Strona 5 z 5

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 25 mar 2017, 18:19
autor: jozzek666
@zielonka, nic nie zrozumiałem z tego co napisałeś. Możesz po ludzku napisać ?

Wysłano przekazem myśli z urządzenia mobilnego.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 25 mar 2017, 19:19
autor: Zbynek80
Bo jozzek jeszcze zielonki nie znasz :mrgreen:

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 25 mar 2017, 20:01
autor: zielonka
jozzek666 pisze:@zielonka, nic nie zrozumiałem z tego co napisałeś. Możesz po ludzku napisać ?
A konkretnie to czego kolega nie zrozumiał ? że każde chlanie odbywa się przed zaśnięciem ?
To była odpowiedź na tekst Jana Okowity.
A jakbym napisał że po każdym chlaniu w końcu się zasypia to będzie już jasno ?
A że zjedzenie dużej ilości czegoś co ma mało witamin dostarcza jej w końcu również dużo ?
A więc jakby świnia którą się zajadam bez opamiętania (schabowe ,karkówki itp) miała choć trochę składników prozdrowotnych to powinienem być nieśmiertelny!
W sumie prosty rebus. Ale lepiej jak Józek pytać niż jak Radius zgrzytać.
Pozdrawiam wszystkich z lampą winka po prawej i bigosem na golonce po lewej.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 25 mar 2017, 20:07
autor: jozzek666
Teraz jasne, pozdrawiam z bigosem na dziku i jeleniu przed sobą :D

Wysłano przekazem myśli z urządzenia mobilnego.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 25 mar 2017, 21:43
autor: zielonka
No to zazdraszczam - taki bigos jadłem ze 3 razy w życiu -po tym to nie ma prawa żaden kac być.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 25 mar 2017, 21:52
autor: Doody
Żebyś się Józek porożem nie zadławił :hahaha:

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 25 mar 2017, 21:58
autor: JanOkowita
Znajomy myśliwy ostatnio przywiózł mi sarenkę, po rozebraniu była jakieś 8 kg czyli większy królik. Szynkę z tej sztuki przygotowaliśmy metodą sous-vide. Powiem tak: niebo w gębie to mało, znowu mi wzrosły wymagania co do restauracji a i tak już byłem wybredny. Nie wiem jak działa taka szynka na kaca, ale metodę gotowania próżniowego w niskich temperaturach polecam!

@zielonka - zamarynowaną próżniowo golonkę trzymaliśmy 14 godz w 65 st.C i potem na 30 minut do piekarnika. Wierz mi, umarłbyś z rozkoszy.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 25 mar 2017, 22:22
autor: zielonka
Drogi JO - Wierzę
- sam stosuję powolne gotowanie od czasu do czasu i wiem o czym mowa - choć aż takiej wytrzymałości nie mam żeby 14 godzin czekać.
Mój udziec sarni sprzed 3 ch lat zrobiony u kolegi masarza w jego wędzarnio grillu przeszedł do historii rodziny.
Niestety czekanie na niego okazało się zgubne dla nas bośmy za dużo wzmacniaczy smaku pobrali i....no wiadomo.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 25 mar 2017, 22:49
autor: radius
JanOkowita pisze:Szynkę z tej sztuki przygotowaliśmy metodą sous-vide.
Jakieś cztery lata temu, przygotowaliśmy u znajomych w Krynicy Górskiej, w ten własnie sposób, szyneczkę z sarniny a resztę mięsa przeznaczyliśmy na kiełbasy. Tak soczystej dziczyzny nigdy później nie jadłem a kiełbaski.... co tu dużo gadać. Pod śliwowicę zeżarliśmy parę kilo tej wędlinki prosto z wędzaka, co niektórych trzeba było do samochodu zanosić (70% zrobiło swoje) ale impreza była na 102 fajerki :ok:

Re: Najlepsze na kaca jest...

: niedziela, 26 mar 2017, 00:50
autor: rozrywek
Ech dzieciaki, te wasze pitu pitu i super porady.
Mi się wydaje że zdecydowana większość kaca ale takiego prawdziwego chyba nie miała.

Poniżej wklejam treść wydzieloną z innego tematu gdzie jakże uroczo opisane są pewne odmiany kaca, poniżej ostatnia wersja oczywiście ekstremalna, jak już doczytacie do końca (ja jest tego trochę)
to mam nadzieję że pewne osoby napiszą......Qrcze sorki, ja chyba kaca nie miałem, tyle lekkie zatrucie...........

Do lektury zatem chłopaki...........................doczytacie do końca?


Kac Pięciogwiazdkowy i 3/4

Moje ślepia otwierają się bardzo wolno, próbuję siłą woli rozmazać mgłę, która przesłania mi widok na dalszy plan, słyszę ogromny łoskot przelatującego helikoptera z Wietnamskimi komandosami, tak! to zabłąkany komar wleciał przez okno, okno...hmmm przez rozbitą szybę balkonową.
Próbuję uświadomić sobie gdzie jestem, ślepia błądzą mętnie usiłując rozpoznać przedmioty. Umysł walczy, usiłuje raczej nawiązać kontakt z resztą organizmu.
Głowa ważąca 2 tony próbuje podnieść się o milimetr, oczy, raczej gały, wielkości orzechów włoskich wypadają niemalże z oczodołów, jakby olbrzymi siłownik wypychał je od środka, usta.. spierzchnięte obydwie wargi sklejone na stałe do siebie, w środku kawał drewna, twardy, gorzki, sztywny jak pal Azji, nieeeee, to język, w nienaturalny sposób wygięty w kabłąk, przyklejony do górnej części gardła.

Zaczynam rozpoznawać przedmioty, nagle... widzę obraz, zwyczajny widoczek, drzewa ,rzeczka, dokładnie 15 poprawnie działających komórek zaczyna zabijać się o siebie w poszukiwaniu treści. 15 z 150 milionów!!! cóż od czegoś trzeba zacząć.
Próbuję wrócić myślami do poprzedniego dnia, godziny 15 kiedy szedłem do Jurka na urodziny, Jurek nie ma obrazów na ścianach.
Nagle zupełnie nieoczekiwanie wyskakuje ci paw, obrzydliwy monstrualnie wielki zielono-żółty paw, czujesz jak własna dupa zostaje wessana do środka, paw wyszedł gładko, jeszcze tylko pawi ogon, spierzchnięte wargi brutalnie przez pawia oderwane od siebie, odczuwają ból jak murzyńska niewolnica rodząca ośmio kilogramowe murzyniątko, trzewia wyrywane na zewnątrz rozrywają ci gardło, próbujesz rzygać, wstrząsane spazmami ciało usiłuje wyrzygać niebyt, kołek językiem zwany nawilżony pawiem jak dziewica przed pierwszym stosunkiem, wreszcie odrywa się od gardła, ból, ulga, nicość marność, błagasz żołądek o jeszcze odrobinę rzygowin, próżne błaganie, usta rozwarte jak pisklę w gnieździe czekające na matkę z jedzeniem.

Spazmy mijają, ciało pobudzone pawiem zaczyna budzić poszczególne kończyny, nagle........ coś szemrze, zaczyna pukać, najpierw powoli miarowo, zaczyna stopniować, mocniej, szybciej i mocniej.
Dociera do ciebie straszliwa prawda, szatański perkusista stopniuje ból, przejściówka,stopa, kocioł, znowu przejściówka i stopa, łup,łup, łup, tył głowy miażdżony uderzeniem nie przeczuwa najgorszego, perkusista się rozgrzewa, łup,łup, jeb, łup, jeb..jeb............ i przychodzi... wielki jak stodoła młotkowy, Młotowy bardziej, zaczyna grać, ...........................................szatańska Kac Orchestra,
Młotowy, w akcyzowym garniaku Diora, dyrektor regionalny Polmosu na wschodnią Polskę …..
z 14-to funtowym sledgehammerem w akcyzowej łapie zaczyna.

Nie, nie grać, nie stukać, zaczyna napierdalać, jak Lars Urlich w „One” łubudubudub, łubudubudub, łubudubudub,
potężnie miarowo i jednostajnie, łubudubudub, oczy nienaturalnie wytrzeszczone usiłują wyskoczyć. Nagłym zdecydowanym ruchem przewracasz ciało na bok prowokując pawia, bydlę, niewdzięczne ptaszysko, nie wychodzi, pusty zbuntowany żołądek w desperackim ścisku wydala resztki soków, odrobina, maluteńki kilonek białożółtej piany.
Odwracam się ze wstrętem na drugą stronę……krew, calutki materac pokryty zakrzepłą krwią, brązowo krwawe ślady, wyostrzony wzrok sięga dna.. dokładnie końca łóżka, kobieta!!! Naga!!! nieforemna dupka w embrionalnej pozycji, półdupek zakryty pomiętym prześcieradłem, krwawe wybroczyny wszędzie. Zimny pot oblewa ci twarz, przez prącie przechodzi skurcz, kalecząc połączenia neuronów.

Akcyzowemu Młotkowemu młot wypada z ręki, nastaje cisza, cisza tak straszliwie cicha że aż pełna krzyku, morderstwo!!!!!!!!!!!!!!zabiłem człowieka!!! Kobietę znaczy….
W ustach czujesz jak nagle po Hiroshimie atomowy grzyb wysusza wszystko, implozja exploduje niwecząc teorie niemieckich fizyków na proch.
150 milionów komórek brutalnie pobudzone, zaczynają mnożyć następne, samozwańczy oddział komórko-kamikaze rozbijających się o czerep….
Rozpaczliwym gestem desperacji wybiegam przez wyrwane z futryn drzwi w poszukiwaniu kibla, obijając się o ściany, w nieznanym domu intuicyjnie blisko wyjścia….jest, kibel, klop łazienka, bezpardonowo ładujesz się do zlewu, umysł niezdecydowany wydaje sprzeczne decyzje, jest!!!!!

Jest kurek od kranu, odkręcasz, plastikowe chińskie badziewie kręci się wokół, rozpaczliwym gestem odkręcasz gorącą wodę, kurek zostaje ci w dłoni, pierdolona Chińszczyzna, burza mózgów , alternatywy, 1,2,3 spłuczka, spłuczka montowana w ścianie, niech to szlag, Alternatywa 4, zawsze dobra, polska. Wanna!!!!zrywam kotarę, boshe! Leży człowiek, nagi, obejmujący kosz na śmieci leży człowiek…..
Mężczyzna znaczy……
Odkręcam wodę i chłepcę, żłopie, piję, ciśnienie słabe, próbuję siorbać, wciągać prosto ze słuchawki do ust, życiodajny, wspaniały, boski płyn, żołądek w nadprogramowym rozciągnięciu skurcza się spazmatycznie, puszczam pawia prosto na dupę śpiącego w wannie mężczyzny, Niezrozumiały gest odgania nieznanego sprawcę, ręka zaciąga na siebie zerwaną kotarę, mężczyzna zasypia, wypijam 3 litry płynu, zakręcam wodę.

Próbuję otrzeć twarz, coś się rozmazuje, sięgam policzka…rozcieram w palcach maź.. w palcach…. Jak gówno z ketchupem, wącham palce… zapach ostry ciężki do zlokalizowania, podnosząc głowę spoglądam niechcący w lustro boshe!!! Cała morda, pysk, usta, wszystko usmarowane gównoketchupowym glajchowym shitem, z brody wisi brązowy glut..

Człowiek!!!!! Kobieta znaczy… martwa postać w morzu brudnej pościeli wraca obuchem jak cyklon Tracy. Morderstwo!!!!
Burza w mózgu powraca, momentalnie trzeźwieję próbując odnaleźć myśli, rozpoznaję mężczyznę w wannie, Jurek! Światełko w tunelu.. Jurek,Jerzyk Juruś, morda moja.

Chwiejnym krokiem skazańca wracam azymutem wstecznym do pokoju, leży kobieta, naga, w samych szpilkach, tandetnych cholernych szpilkach, rude włosy zmierzwione w nieładzie zakrywają twarz, drżącą ręką dotykam jej ciała, w samczym instynkcie dotykam piersi, nie szyi, piersi, oddycha, miarowo piskliwie oddycha, jest dobrze, nie będzie sprawy, sądu, nastaw gotowy, sklarowany, jutro na rurki, nie mógłbym pójść siedzieć, kto by się tym zajął, Jurek miał przywieść śliwek z Zalesia…..

Kataklizm, organizm zaczyna dopominać się o swoje. Alkohol!!! Gdzie jest flaszka?
Lekarzu lecz się sam, pacjentka potem.. Martinii.. jest flaszka!!! Na podłodze leży butelka w niej około szklaneczki przepysznego badziewia, otwarta, bez nakrętki, biorę spory łyk, nagle bez zapowiedzi wyskakuje mi ziołowy paw, szybki wermutowy pawiowy pisklak, przynosi ulgę, ukojenie. Następny łyk, nagle olśnienie, butelki po wódce porozstawiane w nieładzie, pośród zeschniętych kanapek. 150 milionów komórek pracuje jak zmutowane Czernobylskie T3 walczące o resztki cukrowego pokarmu.

Jest salaterka, resztka chipsów, wytrzącham okruszki, drżącymi rękami wkładam wszystkie butelki, cóż za bukiet, klinowy butelkowy bukiet, alkohol spływa,pluje, kapie,sączy się leniwie, jak zdestabilizowana kolumna Vm. Nareszcie klin, siorbiąc głośno wysączam najdrobniejszą kropelkę płynu.
Teraz rozmnożone 300 milionów komórek idzie ostro jak cukrówka na koncentracie.
Żyję!!!! Jupijajej ju madafaker Żyję!!!! Ech… aleś ty „Rozrywkowy”
Pomroczność jasna wyjaśniła mi całą gołodupną prawdę…
Odsłaniam rude kosmyki, to nieźle daliśmy czadu……..siostra mojej narzeczonej…………….. Mariolka.
Jak mówiła „ oj weź.lepiej nie….. Indianie do mnie przyjechali” to myślałem że wycieczka z Peru… przecież pracuje w Orbisie……………

Czas na morał:
Takie są skutki picia sklepowej wódki.

A jeśli udało się komukolwiek przebrnąć przez to bagno i się nie utopić to:

Kac pięciogwiazdkowy i 3/4

Kac part tu

Siadam na brzegu łóżka, ciało jak po hiszpańskiej inkwizycji przeżywa najgorsze, odzywa się wielki Młotowy, zdejmuje garniak i podwija rękawy…odstawia sledge w kąt………..boshe zaczyna się znowu.
W jego pazernych akcyzowych łapskach pojawiają się dwa mniejsze.
Pierdolnięcie jest tak potężne, AC/DC może marzyć o takim wzmacniaczu, tył głowy przechodzi ostry pulsujący ból, następuje dalszy ciąg szatańskiej Orchestry, dwa w tył, jedno w żołądek, jeb,jeb, łup.
jeb,jeb, łup, ostro i systematycznie robią ci z potylicy miazgę, żołądek wariuje, próbuje uciec przed ciosami, na krawędzi łóżka siedząc nie jestem stanie ruszyć paznokciem, skulony wpół czekam na koniec,
firana w wybitym oknie faluje złowieszczo, nadchodzą………..

dwa małe skurwiałe krasnoludki, malutkie diabełki ze skarbówki, koledzy Młotowego, pocieszne tanie garniturki, żałosne skarbowe mordy.

Jeden bez pytania włazi przez odbyt i kieruje się na północ, zatrzymuje się w brzuchu, zakłada wrotki zaczyna się kręcić, drugi przez oko ładuje się do mózgu, rozpiera się nóżkami i zaczyna przeć, Młotowy napierdala z zewnątrz, diabełki od środka. Mózg wariuje, sprzeczne sygnały kłócą się o pierwszeństwo zadawania bólu.
Łup jeb, i bach, diabełek kopie cię od środka po oczach, muszę coś zrobić, kurwaaaa nie wytrzymam.
Wbijam się z powrotem do łazienki, mumin uśmiechnięty czeka.
Prysznic woda, napełniam żołądek i mumin, parę łyków i rzygnięcie, zmuszam się do wypłukania żołądka ze śmieci, orkiestra gra, nie zwracam uwagi, musze działać!!!
Jurek!!! Budź się.
Słuchawka z mumina ląduje na ciało Jerzyka. Zrywa się biedaczysko, trzęsący z zimna wyskakuje z wanny, przekrwione oczy, łypiące na mnie wrogo, wybiegam z kibla do pokoju, wracam natychmiast z resztą Martini, spojrzenie jak psiaka który czekał na pana cały dzień przynosi ulgę.
Jurek wychyla resztkę płynu. Siada na kiblu. Duma, kiwając się duma.
Wstaje owija się ręcznikiem i prowadzi mnie do salonu. Zrzuca resztki pościeli z kanapy i siadamy.
Opowiadam rudym kociaku, Jurek uśmiecha się, ech Bloody Mary.
Krwawa…………..Mary Mariolka, ile przebiegłości i bólu w tych słowach. Obrzydliwość i podłość ludzka nie zna granic.

Otwierają się drzwi, wchodzi ona. Kapelusz, poncho, śliczna opalona dziewczyna…..koleżanka Mary z pracy z Orbisu……….
Chłopcy zaraz wam zrobię kanapki. Z najwspanialszym uśmiechem stawia dwa piwa i szczeniaka absolwenta za stoliczku.
Psyyk, Psyyk żłopiemy z rozkoszą chłodny płyn, po minucie jest po wszystkim, otwieram szczeniaka, rozlewam do szklanek..Jurek na pół? On kiwa głową potakująco.

Wychylamy po pół porcji akcyzowego badziewia, Wielki młotkowy przytępia uderzenia, szatańskie krasnale też jakby zwolniły, następne pół…ciach i po sprawie.
Zaczynam rozglądać się po salonie, z zaciekawieniem gdzie skąd i jak się tu znalazłem, Peruwiańska piękność tłucze się wesoło po kuchni.

Zrywam się niespodziewanie i wybiegam do kibla, paw, długi głośny przynoszący ulgę paw. Ocieram usta i wstaję.
Pawik, pawiczek, malutkie pisklaki wyskakują co chwila na wolność.
Siadam na kiblu, czeka mnie jeszcze jedno ciężkie zadanie, Kac-kupa.
Krecik wystawia ciekawie główkę na świat, tylko jemu jest teraz wesoło, idzie, idzie, ostry przeszywający smród wypełnia powietrze natychmiast.

Niemożliwy do opisania odór, średniowieczna zgnilizna rozkładających się trupów jest przy tym poezją. Amoniak, kwas, parwowiroza, murzyńska chata, Francuski pleśniowy wszystko na raz.Puszczam wodę, i jeszcze i jeszcze raz.
Wychodzę z łazienki, wracam do salonu.

Jurek tłumaczy dlaczego pękła szyba w pokoju, wstawimy zapłacimy,, ściemnia niemiłosiernie o potknięciu się o pluszowego misia i nieszczęśliwym wypadku, kiwam głową nie odzywając się.
Nareszcie dziewczyna odchodzi.
Jurek……..umieram……..ratuj.
Łapie za telefon i wychodzi z pokoju, wraca po chwili.

Na stole pojawia się kawa, zapach łagodzi odór kackupy który wciąż ze mną jest.
Dziewczyna z kanapkami siada przy nas, obserwuje mnie rozmawiając o niczym z Jerzykiem.

Pukanie do drzwi…..wchodzi……….Janusz!!!!!!!!
Na litość boską wchodzi Janek. Włosy nie związane w lekkim nieładzie,
Szatański uśmiech w moim kierunku mówi wszystko……Krwawa Mariolka, Jerzyk się pochwalił.
Nienawidzę świata i ich obu tym bardziej, Janek wyciąga języki oblizuje wargi cmokając głośno, Nienawidzę go jeszcze bardziej. Uśmiechają się pod nosem diabelsko mlaskając.
Będę miał jechanie do końca dni moich.

Cud…..stawia plecak na podłodze, otwiera i wyciąga flaszkę, natychmiast rozpoznaję butlę starego typu.
Jestem uratowany!!!!! Aleluja.

Odkorkowana butla roztacza aromat, nozdrza łapczywie wciągają śliwkowy bukiet.
Napełnione szklanki, dwie, Janek podjechał wozem nas ratować, flaszkę wozi zawsze…..zamiast gaśnicy….

Niebo otwiera się dla mnie otworem, Wielki Acyzowy znika natychmiast w niemym krzyku, małe jego pieski skarbowe nikną z prędkością światła.

Wspaniały, 60voltowy płyn spływa do gardła przynosząc rozkosz jaką nie można sobie wyobrazić nawet w snach, Chłopaki mlaskają głośno, udając rozmowę dwóch francuzów, wściekły ale w siódmym niebie wybaczam im to wspaniałomyślnie.

Szklanica druga, Janek musi wracać, miał przerwę w pracy, wchodzi Mariolka, Mary, Krwawa jak cholera, wściekła jak zraniony Tyranozaur, siada naprzeciw, mrożący wzrok przeszywa mnie do szpiku kości…………………………………………..


Morał:

Takie są skutki picia sklepowej wódki


Na początku było ech dzieciaki, teraz...........to ja z tym kacem Panowie? :D

Re: Najlepsze na kaca jest...

: niedziela, 26 mar 2017, 11:27
autor: zielonka
Rozryweeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeek kuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu.....a jak Cie spotkam to zabiję. To są rzeczy wygrzebane patykiem prosto z rynsztoka.
Poza tym nie drukuje się cudzych wspomnień bez uzgodnienia. :D :D :D
A tak na poważnie to faktycznie ostra jazda i gdzieś niegdzieś jakieś blade wspomnienie stanu podobnego się we mnie kołacze ale jednak chyba nie aż tak. Pamiętałbym, ??

masz dar :ok:

Re: Najlepsze na kaca jest...

: niedziela, 26 mar 2017, 19:12
autor: rozrywek
Zielooooooooooooooonka, jak mnie spotkasz to polejesz... zabijać nie musisz :D
Poza tym to nie cudze, to moje. :D

Re: Najlepsze na kaca jest...

: niedziela, 26 mar 2017, 20:15
autor: zielonka
Pisząc cudze miałem na myśli że znajdą się tacy którym się coś podobnego trafiło.
Niektórych znam.
Z tym zabijaniem przemyślę, w sumie też wolę się napić. :D :D

Re: RE: Re: Najlepsze na kaca jest...

: niedziela, 26 mar 2017, 20:30
autor: jozzek666
rozrywek pisze: Poza tym to nie cudze, to moje. :D
@rozrywek, serio lizałeś krwawą mary ? ...i miałeś brązowo-czerwonego gluta na twarzy (tzn. skrzepy:) ... bleeeeeeeeeeeeeeeeee... jak mogłeś. Ja bym po naćpaniu i w totalnym upojeniu tego nie zrobił. Jesteś hardcorem...:)

Wysłano przekazem myśli z urządzenia mobilnego.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: niedziela, 26 mar 2017, 22:10
autor: rastro
zielonka pisze: przed zaśnięciem po chlaniu ... dwa ibupromy...
a to to przepis na łagodzenie kaca czy krwotok wewnętrzny?

Re: Najlepsze na kaca jest...

: wtorek, 28 mar 2017, 09:39
autor: BrodatyPustelnik
@rozrywek to serio z autopsji? Napisz książkę bo masz talent. :D

Re: Najlepsze na kaca jest...

: czwartek, 17 sie 2017, 11:26
autor: Aalko
Gdyby nie kac to ludzie piliby non stop, a więc natura wiedziała co robi wymyślając kaca :)

Re: Najlepsze na kaca jest...

: czwartek, 17 sie 2017, 12:03
autor: wawaldek11
Nie zgodzę się z tym - pijąc ciągle nie doprowadzasz do kaca ;)

Re: Najlepsze na kaca jest...

: czwartek, 17 sie 2017, 18:53
autor: rastro
Aalko pisze:Gdyby nie kac to ludzie piliby non stop...
No co ty w końcu kac to "Kara za przerwę w piciu" ;) :D :P

Re: Najlepsze na kaca jest...

: piątek, 15 wrz 2017, 00:15
autor: inereusz
A na kaca najlepsza jest praca - gumno prawda ! Pamiętam do dziś jak dawno temu pojechałem zbierać rumianek o 4 rano, a o 3 skończyłem pić. Właziłem pod każdego kozła którego stawialiśmy i tam na wstecznym... :womit:
Przespać, o ile uda się zasnąć.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: piątek, 15 wrz 2017, 02:47
autor: janik
inereusz pisze:A na kaca najlepsza jest praca - gumno prawda !
I masz racje ,ponieważ praca tylko odwraca uwagę od kaca :mrgreen:

Re: Najlepsze na kaca jest...

: piątek, 15 wrz 2017, 20:59
autor: sargas
A ja myślę, że dzięki pracy szybciej wyrzucisz z siebie, to co niepożądane.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: piątek, 15 wrz 2017, 21:06
autor: Doody
Dobra jest wycieczka w góry z ciężkim plecakiem. Spocisz się jak świnia ale po 2 godzinach śladu po kacu nie ma ;)

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 16 wrz 2017, 20:37
autor: mienho
@Doody czyli tak samo ciężka praca. Z tym, że na kacu każda jest ciężka nawet siedzenie za biurkiem, ale się nie wypocisz .

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 16 wrz 2017, 20:50
autor: klepa
No nie koniecznie. Kiedyś w Rotterdamie na ciężkim porannym kacu wjechałem na 20któreś piętro i po kilku kawkach i soczkach zapomniałem o grzesznej nocy. Pełna regeneracja!, jego mać. "Hęgower" wracał wraz z kolejnymi piętrami powrotu na dół. Czyli że różnica ciśnień też robi swoje.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 27 paź 2018, 19:07
autor: Czarodziejka
Witam
Wiem że temat troszkę nie świeży, ale ja radzę sobie tak:
1. Pieczony boczek na gorąco i ze cztery kielonki z 2 godzinki przed planowaną imprezą ( boczuś wyściela żołądek a kielonki są na podkładkę)
2. Zawsze zakąszam :D w trakcie imprezy i nie przepuszczam żadnego gorącego posiłku ( dzięki temu nie truje organizmu, z jedzenia pobiera czego potrzebuje) ważna sprawa radzę unikać produktów które zaciągają drożdżami :problem:
3. Piję dużą ilość napoi w tym gorącej herbatki (gorące posiłki i herbata łagodząco wpływają na wątrobę, dodatkowo zawierają sole, i inne minerały)
4. Przy lulaniu zawsze mam gazowaną colę i napój izotoniczny ( na sushi i do uzupełnienia mikroelementów)
5. Na śniadanko własnoręcznie kiszony sok z buraków z czosnkiem, podgrzewam do ok 50 C i popijam nim 4 duuuże goorące krokiety z mięsem na pikantno :D
6. Po wcześniejszym zrealizowaniu punktów od 1 do 5 czuję się jak młoda bogini :D 8-) :ok:

Szczerze jeszcze mnie ten plan nie zawiódł a stosuję go już od lat.
Ps: Faktycznie w górach mogę więcej i czuję się lepiej niż np. nad morzem.
Pozdrowionka ;)

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 27 paź 2018, 20:10
autor: JanOkowita
Super. A gdyby były potrzebne inne wersje kuchenne, to korzystam z tej książki: https://alkohole-domowe.pl/wielka-ksieg ... rida-p1297

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 24 lis 2018, 12:10
autor: Będziniak
Może nie sposób na samego kaca dzień po, ale zaraz po piciu kładąc się do łóżka pomaga. Gdy mam tzw. helikopter to pomaga ''uziemienie" - jedna noga na podłodze. Przy większym helikopterze 2 nogi. Przy jeszcze większym nic nie pomoże. :D

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 24 lis 2018, 13:37
autor: nike21
Ja zazwyczaj kaca nie mam. Nawet po mocnej popijawie... Czasami jednak nie czuję się do końca dobrze i wtedy muszę się porządnie odespać, czasem nawet do popołudnia. Jeśli jednak szkoda mi dnia na spanie, a samopoczucie jest w miarę ok to strzelam sobie czteropaczek browca i wszystko wraca do normy. Kolejnego dnia mogę nawet iść na rano do pracy :)

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 24 lis 2018, 17:46
autor: JanOkowita
I masz wtedy 0,5 promila... Można dobrze się czuć, bez objawów kaca, szczególnie po dobrym alkoholu domowym - ale warto dmuchnąć w alkomat przed wsiadaniem do samochodu. Naprawdę można się zdziwić.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 24 lis 2018, 19:20
autor: jatylkonachwile
A pro po zdziwienia przy pomiarze alkomatem polecam zapoznać się z tym materiałem.
https://www.youtube.com/watch?v=D3rd_0b6suw

Re: Najlepsze na kaca jest...

: sobota, 24 lis 2018, 21:34
autor: prolog1975
Mój sposób na kaca. Raz tak się schlałem na sylwestra, że wstajac rano o 12.00 nie mogłem patrzeć w dół by buty zawiązać. Przypomnialem sobie umowę z kumplem ,,jak wstaniemy 1 Stycznia jedziemy na ryby". Obudzilem kolegę śpiacego w pokoju obok, szybkie ubranie w moje ciuchy, wędki, żona kolegi jako kierowca i jedziemy nad ciepły wypływ wody z elektrociepłowni. Na miejscu -10*C żona kolegi odjechała para jak z horroru żywego ducha tylko dwóch skacowanych psycholi. Wędek nie rozwijamy nie ma sił w człowiekach i nagle patrzymy jest duży kamień umacniający brzeg. Polski kamień z samych Gór Świetokrzyskich. Ja z jednej kumpel z drugiej strony przytulamy kamień. Zasneliśmy. Po ok 1.5h budzimy się trzęsiemy z zimna i normalnie cód w głowie się nie kręci nic nie boli radość w naszych sercach wielka.
Polecam każdemu na kaca znaleść swój duży kamień. Najlepiej Polski kamień

Re: Najlepsze na kaca jest...

: poniedziałek, 10 gru 2018, 14:23
autor: AshleyS
Ja osobiście polecam wodę z cytryną oraz ciepła kąpiel :D!

________________________

Re: Najlepsze na kaca jest...

: poniedziałek, 24 gru 2018, 11:46
autor: alicjakanon
Najlepszy jest rosołek o 7 rano i pójście spać, po 12h wstajesz i możesz dalej szaleć;)

Re: Najlepsze na kaca jest...

: wtorek, 25 gru 2018, 19:35
autor: inblue
AshleyS pisze:Ja osobiście polecam wodę z cytryną oraz ciepła kąpiel :D!
Coś w tym jest.
Rutynowo zawsze aplikuję sobie tuż po przebudzeniu sok cytrynowy rozcieńczony wodą 1:1.
Godzinę później czuję się zdecydowanie lepiej niż dobrze :D

Re: Najlepsze na kaca jest...

: wtorek, 25 gru 2018, 19:57
autor: psotamt
A zupa z suszu podawana w wigilię? Co prawda kaca w sensie rozsadzania czerepu i Sahary w pysku nie doświadczam nigdy, ale ta zupka ma dla mnie zbawienny wpływ. Szklaneczka lub dwie robią cudowną robotę. Polecam w okresie świątecznym.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: środa, 26 gru 2018, 03:03
autor: wkg_1
Hmmm ... a nie lepiej pić własne produkty ?
Nikt jeszcze nie miał kaca z rodziny i znajomych ... Wy tak serio ?

Re: Najlepsze na kaca jest...

: środa, 26 gru 2018, 10:37
autor: inblue
wkg_1 pisze:Hmmm ... a nie lepiej pić własne produkty ?
Lepiej. Lepiej po tym względem, że autor trunku jest znany :)
Problem pojawia się gdy ma się ochotę na coś innego niż napoje spirytusowe własnoręcznie "wyprane" z całego dodatkowego folkloru.
Po własnym piwie, winie lub miodzie pitnym też można być niedysponowanym dłuższy czas.
wkg_1 pisze:Wy tak serio ?
A serio.

Re: Najlepsze na kaca jest...

: środa, 26 gru 2018, 11:58
autor: wkg_1
Wiem, żartowałem trochę ; )
Ostatnio przekonałem się ile folkloru potrafi być w Grappie i Williamsie ; )