Tu możecie pisać posty, które mają wymiar bardziej filozoficzny niż teoretyczny na temat alkoholu wytwarzanego w domu...
Awatar użytkownika

Autor tematu
dominik77
30
Posty: 38
Rejestracja: wtorek, 8 wrz 2009, 12:45
Załączniki
Największe wpadki bimbrownicze

Postautor: dominik77 » niedziela, 11 paź 2009, 13:01

Witam :!: :!: :!:
Pomyślałem o zaproponowaniu takiego tematu :)
Opisania swoich nie powodzeń,błędów lub głupoty przy psoceniu, mam nadzieje że będzie
śmiesznie i interesująco :D bo przecież każdy na pewno coś napsocił :D

Na początek moja historia :freak:
Była piękna niedziela no i moje pierwsze gotowanie :odlot:
już już pojawiły się pierwsze krople okowity,aż do drzwi zapukało pogotowie wodociągowe :evil:
z informacją o zgłoszeniu awarii przez mojego sąsiada,związku z tym muszą zakręcić
dopływ wody,z góry przepraszając za niewygody, myślałem że mnie zagotuje :bardzo_zly:
Drugie podejście skończyło się happy endem. :D :D
________________________________________________________--
[color=#40FF00]Kiedy pędzę, to tchu mi brakuje.
Kiedy degustuje, to mi smakuje. :odlot:
[/color]
Kiedy pędzę, to tchu mi brakuje.
Kiedy degustuje, to mi smakuje.


dostawa 5zł
Rabaty dla użytkowników forum AD w sklepie po podaniu loginu z forum!
Awatar użytkownika

Kucyk
1700
Posty: 1706
Rejestracja: wtorek, 7 paź 2008, 14:51
Krótko o sobie: Staram się odbierać świat z lekkim przymrużeniem oka ;)
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Kucyk » niedziela, 11 paź 2009, 13:20

Prawie wybuch kotła (część posta post8604.html#p8604 z tematu Fakty i mity o budowie sprzętu).

Taki przypadek osobiście miałem z BF-20...
Wieczór, człowiek zmęczony, do kany poszło 18L czystego nastawu z winogron, jazda (aby czasu nie tracić) taka, że 80% długości chłodnicy o cienkiej (6mm) spirali skrapla, tylko piąta część wypełniona jest cieczą. W pewnym momencie słyszę wystrzał i głośny szum pary. Wpadam do kuchni i widzę, że z króćca wylotowego ciśnienie wywaliło korek będący mocowaniem termometru ( galeria-kucyka-typ-bf-20-t151.html trzecie zdjęcie). Para, wraz z porwanym zacierem, który w wyniku zmniejszenia ciśnienia zaczął gwałtownie wrzeć w całej swej objętości, wali prosto w sufit. Otworzyłem, będąc zraszany berbeluchą skapująca z sufitu, zawór serwisowy, czym doprowadziłem do wytworzenia jeszcze większego bałaganu. Dopiero ręcznik narzucony na wyloty powstrzymał erupcję. Sprzątanie i zmywanie ścian zajęło godzinę. Co dziwne, matka się w ogóle nie zorientowała, że jakaś awaria przed chwilą nastąpiła...
أسامة بن لادن

Awatar użytkownika

Zygmunt
5000
Posty: 5344
Rejestracja: czwartek, 7 maja 2009, 11:55
Kontakt:
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Zygmunt » niedziela, 11 paź 2009, 13:23

Kiedyś kolega poprosił mnie, żebym pomógł mu nastawić wino (bodajże na brzoskwiniach). Z braku drożdży aktywnych w sklepie zmuszeni byliśmy zakupić te biowinowskie płynne. No i wszytko już przygotowane, zaczynamy robić matkę drożdżową, kumpel myje naczynie, odkaża pirosiarczanem, ja sypie pożywkę, leję drożdże i kompocik, wychodzę.

Następnego dnia dzwonię, pytam jak pracuje MD- a on, że od wczoraj ani jednego bulknięcia....
Okazało się, że on odkaził naczynie pożywka, a ja zamiast pożywki dosypałem grzybom piro...

www.destylatorymiedziane.pl


"Zwykle jest tak, że im bardziej wóda śmierdzi drożdżami, pogonami i syfem, tym bardziej producent zasłania się "tradycją", "pracą w gorzelni" albo "dziadkiem bimbrownikiem"

Awatar użytkownika

Kucyk
1700
Posty: 1706
Rejestracja: wtorek, 7 paź 2008, 14:51
Krótko o sobie: Staram się odbierać świat z lekkim przymrużeniem oka ;)
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Kucyk » niedziela, 11 paź 2009, 13:51

Ha! Z tym pirosiarczynem wpadkę miał też Kolega Snuffer którą opisał w poście post5716.html#p5716

Snuffer pisze:Witam Szanownych Kolegów i nisko się kłaniam,

Nastawiliśmy z kolegą trzy baniaki zacieru - każdy inny. Najfajniejszy wyszedł nam z pirosiarczanem sodu. Robicie tak: wszystko normalnie, woda, cukier, drożdże i zamiast pożywki walicie torebkę pirosiarczynu. Efekt murowany. 6 kilo cukru w baniaku i cały nastaw poszedł w kanalizację... Ale za to trzy dni my dumali żeby wydumać dlaczego inne baniaki tak pięknie pracują a ten jeden nie. I drożdży my dodawali jeszcze ze 2 razy po drodze, bo niby może za mało było...
Tak to jest jak bajzel na stole i wszystko trzęsącymi łapami się robi coby szybciej było...
Musieliśmy oczywiście baniak od nowa stawiać.


A ja miałem ryfę podczas pierwszego w życiu nastawiania...

Z kolegą Dyzim ukradliśmy jabłka i postanowiliśmy calvados dokonać. Ja zabrałem się za przekładanie jabłek do skrzynek, a Dyzi pojechał do sklepu gdzie kupił torebkę drożdży winiarskich Zamoyskich i miał na nich nastawić MD. Po godzinie napisał sms'a "Drożdże pożywkę wpierdalają, jutro stajemy i przygotowujemy nastaw!". Następnego dnia zjawił się ze słoiczkiem w którym pływały jakieś farfocle twierdząc, że jest to słynna matka drożdżowa. Jabłka rozdrobniliśmy, załadowaliśmy do balona 50L, chlup zawartość słoiczka i korek z rurką na koniec.
Mija dzień, a tu nic. Dzwonię do Dyźka, pytam, czy jest pewien że z tą matką drożdżową wszystko jest ok, odpowiedź, że jak najbardziej, tylko nastaw nie od razu przecież załapie...
Po 5 dniach, gdy na wierzchu brei w balonie pojawiła się pleśń nie wytrzymałem i łyżkę drożdży piekarniczych wrzuciłem, co już po trzech godzinach spowodowało donośne bulgotanie w rurce.

Później prawda wyszła na jaw. Dyzi nastawiając matkę drożdżową dodał nie szczyptę, ale całe dołączone do suszu opakowanie pożywki. Drożdże ze szczęścia wyciągnęły kopytka...
أسامة بن لادن

Awatar użytkownika

Juliusz
1050
Posty: 1067
Rejestracja: środa, 10 wrz 2008, 15:28
Krótko o sobie: Amator alkoholniarz, ciekawy.
Ulubiony Alkohol: Whiskey.
Status Alkoholowy: Drinker
Lokalizacja: Australia
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Juliusz » niedziela, 11 paź 2009, 14:27

No to wpadki...

Początek grudnia 2006. 'Chleb' na wykończeniu. Brat pogonił pierwszą partię. Razem na drugą 'turę' uciągnął 16L surowca średnio 50%. Używamy butli 4L i w nich czekał surowy materiał na drugie gotowanie. Ponieważ brat pracował na pierwszą a ja drugą zmianę oddał drugie destylowanie w moje ręce. Do maszyny stanąłem około 9 rano.

Niby grudzień, niby pełne lato (w Australii) a ja mam paskudny katar!

Brat przez telefon wyjaśnił, że surowiec stoi w czterech butlach. Mam wlać do beki, dodać 30% wody i nastawić grzanie i tak zrobiłem.

Po około godzinie oczekuję,że coś zacznie kapać. Termometr rzeczywiście zaczął się ruszać, podjechał do 70C więc zmniejszyłem grzanie, po 10 minutach nic nie kapie. Podjechałem z grzaniem 72C, 75C, 80C i strach padł - coś się zatkało. Grzanie OFF. Parząc paluchy, rozbieram 'stację', sprawdzam, wszystko, przdmuchane jest ok. ???

Może termometr? Zaczynam grzać. Znów 70C, 75C 80C i nic z rurki nie kapie! (Zadzwoniłem do pracy, że jestem chory - byłem pewny że tracę zmysły).

Dodałem jeszcze grzania nic.

System wyłączyłem. Stygł do czasu gdy mogłem odkręcić kolumnę. Odkręciłem. Wącham, sprawdzam ale nic nie czuję, nic a nic.
W tym momencie przyszedł brat (tak, prawda starszy).

Mówię co jest grane. Spojrzał na miejsce z butlami i mówi: - Julek, z wody trudno jest destylować alkohol. ???

Na półce w szopie stały inne cztery butle. To co ja wlałem do kotła to była woda z sodą oczyszczaną - usuwająca jakieś osiadliny na szkle. Najwstydliwsze jest to, że tą wodę jeszcze rozcieńczałem... wodą.

Od tej pory, na każdej mojej i braciszka butli jest nalepka.

Juliusz :oops:
Moją pasją są suwaki logarytmiczne jednostronne

Awatar użytkownika

Autor tematu
dominik77
30
Posty: 38
Rejestracja: wtorek, 8 wrz 2009, 12:45
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: dominik77 » poniedziałek, 19 paź 2009, 12:29

Witam wszystkich :!: :!: :!:
Miło jest poczytać o waszych błędach, znaczy się nie jestem sam :D :D

Opowiem moją porażkę.
To jest tak, jak przychodzi się z pracy po czwartej zmianie, na pół nie przytomny i zabiera się do psocenia. 8-) Był pochmurny poranek,zlałem z beczki zacier był lekko mętny,pomyślałem że przy transporcie osad to spowodował :) więc olałem to,szybko podłączyłem kocioł do aparatury gaz odkręciłem na ful i czekałem jaki procent wyjdzie mi z nowego przepisu. 8-) między czasie poszedłem przemieszać i dolać wodę z rozpuszczonym cukrem do tygodniowego zacieru i tu wielkie zdziwko, bo przy napełnianiu kega zacierem pomyliłem beczki i cały proces odbył się odnowa.A propos tygodniowy zacier zawierał +- 47% i keg do czyszczenia z lepkiego od cukru zacieru :D :D pozdr.dominik77
Kiedy pędzę, to tchu mi brakuje.
Kiedy degustuje, to mi smakuje.


caruzel
20
Posty: 22
Rejestracja: czwartek, 13 sie 2009, 18:27
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: caruzel » czwartek, 5 lis 2009, 22:33

Ja miałem mała przygode nie z samym nastawem a cześciami aparatury, nie tak dawno bo jakos 30/31 Października tata mówi jedziemy do mojej siostry karnisze wieszać, miałem chwilke czasu to pomyślałem póki co dam rade szybko węże silikonowe obgotować, 10minut i po wszystkim będzie a jak wróce do domu będę przygotowany do montażu aparaturki. Garnek nastawiony węże wrzucone, wpada ojciec w hukiem "czekam w aucie na ciebie, co ty tyle czasu robisz" nie myśląc za wiele buty na nogi kurtka na grzbiet i heya do automobilu :P

Przyjemnie sie karnisze wieszało, zeszło nam z 5 godzin (w calym domu wymieniała :x) gdy przyszła chwila relaksu i czas na odsapnięcie szybki przebłys i jedna myśl "o kurr... chyba czegoś zapomniałem zrobić" Czym prędzej do domu, jak jechałem ze strachem patrzałem czy chałupa w oddali sie nie dymi i czy wozów strażackich nie ma :) Na moje szczeście węzyki silikonowe są odporne na wysoką temperaturę i miałem okazje przetestować ich wytrzymałość na 5cio godzinne wygrzewanie w garku bez wody :D Smród w chałupie był nie z tej ziemi ale o dziwo tylko 2 węzyki do połączenia ostojników sie spiekły resza w stanie prawie idealnym :D

Awatar użytkownika

cafekot
250
Posty: 250
Rejestracja: sobota, 15 sie 2009, 14:34
Krótko o sobie: Grupa krwi +miodowa
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: cafekot » piątek, 6 lis 2009, 07:09

Jak mi psocenie dom uratowało (może i więcej).
Pierwszy raz nastawiłem sprzęt, próba (destylacja samej wody), miejsce – tzw. zimna kuchnia przyległa do tej właściwej.
Wszystko podłączone, woda ciurka, kolba się grzeje – miło jest, ale czuję że coś się kopci i wali spalenizną, chodzę, zaglądam, szukam.
Podejrzenie padło pierw na podkładkę pod kolbą – może tak się przepala ? ale dymu coraz więcej i siwo się robi.
Patrzę - !! - a za szafki zlewowej zapiernicza ogień, odsuwam ją a tam się hajcuje tzw. złodziejka przy której leży w ogniu przewód od butli gazowej, nie powiem że życie przeleciało mi przed oczami ale drzwi od szafki gdzie jest butla z gazem to mało nie wyrwałem.
Gaz zdążyłem zakręcić, prąd odłączyć a za szafkę poleciała miska wody. Myślę że, jag by mnie nie było w kuchni i nie siedział bym przy sprzęcie to marnie by to wyglądał.
P.S. Rada dla laików elektrycznych : nie podłączajcie np. zmywarki i piekarnika do jednego rozdzielnika, przeciętny rozdzielnik tego nie wytrzyma !!

Awatar użytkownika

Kucyk
1700
Posty: 1706
Rejestracja: wtorek, 7 paź 2008, 14:51
Krótko o sobie: Staram się odbierać świat z lekkim przymrużeniem oka ;)
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Kucyk » wtorek, 10 lis 2009, 21:58

Zakończyłem destylowanie śliwek, więc mogę już opisać jakie skuchy miałem. Co dziwne, to co dzień inną. Tak właśnie dzień po dniu...

1. Areometr
Biowinowski alkoholomierz miałem już ponad rok. Używałem go i w sumie byłem zadowolony, aż do czasu destylacji w piątek. Jadę sobie ostro, leje się z chłodnic, ja odbieram i zlewam towar, a w Bimber Boy'u palenisko huczy. W pewnym momencie patrzę, a tu już mętne lekko zabarwienie się pojawia, to łapię za alkoholomierz i mierzę: 55%! Aaaa... widocznie za szybko jadę i coś tam mi do chłodnic porwało, stąd zmętnienie - myślę. To delikatniej grzeję i za jakiś czas odczyt: 50%. Ho, to jeszcze sporo mocy mamy! Destylowałem tak, aż coś dziwnie zaczęło kapać z chłodnic takimi wielkimi kroplami. Próbuję skroplin jęzorem, a tu one nie mają wcale woltów! Oglądam areometr, a tam skala papierowa się wewnątrz odkleiła i pod wpływem wstrząsów opadła w dół. Alkoholomierz wykazywał, że czysta woda ma 40%.
Za karę stłukłem go...

2. Termometr
Sobota. Po stłuczeniu areometru postanowiłem jechać obserwując termometr na który zazwyczaj nie zwracam uwagi po zagotowaniu zawartości kotła. Nastaw wrze w 87*, ja się cieszę że taki mocny jest, więc jadę ostro. Znów sytuacja jak poprzednio: wskazanie 93* a z chłodnic ciecz opalizuje. To ja wolniej grzeję i jadę aż do 95*. Sprawdzić woltażu nie mam jak, wszak alkoholomierz już połamałem, nowy ład zrobić chcę. Za chwilę jednak próba jęzorem - siki. Po destylacji włożyłem termometr do wrzącej w garnku wody - wskazanie 96*C - czyli fajans nie termometr.
Termometru nie stłukłem, bo rozsądek podpowiedział że ostatniego przyrządu kontrolnego się nie tłucze. Tym bardziej, że musiał bym potem ołówkiem zatykać dziurę w dławiku.

3. Kocioł
Do Bimber Boya poszło 50L gęstego z dna beki. Hajc ostry, wszak przyzwyczajony będąc do destylowania rzadkiego wsadu, paleniska nie żałuję, tym bardziej, że jest niedziela. Chłodnice jednak pracują nieporównywalnie słabiej niż przy destylacji cieczy. Aaaa... pewnie gęste potrzebuje więcej ciepła - myślę. To otwieram dopływ powietrza pod ruszt, węgle białe się robią, chłodnice pracę zwiększają. Ale za jakiś czas znów spowalnia się proces. To dawaj drewna sosnowego w palenisko! Parnik aż promieniuje gorącem. Aż tu nagle patrzę, a z chłodnic oprócz destylatu, biały gęsty niczym śmietana dymek się nieśmiało sączy. O cholera, przypaliło się! Wywaliłem żar z pieca, opróżniłem kocioł a tam na dnie centymetrowa warstwa przypalenizny. Ja grzałem, śliwki się przypalały i tworzyły zwęgloną warstwę izolującą przepływ ciepła do wnętrza kotła, to ja znów ostrzej z paleniem, itd...

4. Jabłka
Jak tylko ochłonąłem po śliwkowej traumie postanowiłem przerobić jabłka. Do bek poszły pokrojone owoce które wiertarka z mieszadłem zamieniła w pulpę. Na drugi dzień, znaczy w poniedziałek, znów pulpę ostro przemieszałem wiertarą i zakręciłem obie beki deklami z rurkami fermentacyjnymi. Siedzę przy kompie, banuje niesfornych użytkowników forum AD, i słucham:
- bllllu! - rurka w pierwszej bece.
- gluuu! - druga
- bllllu!...
- gluuu!...
- bllllu!...
- gluuu!...
- bllllu!...
- ... (cisza)
- bllllu!...
- ...
- bllllu
- ...

O, kurcze coś nie tak... Idę, a tam w drugiej rurce już jabłka się w górę cisną. Wyciągam rurkę, a tam pulpa przez dławik się usiłuje wydostać. Kręcę deklem, a on sprężynuje jak poduszka powietrzna. Chce się wyrwać. Gdy poluzowałem go o jeden obrót jabłka wypłynęły wszystkimi szczelinami zalewając całą podłogę.
A mówiłem wielokrotnie na forum aby uważać z napełnianiem fermentorów?...

Po tych wszystkich przeżyciach chwilowo Guttmana nie wyciągam...
أسامة بن لادن

Awatar użytkownika

Juliusz
1050
Posty: 1067
Rejestracja: środa, 10 wrz 2008, 15:28
Krótko o sobie: Amator alkoholniarz, ciekawy.
Ulubiony Alkohol: Whiskey.
Status Alkoholowy: Drinker
Lokalizacja: Australia
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Juliusz » środa, 11 lis 2009, 17:54

hm... Odnośnie skal papierowych itp.

Ocena postu XX - nie dla młodocianych bo nie zrozumieją.

Sąsiadka, taka starsza, samotna, spokojna niewiasta, któregoś dnia obudziła mnie, rzucają malutkimi kamyczkami w okno kuchenne (tak, tak to może człowieka upaślić/upasjonować = wkurwić).

Opowiedziała mi, że miała bardzo niebezpieczne przeżycie wieczorem. Wkładając hm... używająć wibrator zsunęła się (jak już wiedziała później) papierowa kartka głebokości. Zaczęła mieć wątpliwośći wtedy gdy zaczęło ją zbierać na wymioty. Otóż okazało się, że kartka przesunę tak bardzo, że zakończenie wibratora zaczęło drażnić jej gardło.

Ostrzeżenie bardzo ważne choć jeszcze nie teraz. Takie są te produkty z krajów, gdzie robocizna jest tania. Nawet kleje do nalepek kradną i zastępują gumą arabską... nie wiem czy ktoś nie weźmie mnie za te insynuajce do sądu...

Sprawa jest jednak ważna dla nas starszych...

J
Moją pasją są suwaki logarytmiczne jednostronne

Awatar użytkownika

Kucyk
1700
Posty: 1706
Rejestracja: wtorek, 7 paź 2008, 14:51
Krótko o sobie: Staram się odbierać świat z lekkim przymrużeniem oka ;)
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Kucyk » piątek, 20 lis 2009, 14:35

Destyluję właśnie na kolumnie przypaloną śliwowicę, i za radą Calyx'a pod koniec destylacji rozcieram krople kapiące z rurki w palcach i wącham czy pogony czasem już nie idą.
Coś dziwnie destylat w nos trąca, wiec chyba już czas kończyć. Ale spojrzenie na kolbę i jej zawartość i... coś się nie zgadza. Tam musi być jeszcze z litr dobroci! Kolejna próba rozcierania w palcach, no capi i to nie śliwką! Chyba zatem czas kończyć nasze story.

Nagle przebłysk! Szybko do kuchni, szoruję graby porządnie mydłem, suszę, wącham i... Ale baran ze mnie! Przed godziną skrobałem dorsza na dzisiejszy obiad. Aromat morskiej ryby wgryzł się w skórę i pozostał tam. Alkohol wypłukiwał tran i stąd ten zapach.
Ech, człowiek całe życie się uczy, a i tak umrze głupim...
أسامة بن لادن

Awatar użytkownika

Juliusz
1050
Posty: 1067
Rejestracja: środa, 10 wrz 2008, 15:28
Krótko o sobie: Amator alkoholniarz, ciekawy.
Ulubiony Alkohol: Whiskey.
Status Alkoholowy: Drinker
Lokalizacja: Australia
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Juliusz » środa, 25 lis 2009, 14:43

Głupim, nie głupim. W sumie wynalazłeś 'Dorszówkę'. Jestem pewny, że miałaby wzięcie może gdzieś na Kaszubach albo Mazurach? A tak prawdziwie, poważnie to mamy wódkę z zakąską - no może zawąchską, zaniuchą - w jednym opakowaniu. W dzisiejszych czasach, kiedy wszystko jest coraz bardziej uniwersalne taka dorszówka, nie jest zła. Udaj się do urzędu patentowego... :)

Julek
Moją pasją są suwaki logarytmiczne jednostronne

Awatar użytkownika

Calyx
1050
Posty: 1057
Rejestracja: środa, 26 lis 2008, 18:47
Krótko o sobie: Hobbysta :)
Ulubiony Alkohol: kazdy z polki "zrob to sam"
Status Alkoholowy: Gorzelnik
Lokalizacja: Las nad Pilica
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Calyx » środa, 25 lis 2009, 14:49

Juliusz pisze:...to mamy wódkę z zakąską - no może zawąchską, zaniuchą ...


Zawąchska jak najbardziej i jak najszybciej powinna być umieszczona
przez autora w słowniku :D :D :D

Pozdrawiam Calyx
Kiedy fikam, to jestem grafikiem, kiedy psocę, to jestem psotnikiem :)

Awatar użytkownika

Maciej_K
400
Posty: 407
Rejestracja: niedziela, 8 lis 2009, 18:47
Krótko o sobie: Majster
Ulubiony Alkohol: Nalewka aptekarska i polskie krafty
Status Alkoholowy: Konstruktor
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Maciej_K » czwartek, 31 gru 2009, 01:04

Witam nocną porą.
Opowiem i ja.
Od czasu, kiedy pędzę (za czym? za jakością!) zdarzyła mi się nie tyle niebezpieczna, co nagła i głośna wpadka, której się ani trochę nie spodziewałem (choć... mogłem:) ).
Goniłem sobie cukróweczkę, drugi raz. Posługiwałem się najprostszym z posiadanych instrumentów - mianowicie garczkiem 11l z SS made in India. Pokryweczka na klipsiki biurowe, silikonik, szklana chłodniczka, kucheneczka 1500W.

Wszystko cacy, kapie ładnie towarek. Jak się termostacik załącza, giętka pokrywka nieco unosi się do góry, delikutaśnie, z lekkim pyknięciem, niegroźnie i bezboleśnie opada po chwili, znów sygnalizując akustycznie zmianę swego pionowego położenia. System zachowuje cały czas szczelność, pracuje jedynie środek wspomnianej pokrywki.

Spada ostatnia kropelka. Czas rozmontowywać aparaturkę i lulu. A jako, że nawet mimo bardzo fajnie oczyszczonej razówki, pozostałości z kotła nie waniają nigdy zbyt pięknie, a za zimno na wietrzenie, wpadam na genialny pomysł szybkiego schłodzenia dundru drugiej edycji. Przy rozłączaniu chłodnicy polewam pokrywkę zimną wodą, kocioł zasysa powietrze aż mnie lekki bezdech łapie a oczy niebezpiecznie występują spod powiek. Nic to. Dalej podłączam wężyk doprowadzający zimną wodę do chłodnicy do wylotu par z kotła i heja! Kurek zimnej wody niemal nie zostaje mi w ręce. Dżizas, myślę, klamerek nie odpiąłem, zaraz pokrywkę oberwę w czoło, pompując do szczelnego układu masę wody!

Huk, wystrzał jakby, pisk w uszach, nie wiem, co się dzieje, zamroczyło mnie to i przeraziło. Oczy wzniesione ku sufitowi nie odnajdują pokrywki. Opadają.

Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Garnek zgnieciony z czterech stron, jakby go kto cztery razy bejsbolem potraktował.

Nie wiem dokładnie, ale zgniotło go kilkaset hektopaskali nacisku atmosfery. Pompując zimną wodę, olałem zasady termodynamiki, zapominając, że mój garnek kosztował jedyne 22zł z dwoma pokrywkami i ma ścianki cienkie jak gazeta. Powstało tak zarypiste podciśnienie, że doprowadziło do implozji kotła. Dobrze, że ścian nie zassało, bo by się blok zawalił. Jako były pirotechnik-amator (nie mylić z piromanem, bo to jak porównać bimbrownika do alkoholika) uważałem, że taki huk można wywołać jedynie eksplozją. A tu taki kaprys Matki Ziemi, jakby nie patrzeć również owoc mojej głupoty.
Odpiąłem klipsiki, zdjąłem pokrywkę, puknąłem od środka ręką i następnego dnia znów rządziłem:).

***
Inna wpadka była związana z nastawianiem. Fermentacja odbywa się u mnie w kilku ( :roll: ) pięciolitrówkach po wodzie źródlanej, toteż podjąłem jedną z takowych, wlałem dunder, wodę z cukrem i drożdżaki, uzupełniłem tabletką multiwitaminy, garścią rodzynek, zakręciłem (tak, wszystkie butle mam zakręcone - ale w zakrętkach porobione szpilką dziurki - kiedy schylam się pod blat doglądając zacieru, to wydostające się pod ciśnieniem powietrze czule muska moje policzki - zżywam się wówczas z miliardami bezbronnych istot, które pracują na swoją śmierć :twisted: ). Położyłem się spać. Już zasypiałem (moja kobietka chrapała:) ), kiedy na proste nogi zerwał mnie wystrzał. Od razu wiedziałem o co chodzi:). Dureń (ja) wziął nową butelkę, z nową, niedziurawioną nakrętką. Na szczęści gwint był krótki, więc strzeliła tylko nakrętka... Wszyscy cali i zdrowi, zacier pracował dalej, chociaż teraz to boję się dokręcać na siłę butelki z destylatem ;P .
"Nigdy nie polemizuj z idiotą. On najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona siłą własnych argumentów."


rozrywek
2500
Posty: 2532
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: rozrywek » wtorek, 24 sie 2010, 19:54

U mnie wpadką największą nie było destylowanie wody z wodą jak Zygmunt( uśmiałem się) ale też katar, zapewne to banalne ale pomyłki się zdarzają przy końcowym mieszaniu destylatu, otóż w swej zakatarzonej głupocie dolałem do 10l czyściutkiego destylatu 1,5l pogonu, przedgonu, wszystko jedno. Materiału który się zbiera z każdego pędzenia aby raz na jakiś czas puścić to na rurki. Oczywiście rozcieńczyłem ładnie do 40-stki wymieszałem z karmelem i zbutelkowałem. Gryzło się aż do pierwszej degustacji, przyszli znajomi ja się chciałem wykazać, wyciągnąłem od razu 4 flaszki aby nie latać, rozlałem i miny były ciekawe, szacowni goście zwątpili w jakość moich zdolności bimbrowniczych, znalazłem jedną flaszkę z zapasów dobrej psoty, honor został finalnie uratowany, ja na piechotkę popylałem otwierać sklep po ochydną sklepową wódę ze znakami akcyzy, brrrrrr.
każda bajka ma swój morał i lekcję na przyszłość, od tamtej pory butelki do pogonów są oznaczone flamastrem i taśmą jeśli by się flamaster zmazał.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

Partyzant
750
Posty: 773
Rejestracja: wtorek, 24 sie 2010, 21:25
Krótko o sobie: Lubie psocić i przy okazji próbować, a najlepiej smakuje w święta kiedy delektujemy się naszymi wyrobami, i te wędzonki...
Ulubiony Alkohol: Żubrówka
Status Alkoholowy: Piwowar
Lokalizacja: Jeweuropa czyli nowy trzeci swiat
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Partyzant » środa, 2 lut 2011, 23:11

Moja wpadka miała miejsce 10 dni temu.
Psociłem sobie jak zawsze, no i wpada szwagier po robocie i tak sobie gadamy o tym, tamtym, oczywiście próbując eliksir... Nagle głos przez okno i wołanie na kolacje. W każdym bądź razie to była koñcuwka gonienia, zaczęły lecieć już ostatnie krople, to wyłączyłem wszystko i na kolacje.
Z samego rana zrobiłem kawkę, usiadłem, posłodziłem, zamieszałem.
Przychodzi teściowa i pyta:
- Czy nie spali mi się garnek co mam na gazówce. ( to wszystko znajduje się poza domem)
- Mniemam nic na ogniu! Odpowiedziałem. A na to teściowa:
- Kiedy przechodziłam to widziałam ze coś się kopci.
Popatrzyłem się na nią, potem na żonę y w moment wybiegłem nie dowierzając ze coś mi umskło spod kontroli.
Patrze się z daleka i nic (eee... starej pomieszało się z wysiłku.Tak pomyślałem)
Kiedy dochodziłem z niedowierzaniem zauważyłem ze coś dymi...( Przez myśli przeszło mi to co najgorsze... Kurwa z hajcowałem orkiestrę, jak ja to teraz domyje... I dużo innych teskstow co nie będę pisał...)
Dochodzę bliżej i widzę jak napieprza para z chłodnicy,następnie schyliłem się i zobaczyłem ze był włączony gaz. Wszystko wyłączyłem i moje pierwsze (mentalne) zmartwienie było czy czasem nie spaliłem gara... Po wstępnych oględzinach widzę ze wszystko gra i nic nie jest czarne ani osmalone. Rozkręciłem wszystko a na dnie zbiornika miałem jeszcze ze 4l nastawu.
Ulżyło mi tak ze zaraz walnołem 50-tkę z radości ( w moim laboratorium mam wszystko pod ręka).

Okazało się ze dzień wcześniej kiedy zawołali nas na kolacje to zamiast wyłączyć gazówkę to tylko zmniejszyłem gaz do minimum a na dodatek była końcówka butli i gaz autentycznie był bardzo mały .

Wystraszony ale już spokojny wróciłem aby napić się mojej kawy a teściowa z córka zapytały co tam się działo... odpowiedziałem ze zostawiłem szlauf z woda i zapomniałem zakręcić... ( i o dziwo wszystko przeszło i nie pytali o nic więcej)

Ps.Szwagier zawracał :dupa: pierdołami. I tak wszystko na szybko. Bo normalnie zawsze po psoceniu rozkręcam orkiestrę y myje.
Jesli ktoś myśli że jest wolnym człowiekiem, to oznacza że jest niewolnikiem!


rozrywek
2500
Posty: 2532
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: rozrywek » czwartek, 3 lut 2011, 16:10

Więcej szczęścia niż rozumu, grunt że dobrze się skończyło.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

Partyzant
750
Posty: 773
Rejestracja: wtorek, 24 sie 2010, 21:25
Krótko o sobie: Lubie psocić i przy okazji próbować, a najlepiej smakuje w święta kiedy delektujemy się naszymi wyrobami, i te wędzonki...
Ulubiony Alkohol: Żubrówka
Status Alkoholowy: Piwowar
Lokalizacja: Jeweuropa czyli nowy trzeci swiat
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Partyzant » czwartek, 3 lut 2011, 21:34

Masz racje rozrywek!
Niby wszystko, zawsze pod kontrolą a tu taki numer.

Ps. Dobrze ze to wszystko stało osobno i nawet jak by grzało przez noc(tak myślę)(na pełnym gazie) to bym osmolił tylko trochę ścianę, nie mówiąc o aparaturze. Teraz wiem jak zabezpieczyć moje laboratorium w przyszłości.
Jesli ktoś myśli że jest wolnym człowiekiem, to oznacza że jest niewolnikiem!


rozrywek
2500
Posty: 2532
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: rozrywek » czwartek, 3 lut 2011, 21:42

Partyzancie, nawet za bardzo nie ma się o co przywalic, jakbyś zapił, to rozumiem, a tu zwyczajny ludzi błąd, jesteś dowodem na to że Murphy ma rację, zawsze jest wyjatek od reguły.
Ps: ja to ze szczęścia więcej bym walnął nie tylko piećdziesiąt. Pozdro.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

Maciej_K
400
Posty: 407
Rejestracja: niedziela, 8 lis 2009, 18:47
Krótko o sobie: Majster
Ulubiony Alkohol: Nalewka aptekarska i polskie krafty
Status Alkoholowy: Konstruktor
Załączniki
Re: Największe wpadki

Postautor: Maciej_K » piątek, 4 lut 2011, 11:25

Wpadki z niedopatrzenia, niedopilnowania etc. są chyba najgorsze w skutkach, bo grożą pożarem, wybuchem, poparzeniem... Żeby im zaradzić proponuję wprowadzenie - uwaga - czuwaka, czyli urządzonka z przyciskiem, które wyłączałoby sprzęt, gdyby nikt nie wcisnął przycisku co np. pięć minut. Dla sprzętów elektrycznych byłby to mechanizm zegarowy ze stycznikiem, dla gazówek - jakiś zawór z mechanizmem opóźniającym.

Rozwiązanie stare jak kolej, prawda Kucyku? ;)
"Nigdy nie polemizuj z idiotą. On najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona siłą własnych argumentów."


Wróć do „Bimbrownia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości