Promocje, akcje, konkursy, zabawy oraz inna szczególna działalność którą wspieramy.
Regulamin forum
Jest to specjalne forum przeznaczone do fajnych akcji, dzięki którym można promować różne konkursy, produkty, wydarzenia, spotkania, działania i wiele więcej. Wszystko po to by promować alkoholowe wyroby domowe.

Jeśli chcesz zaproponować coś ciekawego to pisz do nas, zapraszamy!
Awatar użytkownika

Qba
600
Posty: 629
Rejestracja: wtorek, 26 sie 2008, 18:17
Krótko o sobie: Szefu
Ulubiony Alkohol: własny
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Kontakt:
Załączniki
ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: Qba » sobota, 6 cze 2020, 06:44

[update zasad 9.06.2020]

Zapraszamy do nowej zabawy na forum Alkohole Domowe z okazji 12 rocznicy powstania tegoż forum!

Zadanie pisarskie: Tematem jest ewaluacja, nauka, jak zaczynaliśmy oraz gdzie jesteśmy teraz, a także gdzie będziemy za następne 12 lat. Każdy z uczestników może napisać maks. 3 opowiastki. Opowiastki można uzbroić w zdjęcia, rysunki lub inne formy przekazu.

Zabawa trwa od 06.06.2020 do 15.07.2020 (wstępna data robocza).
Ogłoszenie zwycięzców 25.07.2020 (wstępna data robocza).

Wybór zwycięzcy!
Udział może wziąć każdy użytkownik forum.
Jury to liczba podziękowań pod postem. Wygrywa uczestnik z największą liczbą podziękowań przy poście. Lajki z wszystkich postów nie sumują się.
Przyznawanie punktów:
Lajk liczony x3 - Jan Okowita (jako sponsor główny) oraz Qba
Lajk liczony x2 - Moderatorzy
Lajk liczony x1 - Wszyscy użytkownicy
(Każdy może lajkować każdy post)


Nagrody:

JanOkowita i sklep przyforumowy jest fundatorem nagród. Lista nagród tutaj >>>

Pisać proszę w tym temacie!
Ostatnio zmieniony środa, 24 cze 2020, 11:38 przez Qba, łącznie zmieniany 6 razy.
Alkohole-domowe.com - Przepisy, wiedza, forum
Alkohole-domowe.pl - Zakupy, asortyment, zaopatrzenie

Obrazek


koncentraty wina
Rabaty dla użytkowników forum AD w sklepie po podaniu loginu z forum!
Awatar użytkownika

dziad borowy
50
Posty: 71
Rejestracja: środa, 17 lut 2010, 13:40
Krótko o sobie: siedzę na forum a tam sobie kapie!!!
Ulubiony Alkohol: Skotch Rill wel kancioczek
Status Alkoholowy: Konstruktor
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: dziad borowy » sobota, 6 cze 2020, 07:51

epizod pierwszy:
Moja historia z domowymi wyrobami zaczęła się gdy obudziłem się pewnego ranka i nie było teleranka, czyli stan wojenny. Mam 6 lat....
W czarno-białym telewizorze co rusz pokazują jak milicja likwiduje nielegalnych producentów.
Jednak wujek Dzidek z Sosnowca buduję aparaturę ze sprzętów ogólnie używanych w gospodarstwie domowym, emaliowane wiadro i miednica z dziurką, uszczelnienie z "mymlanego" chleba i malutka chłodniczka wyspawana z czarnej stali mieszcząca się w gumiaku. Nastawy z tego co było dostępne bez kartek.
epizod drugi:
Rok 1984.Ojciec z tzw exportu, czyli pracy za granicą (ZSRR) przywozi szybkowar. Do tego jakimś cudem w drodze wymiany za bługarską wiertarkę wchodzi w posiadanie szklanej chłodnicy.
Oczywiście przywiózł również kolorowy telewizor marki Rubin C-208 który stanął w kącie na komodzie. A że grzało to cholerstwo niesamowicie to miejsce za nim zajął szklany balon. Oczywiście z aparatury korzystała połowa 90-cio mieszkaniowego bloku. Na szybkowar były zapisy z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem. Pracowało się tylko w nocy kiedy dzielnicowy szedł spać, a dunder spuszczało się dopiero gdy wystygł , aby nuta nie ciągnęła się w stronę korytarza.
to były tematy którym się tylko przyglądałem z racji wieku, ale zapadły mi pięknie w pamięci.
epizod trzeci
Po zniesieniu reglamentacji temat usechł, nie było powodu na "babranie" z racji ogólnej dostępności i przystępności cenowej "bałtyckiej" i "żytniej"
Początek XXI wieku kupuję działkę z domkiem w lesie, dostępność owoców skłania mnie do wyciągnięcia tatowego garnka i rozpoczęcie własnej przygody .
Owoce niestety okazały się trudnym jak dla mnie surowcem. W międzyczasie rozpocząłem pracę w bliskim sąsiedstwie firmy myjącej cysterny spożywcze. Koncentrat soku pomarańczowego i jabłkowego w ilościach których nie byłem w stanie przerobić dostawałem za darmo. poprostu żal było nie zaprawiać tego drożdżakami.
Aparatura to cały czas szklana chłodnica, szybkowar zastąpił kocioł z kuchni polowej, natomiast chłodzenie dostało obieg zamknięty ze schładzarką do piwa, z racji takiej że skończyły się czasy ryczałtu za wodę i płaciło się wg. wskazań wodomierza.
Na chwilę obecną dalej pozostaję przy potstilu, jednak jest to instalacja zupełnie nie potrzebująca wody do chłodzenia. Kaloryfer z autobusu 2,2m miedzianej rury z aluminiowym radiatorem pozwoliłby obsłużyć 3 razy szybszy odbiór.
raczej nie zamierzam rozbudowywać urządzenia, może w dzisjejszych czasach pokuszę się o sterowanie zdalne z poziomu smartfona.
My tu sobie siedzimy , a gorzałka w lesie


Autor tematu
TUTEK
100
Posty: 113
Rejestracja: czwartek, 13 lis 2014, 13:18
Ulubiony Alkohol: własne piwo
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Jubileusz forum Alkohole-domowe

Postautor: TUTEK » sobota, 6 cze 2020, 22:54

A wszystko zaczęło się...
W 2010 roku do internatu kolega przynosi bimber z Harty. Paskudny ale tani. To nie był impuls do wystartowania z hobby.
W 2014 roku piję u kolegi z pracy całkiem "zjadliwy" bimber i rozmyślam, czy nie warto byłoby mieć czegos takiego na weselu.
I wtedy w listopadzie 2014 rejestruje się na forum.
2015. Razem ze współpracownikiem składamy swoją pierwszą aparaturę. Prosty pot-still, z ko z dodanym pseudorefluksem w postaci nawiniętej rurki z cu na deflegmator.
Czas mija, kolega nie ma czasu na wyroby własne a ja zostaję 100% udziałowcem aparatury.
Zaczynam robić nastawy owocowe, później pierwszy raz zacieram zboże na enzymach.
Po próbie z kukurydzą klei się cały świat.
2017 rok. Warze swoją pierwszą warke i pokonuje swój strach związany ze skomplikowanym procesem robienia piwa ( tak naprawdę nie jest to trudne).
Tworzę swój ulubiony napój alkoholowy- RYŻÓWKĘ.
2018 rok, to czas obfitości w winogron u mojego świadka weselnego a skoro on mówi - co za dużo, to i świnia nie zje, to biorę się za winiarstwo. W tym momencie człowiek przestaje bać się wszechobecnych siarczynow i zaczyna traktować je jako sprzymierzeńców.
Kupuję kolumnę aabratek-a, a moje likiery i nalewki mają zdecydowanie czystszy profil.
2019 rok i kolejny bastion pada. Miód pitny, który fermentuje do tej pory, został nastawiony.
2020 rok.
Stworzyłem swoją własną, pierwszą w 100% wykonaną przez siebie aparature- kolumnę lm z głowicą grzybkową a'la Radius.
Co robię teraz? Leżę przed pracą na łóżku, czytam forum bez którego miałbym 10% wiedzy na temat wyrobów domowych i tak sobie myślę...
Czego mi ślimaki żrą sałatę jak obsypalem ją na około tymi niebieskimi granulkami. Nic, ide je ściągać i przenosić sałatę bo się do roboty spóźnię.
Dzieki

Awatar użytkownika

JanOkowita
1900
Posty: 1941
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: JanOkowita » niedziela, 7 cze 2020, 14:11

Qba pisze:
Nagrody:

JanOkowita i sklep przyforumowy jest fundatorem nagród.
  • jakie nagrody jeszcze nie wiadomo :)


Nagroda dla zwycięzcy - bańka ze stali INOX o pojemności 25 litrów z kranem:
https://alkohole-domowe.pl/tre-inox-banka-25-l-z-zaslepka-p1370
Bidone 25lt_webdoc.jpg


II miejsce - niezbędna książka dla fanów domowych alkoholi:
https://alkohole-domowe.pl/destylaty-alkoholowe-wytwarzanie-teoria-praktyka-p312
destylaty-ksiazka.jpg


III miejsce - zbiór przydatnych przepisów na polskie nalewki
https://alkohole-domowe.pl/ksiazka-atlas-nalewek-polskich-p1317
atlas-nalewek-polskich2.jpg


* Bezpłatna wysyłka na terenie Polski, nie wysyłamy za granicę.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Ostatnio zmieniony wtorek, 9 cze 2020, 09:34 przez Qba, łącznie zmieniany 1 raz.
Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl

Awatar użytkownika

jatylkonachwile
250
Posty: 298
Rejestracja: poniedziałek, 13 wrz 2010, 17:24
Krótko o sobie: Główny projektant i konstruktor elektrohydrogumonapawarki z podczepem pod termobululator.
Status Alkoholowy: Wynalazca
Lokalizacja: Ziemia
Kontakt:
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: jatylkonachwile » niedziela, 7 cze 2020, 16:27

Wiem że niektórzy mają więcej doświadczenia niż ja mam lat, ale młody nie może mieć ciekawych historii?
Moje początki są dosyć komiczne, w wieku 8 może 10 lat podpatrzyłem jak ojciec pracuje na klasycznym potstilu, czyli kana po mleku i kilka metrów miedzianej rurki. Jako młody i głodny wiedzy dzieciak poczytałem co nieco w książkach od chemii co to się wyprawia i jak samemu to zrobić. Kolejnym etapem był nastaw, zorganizowałem to w butelce 1,5l po wodzie Jurajska, po dwóch tygodniach to już nie było 1,5l tylko bardziej 5l. Sprzęt zbudowałem ze słoika 0,9l i puszki po coli, całość grzana na ogniu (tak, szklany słoik na ogniu) a chłodziwem była woda z rzeczki. Niestety albo stety jedyne co nakapało do kieliszka to była woda z chłodnicy bo połączenie przeciekało a słoik pękł.
Aktualnie stan to aabratek i potstil wszystko w KO, innowacją (jak na standardy) jest zamknięty obieg wody, ale nie z chłodnicą od samochodu czy innym radiatorem, lecz 200mb rurki zakopanej w ogrodzie.
Przyszłościowo myślę o systemie jeszcze bardziej ekologicznym, czyli zamknięty obieg grzewczo-chłodniczy, będę chciał wykonać układ pompy ciepła połączonej z ciepłowodem (ang. heatpipe). Jak znajdzie się kilku chętnych to może narysuję i opiszę swój pomysł. Umożliwi mi to pracę z mocą grzewczą na poziomie 4kW przy poborze ok >1kW z sieci elektrycznej, a produktem ubocznym może być 99,9%< produkt.
Ktoś zapyta po co? A bo można, dla własnej satysfakcji i zdobycia praktycznej wiedzy.

Awatar użytkownika

Skir
150
Posty: 192
Rejestracja: poniedziałek, 15 lip 2019, 07:38
Krótko o sobie: Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było. Józef Szwejk
Ulubiony Alkohol: Bimbrozja
Status Alkoholowy: Drinker
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: Skir » poniedziałek, 8 cze 2020, 10:59

Mój pierwszy kontakt z bimbrem nie należał do doznań wyjątkowo ekscytujących. Gdzieś głęboko w latach osiemdziesiątych ojciec przywiózł wysokooktanowy bimberek w butelkach po wodzie grodziskiej (prehistoria prawie) i zostawił w kuchni. Jako młody szczon wpadłem zziajany, za flaszkę i z gwinta pociągnąłem kilka łyków. Oddech odebrało, mowę też. Na szczęście w pobliżu był kran i chyba tylko dlatego jeszcze żyje. Ten pierwszy kontakt z bimbrozją wywarł trwałe piętno na mojej psychice.

Później mając lat naście już pomagałem ojcu ściągać wino z porzeczek i doprawiać je pozyskanym wysokoprocentowym alkoholem. Oczywiście kiedy ojca nie było, spora część butelek w nader cudowny sposób sama opuszczała piwnicę. Rodzina czekała nawet na oficjalne uznanie cudu przez Watykan. Nadal czeka, choć już nawet pustych flaszek brak.
Już wtedy poziom 14% owego wina był dla mnie niezadowalający i po uzupełnieniu niedoboru spirytusu w trunku początkowo zwanym winem osiągał ostatecznie ok. 25-30 % i szklanka potrafiła powalić mniejszego niedźwiedzia.

Moje dążenie do absolutu idealnego trunku (pożądany smak, wysoki procent oraz wali w łeb w trakcie picia, a nie w efekcie after day) zostało wstrzymane przez wybuch aparatury w mieszkaniu szwagra i zdecydowany sprzeciw mojej LP na jakiekolwiek próby, które wg niej mogłyby przyczynić się by moje dzieci zostały sierotami.
Nastał długi czas posuchy, gdy korzystałem z usług kolegi. Aż łza się w oku kręci, a ślina jak u psów Pawłowa leci, kiedy wspomnę aparaturę kolegi Jasia. Palnik, kanka po mleku, prosta chłodnica i … pyszne efekty destylacji różnych owoców. Jeszcze teraz ślinotoku dostaję, aż na klawiaturę poleciało.

I wreszcie pomoc przyszła z najmniej spodziewanej strony. Widząc frasobliwość moją wielką, wynikającą z konieczności korzystania z efektów cudzego kunsztu, córuś moja kochana z Prawiezięciem kupili mi na Dzień Ojca szybkowar, a Prawiezięć wykonał pierwszą chłodnicę na wzór angielskich aparatów do destylacji II wojny światowej. Serio! Dołożyłem kuchenkę indukcyjną, której w okopach raczej nie mieli i ruszyłem z pracami. Mimo prymitywizmu sprzętu produkt końcowy zaskoczył wszystkich. Nawet moją LP, która patrząc jak piję pierwsze drogocenne krople Serca, zastanawiała się do jakiego szpital, oprócz oczywiście psychiatrycznego, trzeba będzie mnie odwieść.

Potem przyszedł czas na alkohole-domowe.pl i zacząłem czytać. Ale zamiast z pokorą poczytać dłużej i popytać kolegów, to natychmiast zakupiłem tzw. „tani sprzętu na początek”. Pierwszy aabratek z firmy… hmmmm oszczędzę sobie i firmie kompromitacji. Długie godziny rozmów z Leszkiem (lesgo58), który tłumaczył mi gdzie pies leży pogrzebany lub tkwi diabeł. Wymiana poszczególnych części na sprzęt od Akasa (dzięki za serdeczne rozmowy). I wreszcie to jest to! A i wspomnieć należy, przerobienie całego pomieszczenia piwnicznego na potrzeby mojego hobby, łącznie z wbiciem się 70 cm poniżej posadzki. Ten ostatni pomysł szczególnie zbulwersował całą rodzinę. Żona patrzy na mnie nadal jak na wariata i myślę, że już zaczęła kontaktować się z psychiatrą. Ale wszyscy zachwalają trunek. Nawet muszę ograniczyć teścia, bo bez zapowiedzi wpada z paletą 10kg cukru pod pachą. Tłumaczę: „Dziadek, cukrówa to przeżytek, lepiej skrobię przywlecz.”. Dziś moja LP nie pije innej wódki niż moja. Już nie brynczy i marudzi, że spędzam godziny w piwnicy. A tam wygodny skórzany fotel, książka i przyjemność przyglądania się, jak kap, kap, kap...

PS. Cholera, muzy jeszcze tam nie mam. Gdzieś czytałem, że puszczono w oborach krowom Bethovena i więcej mleka dawały. Może, jakbym bym zapodał Black Sabbathów drożdżakom, to też specjalnej mocy i charakteru by nabrały?
Ostatnio zmieniony poniedziałek, 8 cze 2020, 11:14 przez Skir, łącznie zmieniany 2 razy.


krkkonrad89
30
Posty: 40
Rejestracja: niedziela, 26 sie 2018, 20:23
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: krkkonrad89 » poniedziałek, 8 cze 2020, 19:26

Moja przygoda zaczęła się ok. 10 lat temu. Na jednej z nudnych nocek w pracy przypadkowo trafiłem na forum AD i mnie olśniło. Ja też tak mogę! Jak już mam w zwyczaju, gdy wpadnę na genialny pomysł od razu zaczynam go realizować. I tak po kilku dniach czytania stwierdziłem że jestem alfą i omegą destylacji, kupiłem najtańszy na alledro szybkowar z chłodnią i zacząłem działać. Na pierwszy ogień poszły stare dżemy, soki i kompoty. Jako że mieszkam w bloku a rodzice nie pozwalali... to musiałem działać w rodzinnym domku letniskowym. Pewnej nocy nadszedł czas na pierwszą destylację, odpaliłem sprzęt i wraz z kuzynem czekaliśmy na pierwsze krople. Oczywiście pierwszą setkę wylałem, potem przedgon no i nasza cierpliwość się skończyła. Zaczęliśmy popijać prosto z chłodnicy :O ale była zabawa :D niestety następnego dnia nasz entuzjazm rozwiał kac morderca i niesamowity ból głowy. Nie chciałem się poddać od razu więc zrobiłem jeszcze kilka nastawów. Niestety z podobnym skutkiem. Potem sprzęt zaczął się rozlatywać a ja miałem coraz mniej czasu i zajawka mi minęła.

Do hobby wróciłem po ślubie, niecałe dwa lata temu. Teściowie mają gospodarstwo i sporo wolnego miejsca. Jak już oswoiłem ich z myślą co chce u nich robić to poszło gładko. Kupiłem miedzianego pot stilla z kegiem 50l, dedukowałem się trochę lepiej niż ostatnio i zacząłem zabawę. Tym razem wychodzi mi to znacznie lepiej. W przeciągu dwóch lat trochę się rozwinąłem, dorobiłem kocioł 150l z płaszczem wodnym, całkowicie zrezygnowałem z cukru na rzecz owoców i zboża. Zainwestowałem też w kamionki. Odkryłem u teściów dwie stare kamienne piwniczki i jedną z nich zagospodarowałem pod leżakowanie swoich trunków. Pierwsze beczki już zamówione a na zalanie czeka whisky że słodu wędzonego i rum z melasy.

Co będzie w przyszłości to zobaczymy. Puki co czerpie radość z tego co mam i nadal się uczę studiując forum. W najbliższym czasie chciałbym spróbować destylacji na kolumnie półkowej i alembiku. A w odległej przyszłości marzy mi się własna mała winnica. Posadziłem już próbnie kilka sadzonek. Może uda się to kiedyś rozwinąć :)

Awatar użytkownika

JanOkowita
1900
Posty: 1941
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: JanOkowita » sobota, 13 cze 2020, 15:44

Odświeżam temat, czas płynie.
Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl


rozrywek
2000
Posty: 2032
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: rozrywek » niedziela, 14 cze 2020, 13:19

Trylogia Rozrywka
Część pierwsza: Ogniem i mieczem.


Wino.
Najpierw było wino. W domu były 3 balony jeden 50L i dwa ok. 35l
Mama robiła wino z czarnych i czerwonych porzeczek.
A ja brzdąc lat 12 zacząłem przygodę z tym oto.

Moje pierwsze wino to chyba mirabelki.

Zgniecione zadane grzybki winne i nakryte ściereczką.
Poranek nastał i mama mnie budzi: synu wstawaj i sprzątaj.
Tak z 5L nastawu na podłogę mi wywaliło, lepiło się niemiłosiernie.
Biedny mały Adaś ze szmatą jechał myjąc wszystko. Ale nastaw pracował.
Wyszło takie wytrawne. Oczywiście pamiętam jak mozolnie drewnianą łopatką wybierałem pestki z balonu w trakcie fermentacji.

Potem zlewanie, klarowanie. Nie leżakowało za długo, sąsiadki wszystko wytrąbiły bo mama była dumna że dzieciak zrobił winko sam.

Miałem książkę, cienką taką z przepisami i podstawami fermentacji. Coś jak skrócony Cieślak.
Mama podpowiadała trochę uśmiechając się pod nosem. Dobrze że nie łobuziak, ma hobby to niech sobie w rurkę patrzy.
Podpowiadała doradzała, ale na tyle abym sam się uczył, nie na gotowe.
Piękne było to że wszystko rękoma było zrobione i zapracowane.
Zamiast kieszonkowe wydać na lody ja miałem drożdże winiarskie. Zamoyskich.

Takie jakie wtedy na rynku były, Tokaje, Malagi, Madery, Sherry i uniwersalne.
Uwielbiałem jeździć na wieś do znajomych, i tam za pomoc przy pracach polowych zawsze dostawałem coś. Sam sobie zbierałem w sadzie różne owoce, stare zapasy suszone w duchówce też dostawaliśmy, niby na kompot. Wiadomo było co z tego robiłem.

Wszystkie słoje, słoiki damy, małe balony zostały skonfiskowane na moje potrzeby.
Robiłem ze wszystkiego co się dało, drobne parolitrowe nastawy, sokowirówka w domu była to najczęściej był to moszcz. Owoce były do dużych balonów tylko.

Największym problemem było uszczelnianie tych słoi z szerokim otworem, gumowe czy plastikowe pokrywki, przyklejane podkładki, korki od butelek jako podtrzymajka rurki fermentacyjnej, plastelina, butapren. Taśma klejąca, kreatywny dzieciak byłem, nie powiem. Woskiem zalewałem również.

I przyszło ogniem i mieczem. Dosłownie.
Pożar. Ogień zabrał co chciał a miecz wykosił resztę.
Nie było wtedy łatwo, wszystko musiało poczekać.

Potem trochę podrosłem, Już jako 16-latek mieliśmy paczkę. Każdy z nas miał na wsi jakąś rodzinę, gdzie trzeba było czasem pojechać pomóc i oczywiście wrócić ze swojszczyzną i jakimiś owockami.
Mało u mnie się robiło przetworów, ale w mojej paczce rodzice kumpli robili sporo dżemów, marmolad, kompotów. Zawsze syn był wysyłany do piwnicy po ziemniaki, także nasze mamy nie wiedziały ile czego tam jeszcze mają.

Kryptonim chomik. Podbieraliśmy cukier z domu i znosiliśmy do piwnicy. Małą łyżeczką też się najesz. I my tak robiliśmy. Najlepsze żniwa to były w czasie robienia przetworów, wtedy cukru w domach było sporo i owoców różnych multum. A my chomikowaliśmy cukier.

Najfajniejszy był cukier puder. Nigdy żadna z naszych mam nie wiedziała ile tego ma w zapasie.
Całe paczki znikały z szafek, a nasze kochane rodzicielki wysyłały nas do sklepu po nowe.
A nasze mamy? Gdzie są chłopaki? Albo na boisku, albo w piwnicy.

Ewaluacja i kreatywność. Jeden mądry spuścił ojcu 5L wina gronowego, dobre było na tyle że z boiska zapomnieliśmy piłki zabrać, spuścił następne 10L. Ale co teraz?
45L litrów wina a my wytrąbiliśmy 15. Dolał wody ciołek i wyszło niekolorowo. Wpadłem na pomysła i wlaliśmy tam całą butelkę soku z Herbapolu, najbardziej ciemny jaki był w sklepie.

Ojciec kumpla oczywiście się kapnął, wkurzył się ale zrobił mądrą rzecz. Był kierowcą PKS i miał małe rancho z winnicą. Zabrał nas tam i kazał odrobić u siebie to co mu zakosiliśmy.
Jeden płot naprawiał, 3 przekopało działkę, ja pieliłem grządki.
I dał nam balon, ten sam z którego mu syn tyle uciągnął.
Jeden jest wasz i te dwa moje. Nastawiliśmy 3 balony i on ich pilnował.
Mogliśmy tylko patrzeć na te nasze, prawdziwe grona które pracowały.
Potem razem to zlewaliśmy, i nie wolno nam było tego tknąć, nauczyliśmy się wtedy cierpliwości. Od pana Bogdana. Macie truskawki, maliny, sami pozbieraliśmy, i robiliśmy szybkie winko.
A tamto dojrzewało.


Zakazany owoc smakuje najbardziej, i na to czekaliśmy.
Nagroda przyszła. Na wiosnę. Magnetofon z którego leciał Laskowik ze Smoleniem Albo Smoleń z Laskowikiem, piliśmy te winko i słuchaliśmy Kabaretu Tey.

Fermentacja cicha to była abstrakcja, po burzliwej nie było czasu na cichą, piłka boisko jedna musztardówka i bukłaczek z winkiem.
Ewaluacja trwała w najlepsze.



W międzyczasie pracowały inne, drobne nastawiki, a ten był dla nas świętym Grallem.
I warto było poczekać.


Wiosna czas porządków w piwnicach.
Mama jednego z naszej paczki robiła takie ilości przetworów że nie szło tego przejeść.
Ogórków, dżemów, kompotów, marmolad.
I syn tej oto na pomysł wpadł. Pootwierajmy trochę, dostanie powietrza a my zbierzemy łyżeczką z góry pleśń i zrobimy winko.


BLG. Kto wtedy myślał o tym.
Nauczyliśmy się jednego:
Inaczej BLG było mierzone. Sam na to wpadłem. Odlać trochę dolać odrobinę syropu.
Jak ruszy to jeszcze chwila, jak nie ruszy to jest gotowe.
Tak się wtedy mierzyło BLG.

Lobuziaki ale kreatywne.
Na logikę.
W międzyczasie ryż, żyto, nawet. Wszelakie owocki. Głównie ryż.
Ewaluacja trwała, zdaliśmy sobie sprawę że jednak wino się robi z winogron. Jakie wyjdzie takie wyjdzie. Nie zgadniemy tego.

Uczyliśmy się. Każdy z nas miał w swojej piwniczce, coś. Doświadczenia się składają na całość. Octu też sporo było. Nie zawsze wyszło tak jak chcieliśmy.
Piękne było co? a wsiadamy na rowery i jedziemy do lasu po jeżyny.
I z tego też nastawialiśmy.

Winogron wygrał w tym wyścigu. jednak.

Regularnie jeździliśmy oczywiście za darmo bo pksem na te rancho. Pielęgnowaliśmy. A po południu na boisko.

Finalnie dostaliśmy całą paczkę grzybków. Tokay bodajże. w wigilię.

Teraz wy. Chłopaki macie pole do popisu. A ja chętnie spróbuję.

I to nas nauczyło ewaluacji i cierpliwości.
Zostawić poczekać i pójść na boisko.

Następny będzie Potop.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............


mat60
5
Posty: 6
Rejestracja: wtorek, 12 mar 2013, 09:38
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: mat60 » piątek, 19 cze 2020, 13:10

Ewaluacja bimbrownika

Mieszkałem w odległości ok 40 km od stolicy nad rzeką Wisłą. Wedle opowieści mojego ojca w czasie okupacji na wyspach wiślanych określanych jako pierwsza i druga łacha, w nadrzecznych zaroślach składających się głównie z wierzby i topoli, z mąki razówki pędzono bimber. Niemcy bali się tam wejść a opału i wody było pod dostatkiem. Ponadto była to granica reichu i generalnej guberni. Odpadami skarmiano świnie a surówkę przewożono do okolicznego miasteczka do rektyfikacji a później do stolicy. Proceder ukróciła dopiero władza ludowa.
Odkąd pamiętam zawsze w rodzinie ktoś zajmował się pędzeniem. Oczywiście była to przysłowiowa kana od mleka i rurki miedziane (jedna na całą rodzinę a ta jest dość liczna) nawet ojciec kiedyś się ważnie poparzył oparami gdy próbował otwarcia kany, w której zatkała się rurka. Było trochę przerwy po tym wypadku i wizycie milicji.

Pierwsze gotowanie w moim wydaniu było w 1983 r. Ja po wojsku, brat zrobił nastaw i zaczęliśmy gotować a że trafił się jeszce znajomy to zaczęliśmy próbować. Zeszło nam się do rana a ja dopiero co zacząłem pracę w nowym miejscu . Jakoś udało mi się dojechać i pomimo tego iż pracowałem niecały miesiąc dostałem dzień urlopu.

Dwa lata później wiązłem ślub - oczywiście na weselu połowa wódki była z bimbru. Do regularnego gotowania wciągnął mnie drugi brat, który samodzielnie wykonał garnek z ko a dalej były to rurki miedziane. Najlepszy bimber wyszedł nam jak na skupie nie udało się
sprzedać malin. Maliny poszły do beczki i zaczął się cyrk bo zaczęły wychodzić na spacer, ale bimber wyszedł z tego pyszny.
W 2013 roku postanowiłem kupić własną aparaturę. Poczałkowo myślałem o zimnych palcach. ale trafiłem na forum i po około 2 miesiącach czytania zakupiłem aabratka od polecanego na forum producenta. Produkuję wyłącznie spirytus wykorzystywany do nalewek, których przepisy bardzo często pochodzą z forum.

Pozdrawiam serdecznie Stanisław
Ostatnio zmieniony piątek, 19 cze 2020, 21:22 przez manowar, łącznie zmieniany 1 raz.

Online
Awatar użytkownika

Góral bagienny
950
Posty: 963
Rejestracja: środa, 6 mar 2019, 20:40
Krótko o sobie: Jestem fajnym człowiekiem:)
Ulubiony Alkohol: Owocówki
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: Góral bagienny » piątek, 19 cze 2020, 23:11

To może i ja coś skrobnę w tym temacie bo obiecałem KOLEDZE że napiszę :poklon;.
W mojej rodzinie nie było tradycji pędzenia więc ja byłem pionierem w przecieraniu szlaków.
Gdy miałem 19wiosen (kiedy to było :scratch: ) wódka była na kartki całe 0.5l na miesiąc na osobę :scratch:
Młodych proszę o nie podśmiechujki bo to prawda.
Coś trzeba było pić a tu posucha była straszna, za winem :patykiem pisane :trzeba było odstać z pół dnia :o
Mieszkałem w bloku na 4 ostatnim pietrze i pewnego dnia po powrocie z pracy coś poczułem :scratch:
Co to jest drożdże, piwo, bimber wino :scratch:
Po badaniach nosowych :D doszedłem do wniosku że ten zapach wydobywa się z mieszkania naprzeciwko.
Nigdy nie interesowałem się sąsiadami ale to był szczególny przypadek.
Po wypytaniu rodziców kto tam mieszka nieśmiało zapukałem do drzwi.
No i tu nastąpił szok otworzyła mi :fajna sąsiadka: a ja zapomniałem języka w gębie :silent: zamurowało mnie :love:
Gdy wreszcie zdołałem wykrztusić słowo okazało się że mąż pracuje za granicą :scratch:
Więc kto pędzi bimber :o :scratch: Zaprosiła do środka posadziła na wersalce i zaproponowała drinka :D
Człowiek spragniony wysokich % nie miał prawa odmówić :D
Po wypiciu łyka :scratch: nie wiem jak to opisać :scratch: %był ale waliło to drożdżami niesamowicie :angry:
Gadka gadka i okazało się że ma :aparaturę ; do pędzenia :punk:
To byłem już w siódmym niebie bo aparatura pod ręką no i :fajna sąsiadka:
Takie były moje początki :D Bardzo miło je wspominam :D
Aparatura to kolba szklana 4l pózniej chłodnica uszczelniona chlebem :D
Sporo tego naprodukowałem i nawet kumplom smakowało :scratch:
Dziś niektórzy mi wytykają że mój bimberek śmierdzi drożdżami pewnie to przyzwyczajenie do smaków dzieciństwa :hahaha:
Pózniej przesiadłem się na trochu większy metraż bo kolba miała całe 5l :D
Chłodnica z szkła została zastąpiona miedzianą.
Był wypadek kumpla z który mieliśmy wspólny sprzęt, został poparzony, PONIEWAŻ NIE PILNOWAŁ PROCESU
Dzisiaj pracuje na pot-stillu i miedzianym i alembiku.
Jest to mój wybór ponieważ nie lubię czystej, dla mnie okowita musi mieć charakter i takie mają owocówki :D
Ostatnio zakupiłem zbiornik z płaszczem :respect: dla wykonawcy :poklon; i zacząłem zacierać. Ale zboże jak dla mnie na 2 miejscu za owocówkami :D
Cały czas się rozwijam choć nie w kierunku 96% czyli kolegów długorurowców :D
Mnie interesuje smak, aromat, owoców, zboża, a tego niestety kolumny nie dają ;)
Jakby ktoś był ciekaw jak się zakończyło z sąsiadką to TYLKO pw
Pozdrawiam Góral :)
Wszystko co " wyprodukuje " nazywam BIMBERKIEM :D


rozrywek
2000
Posty: 2032
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: rozrywek » sobota, 20 cze 2020, 21:04

Destylaty
Potop wszystkiego, poznawanie nowości, i ogrom wiedzy której brakowało.
Pierwsza była kana na mleko rurka miedziana przylutowana do dekla. Prehistoryczna szklana ogromna spiralna chłodnica. Łączona z rurką kawałkiem gumowego przewodu. Taka aparatura.
Wielu z was poszło bardzo do przodu z technologią, Zp, Cm, Lm,Vm, Ovm.
Jestem pod wielkim wrażeniem. Sterowniki, nowoczesność, ko, nawet sterowanie przez telefon.
A ja zacząłem ewaluację dla niektórych może się wydawać że uwsteczniając się.
Nie. To był krok do przodu. Dążenie do doskonałości. Pierwszy bimber, bo to był bimber, śmierdzący typowy bimber, lepszy od reszty ale jednak bimber.

Ja postawiłem na prostotę, organoleptyczność i naturę.
Prąc do przodu cofałem się do genezy. Moja ewaluacja. Chęć lepszego. Wyszło mi dobre, smaczne przyzwoite. Wielu się zachwycało moimi wyrobami, a ja pomimo samozadowolenia w myślach mówiłem sobie: to jeszcze nie to.
Zacząłem od końca jak Hoffman trylogię. Od sprzętu. Skupiłem się na opanowaniu procesu, I to był błąd. Należało od początku zaczynać.
Wydawało mi się że poznałem co trzeba, opanowałem sprzęt. Rewelacyjne trunki wychodziły.

Zdawało się że jak się przejdę na trochę wyższy poziom to będzie super.
Tylko mi to namieszało w głowie
A ja z PS przesiadłem się na CM. Własnego projektu zresztą.
Na tym szkiełku starałem się osiągnąć perfekcję.

Poznałem sedno. Serce. Czyli najwartościowsza część urobku.
A potem przyszło olśnienie. Dobre sklarowanie.
Zacząłem wracać dalej.. Na tym się koncentrowałem. Na porządnym klarowaniu.
I z Cm przesiadłem się z powrotem na Ps.

Sprzęt tego nie oczyści choćbyś się zestrachał.
Jak można sklarować coś co i tak nie jest dobre?
Powróciłem do samego nastawu.
To było najlepsze co mogłem zrobić.


Tutaj nie ma ukrytego przesłania, ani krytyki tych co jadą na turbo i robią spirytus na kolumnie. Absolutnie nie mam nic do tego. Wielu poszło do przodu, tylko trochę inaczej.
Był i projekt o którym nie mówiłem nigdy chyba.
Jeden Dróżdż. Tak minimalna ilość grzybków aby to pracowało i 4 miesiące nawet.
Niech pracują powoli.
Następne cudo, zlewanie znad osadu co chwilę, codzienne lewarowanie, aby nie zasmrodzić nastawu. Efekty były takie sobie, ale spróbowałem.
Cukrówka na drożdżach winiarskich. Też miała miejsce. I to niejednokrotnie.
Abstrakcja dla niektórych, prawda? Bo można na turbo dowalić i w 24h na również uzyskać coś.
Ale to było coś. Musiałem spróbować .

Wiele robiłem eksperymentów.
Nastaw z chleba, z grochu, cukru przerobiłem mnóstwo.
Duch buraka jest fajny bo lubię, ale delikatny posmak a nie zapach skarpet i przegniłego drewna z domieszką rdzy.
Co mnie tak natchnęło? A wiejski obiad. Młodziutkie ziemniaki, jajko sadzone i ten świeżutki pachnący koperek. Prostota i pyszność w całej krasie. Wszystkie homary i te och ę ach pizdryki nijak się mają do takiego dania, niebo w gębie. A niby nic.

Owoce, wszelakie. Ewaluacja… hmm ciekawa rzecz.
A Sandomierz był blisko, i największa chyba giełda rolna to owoców mnóstwo. Zatrzęsienie w sezonie. Za grosze.


Finalnie, dotarło do mnie że wszystko jest ważne i ma znaczenie..
Zaczynając od materiału najlepszej jakości i kończąc na sercu uzyskanym z samego środka.
Serce musi mieć początek w samym zarodku. Do tego dotarłem. Do jak najlepszego urobku.

Potop, to był prawdziwy Potop.
Ja byłem jak Azja, zbuntowany, ostry, twardy i lekko szalony. Wszystkiego próbowałem. Tu kręciłem tam mieszałem, i przybył.
Mały sprytny, cierpliwy, bardzo cierpliwy rycerzyk. Odważny nie bał się do kozaka skoczyć.
I skopał mu tyłek.
Miód pitny Michał dwójniak wygrał z Azją, turbo kozakiem słynnym na całe włości. I jako Kmicic, Jako Babinicz i jako Azja. A tu mały bardzo skromny, dzielny człowieczek, szabelką wywalczył coś innego.
Kończ waść, wstydu oszczędź.
A waść nie skończył, poszedł dalej. W nastaw.
I w nalewki. O tym będzie ostatnia część Trylogii, o Panu Michale, pasji, cierpliwości i tym co jest najważniejsze.

I o tym by być cierpliwym, dać czas temu co czasu wymaga. Zostawić poczekać, nie gorączkować się. Najlepiej zapomnieć. Ewentualnie dokleić karteczkę :
nie otwierać przed Grudniem 2024.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

JanOkowita
1900
Posty: 1941
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: JanOkowita » niedziela, 21 cze 2020, 17:56

Góral bagienny pisze:Cały czas się rozwijam choć nie w kierunku 96% czyli kolegów długorurowców :D

Długorurowcy macie wyzwanie od krótkiej rury :punk: :crazy:
Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl

Awatar użytkownika

psotamt
700
Posty: 739
Rejestracja: niedziela, 19 mar 2017, 20:59
Krótko o sobie: Żałuję tylko, że tak późno zacząłem smakować własne wyroby...
Ulubiony Alkohol: Teraz już własny
Status Alkoholowy: Destylator
Lokalizacja: Mazowsze
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: psotamt » poniedziałek, 22 cze 2020, 14:14

Regalik.jpg

Moja, jakże krótka, bo tylko 3-letnia historia

Z alkoholem własnej produkcji stykałem się wielokrotnie na przestrzeni swojego życia. I nigdy te zetknięcia nie zapisywały się w sposób pozytywny w mojej pamięci. Aż do pewnego razu.
Otóż mój sąsiad przyniósł mi butelkę alkoholu podarowanego nam przez wspólnego znajomego. Miałem to traktować jak spirytus i rozcieńczyć do standardowych 40% i spróbować. Po raz pierwszy popularny bimber smakował dobrze. Zacząłem więc drążyć temat jak to powstało. Okazuje się, że nasz kolega zrobił sobie sam kolumnę typu Aabratek i goni na niej cukrówki.
Obydwaj z sąsiadem stwierdziliśmy, że produkt jest dobry i skoro nasz kolega potrafi zrobić coś takiego, to i nam powinno się udać. Z racji tego, że ja mam więcej wolnego czasu niż sąsiad, zacząłem zgłębiać internet w poszukiwaniu wiedzy. Dość szybko odkryłem forum AD i zaczęło się czytanie. Przyznam szczerze – zafascynowało mnie. Whisky, rum, żytnia, a nade wszystko czysty, o wysokiej jakości spirytus.
Po tak głębokiej analizie forum wybór był oczywisty: Aabratek. Zwłaszcza, że polecanego na forum producenta mieliśmy „na rzut beretem”. Przyjechała kolumna 60,3 mm w ociepleniu i goły jak święty turecki kocioł 50 l. Mycie, płukanie, armaflex na kocioł i pierwsze gotowanie nastawu z 12 kg cukru najpierw u sąsiada. Naszym mentorem był kolega który podarował nam wcześniej swój produkt i u którego jakiś czas zaopatrywaliśmy się. Poszło, wyszło porównywalnie i było całkiem pijalne. Każde następne gotowanie to była nauka i ewolucja umiejętności poparta dalszą lekturą forum. „Kompendium wiedzy w pigułce” Lesgo umiałem prawie na pamięć, a cukier zastąpiła dość szybko glukoza. Do cukru nie wróciłem już nigdy. Pierwszy mój alkohol jaki zawędrował na stół to była cytrynówka

Cytrynka.jpg

Tak było przez kilka miesięcy. Spirytus wychodził doskonały i jego pędzenie stawało się nudne. A ja czytałem dalej i zgłębiałem tematy traktujące o kolumnie półkowej, bo za jej pomocą można było otrzymać znacznie ciekawsze produkty. Konsekwencją tej lektury był zakup u tego samego producenta kolumny półkowej i oczywiście kotła 50 l z płaszczem olejowym. To było to! Teraz mogliśmy rozwijać skrzydła.
Na pierwszy rzut poszły ześrutowane zboża: żyto, pszenica, jęczmień i kukurydza. Wszystko przedestylowane na półkach, a potem większość na Aabratku na spirytus, na czystą wódkę. Część tylko jęczmienia zadębiłem i odstawiłem na rok do starzenia. Choć przyznam, że wątpliwości miałem ogromne, bo surowiec wlewany na wiórki niczego dobrego nie przypominał. Ale po roku było bardzo ciekawie. Za to podanie na stół wódki czystej z żyta czy pszenicy i powiedzenie, że to bez grama cukru, u wielu wywołuje spore zdziwienie. Jest satysfakcja!

Wódki.JPG

Jęczmienna.jpg

Potem miałem epizod ze skrobią ziemniaczaną i udało mi się otrzymać bardzo łagodną w piciu wódkę, mimo sceptycyzmu niektórych kolegów, że będę miał sporo kisielu do konsumpcji. Teraz wódka czysta ze skrobi ziemniaczanej jest na stałe w moim „repertuarze”. Poniżej film z mieszania skrobi w kotle z płaszczem, dla sceptyków :D


Dalej już było z górki. Zrobiłem rum z melasy z trzciny cukrowej, który nie najgorzej się zapowiada, zadębiony jest destylat z mieszanki jęczmienia i kukurydzy z niewielkim dodatkiem żyta – dojrzewa. Śliwowica, która wyszła mi dopiero w drugim roku prób.

Rum.jpg

Kolejnym etapem była zabawa z drożdżami Koji, które odkrył nasz kolega radius z AD. One właśnie bardzo upraszczają produkcję dobrego alkoholu przy niskim nakładzie kosztów i własnego zaangażowania. Przyznam też, że odstawione do starzenia kilka litrów wódki z ryżu z wiórkami dębowymi zapowiada się wyjątkowo apetycznie i interesująco.
Pisząc o destylatach nie sposób nie wspomnieć o nalewkach. Choć te robię dłużej niż własne destylaty, to odkrycie spirytusu z glukozy pozwoliło mi znacząco podnieść ich jakość i jednocześnie obniżyć koszty. W sumie mam nalewki z ponad 20 owoców, jedne lepsze, drugie mniej dobre, ale asortyment jest bogaty i daje sporo radości. Pigwowiec, czarna porzeczka, czeremcha, czarny bez (owoce), dereń to chyba te najsmaczniejsze i najwartościowsze.
Pisząc o nalewkach wypada wspomnieć o recyklingu owoców z których powstały. Otóż dzięki kociołkowi z płaszczem odzyskałem resztki alkoholu z owoców które zwykle wyrzuca się. Te resztki przedestylowałem na Aabratku i otrzymałem wódkę czystą o wyjątkowej łagodności i wspaniałym smaku.
To tyle jeśli chodzi o moją ewolucję, która nadal trwa. W planie bowiem mam zakup kilku beczek 50-litrowych do których chcę wlać destylat z żyta, słodu jęczmiennego, mąki ryżowej i może jeszcze z kukurydzy. Bez wątpienia w części planów zastosuję drożdże Koji, może coś zatrę na enzymach.
Podsumowując – zaczęło się od jednej butelki spirytusu cukrowego, a trwa fajna zabawa z wieloma surowcami. Przyznam, że zestaw Aabratek, kocioł z płaszczem i kolumna półkowa pozwalają zrobić prawie każdy alkohol o jakim można zamarzyć. Choć jest jeszcze jeden niezbędny aspekt produkcji dobrego alkoholu: wiedza. Tej, na szczęście, nie brakuje na tym forum akurat.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
„Stary mąż młodej kobiety podobny jest do introligatora — oprawia książkę, którą inny czyta.”
– Bolesław Prus
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:


wilkołek
10
Posty: 15
Rejestracja: czwartek, 16 cze 2016, 08:35
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: wilkołek » środa, 24 cze 2020, 22:14

Dobry wieczór :)

Kiedyś.
Zabawa zaczęła się od kolegi sąsiada (jakkolwiek by to nie zabrzmiało...), który to przy bliższym poznaniu pokazał mi swoją piwnicę. Wyszedłem zachwycony, chociaż była tam zwykła kolumna jakieś 1,20m wzrostu, tajemnicze rurki, przewody itd.
Będę lepszy - postanowiłem. Byłem wówczas na etapie Wiedźmina, gdzie pewien wąpierz czynił cuda na swoich alembikach. I to słowo mnie zainspirowało. Wpisałem na pewnym znanym portalu aukcyjnym słowo "alembik" i znalazłem cudo - używana alquitarra. Kupiłem taboret gazowy, butlę turystyczną. Od kuzyna dostałem 20 litrów wina z malin, które to jego zdaniem nie nadawało się do picia. Przepuściłem. Raz.
Zapach, smak wpędziły mnie w samouwielbienie. Jednokrotnie pędzony destylat stał się hitem wszelakich imprez. Nie na długo oczywiście.
Jestem, byłem i będę fanem rumu. Spróbowałem więc swych sił z melasą. Szczerze nie do końca wyszło to, co wyjść miało, chociaż spożyte szybko zostało... Może za szybko, bo niedawno znalazłem resztkę destylatu sprzed dwóch lat i bardzo mnie zadziwił...
Kilka miesięcy później życie i własna niefrasobliwość zmusiły mnie do sprzedaży miedzianego cudeńka. Dwa dni później wpadło mi w oczy hasło konkursu na najlepszą piosenkę alkoholową. Resztę już znacie... :)

Dziś.
Na miedzianym cudeńku od Jana O. czynię tylko melasę. Stoi toto na kuchence elektrycznej, którą przepuściłem przez regulator mocy, do tego watomierz, dzięki któremu ustawiam moc na 280-320 Watów i właściwie codziennie coś tam kapie. Od córki pożyczam kamerkę wifi i zerkam na telefonie na temperaturkę, stan chłodnicy i "woltaż" destylatu.

Kochani,
hobby cudowne, a cała wiedza wyłącznie dzięki lekturze forum.

ps.
Żona uwierzyła, że zainstalowaliśmy fotowoltaikę, aby zaoszczędzić na rachunkach...
"Będziesz spożywał owoc pracy rąk swoich,
szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie"


robert.michal
100
Posty: 102
Rejestracja: poniedziałek, 7 gru 2015, 21:14
Krótko o sobie: Jestem fajnym człowiekiem:)
Kontakt:
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: robert.michal » czwartek, 25 cze 2020, 20:09

Teraz ja !

Dorastałem w PRL gdzie jak pamiętam codzienne picie w pracy było czymś normalnym. Okolice sklepów usłane były kapslami i nakrętkami, przed okrągłymi budkami z piwem kłębiły się tłumy, dzień wypłaty to było wielkie narodowe pijaństwo. Jeden sklep monopolowy przypadał na 600 Polaków (wliczając w to niemowlaki), a dochody ze sprzedaży alkoholu to kilkanaście procent produktu narodowego Polski Ludowej.

Już jako nastolatek rozpocząłem swoją przygodę z wódką . Każdą wolną chwilę spędzałem na wsi, tam pomagałem w gospodarstwie Kuzynowi i byłem traktowany jak dorosły. Okazji do wypicia było mnóstwo, a to jechaliśmy z Kuzynem na skup sprzedać świniaki, po węgiel , nawozy itp. Był majętnym gospodarzem, więc miał mnóstwo kolegów do wypitki. Wielu też dorywczo pracowało u niego. Jak ktoś przychodził do pracy w polu, to dostawał dniówkę. Jednak obiad i podwieczorek z gorzałką też się należał. Pamiętam, że gdy Kuzyn najmował ludzi do pracy, miał w każdym rogu pola poukrywane flaszki. Osiągał tym sposobem niesamowitą wydajność podczas prac polowych i ludzie zawsze chętnie u niego pracowali.

Gdy przyszedł stan wojenny wiele rzeczy się zesrało, ale pierwszy cios poniżej pasa w Naród, to był alkohol od 13.00, (piwo wtedy nie było uważane za alkohol i można było doić od rana). Potem wprowadzono wódkę na kartki , bodajże pół litra na miesiąc i to był już nokaut.
Ale wiadomo Polak nie wielbłąd, pić musi. Gdy na ferie przyjechałem do kuzyna okazało się, że wstąpił do partyzantki i walczy z komuną. Nastawił cukier od stryja który pracował w cukrowni i dostawał cukrowy deputat. Z baniek na mleko zrobił aparaturę, w dekiel była wlutowana miedziana rurka zanurzona w drugiej bańce, która robiła za chłodnicę. Na wysokości ¾ był zaworek z ursusa do spuszczania gorącej wody. Zimną wodę przynosiło się wiadrem ze studni. Pierwszy nastaw poszedł w gardła w całości podczas odpędu. Bańka była 30 litrowa, a zawodników dwóch, nie wiem jak oni to przeżyli. Wielokrotnie pilnowałem aparatury, dorzucając do paleniska, dbając o chłodnicę , a zwłaszcza pilnując mocy destylatu :D . Kuzyn mieszkał na kolonii, ale koledzy z wioski szybko wyczaili, że dym z letniej kuchni jest jak wici w dawnej Polsce – natychmiast stawali zbrojnie na wezwanie. Trwało to do czasu, aż kuzyn zaczął grzać w parniku elektrycznym, nareszcie przestało schodzić na pniu.

Z rurki zawsze piliśmy nierozcieńczone. Co prawda odlewaliśmy pierwszą szklankę, ale potem leciał najwyższy procent, a więc najcenniejszy , więc wszystko aż do 35 procent było do spożycia. Dziś z jeziorka w głowicy kapią znajome smaki i zapachy, ale jest to wyłącznie przedgon do spryskiwaczy. Wtedy to stawiano na stół i wszyscy mlaskali. Wódkę, którą można było kupić w sklepie robiono wtedy z karbidu. A przynajmniej tak smakowała. Dlatego obowiązkowa wtedy była popitka, zakąska i mrożenie wódki. Dopiero po latach gdy zacząłem czytać niniejsze forum doceniłem w pełni mojego Mentora. Gdy np . w restauracji kelner przynosił mrożoną wódkę, ten zawracał go po taką nie z lodówki. Gdy zszokowany pytałem go o co chodzi Kuzyn odpowiadał tajemniczo: „ Wódka i kobitki powinny być ciepłe”.

Pamiętam jeszcze, że raz przyjechał Proboszcz po kolędzie, przyjmowaliśmy go w kuchni. Chałupa wtedy jeszcze była sprzed wojny, kryta strzechą. Źródło ciepła to był piec w kuchni, a jego plecy były w sąsiednim pokoju, gdzie mieszkała Ciotka. Była sroga zima więc ten pokój był jedynym miejscem w obejściu, gdzie mógł fermentować zacier. W pewnym momencie Ksiądz zarządził poświęcenie domostwa i z kropidłem raźno ruszył do pokoju Ciotki. Po otwarciu drzwi stanął jak wryty i błogi uśmiech zagościł na jego twarzy. Okna już od końca lata były uszczelnione mchem i nieotwierane, więc wokół roztaczał się boski zapach fermentującego ziarna. Do pieca były przytulone baniaki z bulgoczącą zawartością .
Dobrodziej szybko się ogarnął, nie skomentował tego nawet słowem, natomiast ze szczególnym namaszczeniem pokropił beczułki. Ostatecznie do kosza z wiktuałami jaki mu przygotowała Ciotka, Kuzyn dorzucił gąsiorek swojego bimbru.

Od kochanej Ciotki zawsze wracałem jak tragarz – pudło z jajkami, każde owinięte w kawałek gazety, kogut lub kaczka, śmietana, nawet wór mąki na plecach– apetyt miałem za trzech, a wszystko było na kartki. Natomiast Kuzyn dawał to co miał najlepszego - bimber. Jedną taką flaszkę jakoś zapodziałem i bardzo zaskoczył mnie niesamowity smak bimbru, który zdążył się zestarzeć. REWELACJA. Przez lata był to dla mnie ideał. Pobiła go dopiero po latach łącka śliwowica. Wybraliśmy się z moim serdecznym kolegą na narty w okolice Mszany, mieszkaliśmy u jego dostawcy, u którego zamawiał towar. Dostawca chciał go dobrze ugościć , bo mój kolega to fajny chłop i nie realizował polityki firmy, nie maksymalizował zysków, tylko uważał, że dostawcy też powinni godziwie zarabiać. Dostawca przestrzegł nas, żebyśmy nie kupowali przygodnie śliwowicy, bo dla swoich mają lepszy towar, i on wie gdzie kto robi i jak, mamy się zdać na niego. Przez 10 dni co wieczór po nartach krążyliśmy po okolicy i poznawaliśmy miejscowe smaki. Byliśmy wtedy młodzi, z mocnymi głowami i dużą praktyką. Górale to bardzo życzliwi, gościnni ludzie, ale jak piją to piją. Za wielu szczegółów nie pamiętam, choć wtedy dokładnie poznałem ówczesne tajniki wytwarzania łąckiej w tej okolicy. Śliwowicę piliśmy szklankami, popijaliśmy gorącą herbatą ze śliwowicą, człowiek wesoło spędzał czas, usypiał szczęśliwy i budził się bez kaca . Magia.

Obecnie moją pasją są nalewki, czystej nie tykam. Wszędzie szukam owoców. Nawet jadąc samochodem zamiast uważać na drogę bezwiednie patrzę po rowach jak rośnie głóg, róża, czeremcha, czy dziki bez. Zapisałem cały zeszyt zrobionymi nalewkami, ale muszę go spalić. Gdyby żona policzyła litraż zrobionych nalewek i zestawiła to z nędzną zawartością szafek – musiałbym zniszczyć aparaturę.

Bardzo chciałbym napić się z moim Kuzynem wódek, nalewek zrobionych przeze mnie , jednak nie mogłem tego zrobić. Alkohol z czasem zdominował jego życie i ostatecznie był przyczyną śmierci. Czasem tylko odwiedza mnie we śnie.
KALKULATOR NALEWKOWY
http://nalewkidomowe.com


bociann2
300
Posty: 310
Rejestracja: wtorek, 26 kwie 2011, 11:59
Krótko o sobie: Jestem okropnym człowiekiem, tako rzecze bociannica.
Ulubiony Alkohol: Piwa
Status Alkoholowy: Student Bimbrologii
Lokalizacja: Jedyna taka w Polsce...
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: bociann2 » czwartek, 25 cze 2020, 21:56

@robert.michal
Jesteś mistrzem literackiej( bez żaluzji żadnych) opowieści, jak dla mnie.
Wspaniała historia, pięknie opisana. Zazdroszczę Ci.


robert.michal
100
Posty: 102
Rejestracja: poniedziałek, 7 gru 2015, 21:14
Krótko o sobie: Jestem fajnym człowiekiem:)
Kontakt:
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: robert.michal » środa, 1 lip 2020, 18:06

Pamiętacie „Powrót do przyszłości 2” ?

Mój Kumpel kręcił się podczas realizacji tego filmu wokół planu (pomocnik pomocnika oświetleniowca). Otóż twierdzi, że podczas zdjęć próbnych, reżyser wielokrotnie testował na nim ten wehikuł czasu i dzięki temu dowiedział się sporo o przyszłości. Zawsze jak się spotykamy, to po drugiej flaszce zaczyna opowiadać co się zdarzy. Wie wszystko o wszystkim co będzie i przy każdej okazji mi powtarza: „Ja wiedziałem, że tak będzie, Ja wiedziałem”. Tylko numerów Totka nie spisał, Cymbał jeden.

Więc skoro padło pytanie o nadchodzące 12 lat to powiem Wam, że będzie się działo. W dodatku niniejsze forum odegra decydującą rolę w najbliższych dziejach naszej Ojczyzny.
Może nie wszystko przedstawię chronologicznie, bo Kumpel na trzeźwo skubany nie chce nic powiedzieć, dopiero po drugiej flaszce rozwiązuje mu się język. Niestety mówi wtedy nieskładnie, a ja też wtedy średnio przyswajam.

Gotowi na małą wycieczkę? Zapnijcie pasy, startujemy:

Niebawem moda na alkohol własnej produkcji osiągnie takie rozmiary, że szczytem obciachu będzie postawienie na imieninowym stole butelek z banderolą. Rząd będzie musiał zalegalizować narodowe hobby Polaków - bimbrownictwo. Zostanie postawiony pod ścianą przez Kulę , Herbatę, Zygmunta którzy aparaturą nasycą rynek. Nie da się zamknąć całego narodu .

Dzięki przemyślanej polityce rządu nasz kraj już wkrótce stanie się mocarstwem bimbrowniczym, deklasując taką potęgię jak Rosja. Naczelny ekonomista kraju w końcu zobaczy , że Państwo znacznie większe przychody osiąga z akcyzy na alkohol niż z podatku PIT. Stwierdzi, że Polacy mogą pracować albo pić. A wiadomo, trzeba dbać o budżet państwa, więc niech piją zamiast pracować.

Tu małe ostrzeżenie. Nie dajcie sobie wszczepić chipów o których się robi coraz głośniej. Jak Kumpel się przeniósł w czasie, to niestety go złapali i mu to wszczepili, pokazywał bliznę. Wg niego najważniejszą funkcją będzie stałe monitorowanie zawartości alkoholu w organizmie. Do tego będzie wykorzystana sieć 5G oraz wielkie centra informatyczne firm Google i Microsoft. To był najważniejszy cel ostatniej wizyty w USA , nawijki o Forcie Tramp są zwykłą ściemą.
Jednostki aspołeczne, abstynenci będą poddawani resocjalizacji. Będzie do tego wykorzystany stary film o delirium tremens (https://www.youtube.com/watch?v=RhevWlANpPs) z odpowiednio spreparowanym komentarzem podkreślającym skutki odstawienia od alkoholu. Stara dobra szkoła propagandy.

Kumpel twierdzi, że nasz rząd już od dawna przygotowuje się do nacjonalizacji bimbrowni. Tak nacjonalizacji, bo cwaniacy owszem ogłoszą amnestię i zalegalizują bimber, jednak każdy właściciel aparatury będzie musiał miesięcznie wyprodukować określoną ilość alkoholu i darmo przekazać go tym, którym go obiecano podczas kolejnych wyborów. Tak bo po 500+, Wczasach +, Emeryturach + i kolejnych wynalazkach pieniądze już nie zmobilizują Suwerena. Ale to przecież Polska, są rzeczy ważne i najważniejsze. Więc przyjdzie pora na Spirytus +. Ten program będzie ostatecznie gwoździem do trumny PIS, ale o tym napiszę na końcu.

Ważniejsze co rząd zrobi z bimbrownikami, bo w planach to bimber ma odmienić Polskę i zapewnić wieczne rządy dla swoich.

Więc tak: już dziś program PEGASUS zakupiony rzekomo do walki z terrorystami, w polskiej wersji nie reaguje na takie słowa jak bomba, trotyl, lecz uaktywnia się, gdy pada słowo zacier, bimber, psota . Wszystkie maile, rozmowy telefoniczne, fora bimbrownicze od dawna są inwigilowane przez PEGASUSA, który tak naprawdę jest tylko drobną wtyczką globalnej sieci wywiadu elektronicznego ECHELON działającego od lat 90.

W ten sposób z czasem zidentyfikują wszystkich bimbrowników w Polsce. Aparatury destylacyjne będą coraz bardziej nasycone elektroniką. Łącząc się przez Wi-Fi z siecią, zostaną zainfekowane trojanami szpiegowskimi i odpowiednio zmodyfikowane. Rząd wykorzysta to do stworzenia baz danych zawierających całą działającą aparaturę destylacyjną w Polsce. Specjalne algorytmy będą wykrywały charakterystykę poboru prądu i zużycie wody. Nagrane będą drgania jakie wytwarza konkretny aparat, szacowana będzie ilość wytworzonego alkoholu. Na tej podstawie uznaniowo będzie naliczany należny podatek, pieniądze automatycznie będą odsysane z konta. Do drzwi regularnie będą pukać sąsiedzi po swoje przydziałowe litry spirytusu, które kiedyś zagwarantował im Prezydent.
Przykro mi to pisać, ale niejeden z Nas dostanie w ryj od sąsiada, za rzekomo złą jakość darmowej wódki.

Nieliczni będą próbować walczyć z systemem, reaktywując po lasach starocie bimbrownicze powyciągane z piwnic i strychów. Rząd do walki z nimi wykorzysta drony, których kiedyś używał do namierzania spalania śmieci w piecach. Wystarczy lekka modyfikacja oprogramowania i drony będą bezbłędnie identyfikowały substancje ulatniające się podczas destylacji.

W między czasie Totalna Opozycja podejmie desperacką próbę zamachu na Polską tradycję, wartości , na podstawę racji istnienia Państwa. Co gorsza spróbuje zniweczyć cały dorobek Polskich Bimbrowników.
Nasz kraj stanie na krawędzi katastrofy, a wszystko niestety zaczęło się od naszego forum i wpisu jednego z moderatorów o azjatyckich super drożdżach Koji, umożliwiających zacieranie na zimno. Drożdże zaczną zyskiwać na popularności, w końcu jeden powszechnie znany Forumowicz, czasowo odcięty od aparatury i w akcie desperacji pijacy nie do końca przefermentowany zacier zauważy, że przez długi czas po degustacji po każdym posiłku czuje się jakby dodatkowo łyknął coś mocniejszego. Po prostu te chińskie drożdże na stałe zadomowią się w jego organizmie i tygodniami będą wytwarzały alkohol z każdego posiłku jaki zje. Rzecz się błyskawicznie rozniesie i wszyscy zaczną eksperymentować, powstanie mnóstwo kalkulatorów, poradników jak w sobie wyhodować takie grzybki, jak je skutecznie rozmnożyć, czym je dokarmiać.
Kumpel opowiadał, że Młodzież masowo będzie je nabywać, gdyż odpadnie dyganie do sklepu i targanie butelek, prawie darmo można się będzie nawalić. Kobiety uwierzą że to wspomaga odchudzanie, Emeryci w końcu będą na legalu alkoholizować się w barach mlecznych, Osadzeni bezkarnie będą na bani przez cały okres odosobnienia.
Cała Polska będzie ciągle na rauszu za friko i to w tym będzie najlepsze. Wystarczy tylko raz posypać sproszkowanymi drożdżami kanapkę, a potem w miarę regularnie podjadać jabłka jak ktoś chciał by się upijać calvadosem, śliwki, gdyby ktoś gustował w śliwowicy itp. W końcu wyda się, z czego Polmosy robią najtańsze wódki. Otóż najgorszy kac przyszłości, jak twierdzi mój kolega, był po cebuli, zupkach chińskich i spleśniałym chlebie.

Według kumpla to Totalsi gorąco propagowali nowe formy alkoholizowania się, i to z dużym sukcesem. Tradycje bimbrownicze mocno podupadły, aparaturę można było kupić za bezcen, nie było chętnych do kultywowania szlachetnej sztuki destylacji. Państwo stanęło na krawędzi bankructwa. Do tej pory Polacy z zapałem pobierali różnego rodzaju zasiłki na dzieci, teściową, rybki w oczkach wodnych. Z jeszcze większym zapałem momentalnie oddawali je państwu pod postacią akcyzy za alkohol. Teraz ten strumień pieniędzy zaczął wysychać.

Tylko zdrowa część Narodu, prawdziwi patrioci, oparła się tej zgniliźnie moralnej. Nie wyobrażali sobie, że mieli by siedzieć przy grillu i wznosić toasty jabłkami. W dodatku co zrobić z delikwentem, który się spóźnił i jest dwa okrążenia do tyłu. Normalnie dostał by karniaka ze szklanki, lub kilka szybkich i po piętnastu minutach dogonił by peleton, a nawet przewodził, bo wiadomo jechał na skróty, ma więcej energii. A teraz miałby siedzieć i wcinać kilo śliwek?

Na szczęście wizjonerem okaże się Minister Zdrowia, niesłusznie oczerniany przez lata. Ten człowiek już przed laty przewidział, że podstawy bytu Narodu mogą być zagrożone. Dlatego wraz z żoną i bratem stworzył niezliczoną liczbę spółek, którym jako minister przyznawał wielomilionowe granty. Spółki pozornie nic nie robiły, najczęściej składały się z samego zarządu, jednak gromadziły pieniądze i przygotowywały się na właśnie taką sytuacje kryzysową.
W odpowiednim czasie będą w stanie opłacić dwóch studentów politechniki, którzy przeanalizują wszystkie opisane na naszym forum przypadki, gdy nastaw stanął i nie chciał fermentować. Na tej podstawie stworzą preparat, który będzie sukcesywnie rozpylany nocami z samolotów.
W sprawie tzw. chemitrails była nawet interpelacja poselska nr 16893. od niewtajemniczonego członka rzadu. Na szczęście odpowiednie służby zadzialały i ostatecznie uda się zwalczyć te zmutowane drożdże. Niestety preparat będzie miał skutki uboczne, i część osób zachoruje, podobnie jak kiedyś podczas pamiętnej pandemii. Znowu trzeba będzie pilnie kupować maseczki, skafandry, przyłbice, respiratory…
No i znowu można je będzie dostać tylko od instruktora narciarskiego i handlarza bronią….

Miałem napisać jak skończy PiS. Jednych zasmucę innych ucieszę, ale nieprędko. Kolega daty nie podał, ale twierdzi, że to wszystko przez wódkę i rządowy program „Spirytus +”, do którego społeczeństwo początkowo podejdzie entuzjastycznie. Ostatecznie, będzie jak w dowcipie o Polakach i złotej rybce. Nasi rodacy dostaną morze wódki czyli program „Spirytus +” bo nic ich już nie ruszy, nawet 500+ dla każdego na deklarowane dziecko. Potem dostaną ocean wódki czyli „Spirytus + +” . I wtedy dojdą do wniosku , że rządząca od lat partia już nic nie jest w stanie im dać, a w ogóle to zawsze ich nie lubili, te pieniądze co dostawali przez lata tylko ich obrażają. Więc trzecim życzeniem będzie dajcie jeszcze pół litra i spier…. .

A kto doszedł do władzy potem, a zwłaszcza jak to się dalej potoczyło nie napiszę, bo sam w to nie mogę uwierzyć …… Zresztą Kumpel jak mi to powiedział, to potem wstawiał jedynkę na mój koszt, nadal jest obrażony i mnie nie odwiedza….. :(
KALKULATOR NALEWKOWY
http://nalewkidomowe.com


przegab
100
Posty: 107
Rejestracja: niedziela, 5 kwie 2015, 08:26
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: przegab » środa, 1 lip 2020, 21:14

Perełka kolego!
Gdyby kol. @S.Lem jeszcze był wśród nas, pomilczał by pewnie bezsilny.
A ja? Cóż, pewnie wezmę parę worków jęczmienia i "złapię się roboty" zanim się owe proroctwa spełnią , jak też radziła ma babcia na okoliczność, gdy się nie da myśli w słowa obrócić.

Awatar użytkownika

zielonka
450
Posty: 459
Rejestracja: czwartek, 22 lis 2012, 16:41
Krótko o sobie: niecierpliwy kombinator
Ulubiony Alkohol: whisky
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: zielonka » czwartek, 2 lip 2020, 20:41

Gdzieś w przepastnych czeluściach tego forum jest temat HISTORIE ZIELONKI i tam zamieściłem swoją drogę do spirytu.
Miałem ja tu umieścić po jakiejś kosmetyce i dopisaniu ciągu ostatnich lat - bo wydawała się dość wesoła ale po popisie Roberta z Michałem aż szkoda coś dopisywać. To ewaluacja całego narodu i dalekosiężny skutek naszych działań, tak zgrabnie skoncentrować całą tę wariacką rzeczywistość to i radość i zazdrość. Pocieszam się że jest was dwóch.
P.S
Przypominam że to konkurs i komu sie post robertamichała podoba to daje podziekowanie.
Sam o tym zapomniałem więc uzupełniam.
Ostatnio zmieniony piątek, 3 lip 2020, 09:09 przez zielonka, łącznie zmieniany 2 razy.
Chciałbym lubić to co zrobię i robić to co lubię


Wróć do „Akcje Specjalne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości