będzie.

Następny najbardziej szalony z pomysłów to ciekawość jakie frakcje się ulotnią gotując maksymalnie stężony wsad? Ciekawość to jedno a bezpieczeństwo to drugie. Wiadomo że safety first.

Czyli ekstra płukanie:

Nie doprowadzę do wrzenia czystego spirytusu grzejąc gazem. Jakieś resztki rozsądku w tym łbie się kołatają, ale bardzo mnie ciekawi ta sprawa.

Tutaj pragnę zaznaczyć że nie znam granicy bezpieczeństwa procentowości wsadu, i nie polecam tego typu eksperymentu. To jest tor bobslejowy dla zawodowców a nie jazda na sankach z małej górki.

Czyli kumulując 5-10-15 z metodą 20-70-50(robocza nazwa) można uzyskać zaskakujący efekt.

Nie możemy tutaj zapominać o nastawie. Zauważmy że nawet dobrze sklarowany nastaw, pozostawiony nawet na powiedzmy 2 miesiące, jakiś osad wydzieli, prawda?

Osad czyli coś czego nie chcemy. Moje poszukiwania skłaniają się ku ciśnieniowemu klarowaniu(już sklarowanego) nastawu.

Jak budowa takiego klarownika może nie być skomplikowana np.: drugi keg i sprężarka powietrza, to nastręcza mi dosyć sporych kłopotów wykombinowanie filtrów które zatrzymają mikro cząstki, oraz dadzą się w miarę łatwo oczyścić.

Teoretycznie wystarczy przepompować wodę w odwrotności filtra, tak jak się to czyni z filtrami do wody przy ujęciu głównym dużych miast. Ale to tylko teoria, a poszukiwania trwają.
Oczywiście są takie przemysłowe filtry do wina, ale nikt normalny nie kupi sobie przemysłowego akordeonu do 50l nastawu.

Na koniec:
Pełen szacunek dla prekursorów bardzo długich stabilizacji (sam zamierzałem sprawdzić) na logikę więcej niechcianych lekkich frakcji powinno się w kolumnie kumulować, ale cóż teoria a praktyka to wiadomo dwie różne sprawy.

Opisana przeze mnie metoda 20-70-50 jedną wadę posiada: mianowicie te 70. Dlatego podkreślę na sam koniec jeszcze raz że Safety First.

Ps: O czysto teoretycznym systemie Triple cooling manegment, czyli o segmentowym chłodzeniu kolumny będzie kiedy indziej.

Ps2: Doody, dealer wciąż ten sam, zbyt dobry jest aby go zdradzić :D
Pozdrawiam serdecznie Rozrywek.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............


Wróć do „Destylacja metodą reflux ratio”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość