Promocje, akcje, konkursy, zabawy oraz inna szczególna działalność którą wspieramy.
Regulamin forum
Jest to specjalne forum przeznaczone do fajnych akcji, dzięki którym można promować różne konkursy, produkty, wydarzenia, spotkania, działania i wiele więcej. Wszystko po to by promować alkoholowe wyroby domowe.

Jeśli chcesz zaproponować coś ciekawego to pisz do nas, zapraszamy!
Awatar użytkownika

.Gacek
1600
Posty: 1615
Rejestracja: niedziela, 18 paź 2015, 13:00
Krótko o sobie: Marzyciel
Ulubiony Alkohol: Własny.
Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: .Gacek » czwartek, 2 lip 2020, 22:07

Przepraszam za offtop...
Brakuje mi dwóch historii.
Pierwsza to temat kolegi @arTii... mimo obszernego tematu strycho-piwniczki, chętnie bym przeczytał historię jego dotychczasowej pracy z destylatami oraz nalewkami... Nieskromnie powiem, że po jego postach i zdjęciach dażę go ogromnym szacunkiem.
Druga historia, to któraś z etapu życia świadomego i praktykującego alkoholika.
Oczywiście wiem, że niektóre tematy są przeznaczone do innych działów, ale wg mnie powinniśmy nawet w takiej zabawie uwzgledniać takie tematy.
Tak szczerze w sumie...
Pozdrawiam Gacek.


koncentraty wina
Rabaty dla użytkowników forum AD w sklepie po podaniu loginu z forum!
Awatar użytkownika

JanOkowita
1900
Posty: 1937
Rejestracja: czwartek, 10 lut 2011, 13:56
Krótko o sobie: Parmezan i Ementaler, Duvel i Trappist - to moje nałogi.
Ulubiony Alkohol: Im ciekawszy i starszy tym lepszy.
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: PL
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: JanOkowita » piątek, 3 lip 2020, 18:41

Drożdże Szlacheckie najlepszym przyjacielem człowieka.
Alkohole-domowe.pl


przegab
100
Posty: 106
Rejestracja: niedziela, 5 kwie 2015, 08:26
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: przegab » piątek, 3 lip 2020, 19:41

Przepracowałem u jednego pracodawcy blisko 30 lat. Z tego jakieś 22 towarzyszył mi ON. Stał dumnie podłączony do sieci wodociągowej, z dyskretnym odpływem do kanalizacji i zasobnikiem na produkt właściwy.
Nabył GO przedsiębiorczy dyrektor, nazwijmy go Pierwszym, pnący się po szczeblach kariery i kładący podwaliny pod dobrobyt rodzącej się naszej kapitalistycznej ojczyzny. Genialny menadżerski umysł nakazał zakupić GO, miast wydawać krocie na wodę destylowaną, niezbędną w Kluczowym Procesie Technologicznym w naszym przedsiębiorstwie.
Widywałem GO rzadko, stał bowiem na piętrze dyrektorskim w toalecie męskiej, tuż przy pisuarze. Menadżer zaś nasz światły, stosował zasadę - przyjdź z problemem - wyjdź z zadaniem, zatem piętro dyrektorskie odwiedzałem z uzasadnioną niechęcią. A, że ludzie mają szczególną skłonność do refleksji w toalecie, kibla z dyrektorskiego piętra unikałem jak ognia - jak to się kiedyś mądrze mówiło - " choćby się zesrać".
Najgorsze, rzec by można - szczególnie gówniane zadania wpadały od Pierwszego, gdyś się napatoczył mu przy pisuarze lub w sąsiedniej kabinie.
Tak mijały lata. ON tam cierpliwie pracował w trybie 24/7 a jam go widywał nieczęsto.
Aż nastał nowy dyrektor, nazwijmy go Drugim. Zarządził przebranżowienie, gdyż Kluczowy Proces Technologiczny stał się wyjątkowo nieopłacalny i opanowany przez nieuczciwą konkurencję.
ON zaprzestał działania w jakimkolwiek trybie ale pozostał na stanowisku, w przeciwieństwie do szefa... Gdy i po Drugim wspomnienie się zatarło a Trzeci siedział gdzieś w głębokiej... Europie i odwiedzał nas na langłidżem prowadzonych confcallach, nastał czas wielkich ruchów ludności korporacyjnej. Rozproszone centralizowano, centralne przenoszono a jak coś w tym wszystkim cokolwiek przeszkadzało to owe coś likwidowano.
Kibel z dyrektorskiego piętra przestał być niebezpieczny. Mój zespół został przeprowadzony na nie i odtąd widywałem GO często. Zanim szkodliwe opary moczu zatarły napisy na tabliczkach znamionowych, dowiedziałem się o NIM wszystkiego co producent zechciał wyjawić - ile l/h, W, czego nie robić podczas pracy urządzenia a co robić w przerwach itp.

Smutny los spotkał pozostałości linii Kluczowego Procesu Technologicznego, tej co ją Pierwszy słusznie wdrożył.
Wdrożył to niech i posprząta - tak czasami życie się układa. Na korytarzu w roli sprzątającego spotkałem Pierwszego jako doradcę zleceniobiorcy podwykonawcy kontrahenta.
Pruli wszystko co się dało i sprzedawali gdzieś w trzecim świecie. Tylko ON się został.
Zapytałem kiedyś Pierwszego czemu GO nie opylą w świat? Miałem cichą nadzieję, że wytargam GO jakoś cichaczem do garażu albo odkupię po cenie złomu. A on mi na to: po pierwsze to nie mogą, bo go nie ma. Kiedyś go komisja inwentaryzacyjna szukała ale nikt nie wpadł na to by do kibla zajrzeć i go wykreślili z ewidencji a po drugie to ON... dawno nie działa. Zepsuł się po pół roku pracy a pogłębiona analiza ekonomiczna wykazała, że remont jest nieopłacalny. Stał dla niepoznaki w stanbaju a wodę, zamiast z NIEGO, lali po przegotowaniu i ostudzeniu z kuchennego czajnika. Zanim czajnikówka zajechała aparaturę Kluczowego Procesu Technologicznego, Drugi posłał ją już do skansenu.
Historię tą opowiadam bo zmieniła moje życie. Gdy prawda wyszła na jaw, już nie było na co czekać - liczyć, że ON będzie MYM.
Szukając w sieci informacji o NIM trafiłem na pewne forum które uzmysłowiło mi jakie jest optymalne zastosowanie podobnych aparatów. Nagrodę jubileuszową za ćwierć wieku sikania w korporacji przeznaczyłem na zakup swojego destylatora. Zacząłem zdrowo się odżywiać, stawiając na domowe produkty. Wszelaki slowfood- swój chleb, jogurt, ser, warzywa z grządki.
Po tylu latach czekania odstawienie trunku na 2-3 albo nawet 12 lat nie przerażało mnie wcale, więc nie piję dużo - sklepowe paskudne a domowe dojrzewa. Ostatecznie rzuciłem pracę w korporacji i odtąd sikam gdzie mi się podoba, czego i Wam gorąco życzę.


arTii
1050
Posty: 1093
Rejestracja: czwartek, 19 lip 2018, 18:55
Krótko o sobie: ponad 40 lat na karku zobowiązuje do spożywania trunków o podobnym stężeniu ;)
Ulubiony Alkohol: od niedawna - mój własny :)
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Lokalizacja: podkarpackie
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: arTii » poniedziałek, 6 lip 2020, 21:56

.Gacek pisze:Brakuje mi dwóch historii.
Pierwsza to temat kolegi @arTii... mimo obszernego tematu strycho-piwniczki, chętnie bym przeczytał historię jego dotychczasowej pracy z destylatami oraz nalewkami... Nieskromnie powiem, że po jego postach i zdjęciach dażę go ogromnym szacunkiem.

Hmmm... zostałem nie tylko wywołany do tablicy, ale jeszcze miło połechtany :)
Ale jak to zwykle w życiu bywa tutaj akurat jest mało ciekawa opowieść.
Zaczyna się od tego, że zdarzało mi się popijać mniej lub więcej, ale z mocną głową i szybkim trzeźwieniem jakoś nie miałem z tym nigdy problemów. W tym popijaniu stroniłem ze wszelkich sił od bimbru. Po prostu mi nie smakował - odbijało mi się, później przez dwa dni.
Jak bimberek był tzw. "dobry", to po podniesieniu kieliszka na odległość 20cm od nosa już wiedziałem, że tego nie wypiję. Jak był kiepski, to nawet ze stołu kieliszka nie podnosiłem - szkoda fatygi skoro i tak się nie napiję. Generalnie piłem czystą lub niezbyt drogą whisky z colą (później z sokiem jabłkowym). Za piwem też generalnie nie przepadałem. Jednak pewnego roku (3 lata temu) pojechałem na festiwal Country w Wolsztynie i kolega poczęstował mnie domowym trunkiem. Nie byłem już w stanie ocenić jakości tego trunku z wiadomych względów - miało zostać dla mnie kieliszek na rano, ale cóż... niektórych bardziej suszyło. Wydawało mi się że jednak każdy samogon śmierdzi, jednak postanowiłem spróbować.
Dokładnie 2 lata temu dojrzałem do tematu - wybierałem się na zlot motocyklowy i w dobrym tonie jest mieć jakiś swojski napitek. Wybrałem się wiec do sklepu gdzie coś do powiedzenia ma mój znajomy i poprosiłem o porządną aparaturę z zimnymi palcami itp...
Na szczęście pracownik sklepu uprzedzony, że przyjadę i jestem całkowicie zielony w tych sprawach, wypytał mnie co i jak, dał do spróbowania ze 3 różne trunki i okazało się że stałem się posiadaczem prostego aabratka, wiader do fermentacji i całej reszty.
Więc w tym momencie @Gacek - zaskoczenie? Tak swój alkohol mam zaledwie od 2 lat. Wcześniej robiłem nalewki, jednak ze względu na cen alkoholu w sklepie były to ilości oscylujące poniżej 10l rocznie.
Jednak kiedy miałem już kolumnę rektyfikacyjną, bardzo szybko wiadra zamieniłem najpierw na beczki 60l, a później 220l. Kolumna znalazła dość szybko nowego właściciela - kolegę któremu bardzo posmakowały moje trunki, ja zaś zamówiłem od @akasa nowy wypasiony sprzęt.
Obecnie mam w zasadzie cały sprzęt od niego - zbiornik, zbiornik z płaszczem, kolumnę zasypową, kolumnę półkową, głowicę dwustanową ze szklanym OLMem.
Ale najlepszy układ jest z moim serdecznym sąsiadem :) Kiedyś (od dość dawna) on pędził - kanka, wężownica itp. Wszyscy wokół zachwycali się jaki dobry trunek on pędzi. Tylko ja zawsze mówiłem - nawet nie próbuj mi tego polewać, bo zostanie w kieliszku :)
Teraz jak robi nastaw, to przychodzi do mnie po drożdże, dopytuje o szczegóły, a co jakiś czas moja aparatura spaceruje do niego żeby przepuścić, to co mu się zrobiło :)
Ja z kolei mogę rozwinąć skrzydła w nalewkach. @Gacek - wszystkie te nalewki co w piwniczce, to są świeże :) Stare nalewki (10 letnie) stoją w butelkach w barku - jest ich tylko kilka.
Lubię robić nalewki, z przyjemnością je spożywam - kieliszeczek lub dwa wieczorem.
Jest jeszcze jedno drobne ale... hmmm... może to powinno być napisane "Ale"
Jakieś 3 miesiące temu za sprawą kolegi @TUTEK uwarzyłem swoje pierwsze piwo (ze słodu nie z brewkita) i chyba mi posmakowało bo już 8 warka fermentuje :)
Tak więc historia ze zwrotami akcji, ale zapewne jak wiele innych.
Na forum trafiłem już po tym jak kupiłem sprzęt, jednak dzięki kilku osobom rozwinąłem skrzydła... Zaczynałem od zwyczajnej cukrówki, ale już mam za sobą i kukurydzę i jęczmień i śliwki i jabłka i rum i gin. Tak więc moje spektrum trunków które mam w domu jest dośc bogate, pomimo, że brandy mnie odrzuca, to calwados zrobiłem.
Tyle historii.
Teraz zaś trzeba zacząć pisać przyszłość. Jeszcze nie do końca wiem w jakim kierunku się wybierze moja czasoprzestrzeń, jednak nadal pozostanę przy cukrówkach - przy dużej ilości nalewek - taka jest dobra :)
Jednak coraz bardziej kręci mnie dobra whisky i burbon. Ten który jest w beczce niestety się powoli będzie kończył. I tutaj ukłony dla @DuchWina dzięki któremu moje nowe beczki zyskują szlachetności w jego winnicy.
Również nieocenioną pomoc zawdzięczam koledze @masterpaw2 - to on w zasadzie mnie kierował na początku. Bez niego nie wiem czy bym tak rozwinął skrzydła. @lesgo58 i jego biblia, @kmarian - docenienie moich starań, wyżej wspomniany @TUTEK, czy @akas.
Kilka innych osób z tego forum również miało wpływ na to w którym miejscu jestem.
W tym roku na pewno jestem zdecydowany na 2 beczki x50l każda. Jedna będzie raczej na burbona, druga być może na rum. Ale to wszystko czas pokaże. Na razie zaczęły się owoce, więc ratafia już się zaczęła robi, zaraz czarna porzeczka i inne owoce co do których jeszcze nie dotykałem swojej ręki, jednak mnie kuszą bardzo...
Ostatnio zmieniony wtorek, 7 lip 2020, 19:40 przez arTii, łącznie zmieniany 1 raz.
Pędzący hobbysta zajmujący się również odrobinę elektroniką.
http://forum.nettemp.pl, http://wiki.nettemp.pl


rozrywek
2000
Posty: 2013
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: rozrywek » poniedziałek, 6 lip 2020, 22:34

arTii, doskonała ewaluacja, rozwijanie się.
To jest to o co mi chodziło!!!
Wywołali go do tablicy, a ten zdał na szóstkę.
Pięknie.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............


rozrywek
2000
Posty: 2013
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: rozrywek » wtorek, 7 lip 2020, 05:41

Pan Wołodyjowski.

Nalewki, nalewy maceraty. To jest koniec trylogii.
Azja, narwany odjechał na koniu i pozostał Pan Michał.

Czekający na tę swoją Basieńkę, tak jak różności, których było sporo, mnóstwo można rzec nawet.
Drobne ilości, w większości przesadzone w dawce, jeśli chodzi o owoce, tylko że ważny jest smak, zapach, aromat a nie to aby kopnęło.

To jest o cierpliwości i czasie. Coś zrób, zostaw i poczekaj.
Ileż tego człowiek narobił w życiu. Ile owoców nie spróbował.
Nie sztuka napić się gryzącej śliwowicy z chłodnicy, ale dać jej czas niech się ułoży.

Robiłem drobne nalewy ze wszystkiego co mi wpadło w ręce dosłownie.
Borówki, jeżyny, maliny, truskawki, często żurawina. Tarnina, jarzębina, dzika róża, pigwa, wszelakiego rodzaju zioła, przyprawy, nawet papryka zalana destylatem, ta ostra.
Rabarbar, chrzan. Najgorsze cytrusy. Nigdy nie wychodziły takie jakbym chciał.
Cytrynówka nigdy nie wyszła mi tak jak trzeba, Mandarynka jeszcze, pomarańczówka uchodziła.
Eksperymenta są zaje fajne. Wpierdzielić do słoja i zostawić. To jest główny nurt tej trylogii. Cierpliwość i czas.

Odkryłem coś pięknego, miód. Tak miód pszczeli. W sezonie są różne gatunki miodu i różny mają smak.
Zamiast cukru, miód. Jeden słoik zaprawiony Lipowym, drugi cukrem, zobaczymy co wyjdzie z tego.
Tego miodu to poszło sporo, dużo było dodawane, nie zawsze wiele, czasem łyżka kopiasta dla innego smaku i aromatu.
Najciekawsze z nalewek są przyprawy egzotyczne, Ziele Angielskie, liść laurowy, kardamon, cynamon, pieprz. goździki, anyż. Z tego wychodziły najlepsze cudeńka. Miód destylat i przyprawy.
Bez przepisu, na spontana kompletnie, pozasypywać, zalać, zanieść do piwnicy i zapomnieć.
To jest ten Pan Wołodyjowski.
Wiele z nalewów można było zrobić na szybko, szczególnie z owoców miękkich i łatwo psujących się.
Ale najfajniejsze wychodziły z tego co wymagało pracy i czasu. Jak dzika róża, jarzębina. Ogólnie twardych owoców. I z miodkiem.

Dzika róża zbierana…nie powiem gdzie. Ponieważ może to zabrzmieć bardzo źle. Ale w zimie, skostniałe dłonie, przemarznięty człek szedł i zbierał. I ludziska patrzyli jak na czubka.

Ale po pół roku, jak to się przegryzło, satysfakcja, ech jak warto było.
Oczywiście moje próby zrobienia żołądkowej gorzkiej. Coś zawsze brakowało.
Odwieczny problem: co pierwsze wódka czy cukier? Ile kucharek tyle przepisów. A dlaczego w jednym nie zrobić tak, a w drugim na odwrót? I do piwnicy niech stoi.

Sporo nalewek wyszło gorzkich, niedoprawionych, cierpkich. Ale mnóstwo wyszło takich że człowiek żałował dlaczego tak mało zrobił.

A jeszcze inna zabawa. Z chrzestną mojej JP (jędzowatej połowie),( jest jeszcze inne słowo na J, ale go nie użyję tutaj) dostarczałem jej destylat, a ona robiła nalewki, dzieląc się potem.

Na czym polegała zabawa? Zgadnij co jest w środku. W święta czy inne rodzinne spotkania cała familia smakowała, wąchała, mlaskała, zjazd świątecznych koneserów. I zamiast oglądać po raz setny Kewin sam w domu zgadywanka, co tam ciocia dodała. Pyszne, ale z czego to? Dzieciaki też uczestniczyły w zabawie, oczywiście nie kieliszkami ale na język spróbować, często zgadywały składniki. Ale nigdy się do końca nikomu udało dojść do pełnego składu. I jej dumne spoglądanie na nas, bezcenne.
To ciociu podrzucę ci piątaka spirytusu pojutrze znowu.

Fajne oczywiście były i wpadki, bo zabawne:
Zalanie suszonych śliwek destylatem. Niby nic, gdyby nie to że były wędzone. Smakowało jak palacz z kotłowni spłukany wódką.
Miętówka, dowaliłem tyle że smakowało jak najostrzejsza guma do żucia.

Likiery i inne słodkie wynalazki. Z landrynek anyżowych, z cukierków Kukułek, kawowe, mnóstwo różności. A co szkodzi pól litra poświęcić na coś nowego.

Rekord pobiła koleżanka mojej JP:
:Przygotuj mi litr a ja zrobię ajerkoniak i posiedzimy sobie jak dziewczyny: (na imieniny mojej JP)

Ja wracam wieczorem, bo nie chciałem im przeszkadzać, a te wpierniczają kogel mogel popijając wódką. Przepis na likier błyskawiczny. Klasyk. Oczywiście na sernika kawałek się nie załapałem.

Mnóstwo tych historyjek by się znalazło, czas wrócić do Pana Wołodyjowskiego. Cierpliwego, opanowanego. Jak dobra nalewka, dać jej chwilę niech dojrzewa.
Chwilę, hmm 3, 6, 9, 12, 24. To nie dni, to miesiące. Zostawić niech stoi, zrobić następne, i też niech stoi.
Pozdrawiam wszystkich od Pana Michała, który nie skończył i wstydu oszczędził.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

Qba
600
Posty: 629
Rejestracja: wtorek, 26 sie 2008, 18:17
Krótko o sobie: Szefu
Ulubiony Alkohol: własny
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Kontakt:
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: Qba » sobota, 11 lip 2020, 10:34

Zostało jeszcze kilka dni na zgłoszenia.
Alkohole-domowe.com - Przepisy, wiedza, forum
Alkohole-domowe.pl - Zakupy, asortyment, zaopatrzenie

Obrazek

Awatar użytkownika

Qba
600
Posty: 629
Rejestracja: wtorek, 26 sie 2008, 18:17
Krótko o sobie: Szefu
Ulubiony Alkohol: własny
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Kontakt:
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: Qba » wtorek, 14 lip 2020, 12:06

Moja przygoda z alkoholami domowymi zaczęła, gdy miałem ok 16 lat, teraz mam 36, więc można powiedzieć, że mam 20 lat doświadczenia w bimbrownictwie, ale nie tylko.

No to trochę tła rodzinnego:

Domowe alkohole w moim rodzinnym domu był od zawsze. Dziadek od strony matki pochodził z Ukrainy, zanim nauczył się mówić już palił tytoń, bo w jego rodzinnej miejscowości uprawiano go właśnie hektarami. A że był z Ukrainy to i wypić lubił, zatem pił i palił w sumie całe życie a dożył uwaga - 86 lat! Drugi dziadek nie miał tyle szczęścia, też pić lubił lecz za bardzo, więc przeginał z piciem, dożył 55 lat i wylew. Dziadek ze wschodu jak tylko w Polsce osiadł to wina wszelkiej maści winka produkował a w późniejszym czasie i bimber jak jakąś prostą aparaturę zmontowali z kumplami.

Do dziś w rodzinie chodzi taka oto historia, iż pewnego razu pędzili bimber z kolegą, a że z materiałami ciężko było w latach 70-80, to zamiast rurek miedzianych na chłodnicę skręcili coś na szybko z rurki antenowej - aluminiowej. Bimber na pierwszy rzut oka się wydał się przedni ale podobno po wypiciu zaczęły koleżkom amatorom puchnąć migdały w gardle! Czy to wylali? Z tego co pamiętam to nie! Ile w tym prawdy? Nie wiem. Ale tak było 100% :D

Dziadek zawsze winko nastawiał, nawet do później starości winka owocowe mieszane produkował, tak aby na zimę było (tak kiedyś były zimy, min 20cm śniegu przez dwa miesiące (nie wiadomo kto to będzie czytał za 10 lat)) oczywiście mnie jako wnuka zawsze o pomoc prosił i człowiek się już od małego obywał z tematyką. Ojciec mój przejął to zadanie jak się tylko z matką ożenił i zamieszkał na stałe z teściami. Zawsze na strychu mieliśmy pełno butli szklanych. Były takie czasy, że tych butli mieliśmy ok 15. Tatko jednak bimberku w domu nie robił a stało się to dopiero za moją intencja o czym zaraz napiszę.

Tatko wcześniej w domu rodzinnym również winka produkował. Pewnego razu zapakował butlę z wiśniami i postawił w pokoju żeby matka nie widziała. Nie wiele miał wiedzy w tamtych czasach i na oko wszystko robił. A zatem aby dobrze miejsce w balonie wykorzystać to butlę do pełna załadował i zadowolony do roboty poszedł. Jak wrócił to czekał na niego opieprz + remont. Potem już wina w domu rodzinnym nie robił. W późniejszych latach bimberkiem się zajął, a że cukru nie było jak teraz – tanio i dużo to imał się produkcją melasy z buraków cukrowych. Melasę zrobił i bimber jakiś tak wyszedł, ale smak raczej wąskiego grona odbiorców - opowiadał.

Mama moja z kolei, odkąd pamiętam nalewki domowe wytwarza, co roku jak tylko pierwsze owoce się pojawią razem z nimi na naszym roboczym stole pojawiają się jak grzyby po deszczu kolejne 8- i 5cio-litrowe słoje. Słoje te potrafią stać aż do później jesieni nietknięte. Mama ma swój sposób na produkcję nalewek i nie zmienia go od dziesięcioleci, gdyż tak babcia robiła i kropka. Sposób jest prosty – tyle i masz owoców tyle cukru dodaj i zostaw niech cukier się rozpuści przefermentuje przez miesiąc, daj temu czas. Potem sok zlej i tyle ile masz soku dodaj spirytusu. Zostaw na rok.

Oczywiście nalewki ciężko się przechowuje. Bo piwnicę mamy jedną a tam gdzie nalewki to i destylat jest trzymany. Razem tworzą dobre połączenie, wiec mama zawsze jest zdziwiona, że tej nalewki tak mało zostało? A tata z dziadkiem - wiadomo.

Wracając do pędzenia.
Potem było długo długo nic, żadnych destylatów w domu się nie robiło, ja przynajmniej ich nie pamiętam, aż do momentu, gdy już ja sam mając wspomniane 16 wiosen i jeszcze piczy wąs pod nosem razem z przyjacielem Marcinem zaczęliśmy zgłębiać tą tematykę. Tak zaczęły młodzieńcze eksperymenty od pierwszego winka z ryżu nastawianego w pięciolitrowych butlach aż do produkcji coraz to lepszych bimberków. Ewolucja sprzętu, na którym pędziliśmy zaczęła się od starego czajnika, kawałka rurki miedzianej (1m) i odwróconej butli po wodzie. Grzanie odbywało się na piecu kaflowym. Wszystko prowizoryczne poklejone plasteliną z mąki i wody tylko po to aby pierwsze kilka mocnych krople uderzyło w nas jak sok z gumi-jagód. Oboje stwierdziliśmy, że to jest to!

Potem szły kolejne próby sprzętowe, szybkowary, kanki na mleko, szeregi odstojników, kolumny na pot-stilu, zimne palce, zimne drinki, gaz, prąd, sterowniki itd.

Ojciec i dziadek szybko przekonali się, że to co wykapuje z rurek przewyższa znacząco ich doczesne trunki i tym sposobem ilość naszego urobku zaczęła maleć przy każdym procesie, maleć wprost proporcjonalnie do jego jakości.

Tatko szybko przypomniał sobie wiedzę z przed lat i z łatwości przejął pałeczkę gorzelnika a dziadek odważnie z pełnym poświęceniem testował każdą partię. Oj dziadek wypić lubił, ale alkoholikiem nigdy nie był.

Jest w rodzinie taka historia z dziadkiem Władkiem związana. Pewnego razu robiłem z ojcem destylat. I jak wiadomo pierwsze 50ml się zostawia i do jednej butli zlewa. Co by się metanolem nie zatruć i nie oślepnąć. Pewnego razu dziadek chciał coś dziabnąć, lecz sam nie robił i nie wiedział, gdzie co stoi. Pyta się taty mego czy ma coś do wypicia? A tata na to, że na parapecie w garażu stoi, oczywiście że pomylił butelki i napił się nie z tego źródełka. A było tam ze 500ml, po kilku dniach butelka została opróżniona. Dziadek się tylko potem zapytał, czy mamy więcej tego dobrego trunku. Czy myślicie, że coś mu było? Wiadomo, że nie! Ludzie, jaki metanol!?

Do dziś w rodzinie funkcjonuje pojęcie "drink dziadkowy". Dziadek pod koniec żywota już sam nic nie wytwarzał a jedynie na cukier dawał i na dobranoc zawsze lubił sobie swój ulubiony napój zabrać do pokoju. Zaparzał więc herbaty zalewając jedynie max 1/4 szklanki wrzątkiem, potem ojciec mój tą szklankę dopełniał wiadomo czym do pełna.

Równolegle zaczęliśmy nastawiać coraz to większe ilości zacierów (tak się kiedyś mówiło na nastaw cukrowy). Na przełomie lat 1999-2000 ciężko było dostać drożdże turbo ba, wcale ich nie było, słyszeliśmy o nich z miejskich legend, że ktoś był w Szwecji i kupił paczkę. Że to cuda robi, 20% alkoholu i w ogóle… My jechaliśmy na piekarniczych, winnych lub dzikusach.

We wczesnych latach 2000 też mało kto słyszał o refluxie, kolumnach czy spirycie 96%, przyjemniej nie w Polsce. Temat się dopiero ledwo przeciskał z zachodu do nas. W internecie w ogóle wiedzy było zero, jakieś szczątkowe stronki, ale w stosunku do tego co jest teraz to 0! Chyba też startowało bimber.info - zazdrościłem tego forum.

Lecieliśmy na pot-stilu: 1x, 2x lub 3x krotne destylacje. 3x to już była luksusowa. Świry.
Z uzyskanych destylatów robiliśmy różnego rodzaju nalewki, strasznie popularna była u nas miętówka. Typowe słoiki 3l po ogórach stały tygodniami pochowane z barkach, wypchane z ziołami jak potworki w formalinie. Jakbym dziś poczuł ten zapach to paw od razu – gwarantuję, tyle się tego opiłem.

W ok 2003 roku, na zaliczenie w studium informatycznym zrobiłem pierwszą wersję strony o tematyce alkoholowej. Protoplastę obecnego AD. Strona Alkoholick.Reublika.pl istniała od 01.12.2003 do lipca 2008. Durniejszej nazwy nie mogłem wymyślić! Wiedzę zaczerpniętą z doświadczenia oraz książek przelałem do Internetu. Tematyka – piwo, wino, bimber. Jednak tylko o winie i bimberku miałem względne pojęcie. Piwo na prawdę nauczyłem się warzyć w 2017! Ale co do strony, ludzie to odwiedzali, czytali ale interakcji, komentarzy, pytań nie było. Ale chęci były. Marzył mi się portal ogólno-alkoholowy z najlepszym forum w PL.

W tamtym czasie pracowałem już jako frontend webdeveloper (wtedy po prostu grafik komputerowy :D ). Kolega z pracy powiedział raz: „Kuba, masz tą stronkę to załóż forum, zarejestruj się jako 20 userów, pisz sam ze sobą, a potem się bujnie, jakoś to będzie”. I tak powstało Forum AD. Kupiłem domenę, wybrałem kolor na layout – czarny (wtedy nosiłem długie włosy i glany) i postawiłem forum.
Szczerze, to nie było mi ciężko bujnąć forum. Z nieba spadali kolejni cudotwórcy pióra tacy jak Kucyk czy Juliusz. Pierwszym administratorem (poza mną) była Agnieszka – partnerka Kucyka, potem kilku wspaniałych Panów dołączyło do tego grona i wielu z nich jest do dziś w zarządzie. Trzeba głośno powiedzieć ze dzięki nim, wam tak dobrze to forum wygląda. Poziom wiedzy szybko mnie przerósł, dowiedziałem się jak mało wiem. Ale uczyłem się razem z nowo przybyłymi userami.

Od strony technicznej to co innego, ciągłe udoskonalenia, poprawki, optymalizacje, pozycjonowanie żeby przyciągać i powiększać grono odbiorców. Chyba się udało.

Po 2015 zrobiłem pierwszego Aabratka. Standardowa maszyna, keg 50l, sterownik, 2x2kw, sprężynki, olm, procenty poszybowały a pływak tonął. Do stałego użytku weszły coraz to lepsze technologie domowego gorzelnika.

Kilka lat temu w Polsce wybuchła Kraftowa rewolucja, która porwała i mnie. Razem z kolegą uwarzyliśmy ok 10 warek i na razie koniec zabawy. Piwo szybko się znudziło :problem:

Cztery lata temu założyłem własną małą winnicę o której rozmyślałem od dekady – cel produkować pyszne prawdziwe wino albo grappe. W tym roku pierwsze porządne winobranie, mam nadzieję.

Tak więc, uczę się cały czas i siedzę w tematyce, co na przyszłość?

Na pewno to wino z winnicy.
W planach mam destylator 300l z mieszadłem.
Zrobić domową whisky?

… i spotkać się tu z Wami za kolejne okrągłe 12lat ;) :ok: :punk: :kumple:
Alkohole-domowe.com - Przepisy, wiedza, forum
Alkohole-domowe.pl - Zakupy, asortyment, zaopatrzenie

Obrazek


japitole
300
Posty: 346
Rejestracja: wtorek, 29 sty 2019, 02:39
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: japitole » wtorek, 14 lip 2020, 18:27

Za rogu biegiem wyskoczył Pot, za nim w szaleńczym tempie podążał Still piszcząc jak baba.
-Zamknij ryja, zachowujesz się jak szczeniak przechodzący mutację! - krzyknął Pot
Od tego momentu Still podążał w milczeniu za Pot-em jeszcze kilka przecznic, zanim zgubili pościg i dotarli do bazy.

-Pot, co powiemy staremu?

Stary jest jakby ojcem chrzestnym takim Al Pacino, tylko nasz nazywał się Al Embik

-Prawdę, że oprócz mafii z Monopolowego będziemy mieli teraz na głowie Kaca, legendarnego zabójcę wynajętego przez Spiryta szefa monopolowego.

-Cześć chłopaki, byliście dzisiaj grzeczni - z ironicznym uśmiechem przywitał ich w drzwiach Al
-Szefie no..ten tego...zaczął dukać Still
-Daj spokój, przecież było to pytanie retoryczne - odpowiedział AL
-Pot, co to jest pytanie retoryczne - szepnął Still
-A skąd do chuja mam wiedzieć - odburknął Pot - spytaj się Pułkownika, ten kurwa metroseksualista, jest alfą i omegą.
-Zawsze mówiłeś, że jest do wszystkiego i niczego.
-Bo tak kurwa jest, sam się przecież nie może określić w czym jest dobry. To my robimy za niego przecież brudną robotę.

-Szefie, szefie mam złe wieści - powiedział Pot
-Dawaj - rzekł AL Embik
-Kac jest w mieście i wraz ze Spirytem, chcą przejąć naszych klientów - odpowiedział Pot

Kto nie zna AL Embika, to mógłby sobie pomyśleć, że jest to sympatyczny poczciwy grubasek, ale w tej chwili był naprawdę wkurwiony.
-Al, mamy przejebane... przecież Kac to socjopata - powiedział Pułkownik - może wynająć Alka Prima?
-Nie, Alka Prim już się wycofał - odpowiedział AL
-To może Riposton -  ciągnie dalej Pułkownik
-za drogi - odpowiada Pot
-To może ty i Still- mówi Pułkownik zerkając na Pot-a
-pierdolisz  pedale- odpowiada Pot
-sam pierdolisz! - wykrzykuje Pułkownik
-tylko niepierdolisz, bo w ryj dać mogę dać - krzyczy wkurwiony Pot
-też w ryj dać mogę dać - wtóruje Potowi Still.
-Pytał się Ciebie o coś ktoś kiedyś coś?! - krzyknął wkurwiony Pułkownik do Stilla
W tej samej chwili z mrocznego kąta salonu dochodzi głos
-Morda!
Pułkownik o mało nie popuścił
-Kuźwa, to ty cały czas tu byłeś? mówi Pułkownik
-ano byłem- odpowiada Aabratek rzucając z siebie jakieś szmaty - tylko jak zwykle te pokurcze Pot i Still pomyliły mnie z wieszakiem.

Aabratek, był wysoki i chudy, a ci co go nie znali często go lekceważyli ze względu na jego anemiczny wygląd, ale tak naprawdę byłaaa w nim MOC...

-Sam go załatwię, Kac nie jest mi straszny - ze spokojem powiedział Abratek

Nagle rozlega się pukanie do drzwi
-puk
-kto tam? piskliwym głosem zapytał Still
-puk!
-Jaki kurwa znowu puk, puk - dopytuje się Still
-no puk, puk, kod do telefonu, bo chciałam zadzwonić do mamusi i źle pin wpisałam, a mój telefon się rozładował - uśmiecha się do mnie żona jednocześnie tarmosząc za ramię.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że był, to tylko sen.
Tak więc jak widzicie moi drodzy, nasze hobby jest w każdym aspekcie mojego życia.

Koledzy i koleżanki przepraszam za wulgaryzmy, ale życie nie jest cukierkowate, a i przekaz "artystyczny" wymagał takiej narracji.


rozrywek
2000
Posty: 2013
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: rozrywek » wtorek, 14 lip 2020, 19:16

Przekaz artystyczny rewelka.
Nie da się bez K czasem.
Nawet Miodek o tym wspominał.

Tutaj można dodać jedno...
O kurwa ja pitolę. :D
Tak w jednym zdaniu. :punk:
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

jajek12
300
Posty: 347
Rejestracja: piątek, 7 lis 2008, 10:47
Krótko o sobie: Będę stillman'em :)
Ulubiony Alkohol: Bimbrozja
Status Alkoholowy: Gorzelnik
Lokalizacja: Gdzieś w Polsce
Kontakt:
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: jajek12 » wtorek, 14 lip 2020, 20:52

Cześć. To i ja coś skrobnę.
Dawno, dawno temu ( w ubiegłym wieku) robiłem tylko wino. Bimber kojarzył mi się tylko z kiepskim, mocnym alkoholem dającym mocno drożdżami po przegrodach nosowych. Owego wina raczej nie piłem, wydawało się zbyt „ciężkie”. Po jakimś czasie uzbierało się tego kilkanaście litrów. I problem co z tym zrobić. Znajomy mówi: „Przyjedź do mnie przepuścimy przez kolumnę” No OK. Zapakowałem winko i wio do niego. Zajeżdżam, a tam w garażu stoi. Czeka na mnie, piękna, smukła, błyszcząca kolumna. Wzrost 160 cm (razem z kegiem), od samego dołu zimne palce, wypełniona tłuczonym szkłem. Po prostu cudo techniki (tak wtedy myślałem). Przepuścił i wyszedł pyszny bimberek. I to był przełom. Pomyślałem” Przecież ja też takie cudeńko mogę mieć. Tylko skąd?” Pierwsza myśl „ Kumpel policjant, może rekwirowali kiedyś jakiś sprzęt”. Telefon do niego i strzał w 10. Niekompletny co prawda, ale początek jest. Zimne palce dorobili mi w pracy ( z zaoszczędzonych materiałów – nierdzewka), dokupiłem szklaną chłodnicę i tak się zaczęło. Po roku aabratek. I tak się bawiłem chyba 5 lat. Ale ciągle mi czegoś brakowało, coś było nie tak. I „odkryłem” alembik. Myśł: Nalewek nie robię. Robić spirytus i go rozcieńczać do pijalnej mocy, szukam smaku łyski polskiej. Zmiana sprzęt na alembik. 7 lat z alembikiem przeleciało bardzo szybko. Zaraziłem kilku kolegów i stali się „alembikowcami”. Niektórzy pomyślą, że się cofnąłem. Ale jak dla mnie, to był skok w przyszłość.
Jedzenie, picie, sen, miłość cielesna - wszystko z umiarem. Hipokrates

Awatar użytkownika

Qba
600
Posty: 629
Rejestracja: wtorek, 26 sie 2008, 18:17
Krótko o sobie: Szefu
Ulubiony Alkohol: własny
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Kontakt:
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: Qba » środa, 15 lip 2020, 06:39

Panowie i Panie dziś ostatni dzień, piszemy do 24:00 !
Alkohole-domowe.com - Przepisy, wiedza, forum
Alkohole-domowe.pl - Zakupy, asortyment, zaopatrzenie

Obrazek


rozrywek
2000
Posty: 2013
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: rozrywek » środa, 15 lip 2020, 07:11

Brakuje jednego opowiadania. Pewnego użytkownika. Nawet jak się spóźni i nie wyrobi w terminie to nic. Dostał monit na pw.
Przecież to zabawa i chętnie przeczytam jego wypociny.
Ja wypociłem trylogię. Ale z prawdziwą przyjemnością przeczytałem uważnie wszystkie opowiadania.
I liczę na to że nawet po zakończeniu dziś tego konkursu, zabawa będzie dalej trwać i coraz więcej ciekawych historii się tu będzie pojawiać.
Dla wszystkich mam jedno. Ikonkę która to zobrazuje.
:respect:
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............


zor-ro1970
100
Posty: 107
Rejestracja: środa, 13 sty 2010, 07:05
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: zor-ro1970 » środa, 15 lip 2020, 14:54

Epizod 1.
Moja zabawa zaczęła się w 2010 roku. Przeglądając różne pomysły na aparaturę postanowiłem sam zbudować kolumnę. Padło na keg 50 litrów i aabatek fi 52 bez wziernika, zmywali z Lidla w środku Odbiór regulowany miał być poprzez wężyk do kroplówki. Nastaw z cukrówki i drożdże T3. Odpaliłem piekielną maszynę na taborecie gazowym. Temperatura rosła i rosła na głowicy zamiast 78.3 to już ponad 100. Wyłączyłem grzanie i myślę w czym tkwi problem? Pytam kolegów na forum, długo cisza i nie wiem kto mnie spytał czy dekiel od wężownicy wody mam nakładany czy wspawany. Odpowiedziałem spaw, odpowiedź była krótka - czy mam odpowietrzenie , stwierdziłem że nie mam. Kolega napisał na ten temat posta jak zrobić domową bombę. Wystarczył otwór fi 4 i pierwszy nastaw udało się zdestylować. Po czasie doszła grzałka i regulator mocy z 2 sondami od Pamela którego długo testowałem. Tak bawiłem się 2 lata i przyszedł czas na zmianę ale o tym w następnej opowieści.
Epizod 2.
Przez te 2 lata poznałem wielu ludzi na forum z którymi długo rozmawiałem. Pora było na nowy wydajniejszy i doskonalszy sprzęt. Udało mi się poznać Flipka od sprężynek i kulumn. I tak u niego zamówiłem sama kolumnę z wziernikiem, dzieloną na 3 części sms, chłodnica lebiega, sterowanie dotykowe . Keg 50 litrowy stał się dla mnie za mały, zamówiłem 113 litrów. Grzanie 3 x 2000W. Zaczeły się nastawy z glukozy na dość szeroką skalę. Po następnych 2 latach dokupiłem bufor 3.5 litra i zmieniłem sterowanie na Bolecki SKN 2 z motozaworem. Cała kolumna z kegiem ma teraz 285 cm. w 2014 roku znudzony nastawami postanowiłem pobawić się ze zbożem ale o tym w następnej opowieści.
Epizod 3.
beczka 2014-min.jpg

Zaczołem od razu grubo czyli single malt leżakowany w beczce 30 literków od Okruty zrobiony w 2014 roku, a skosztowany 2 tygodnie temu.Potem przyszedł czas na Whisky Jack Daniels wg. proporcji producenta, różnego rodzaju burbony i nastaw Kwaśny zacier wujka Jessiego. Powoli dokupywałem beczki od Okruty lub Pawłowanki. Same 30 i 50 l ( jak się bawić to się bawić) Wiele już trunków zbożowych leżało w nich, wiele odsprzedanych po zalaniu 2 krotnym. W 2017 roku wysłałem 2 rodzaje whisky do Tomka Millera właściciela portalu https://www.milerpije.pl/ do oceny moich trunków. Po 2 tygodniach napisał mi że był sceptyczny co do jakości , złożoności smakówi bukietu trunków robionych w domu. Ku mojemu zaskoczeniu jego opinia była dla mnie bodźcem do dalej pracy. Cyt. Po Sławku nie spodziewałem się w domowych warunkach można stworzyć whisky tak bogatą z różnymi nutami, idealnym finiszem, nie piekącą. Gratulacje i proszę zastosować tez system Solera. Posłuchałem dlatego mam obecnie 4 beczki. :D
W ubiegłym roku za namową Psotanta zrobiłem rum z melasy trzcinowej i cukru trzcinowego nierafinowanego. Narazie leżakuje ok. 40 litrów. W tym roku przyszedł czas na Koji ,mąkę ryżową i pszeniczną. Wszystko leżakuje. W międzyczasie zrobiłem Post -Stila do szybkiego odpędu zacieru. Nadmieniam zawsze fermentacja w brzeczce. W międzyczasie co roku robię ok 150 litrów wina z różnych owoców min. wiśnie, borówka amerykańska, winogrono, porzeczki, morela etc. ( córki studentki wypiją wszystko) Oczywiście na zapominam o nalewkach .Teraz skupiam się głownie na Single malt z różnych słodów. Obecnie słód przeznaczony na rynek Japoński na Whisky Nikka, a do 2 beczki z dodatkiem Karmelowego i Vienna.
A czysta wódka najlepsza ziemniaczana ze skrobi.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Ostatnio zmieniony środa, 15 lip 2020, 16:04 przez zor-ro1970, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika

fo11rest
150
Posty: 157
Rejestracja: niedziela, 2 wrz 2018, 09:51
Krótko o sobie: Jestem fajnym człowiekiem:)
Ulubiony Alkohol: Na tą chwilę Calvados
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: Lubuskie
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: fo11rest » środa, 15 lip 2020, 19:11

Dawno temu jakieś 20 wiosen temu udało mi się zrobić pierwsze wino gronowe - jakieś 20butelek wyszło. Problem był taki że dziewczyny tak podpijały na wczasach, że wychlały wszystko. Było to na dzikusach i musiał się trafić jakiś boski szczep bo już nigdy więcej nie udało mi się zrobić równie dobrego. Ostatnie wino jakie zrobiłem parę lat temu stoi do tej pory i nie wiem co z nim zrobić, bo ostatnio jak próbowałem to mi nie smakowało.
Potem w między czasie jakoś trafiłem na te forum i zaczęło się.
Po nie udanych próbach z winem przyszedł czas na nalewki. Malinowa wychodzi mi doskonale - żona bardzo chwali i podpija(mówi że gardło ją coś swędzi i zapobiegawczo ze 2 kielichy wciągnie)
Przyszedł czas na piwo, bo naczytałem się że dają jakiś łój bydlęcy zamiast chmielu, no i zaczęło się. Pierwszą warkę robiłem z kolegą na chmielu aromatycznym i wyszło takie kobiece o smaku kwiatków. Oczywiście szybko poszło. Do dnia dzisiejszego piwko sobie warzę i wychodzi bardzo dobre jak dla mnie. Żona chwali.
Zrobiłem też szampana, ale wytrawny smak jakoś mnie odtrąca.
Miód pitny czwórniak wyszedł doskonały, jeszcze stoi butelka czy dwie.
Pomyślałem że czas na coś co będzie miało ze 40vol., bo parę razy piłem bimberek i jak nie drożdżami waliło, to łeb bolał i kac morderca, a szczyt wszystkiego to było jak kilka butelek musiałem wylać do zlewu bo pewien psotnik coś nabroił i było potłuczone szkło w destylacie, a ja nie miałem zamiaru srać na czerwono następnego dnia - o nie!
Moja aparatura to własnej konstrukcji pot-stil z kwaski bo już raz potłukłem chłodnicę więc stwierdziłem że kupię w całości z kwaski. Na pierwszy rzut poszły jabłka, potem winogrona, a najlepsze były śliwki które mnie bardzo pozytywnie zaskoczyły. Próbowałem parę razy śliwowicę i jak dla mnie to było nie pijalne do czasu jak sam przedestylowałem wraz z owocami. Po od leżakowaniu kilku miesięcy po prostu niebo w gębie.

W przyszłości chciałbym dorobić się jakieś piwniczki z różnymi destylatami i jakiegoś dobrego sprzętu do psocenia.


eldier
750
Posty: 751
Rejestracja: wtorek, 29 kwie 2014, 22:12
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: eldier » środa, 15 lip 2020, 22:50

Witam, dobrze że kolega @zaradek mnie ściągnął w swoim temacie, bo niestety doba nie jest z gumy i ostatnio jakoś mniej czasu żeby tutaj zaglądać. Jednak jak widać los tak chciał i napisze kilka słów o moich przygodach alkoholowych.

PROLOG
Sam początek sięga roku w którym ukończyłem 18lat, mieszkałem z rodzicami w niezbyt zamożnej rodzinie rolniczej. Pić się chciało, jednak funduszy jakoś nie było i wtedy jeszcze wraz z bratem postanowiliśmy zrobić wino. Dostaliśmy zielone światło - no to do dzieła. Padło na jeżynowe, akurat natura chciała, żeby ten rok był wyjątkowo udany dla tych owoców. Jak się później okazało, to co wydaje się na krzaku dużo, tak na prawdę w misce jest mało... Po wielu godzinach zbierania, setkach zabitych much i komarów, niezliczonych zadrapaniach i ukłuciach mieliśmy, uwaga uwaga... Niecałe wiaderko... No ale przecież takie wiaderko to tam będzie nastaw na cały balon - 54l... No co? Tylko taki był...
Po zgnieceniu okazało się że jest tego ledwie na spodzie... Niestety byliśmy zmuszeni zrobić kilka takich leśnych wypadów, zaprzęgając do pomocy ówczesną dziewczynę mojego brata. Wyrobiona na zbieraniu jagód przyspieszyła nasze zbiory o milion procent :D Po kilku miesiącach już mogłem się raczyć słodką, lecz dość mocną cieczą o pięknej karminowej barwie z kolegami w ostatniej ławce na długich nudnych lekcjach niemieckiego :D Teraz winem tego nie mógłbym nazwać, nawet owocowym, ale wtedy był to pierwszy sort.
Tak mnie to wciągnęło, że w naszym małym pokoiku (łózko piętrowe, biurko i niski regał) balony pojawiały się jak grzyby po deszczu. Fermentowałem dosłownie wszystko co wpadło w ręce, było za darmo lub niedrogie i jako tako nadawało się na wino.
Wiadomo że owoce nadają się na wino, jednak mi było mało. Mniszki kwitną? No to dawać je na wino - żmudna praca, efekt nie zadowalał, jednak się nie poddawałem. Chabry? Jeszcze bardziej żmudna robota, efekty niestety gorsze. Ryż? Zyto? Kiwi? Już nawet nie pamiętam co tam było, ale przez pokój ciężko było przejść, a ja tylko słyszałem od rodziców, że z każdym kolejnym rankiem wstaje coraz bardziej otumaniony. Nie piłem! Ja zlewałem, mieszałem, próbowałem, a to siłą rzeczy człowiek coś tam łyknie, ale nie były to takie ilości które wpływałyby na człowieka. Może zbyt mala ilość tlenu w pomieszczeniu na to wpływała.

Dobra, było to wino, różne, na prawdę różne, lepsze, gorsze, większość osób się zachwycała, ale mi coś nie pasowało, kombinowałem i szukałem, jednak po latach po prostu stwierdziłem, że w sumie ja nie jestem i nigdy nie byłem fanem wina. Gdzieś tam po drodze było trochę nalewek, ale spirytus drogi, trzeba było poszukać alternatywy.

Rozdział Pierwszy:
POSZUKIWANIA
To był pierwszy krok do obecnego stanu. Szybka rozmowa z tatą, na strychu stoi nieuzywana nierdzewna kanka, wystarczy dokupić z parę groszy chłodnice i już można działać. Od decyzji do kuriera minęło dosłownie kilka dni. Pierwsza robota to byłą totalna partyzantka. Zwykła kuchenka gazowa, wąż z wodą pociągnięty z dworu, szkło podwieszone na kuchennych szafkach. Jak o tym myślę, to aż mi się łezka w oku kręci. Na pierwszy ogień poszły jakieś stare wina, zlewki itp. No po prostu bimber pierwszej klasy. Każda kropla była na wagę złota -ale o tym później. Nawet starzy bimbrownicy ze wsi chylili czoła przed młodymi wyrywnymi. Po co robić nalewki, skoro to jest takie dobre!
W międzyczasie "zacier" z mirabelek już pracował. A bardziej cukrówka z mirabelkami. Parę wiader śliwek, nie wiem - z 10kg cukru i wody do pełna beczki. No i to był strzał w stopę. Serio! Pamiętam jak dziś mimo, że minęło już trochę lat, jak dobry kumpel wypił, skrzywił się i skwitował
-Tylko żeby się nie odbiło, żeby się nie odbiło.
Po chwili moja "śliwowica" wróciła ze zdwojoną siłą.
-Myślałem, że będzie gorzej, ale ja jednak wolę tamto - nie pamiętam co to było, ale były rożne rzeczy.

Koniec końców flaszkę tej paskudy w bólach skończyliśmy :D

Szacunek na wsi też straciłem :( "Za długo gotowane", "Przeciągnięte", "Nieskatowany "zacier"", "Przypalone?", "Gorzkie od pestek?" "Odbierasz wszystko jak leci?" Po idealnym debiucie wiele obelg spadło na moją głowę... Troszkę się podłamałem, ale nie byłbym sobą gdybym się poddał. Skoro ze smakowymi nie idzie, nastawiłem kilka cukrówek, pod nalewki, w międzyczasie wróciłem do wina, bo efekty były dużo lepsze. Bimber z cukrówki wyszedł powiedzmy średnio, ale to chociaż nie pozostawiało paskudnego finiszu na dobrych kilka minut. Cześć zdębiałem, reszta poszła na nalewki. Robiłem je w ilościach słusznych jak na tamte czasy - 2-3l :D Najmocniejsze - dodam że nie wiedziałem co to przedgon, a jedynie setka ślepiotki, szło na przepalanke. Jak wychodziła chyba się domyślacie... Nie będę tego komentował, polegałem na wiedzy starszyzny...
Nalewki wychodziły różnie, w zależności jaka cześć destylatu się trafiła, bo nie wpadłem na pomysł, żeby zmieszać wszystko. Może i dobrze, bo bym zapaskudził całość... Miałbym albo wszystko takie sobie, a tak to miałem cześć w miarę dobre a cześć paskudne... Zacząłem szukać, trafiłem tutaj. Węgiel! Węgiel aktywowany to rozwiązanie wszystkich moich problemów. Po kilku dniach kurier już pukał do drzwi. Wszedłem na czata, żeby dopytać jak wgl tego używać, jak zbudować tubę itp. Niejakich dwóch Panów z Rzeszowa zaczęła mnie uświadamiać, tłumaczyć podsyłać linki a ja chłonąłem wiedzę po nocach. Im więcej czytałem tym mniej wiedziałem. Motywowało mnie to jeszcze bardziej do zgłębiania tajników procesu. Tutaj podziękowania do kolegów z forum za ich 3 gracje czy kompendium.

Wtedy zaczął się rozdział drugi:
FASCYNACJA
Dni mijały, wiedza rosła, zacząłem zacierać, okazało się, że kanka do zacierów jest idealna. Towar wychodził nawet lepszy niż w debiucie. W międzyczasie kupiłem okazyjnie pierwsza kolumnę od Leszka.Dodatkowo dzięki forum udało mi się zorganizować od cholery przetworów sprzed 20-30lat, które sukcesywnie przerabiałem na taborecie, kegu, kolumnie 60 i głowicy puszkowej. Miałem tylko stary rtęciowy termometr babci i taki szpilkowy do wędzenia za parę złotych. Jakoś szło. Dokupowałem po kolei potrzebne rzeczy, żeby rektyfikować. Teoria była w małym palcu. Pomagałem nowym przejść przez ich pierwsze procesy, tłumaczyłem, wyjaśniałem błędy mimo że sam nigdy nie rektyfikowałem. Byłem jak typowy wykładowca - nie mówię że każdy - typowy.
Po pierwszych rektyfikacjach byłem zdumiony że można otrzymać tak dobry towar w domowych warunkach. Przetworówki wychodziły super, ale to był wyższy poziom. Tym razem nikt poza najbliższymi nie wiedział dokładnie skąd pochodzą te trunki, a pochwał nie było końca. W oczach "znawców" pozostałem tym od śmierdzącego bimbru, wszystkie zasługi zbierał wujek. Mi to pasuje. A ja tylko odmawiam jak znawcy przynoszą ordynarny paskudny bimber, który trąci "tradycją" zaraz po rozlaniu do kieliszków, bo jednak muszę gdzieś jechać autem. Próbowałem tłumaczyć, ale nie trafia. Teraz tylko się uśmiecham pod nosem, nie chcecie to na siłę nie będę tłumaczył.
W pewnym momencie liczyło się tylko AD, wszystkie przeczytane posty, na czacie dyżury praktycznie 24h. Aż pojawił się pewien jegomość, zwracając nam uwagę, że okupujemy czat i nowi użytkownicy boją się pisać. Większość z Was pewnie już tego nie pamięta, ale tak było. Ja pamiętam, bo dotyczyło to personalnie mnie. Janku, nie mam żalu, o ile na początku byłem zły wyszło mi to na dobre. Forum z czasem stało się dodatkiem, a nie głównym zajęciem w ciągu dnia. Nawiązałem znajomości które utrzymuje do tej pory poza forum. Dzięki wszystkim którzy zaszczepili we mnie ten bakcyl :)
W międzyczasie zmieniłem sprzęt, wróciłem do zboża, szukałem idealnej czystej dla mnie. Słodkiej i ostrej jednocześnie, z charakterem, ale łagodnej w piciu - po kilku może kilkunastu różnych zacierach i procesach chyba znalazłem typ dla mnie. Gdzieś to opisywałem, zainteresowani znajdą :) W tym momencie prawie zestarzałem zabawy ze zbożem. Cukrowki robiłem w miarę potrzeb do nalewek, ale jak patrzę na kolegów to w ilościach iście detalicznych.

Rozdział trzeci:
REZYGNACJA
Z czasem zaczęło mnie to nudzić, każdy proces wyglądał tak samo. Po raz kolejny wymieniłem sprzęt i po chwilowej fascynacji znużenie wróciło. Pobawiłem się trochę w smakówki na kolumnie, ale też jakoś mnie to nie porwało. Brakowało mi tej niepewności, co tym razem pójdzie nie tak, co może się wydarzyć. Spirytus lejący się po kolumnie? Nic nowego. Sauna alkoholowa? Fajne doświadczenie ale dziękuje. Paląca się aparatura? No to było coś - po całym dniu pracy zostawić ojca na czas 15min drzemki żeby przypilnował... Śruta w wypełnieniu? Długie czyszczenie, wiele brzydkich słów, ale przynajmniej się działo! Teraz zalać, zmienić bankę, wylać i już. Kiedyś liczyła się każda kropla, każda wyczekana kropla była na wagę złota. Obecnie nie raz nie szkoda mi pół litra spirytusu bo chce mi się spać i po prostu wyłączam bo pod koniec za wolno leci - dużo szybciej niż kiedyś na początku.
Przy robieniu nalewek chociaż jest ciekawiej. Do win tez trochę wróciłem. Jakby ktoś chciał jakieś historie to poproszę o zwrotkę to rozwinę temat :)

Rozdział czwarty:
PRZEBUDZENIE
Za 12 lat widzę siebie we własnym miejscu na ziemi, z gromadką własnych dzieci, doglądając własnych upraw i własnych nastawów ze szklaneczką własnego alkoholu, który zrobiłem 20lat wcześniej własnymi rękoma. Niezależnie jak się wszystko potoczy musi sprawiać mi to frajdę, a temat alkoholu wraca i oddala się regularnie. Zmieniam tylko typy :)
Nie ma co się rozpisywać, bo ten post i tak wyszedł rekordowo długi, poza tym czas się kończy :)

Awatar użytkownika

Qba
600
Posty: 629
Rejestracja: wtorek, 26 sie 2008, 18:17
Krótko o sobie: Szefu
Ulubiony Alkohol: własny
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Kontakt:
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: Qba » czwartek, 16 lip 2020, 06:53

Dziękuję wszystkim biorącym udział za opisanie swoich przygód.

Proszę teraz wszystkich forumowiczów o ocenianie za pomocą przycisku "Dzięki". Przypomnę że każdy może zalajkować wiele opowieści.

Oceniamy do 25.07.2020, po czym zliczymy sumę podziękowań i ogłosimy zwycięzców.
Alkohole-domowe.com - Przepisy, wiedza, forum
Alkohole-domowe.pl - Zakupy, asortyment, zaopatrzenie

Obrazek


rozrywek
2000
Posty: 2013
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: rozrywek » sobota, 18 lip 2020, 01:34

Jako pomysłodawca pozwolę sobie na wyciągniecie paru cytatów.
Oczywiście nie wyrwanych z kontekstu ale ważnych. Zarazem dziękuję wszystkim za udział, mam nadzieję że na tym się nie skończy.
Wiele z tych opowiadań zamieszczonych tutaj było naprawdę osobistych i mam nadzieję że jeszcze zdążycie im za to podziękować.
To ważne.
Zatem:

dziad borowy pisze: Jednak wujek Dzidek z Sosnowca buduję aparaturę ze sprzętów ogólnie używanych w gospodarstwie domowym, emaliowane wiadro i miednica z dziurką, uszczelnienie z "mymlanego" chleba i malutka chłodniczka wyspawana z czarnej stali mieszcząca się w gumiaku. Nastawy z tego co było dostępne bez kartek.

czy to nie jest piękne???
TUTEK pisze: Razem ze współpracownikiem składamy swoją pierwszą aparaturę. Prosty pot-still, z ko z dodanym pseudorefluksem w postaci nawiniętej rurki z cu na deflegmator.

Tak zaczął a jak skończył?

TUTEK pisze: Stworzyłem swoją własną, pierwszą w 100% wykonaną przez siebie aparature- kolumnę lm z głowicą grzybkową a'la Radius.

Brawo brawo bravossimo

Skir pisze:Oczywiście kiedy ojca nie było, spora część butelek w nader cudowny sposób sama opuszczała piwnicę. Rodzina czekała nawet na oficjalne uznanie cudu przez Watykan.

Przecież to samo wyparowało, skąd my to znamy :D :D :D
TUTEK pisze:córuś moja kochana z Prawiezięciem kupili mi na Dzień Ojca szybkowar

Takiej córuś i zięcia ze świecą szukać :D

TUTEK pisze: Może, jakbym bym zapodał Black Sabbathów drożdżakom, to też specjalnej mocy i charakteru by nabrały?

Uśmiałem się, Ozzy to Ozzy, klasyka :punk:

jatylkonachwile pisze:Sprzęt zbudowałem ze słoika 0,9l i puszki po coli, całość grzana na ogniu (tak, szklany słoik na ogniu) a chłodziwem była woda z rzeczki.

Pierdolnięty czy zapaleniec?

jatylkonachwile pisze:Aktualnie stan to aabratek i potstil wszystko w KO, innowacją (jak na standardy) jest zamknięty obieg wody, ale nie z chłodnicą od samochodu czy innym radiatorem, lecz 200mb rurki zakopanej w ogrodzie.

Ewaulował czy nie? Ale to jeszcze nie koniec:
jatylkonachwile pisze: Przyszłościowo myślę o systemie jeszcze bardziej ekologicznym, czyli zamknięty obieg grzewczo-chłodniczy, będę chciał wykonać układ pompy ciepła połączonej z ciepłowodem

I to jest to.
krkkonrad89 pisze: I tak po kilku dniach czytania stwierdziłem że jestem alfą i omegą destylacji, kupiłem najtańszy na alledro szybkowar z chłodnią i zacząłem działać.
A co robi teraz?

krkkonrad89 pisze:chciałbym spróbować destylacji na kolumnie półkowej i alembiku. A w odległej przyszłości marzy mi się własna mała winnica. Posadziłem już próbnie kilka sadzonek. Może uda się to kiedyś rozwinąć :)

I wszystko jasne.

Góral bagienny pisze:Zaprosiła do środka posadziła na wersalce i zaproponowała drinka :D
Człowiek spragniony wysokich % nie miał prawa odmówić :D


Kto by odmówił.
Góral bagienny pisze: Dzisiaj pracuje na pot-stillu i miedzianym i alembiku.
Jest to mój wybór ponieważ nie lubię czystej, dla mnie okowita musi mieć charakter i takie mają owocówki :D


I to jest dobra koncepcja :D
Góral bagienny pisze:Mnie interesuje smak, aromat, owoców, zboża, a tego niestety kolumny nie dają ;)

Ja wybrałem drogę taką samą, ale do kolumn nic nie mam :)

psotamt pisze: Po raz pierwszy popularny bimber smakował dobrze. Zacząłem więc drążyć temat jak to powstało. Okazuje się, że nasz kolega zrobił sobie sam kolumnę typu Aabratek i goni na niej cukrówki.

A gdzie psotamt jest teraz? Tutaj:

psotamt pisze: Każde następne gotowanie to była nauka i ewolucja umiejętności poparta dalszą lekturą forum. „Kompendium wiedzy w pigułce” Lesgo umiałem prawie na pamięć, a cukier zastąpiła dość szybko glukoza. Do cukru nie wróciłem już nigdy.

I nie ma do czego. :punk: Cukry proste są fajniejsze :D
Następny który mi się kojarzy z jednym panem z Lublina, z kabaretu, mój ulubieniec :D Taki Waldek.
wilkołek pisze: Będę lepszy - postanowiłem. Byłem wówczas na etapie Wiedźmina, gdzie pewien wąpierz czynił cuda na swoich alembikach.

Dobre chęci :)
wilkołek pisze: Na miedzianym cudeńku od Jana O. czynię tylko melasę. Stoi toto na kuchence elektrycznej, którą przepuściłem przez regulator mocy, do tego watomierz

Poszedł dalej? poszedł. Chyba że z Warmii to poszł. Żart.
robert.michal pisze: Z baniek na mleko zrobił aparaturę, w dekiel była wlutowana miedziana rurka zanurzona w drugiej bańce, która robiła za chłodnicę.

Początki jak każdy
robert.michal pisze: Dziś z jeziorka w głowicy kapią znajome smaki i zapachy, ale jest to wyłącznie przedgon do spryskiwaczy.

Widać różnicę?
arTii pisze: Jak bimberek był tzw. "dobry", to po podniesieniu kieliszka na odległość 20cm od nosa już wiedziałem, że tego nie wypiję. Jak był kiepski, to nawet ze stołu kieliszka nie podnosiłem

I to był dobrego początek :punk:
arTii pisze: Teraz jak robi nastaw, to przychodzi do mnie po drożdże, dopytuje o szczegóły, a co jakiś czas moja aparatura spaceruje do niego żeby przepuścić, to co mu się zrobiło :)

I to jest to!!! dzielić się, Dobry Polakosamarytanin.
arTii pisze: W tym roku na pewno jestem zdecydowany na 2 beczki x50l każda. Jedna będzie raczej na burbona, druga być może na rum. Ale to wszystko czas pokaże. Na razie zaczęły się owoce, więc ratafia już się zaczęła robi, zaraz czarna porzeczka i inne owoce co do których jeszcze nie dotykałem swojej ręki, jednak mnie kuszą bardzo...

No i panocku piknie, piknie.

Qba pisze: Moja przygoda z alkoholami domowymi zaczęła, gdy miałem ok 16 lat, teraz mam 36, więc można powiedzieć, że mam 20 lat doświadczenia w bimbrownictwie, ale nie tylko.

Czym wcześniej tym lepiej :D
Qba pisze:
Mama moja z kolei, odkąd pamiętam nalewki domowe wytwarza, co roku jak tylko pierwsze owoce się pojawią razem z nimi na naszym roboczym stole pojawiają się jak grzyby po deszczu kolejne 8- i 5cio-litrowe słoje. Słoje te potrafią stać aż do później jesieni nietknięte.


No i tak ma być :punk:

Qba pisze: We wczesnych latach 2000 też mało kto słyszał o refluxie, kolumnach czy spirycie 96%

Tak było
Qba pisze: Kolega z pracy powiedział raz: „Kuba, masz tą stronkę to załóż forum, zarejestruj się jako 20 userów, pisz sam ze sobą, a potem się bujnie,

I zobaczacz gdzie jesteśmy teraz :respect:
Ile userów ile magików, konstruktorów, ile fachowców z różnych dziedzin. Ile tematów.
Z bimbru się zrobił i chleb, ser, destylaty, super kompendia wiedzy, nalewki, wędzonki. I super sklep, od grzybków po Alembiki.


Qba pisze: Cztery lata temu założyłem własną małą winnicę o której rozmyślałem od dekady – cel produkować pyszne prawdziwe wino albo grappe

I to jest dopiero ewaluacja :D :D :D

I wisienka na torciku bo nie może jej zabraknąć:
Qba pisze: i spotkać się tu z Wami za kolejne okrągłe 12lat

I to jest kwintesencja ujęta w jednym zdaniu.

Teraz kwestia wyjaśnienia:
Trochę powyrywałem z kontekstu zdania, ale chodziło o ewaluację czyli nasz rozwój.
Początki i to gdzie jesteśmy teraz. I to nie koniec jeszcze. My dalej się rozwijamy, uczymy i to jest piękne. Dziękuję zatem wszystkim za wasze, niektóre nawet bardzo osobiste opowieści, i na koniec powiem jedno:
WSZYSCY WYGRALIŚCIE.
Konkurs konkursem zabawa zabawą, ale wasze ewaluacje są normalnie ZAJEBISTE. :punk: :punk: :punk:
Qba brakuje jednego, 12 latek to nic.. JA SIĘ DOPIERO ROZKRĘCAM :piwo:
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

psotamt
700
Posty: 736
Rejestracja: niedziela, 19 mar 2017, 20:59
Krótko o sobie: Żałuję tylko, że tak późno zacząłem smakować własne wyroby...
Ulubiony Alkohol: Teraz już własny
Status Alkoholowy: Destylator
Lokalizacja: Mazowsze
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: psotamt » sobota, 18 lip 2020, 05:08

rozrywek pisze:Jako pomysłodawca pozwolę sobie na wyciągniecie paru cytatów.

To żeś się kolego rozrywek rozpisał. Co by jednak nie myśleć, podsumowanie doskonałe :ok:
Nie tylko podsumowanie, ale i sam pomysł tematu konkursu również. Dla wielu z nas nasza "twórczość" alkoholowa to obecnie nic innego jak hobby, któremu poświęcamy sporo czasu i przemyśleń. Wiele alkoholi wychodzących z naszych aparatów to dzieła sztuki - miałem okazję już takich smakować - można więc śmiało powiedzieć, że są wśród nas prawdziwi artyści. Nie od pędzla, klawiszy czy gry aktorskiej, ale artyści potrafiący z surowców które dla zwykłych śmiertelników są paszą dla bydła :D lub tylko składnikami naszych posiłków, stworzyć dzieło zadziwiające smakiem, aromatem i piękną barwą w kieliszku lub szklance.
Te mistrzowskie dzieła powstają dzięki wielu doświadczeniom podczas tworzenia fantastycznej aparatury, jak choćby kolumna Aabratek, taki "drobiazg" jak OLM czy kocioł z płaszczem grzewczym, nie zapominając również o różnorakich kolumnach półkowych. To właśnie pomysłowość ludzka poparta wiedzą i doświadczeniami twórców współczesnej aparatury pozwoliła stworzyć sprzęt, na którym można dawać popisy własnych umiejętności. Popisy, których by też nie było, gdyby właśnie nie fora, gdzie najbardziej doświadczeni i najwięksi artyści dzielą się swoją wiedzą. Chwała im za to :poklon;
Mnie natura obdarzyła dość bogato jeśli chodzi o zmysły smaku i węchu, co za skromność :oops: ale to prawda, i gdzie inni czują słodkie lub nie, ja odróżniam jeszcze kilka lub kilkanaście gradacji tego smaku. Podobnie z zapachem. I sądzę, że gdyby nie jakość trunków jakie potrafimy obecnie tworzyć, dalej sięgałbym po to co stoi na sklepowych półkach, popijając każdy prawie trunek dla zabicia, delikatnie mówiąc, nie najlepszego smaku. Nigdy nie sądziłem, że zwykła wódka może smakować, że da się w niej wyczuć nutę surowca z którego powstała, subtelną słodycz i niesamowitą delikatność, że popicie takiego trunku wodą lub sokiem jest profanacją.
Gdybyśmy byli dalej na etapie kanek po mleku z chłodnicami miedzianymi i odstojnikami ze słoików 0,5 litra, miałem bardzo dawno temu taki sprzęt i nigdy z niego nie skorzystałem, nigdy nie zainteresowałbym się tworzeniem własnych wódek czystych czy czegoś jeszcze ciekawszego. Teraz, mając wiedzę i sprzęt, staram się podążać śladami najlepszych ku uciesze własnej i najbliższych przyjaciół. Cieszę się, że nie jestem samotny w tych odczuciach, że są jeszcze koledzy którzy myślą i robią podobnie jak ja, co doskonale kolega rozrywek wykazał w swoim poście powyżej.
Panowie, Wasze zdrowie!
„Stary mąż młodej kobiety podobny jest do introligatora — oprawia książkę, którą inny czyta.”
– Bolesław Prus
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Awatar użytkownika

jatylkonachwile
250
Posty: 298
Rejestracja: poniedziałek, 13 wrz 2010, 17:24
Krótko o sobie: Główny projektant i konstruktor elektrohydrogumonapawarki z podczepem pod termobululator.
Status Alkoholowy: Wynalazca
Lokalizacja: Ziemia
Kontakt:
Załączniki
Re: ZABAWA: Ewaluacja bimbrownika

Postautor: jatylkonachwile » sobota, 18 lip 2020, 06:25

rozrywek pisze:Pierdolnięty czy zapaleniec?

Wiele osób tak pyta.
Od najmłodszych lat coś majstruje, z różnym skutkiem, ale siedzieć bezczynnie nie potrafię.
Po prostu mam taką fazę żeby podążać w stronę ekologii. Ogrzewanie w domu też przerabiam na pompę ciepła.
Ostatnio zmieniony sobota, 18 lip 2020, 06:26 przez jatylkonachwile, łącznie zmieniany 1 raz.


Wróć do „Akcje Specjalne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości