Dowolne tematy i off-topowe rozmowy. Piszcie tu to na co tylko macie ochotę, luźnie gadki i tak dalej, możecie się powyżywać. :)
Regulamin forum
W tym dziale można rozmawiać na luzie o wielu tematach.

Obowiązuje zakaz poruszania tematów POLITYCZNYCH. Tematy takie będą kasowane lub moderowane.

Autor tematu
rozrywek
2000
Posty: 2195
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: rozrywek » sobota, 1 sie 2020, 15:42

Tytułem wstępu:
Dużo nas tu dosyć starszych, i z pewnością niekoniecznie dziadków ale tych co sporo przeżyli. I warto o tym opowiedzieć.
Wielu z was zapewne posiada wiele wspomnień.
Nasz przecudowny kraj dał nam mistrza. Bareję.
Te wszystkie spilbergi tarantiny i camerony mimo ich dorobku mogą go cmoknąć. W piętę.
A dał nam Prl i mistrzyni parę.
Joanna Chmielewska. Niesamowity dorobek literacki. Jej umiejętność walki z cenzurą była rewelacyjna. Maria Czubaszek. Ta to waliła prosto z mostu.
A my mieliśmy zbuntowani coś w stylu Ucieczka z kina wolność.
Zapraszam zatem do wspomnień.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............


Rabat 5%
Alembik Miedziany with Arm 15 litrów (1473)
Cena: 1,299.00 zł   Darmowa dostawa!
Rabaty dla użytkowników forum AD w sklepie po podaniu loginu z forum!

bociann2
400
Posty: 434
Rejestracja: wtorek, 26 kwie 2011, 11:59
Krótko o sobie: Jestem okropnym człowiekiem, tak mi kiedyś mawiali.
Ulubiony Alkohol: Piwa
Status Alkoholowy: Student Bimbrologii
Lokalizacja: Jedyna taka w Polsce...
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: bociann2 » niedziela, 2 sie 2020, 06:17

Migawka 1
Śpię w niedzielę do 9 rano. Matka mnie budzi i mówi:
- synu,zobacz co jest, bo telewizor nie działa.
Po krótkich poszukiwaniach na ekranie pojawia się pan w zielonym mundurku i czarnych okularach. Czyta z kartki jakieś głupoty
Że co? Wojna? Kto z kim??? A, my sami ze sobą. Uff. Pierwszy lockdown. Ferie zimowe o 3 tygodnie dłuższe. Gitara, ale i strach. SKOTy na ulicach, wszędzie żołnierze i mylycjanty
Ostatnio zmieniony niedziela, 2 sie 2020, 06:17 przez bociann2, łącznie zmieniany 1 raz.


Kasko
50
Posty: 56
Rejestracja: sobota, 22 gru 2018, 22:18
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: Kasko » niedziela, 2 sie 2020, 06:41

A mi utkwiły wizyty w pewex-ach. Co tam nie było,wszystko.

Awatar użytkownika

radius
6000
Posty: 6226
Rejestracja: sobota, 23 paź 2010, 15:20
Krótko o sobie: Jestem fajnym człowiekiem:)
Ulubiony Alkohol: Swój własny
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: Polska południowa
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: radius » niedziela, 2 sie 2020, 06:49

Moja migawaka:
Stan wojenny. Ja, kierowca w wojsku, jadę na patrol. Dwóch żołnierzy + jakiś tam sierżancina z milicji jako dowódca patrolu.
Po godzinie łażenia po Łodzi, dowódca patrolu stwierdza, że trzeba coś zjeść. Wchodzimy do dość przyjemnej restauracji a na nasz widok wyskakuje kierowniczka, blada jak ściana i zaprasza na zaplecze. W ciągu pięciu minut na stoliku znalazły się frykasy rodem z Pewexu (szynka Krakus) i butelka najlepszego koniaku, za chwilę wjechały talerze z żarełkiem. No, nie powiem podjedliśmy do syta tylko, że patrol popijał wszystko koniaczkiem a ja, biedny kierowca, tylko hamerykańską Coca Colą :mrgreen:
Uprzedzę pytanie :)
Oczywiście nie zapłaciliśmy ani grosza :mrgreen:
SPIRITUS FLAT UBI VULT


bociann2
400
Posty: 434
Rejestracja: wtorek, 26 kwie 2011, 11:59
Krótko o sobie: Jestem okropnym człowiekiem, tak mi kiedyś mawiali.
Ulubiony Alkohol: Piwa
Status Alkoholowy: Student Bimbrologii
Lokalizacja: Jedyna taka w Polsce...
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: bociann2 » niedziela, 2 sie 2020, 06:50

Migawka 2
Wrocław. Przebiegam z kumplem na czerwonym świetle przez ulicę koło placu PKWN. Spieszymy się na zajęcia. Skądś wyłania się szczyl w niebieskim mundurku(pewnie odrabiał wojsko) i haczy nas o dokumenty. Wiem, że kumpel nerwowy i pyskaty, to mówię do niego po cichu: spoko, ja to załatwię.
Podajemy mylycjantowi legitymacje studenckie, on je otwiera, gotowy do przepisania ich do notesu i rzuca tekstem:
-Taa, studiujemy, co?
Kumpel na to( nie zdążyłem go zahamować):
- Tak, ale tylko my dwaj.
Po stówie mandatu na twarz i do widzenia. A mogło być tak pięknie...


bociann2
400
Posty: 434
Rejestracja: wtorek, 26 kwie 2011, 11:59
Krótko o sobie: Jestem okropnym człowiekiem, tak mi kiedyś mawiali.
Ulubiony Alkohol: Piwa
Status Alkoholowy: Student Bimbrologii
Lokalizacja: Jedyna taka w Polsce...
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: bociann2 » niedziela, 2 sie 2020, 08:49

@Radius
Fajne. Ja mialem wtedy 17 lat i byłem za młody do woja, ale zawsze żal mi było tych chłopaków, pilnujących na siarczystym mrozie i śniegu po kolana poczty w mojej O. Ludzie z okolicznych budynków przynosili im cieplą herbatę i ciasto, żeby nie pomarli na tym mrozie. Pierwszy i w sumie jedyny raz widziałem żołnierzy w kożuchach.

Awatar użytkownika

radius
6000
Posty: 6226
Rejestracja: sobota, 23 paź 2010, 15:20
Krótko o sobie: Jestem fajnym człowiekiem:)
Ulubiony Alkohol: Swój własny
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Lokalizacja: Polska południowa
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: radius » niedziela, 2 sie 2020, 10:12

No, to opowiem jak mając 18 lat, pojechaliśmy z kolegami pod namiot nad morze. Nie pamiętam już w jakiej to było miejscowości, bo co kilka dni przemieszczaliśmy się z miejsca na miejsce, ale pewnego razu zatrzymał nas patrol i pierwsze pytanie było o dokumenty. Oczywiście przy sobie nie mieliśmy, więc spisywanie danych wyglądało tak;
- Nazwisko!
- Pisz (tak się nazywał jeden z kolegów :D ).
- Co mam pisać?
- No, nazwisko.
- Jakie?
- Pisz.
I po tym "wyznaniu", najpierw były po dwie pały na nogi a dopiero później wyjaśnianie nieporozumienia :mrgreen:
Fajne to były czasy :crazy:
SPIRITUS FLAT UBI VULT


Wojtek5
250
Posty: 280
Rejestracja: sobota, 21 wrz 2019, 17:39
Krótko o sobie: Jestem fajnym człowiekiem:)
Lokalizacja: Mazowsze, centralna wieś
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: Wojtek5 » niedziela, 2 sie 2020, 12:25

To może pamiętacie zatłoczone pociągi w okresie urlopów letnich rodziców a Naszych wakacji. Pamiętam jak w połowie lat 80 jechaliśmy kilka razy nad morze i mimo wykupionych miejscówek w pociągu na Centralnym wsiadało się oknem - do dziś pamiętam jak ojciec mnie nim wepchnął do przedziału. Miałem wtedy może z 8 lat. Gdzie w rzędach siedzeń w przedziale powinny siedzieć 3/4 osoby w zależności od klasy, a siedziało ich 10-12 po jednej stronie, po drugiej tyle samo i jeszcze w pełni zagospodarowane miejsce stojące pomiędzy siedzeniami. Ludzie w korytarzach upchnięci jak sardynki. Pamiętam jako dziecko gdzie całą podróż z Warszawy do Koszalina przesiedziałem na zagłówku wciśniętym pod półki na bagaże - tak tym oddzielającym głowy - w pierwszej klasie były to szerokie zagłówki, a na końcu podróży ściągał mnie z niego jakiś facet bo nie byłem w stanie się ruszyć. Teraz takie coś byłoby nie do pomyślenia, ale wtedy każdy się cieszył że jedzie. Pamiętam też jak z matką i siostrą jechaliśmy w kiblu w wagonie i to była dobra miejscówka bo przestrzeń mieliśmy całą dla siebie - był taki tłok, że nawet nie było jak dość do przedziału w którym i tak nie byłoby już miejsca.
Ostatnio zmieniony niedziela, 2 sie 2020, 13:01 przez Wojtek5, łącznie zmieniany 3 razy.


Autor tematu
rozrywek
2000
Posty: 2195
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: rozrywek » niedziela, 2 sie 2020, 13:36

A ja za trzepanie dywanu po 22 zarobiłem i to ostro. Ja młodszy od was trochę ale świetnie do tej pory pamiętam te przemówienie pana w ciemnych okularach. Kanały telewizyjne były dwa.
A w dzień święta wojska Polskiego wręczaliśmy tym szeregowym fajki. Najtańsze sporty czy popularne.
Ja z miasta które było pierwszą stolicą Polski po wojnie. 10 dni tylko ale zawsze.
Jak na wariata tynkowali tył gmachu pkwn.
I ponastawiali betonowych pomników.

A za co największy wpierdziel dostałem? Ja wam muszę opowiedzieć od początku:
Pochód pierwszomajowy. To była bzdura dopiero. Popierdzielona propaganda. A ja byłem w klasie sportowej. W szkole extra mielony ale nie o tym.
I idziemy na biało czerwono ubrani a od trenera dostalìśmy te hulahop koła. I polecenie aby przechodząc obok trybun podnieść te koła do góry. A ja to zmieniłem oczywiście jako że niby trener kazał. Mamy te koła rzucić w ich stronę. I jedno z tych kół trafiło prosto w pysk jednego aparatczyka z Kw.
A mojego kolegę z klasy Gierek pogłaskał po głowie jak przybył na oddanie 10-cio tysięcznego mieszkania, wyłysiał potem. Nie Gierek, kolega.
Się działo.
Radius a ja mam kumpla co nazywa się Pisz. Ten to miał przesrane. Jak go spisywali. Nazwisko? Pisz. Obywatelu nie jesteśmy na ty nie tykajcie. W ogóle cała forma liczby mnogiej i bezosobowej...Towarzyszu.
Dobra zmiana w inną stronę.
Kto teraz jeździ pod namiot? Która dziewczynka gra w gumę czy klasy.
A który chłopczyk gra w bacę? Zbiera kapsle czy pogra w kapsle. Woskiem zalewane.
A i coś takiego jak trzepak i fikołki na nim.
A teraz to chodzą i zbierają pokemony gówniarze. Na srajfonie.
Zbieranie makulatury też było niezłe. Nazbierać i do skupu. Bo dawali płytę Oddziału Zamkniętego.

I dowcip z życia: zatrzymuje patrol dwóch łepków. Nazwiska: Wilk i Zając. Gdzie mieszkacie? W Lesie. Wpierdol dostali i się okazało że Las to wioska obok Żywca.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

mtx
1300
Posty: 1310
Rejestracja: poniedziałek, 2 sty 2012, 02:50
Krótko o sobie: Po prostu robie co lubie i lubie to co robie
Ulubiony Alkohol: Whiskey
Status Alkoholowy: Producent Domowy
Lokalizacja: Władysławowo woj.pomorskie
Kontakt:
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: mtx » niedziela, 2 sie 2020, 13:36

Wojtek5 pisze:Teraz takie coś byłoby nie do pomyślenia, ale wtedy każdy się cieszył że jedzie.

No to patrz, i to ledwie 10lat temu ;)



Wojtek5
250
Posty: 280
Rejestracja: sobota, 21 wrz 2019, 17:39
Krótko o sobie: Jestem fajnym człowiekiem:)
Lokalizacja: Mazowsze, centralna wieś
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: Wojtek5 » niedziela, 2 sie 2020, 13:53

Kurcze, niemal jak wspomnienia z tamtych lat, ale wydaje mi się, że to i tak mało jak w tamtych latach, choć nie mam osobistego porównania, bo ostatni raz na wczasy jechałem pociągiem chyba w 96 roku, potem już tylko lepsze lub gorsze autko


Krychu35
10
Posty: 10
Rejestracja: środa, 15 lip 2015, 15:21
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: Krychu35 » niedziela, 2 sie 2020, 14:37

Witam.
Ja pamiętam jak co środę, kiedy do szkoły szedłem na 10 chodziłem pod garaż sklepowy i stałem w kolejce z workiem butelek.
Różne różniste, ponieważ wszystkie brali. Miałem tego bardzo dużo bo ojciec pracował w PGR-ach i zbierał co wypili.


Wojtek5
250
Posty: 280
Rejestracja: sobota, 21 wrz 2019, 17:39
Krótko o sobie: Jestem fajnym człowiekiem:)
Lokalizacja: Mazowsze, centralna wieś
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: Wojtek5 » niedziela, 2 sie 2020, 16:43

Z tymi butelkami to była jazda :) Pamiętam jak szedłem z rowerem obwieszonym siatami z butelkami na kierownicy, bagażniku i plecaku na plecach by je sprzedać w skupie. Butelki, mniejsze, większe, słoiki - masz racje wszystko brali. Byłem wtedy w czwartej klasie, a w kolejce raz spotkałem swoją nauczycielkę od matematyki - jakoś wtedy nikt się tego nie wstydził, było to całkiem normalne. Teraz mówią o ekologi, surowcach wtórnych, ale skupu nie ma, a jak są to tak powszechne i ogólnodostępne, że ze świeczką w ręku szukać


Drupi
700
Posty: 721
Rejestracja: poniedziałek, 19 sty 2015, 20:36
Krótko o sobie: Na ile moge to pomagam ludziom.
Lokalizacja: Centralna Polska
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: Drupi » niedziela, 2 sie 2020, 17:01

Wtedy miałem malucha, zardzewiał i trzeba było robić blacharkę całych boków. Wyczekałem się aż będzie dostawa i wysłałem matkę żeby pojechała autobusem 25 km i autobusem mi przywiozła elementy. Odebrała cały bok malucha i szła już po ciemku przez park bo stacja była obok parku. Bała się jak nie wiem, bo tam byli różne zbiry. Idzie a za plecami słyszy : " patrz jaka odważna, ta baba gdzieś po ciemku rozbroiła samochód". :D
Ostatnio zmieniony niedziela, 2 sie 2020, 17:09 przez Drupi, łącznie zmieniany 1 raz.
I like noble drinks.


Autor tematu
rozrywek
2000
Posty: 2195
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: rozrywek » niedziela, 2 sie 2020, 17:25

Pociągiem to się objeździłem w życiu mnóstwo. I to samego przodu jako małolat bo mieszkałem przy torach i mnie zabierali maszyniści w trasę. I wrzucałem szuflą węgiel do paszczy ciuchci. A w wolnych chwilach na tory podkładanie pod szyny podkładki i pięciozłotówki.

Co jeszcze z pociągami związane? Parowozownia. Stamtąd braliśmy takie rurki szklane, idealnie pasowały średnicą do jarzębiny.
Tym to się idealnie pluło w okna moherom. Tylko czekaliśmy jak umyje okno a potem puf puf puf.
A skupy butelek to było coś. Zarabialiśmy kawałkiem czegoś ściągając te obrączki z butelek. Na co? Na lody Calipso. Takie w kostkach sprzedawane. Zawsze na skupie była meta. Na każdym.
Wrócę do Jarzębiny na chwilę. Takie coś jak kieszonkowe. Mama mi daje. Widać że nie ma, masz synku kup sobie loda Włoskiego. Nie chcę jedziemy z chłopakami pozrywamy jarzębiny i sprzedamy na skupie. Albo co inne skupują teraz. I wróciłem z bochenkiem chleba, kostką sera i jakimś drobnym prezentem dla mamy.

A co do absurdów. Moja mama pracowała jako główna księgowa w zakładach obuwia.
Te same partie butów szły do ruskich po 50zł i wracały tym samym wagonem po ile?
1300zł.
My w weźmiemy od was tabor węgla a w zamian przyślecie nam 20 wagonów. Stali.
Puk sie gda budiec slonce.
Od nas wpierdziel dostawał każdy kto miał stopnie z ruskiego powyżej 3.
To była hańba. Cdn.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............


Krychu35
10
Posty: 10
Rejestracja: środa, 15 lip 2015, 15:21
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: Krychu35 » niedziela, 2 sie 2020, 18:38

Pamiętam jeszcze jak nie było szklanek w domu ani w sklepach.
Piło się wtedy z musztardówki z grubym dnem A mama z ciotką dwa razy do roku jechały do huty szkła po zapas.

Co do mamy to nigdy nie zapomnę jak dostałem wpierw...l za wzięcie 100 czerwonej z portmonetki.
Przyjechał wóz objazdowy na wioskę, taki jak stały na odpustach, jarmarkach z różnymi faktami do wygrania na kole.
Jaki to byłem gość jak stałem i prawie wszystkie losy rzutki itp. wykupowałem. Za tą stawka wygrałem tylko taki metalowy pstryczek i wtedy pojawiła się ona.
Moja mama z policyjnym pasem, który ojciec dostał od szwagra milicjanta.
Do domu miałem 200 metrów i całe 200 mama trzymając mnie za rękę lała gdzie popadło.
Od tamtego czasu nie biorę nic co nie moje.
Ostatnio zmieniony niedziela, 2 sie 2020, 18:54 przez manowar, łącznie zmieniany 1 raz.


Autor tematu
rozrywek
2000
Posty: 2195
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: rozrywek » poniedziałek, 3 sie 2020, 09:22

Pół litra jako środek płatniczy. To było to.
Albo stanie nocami dla kogoś w kolejce po telewizor.
Absurdem było kupienie bananów. Do sklepu z książeczką zdrowia i zaświadczeniem że masz krzywicę.
Kartki żywnościowe, i wymiana sąsiedzka. Ja ci dam kartkę na papierosy a ty mi na cukier czy mięso.
I stanie w kolejkach nie wiedząc czy coś kupisz.
A tysiące ton wszystkiego zalegało w magazynach. Mięso, cukier cokolwiek.
U mnie były dwa wielkie zakłady. Obuwia i 5 tyś pracowników i cementownia gdzie było 10tyś.
Ani butów ani cementu nie dało się kupić. To gdzie to wszystko szło?
Najlepsza robota w Prl to kierownik sklepu typu społem i nocny cieć na budowie.
A specjalne sklepy były. Jak pan Winnicki z Alternatyw 4. Pełna lodówka.

Obok Jaworzna jest jeziorko główne ujęcie wody dla Bielska Białej. Teren zamknięty. I tam był ru...nik dla władz z KC. Jak tam przyjeżdzali chlać i sie zabawiać to dzień wcześniej wpuszcano tonami pstrągi aby sobie dziady połowili. Ech. Jeszcze tych opowieści się trochę znajdzie. Cdn...
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............

Awatar użytkownika

Skir
300
Posty: 307
Rejestracja: poniedziałek, 15 lip 2019, 07:38
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: Skir » poniedziałek, 3 sie 2020, 13:52

W absurdach zabraknąć nie może oczywiście WYKOPEK! Na początku było nawet śmiesznie, jakiś papieros za przyczepą, a póxniej wino owocowe. Ale w szkole średniej zaczęło mnie to wqrwiać. Deszcz, zimno, a my mamy zapierniczać jak w ruskim kołchozie, bo szkoła dostanie jakąś kasę, a belfer worek pyrów. I w dodatku miałem wspomagać naszą PeeReLowski kołchoz. No to bunt. W drugiej klasie sprawowanie obniżone do prawie najniższego. W trzeciej, ze względu na ilość nieusprawiedliwionych "enek" i tak miałbym prawie naganne, czy jak tam to się wtedy zwało, to załatwiliśmy zwolnienia lekarskie, ze względu na ... chory kręgosłup. Dyrektor też się postawił i stwierdził, że jak nie możemy dźwigać worki, to będziemy sprzątać przed szkołą. Tylko raz sprzątaliśmy, bo cała szkoła w oknach przyglądała się wygłupom dość specyficznych siedmiu debili (w długich włosach, z kolorowym postawionym, łysych), którzy "walczyli" o papierek, pozdrawiali ("sprzątający pozdrawiają uczących się"), gonili się z miotłami itp. Potem dyrektor stwierdził, że to nie był dobry pomysł i coś innego wymyślił, ale nie pamiętam już co, bo znów nie udało mi się przez jakiś czas trafiać do szkoły.
Ostatnio zmieniony poniedziałek, 3 sie 2020, 13:53 przez Skir, łącznie zmieniany 2 razy.
I love the smell of bimber in the morning.


Autor tematu
rozrywek
2000
Posty: 2195
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: rozrywek » poniedziałek, 3 sie 2020, 15:21

Skir mam wrażenie jakbym z tobą do klasy chodził. Byłem i nieklasykowany za wagary nawet.
U mnie były wycieczki do lasu i sadzenie drzewek. To uważaliśmy za dobre i fajne.
Ale grabienie liści w parku za darmochę to już nie. Wykopek u nas nie było. Tak grabiliśmy aby sobie nagrabić.
Akcja społeczna. Albo malowanie siatki wokół szkoły. Na lekcji wf. A kto się zbuntuje to 5 okrążeń wokół szkoly. Szkoła wielka 4 boiska.
W życiu tak zabiegany nie byłem. Te gnojki bo ja byłem w klasie sportowej to mieliśmy trochę inny grafik i więcej lekcjii wf specjalnie nas tak planowali. Niedoczekanie wasze.

A wysmarowanie tablicy szkolnej smalcem. Nic się na tym pisać nie dało. To były czasy.
A jeszcze co. Rakietkami do badmintona zbijaliśmy chrabąszcze wieczorem obok szkoły. I co? I pełny słoik taki ze 2L wylądował w klasie rozbity. Wcześniej potelepane aby je pobudzić. Jak te dziewczyny piszczały.

Lekcja muzyki: ja na cymłbałkach mam coś zagrać. To zagrałem i zaśpiewałem:
"Na chuj nam swoboda ruskiego naroda, gdy nie ma co palić i nie ma co pić.
Niech Lenin i Stalin polecą się walić.

Topienie marzanny stylizowanej na jaruzela to było coś. W dzień wagarowicza oczywiście.
Prl mimo zrytego systemu i propagandy miał urok.
A jeszcze co. Narysowanie na lekcji plastyki dupy z uszami z podpisem Urban.
Cdn...
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............


Autor tematu
rozrywek
2000
Posty: 2195
Rejestracja: niedziela, 25 kwie 2010, 08:02
Krótko o sobie: lubię cos sposocić, a potem to wypić( w doborowym towarzystwie)
Ulubiony Alkohol: Chivas Regal, dobra psotka, czasem mineralka gazowana
Status Alkoholowy: Amator Domowych Trunków
Załączniki
Re: Absurdy i piękności Prl. Wspomnień czas

Postautor: rozrywek » środa, 5 sie 2020, 14:15

Nie może zabraknąć tutaj absurdu o którym chciałem napisać sam czyli o obowiązkowych zagrychach. Ale niechcący wynalazłem taką perełkę i nie ma co jej zmienać. Wklejam opowieść:

Zimne nóżki, sałatka warzywna, śledź w śmietanie albo koreczki serowe. Czasem wystarczała kromka chleba, albo pół jajka na twardo. Nikt nie określił, czym ma być zakąska do podawanego w lokalach PRL alkoholu. I nikt nie określił, do jakiej ilości alkoholu jaka obowiązuje zagrycha. Wiadomo tylko, że musiała być, bo tak stanowił przepis.

Władza próbowała trzeźwić coraz bardziej trunkowy naród i wymyśliła, że na pusty żołądek łatwiej się urżnąć, więc niech naród przymusowo pogryza, jeśli chce pić. A jak zakąska zuboży kieszeń konsumenta, to na wódę zostanie mniej i obywatel trzeźwiejszy opuści lokal. Obywatele radzili sobie jakoś z przeciwnościami losu.

Łeb karpia przechodni

Z marchewką w pysku. Klientowi pić się chciało, nie jeść, a już na pewno nie rybie łby, więc zamawiało się 50 g wódki i rybi łeb na zagrychę. Jedno i drugie szło w rachunek, wódka do gardła, łeb wracał do lady chłodniczej i przepisom stawało się zadość. I czekał na następne 50 g, zamówionych przez klienta. Długo nie czekał, a w godzinach szczytu to klient musiał czekać na łeb, bo napić chcieli się wszyscy, a łeb był tylko jeden. Co bardziej pazerny klient wyżerał ze łba marchewkę, ale łba nie ruszył nikt. Taka konsumencka solidarność lat 80.

W Hotelu "Rzeszów", po którym zostały czułe wspomnienia wdzięcznych klientów, zagrycha do wódki też była, bo być musiała. Restaurację i tak otwierano dopiero o godz. 13., więc nikt tu nie łamał zakazu sprzedaży alkoholu przed ustawowym czasem, ale kawiarnia działała od godzin przedpołudniowych.

- Kto znał kierownika sali, a kierownik jego, nie miał problemu z "klinem" - zapewnia były kelner byłej legendy rzeszowskiej gastronomii. - A jak miał, to szedł po sąsiedzku do peweksu i za pół dolara kupował pół litra. Potem to już było za dolara. I mógł łyknąć w hotelowym pokoju.

Stół obfitości i biedy

Nasz rozmówca pamięta czasy, kiedy w ramach obowiązkowej zagrychy do setki podawano golonkę.

- Jak zaopatrzeniowiec hotelowy przesadził z zamówieniem, to trzeba było towar "wypchnąć", zanim się zepsuł, więc golonkę przymusowo dodawano do alkoholu - opowiada. - Była taka chwila, że dostaliśmy mnóstwo kawioru, nikt tego nie chciał jeść, bo drogie. To pakowało się łyżeczkę tego na pół gotowanego jajka i była zagrycha do każdej pięćdziesiątki wódki.

Tatary często szły do wódki, bo ich termin przydatności do spożycia był krótki, wypchnąć trzeba było. Nawet, jak ktoś nienawidził tatara, a chciał się napić, to musiał zamówić znienawidzoną potrawę.
Róg obfitości pokazał dno w latach siedemdziesiątych: kartki na cukier, potem kartki na mięso i niemal wszystko inne. Na alkohole też i wtedy naród poczuł dramat sytuacji gospodarczej kraju. W restauracji hotelowej interes zamykano o siedemnastej, a i do tej pory klientela potrafiła opróżnić półki z butelkami. Bo tu bez kartek dawali. Dawno już skończyła się zagrycha na kawiorze, zaczęły się chude czasy, ale przepis o zakąsce do setki wciąż obowiązywał.

Galaretka drobiowa (słynne: "lorneta i meduza, proszę"), sałatka wielowarzywna i wielodniowa na ogół, nieśmiertelny śledź w śmietanie, albo jajko w majonezie. I bigos coraz bardziej jarski.

- Jakieś koreczki dawaliśmy na żółtym serze, drewnianych patyczków nie było, strugało się zapałki - wspomina pracownik Hotelu "Rzeszów". - W innych lokalach tak nie dbali o standard, więc czasem z koreczków wystawał łebek z siarką.

Potem było jeszcze gorzej: za zagrychę służył kawałek chleba z odrobiną masła, posypany jakimś zielskiem. W lepszych lokalach: kawałek chleba z twarożkiem. Czasem musiał wystarczyć barszcz solo w szklance, bo nic innego nie było.

Władza dba o trzeźwość narodu

Władza wydała nakaz zagrychy i oczekiwała respektu. W lokalach pojawiali się z niezapowiedziani pracownicy Państwowej Inspekcji Handlowej, siadali przy stoliku, konsumowali, badali, obserwowali.

- Można ich było wyczuć, starzy kelnerzy i szefowie sali zawsze ich wyczuwali - zapewnia pan Olek. - Siadał, nie szukał po menu, tylko od razu wiedział, czego chce, zachowywał się inaczej niż reszta klientów, na jedzenie się nie rzucał.

Czy obsługa dorzuca zakąskę do konsumpcji też badano. Czy obsługa odmawia się podawania alkoholu nietrzeźwym - też badali. Aż do przesady.

- Jednego popołudnia miałem takiego klienta, trochę złachany był, ale nie było czuć od niego, nie chwiał się, nie bełkotał, poprosił setkę, to mu podałem - opowiada były kelner.

- Dopadł do mnie taki przedstawiciel władzy ludowej, nakrzyczał, że pijanemu podaję, przepisy łamię, naganą straszył. Bo klient miał mocno czerwone oczy, pewnie pijany, takim nie wolno podawać. A klient - się okazało - spawaczem był, prosto po robocie przyszedł, oczy miał rzeczywiście czerwone, jak królik, od spawania.

W stanie wojennym do lokali zaglądały lotne brygady SB, ORMO i służb społecznych. - Zdarzało się, że pili "na legitymację", nawet zakąski się nie domagali - zdradza pan Olek.

W miarę, jak rozpadał się PRL, słabł nacisk władzy na przestrzegania rygorów sprzedaży wiązanej. Bo i zagrychy nie bardzo było z czego robić.

Wszyscy rżną wszystkich

Obsługa lokali rżnęła klientów, klienci obsługę, obsługa kontrolerów, a kontrolerzy... byli czujni. Czasem aż nazbyt.

- Zdarzało się, że czasem dolało się wody do piwa, ale to głupie było, bo jak PIH wykrył i sprawa trafiła do sądu, to nijak było się bronić - opowiada Stefan, który przez lata kelnerował w rzeszowskiej restauracji GS, dopóki nowa Polska jej nie wykończyła. - Lepiej było nie dolać wódki do kieliszka, z tego można się było wyłgać.

Szefowie restauracji jeździli do huty po specjalne kieliszki z grubym dnem. W takim wydawało się, że wódki jest ful, ale do pięćdziesięciu gram trochę brakowało. I z półlitrówki wychodziło dwanaście pięćdziesiątek, a nie dziesięć. Należność za dwie nadprogramowe szła do kieszeni obsługi.

- Stałym, dobrym klientom podpowiadaliśmy, żeby brali od razu pół litra w butelce - zdradza pan Stefan.
Za dużo szło wódy, kontrola czepiała się, że obsługa lokali rozpija naród i nie przestrzega ustawy o przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Za mało - kontrola czepiała się, że obsługa oszukuje państwo.

- Teoretycznie można było kupić alkohol w sklepie, w lokalu sprzedawać, jako restauracyjny i marża szła do kieszeni - tłumaczy pan Olek. - Mnie też raz przetrzepali służbową szafkę, czy nie trzymam w niej kupionej w sklepie wódki.

Czasem klienci zagrychę przynosili swoją, żeby się obsługa i kontrolerzy nie czepiali, że spożycie bez zakąski się odbywa.

- Dwóch panów przy stoliku siedziało, raz po raz zamawiali pięćdziesiątki, przed nimi kiełbasa na stole leżała, więc zakąska niby była - opowiada pan Olek. - Aż się krew polała. Jeden z gości kiełbasę miał w teczce pod stolikiem, sięgał pod blat, wyciągał pęto, ale tak, żeby nikt wokół nie widział. I trzymał. Drugi gość sięgał nożem pod blat i odcinał kawałek. Wszystko szło gładko, dopóki trzeźwi byli. W końcu ten drugi chlasnął pierwszego po palcach, że mało mu ich nie odciął. Sprawa się rypła, krew sikała, pogotowie, awantura.

Żadna kontrola nie była w stanie obliczyć, czy liczba zakąsek odpowiada ilości wypitego alkoholu. Dziesięć kolejek można było wypić pod dziesięć koreczków, albo pod jednego schabowego. Albo piętnaście pod golonkę. Pięć kolejek pod pięć sałatek wielowarzywnych, ale ile tego można zjeść? Toteż sałatki czasem wracały do kuchni, żeby na stoliku kolejnych gości pojawić się raz jeszcze. A potem może jeszcze raz u kolejnych pijących gości. I ta sama sałatka doliczana była kilka razy do rachunków.

- Te koreczki serowe czasem były tak umamlane przez kolejnych klientów, że z obrzydzeniem brało się toto do rąk, a co dopiero do ust - krzywi się pan Stefan.

Lewy interes na klientach klienci czasem sobie odbijali.

- Noże ginęły, widelce, serwetki, nawet talerze - mówi pan Stefan. - Codziennie wybierałem od szefa sali dziesięć zestawów sztućców, jak nie upilnowałem, to musiałem za nie płacić z własnej kieszeni.

Koniec komuny gastronomicznej

Zagrycha do wódki nie uchroniła narodu przed nadmiernym spożyciem alkoholu, więc w 1982 roku władza ludowo-wojskowa zarządziła, że sprzedawać i pić w lokalach można dopiero od godz. 13. Zakaz i tak nie miał sensu, bo naród z głupimi zakazami nauczył się sobie radzić.

- W monopolowym nie sprzedali przed trzynastą, ale w peweksie sprzedali - zapewnia pan Olek.

Nowa już władza zniosła zakaz na Andrzejki 1990 roku. Nakaz picia "pod zagrychę" sam umarł śmiercią naturalną nieco wcześniej, bo nikt nie określił, co to jest ta zagrycha i ile i czego trzeba zjeść.


Historia jest przepiękna dlatego wkleiłem całość. Miłej lektury.
pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............


Wróć do „Po Godzinach”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość