Problemy technologiczne związane z uzyskaniem dobrego zacieru: niewłaściwy przebieg fermentacji, zakażenia nastawów, klarowanie...
Awatar użytkownika

Autor tematu
Kucyk
1700
Posty: 1706
Rejestracja: wtorek, 7 paź 2008, 14:51
Krótko o sobie: Staram się odbierać świat z lekkim przymrużeniem oka ;)
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Załączniki
Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: Kucyk » piątek, 17 paź 2008, 07:05

Człowiek popełnia błędy. Człowiek uczy się na błędach. Sęk w tym, że tego pierwszego trzeba unikać, zaś co do drugiego, to najlepiej uczyć się na błędach cudzych.
Opiszę jak kilka razy spier... produkt, abyś mógł, drogi Bimbronauto, nie popełnić podobnego błędu w swojej produkcji. Wszystkich zachęcam do przedstawienia swoich porażek, jeśli takie nastąpiły. A może bimber nie wyszedł Ci i nie wiesz czemu? Napisz, fachowe Bimbrogrono na pewno spróbuje coś poradzić...!
أسامة بن لادن


koncentraty wina
Rabaty dla użytkowników forum AD w sklepie po podaniu loginu z forum!
Awatar użytkownika

Autor tematu
Kucyk
1700
Posty: 1706
Rejestracja: wtorek, 7 paź 2008, 14:51
Krótko o sobie: Staram się odbierać świat z lekkim przymrużeniem oka ;)
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: Kucyk » piątek, 17 paź 2008, 07:06

1. Smród zgniłych jaj.

Było to tak: kupiłem 50kg rodzynek, namoczyłem je we wrzącej wodzie, przez maszynę do mięsa przepuściłem i sru do balonów! Wszystko fermentowało fest 2 tygodnie, potem zaczęło się dofermentowanie i rodzyny opadły. Po ponad miesiącu do kotła zawartość gąsiorów poszła. Ciecz ściągałem rurką i grzałem bezpośrednio na gazie, osobno towar z dna - na łaźni wodnej. Oba bimbry, pomimo trzykrotnej destylacji śmierdziały zgniłym jajem, z różnicą, że ten z fusów zwalał smrodem z nóg. Efekt: wszystko do klopa poszło.
Przyczyna: DZIAD ze mnie!!! Zamiast po 2 tygodniach wszystko przecedzić i dofermentować tylko płyn, ja chciałem być chytry i zostawiłem fusy - bo jeszcze może coś tam sfermentuje i będzie 3 krople więcej gorzały. Fusy były bardzo rozdrobnione maszyną (DZIAD po raz drugi – będą drobniejsze, to „lepiej” oddadzą dobroć którą kryją - myślałem) więc się na dnie zbiły i zaszła w nich fermentacja. Tylko nie alkoholowa, a gnilna, stąd ten siarkowodór!!!
Rada: jak robisz zacier, to usuń farfocle możliwie szybko, gdy widzisz już, że pierwsza, najbardziej burzliwa, faza fermentacji się kończy i nie bądź dziadem, bo będziesz z taką samą miną jaką ja miałem lał spiryt do porcelanowego Mumina.

2. Smród zgniłych jajek bis.

Było to tak: drylowałem wiśnie, łapy już mi odmawiały współpracy, była późna noc, jutro do pracy trzeba wstać itp. Około 15 kg wiśni zostało w worku plasticzanym. Na drugi dzień się nie chciało drylować, na trzeci też. Mi się nie chciało, jednak Słońce ogrzewało czarny, zamknięty worek systematycznie. Czwartego dnia zajrzałem do worka, i poczułem, że jednak wisienki gniją. Barwa co poniektórych stała się brązowa. Ale ja stwierdziłem, że na zacier się nadają, więc wsypałem je jak były do balonu, wraz z wodą, cukrem i drożdżami. Fermentowało to miesiąc i po destylacji towar do sracza wylałem, bo cuchną zgnilizną. Cukier, gaz i robota poszła w kanał.
Przyczyna: NIERÓB ze mnie!! Po pierwsze, nie wydrylowałem wiśni, bo mi się nie chciało. Po drugie mogłem je do lodówy schować, a nie w worze na słońcu zostawiać. Po trzecie, jak były zgniłe, to przebrać je mogłem, albo wypieprzyć na kompost (DZIAD się odezwał). Po czwarte, jakbym je zmiażdżył przed wrzuceniem do balonu, to może by jeszcze jakoś fermentacja wstrzymała gnicie, a tak, to po miesiącu w balonie pływały brązowe owoce, po których nie było widać, że są naruszone fermentacją, zaś kolor nawiązywał do aromatu, jaki wydawały, znaczy woni zdrowej, świeżej kupy.
Rada: Z zacieru na np. gnijących jabłkach danych wraz ze ślimakami, nastawionego w zardzewiałej beczce po deszczówce, z utopionym szczurem w środku, destylowanego w kanistrze po ropie niestety nie otrzymasz, choćbyś się zesrał, dobrego produktu.
Staraj się, Bracie! Staraj się w swych działaniach być dokładny, czysty, staranny, słowem być PROFESJONALISTĄ! A przede wszystkim staraj się samego siebie nie oszukiwać, że owoce wcale nie są spleśniałe, że same się w zacierze rozpuszczą, że pojemnik jest prawie czysty itp.

3. Smród acetonu.

Było to tak: kupiłem 40kg suszonych moreli, namoczyłem je we wrzącej wodzie, przez maszynę do mięsa przepuściłem i sru do balonów! Wszystko fermentowało wyjątkowo opornie 2 tygodnie. I drożdże dodawałem, i pożywkę, i cukier, i kwasek, i witaminę B, i grzałem, i przytulałem, i... itd. Ciągle zacier byle jak pracował. Po destylacji raz, drugi i trzeci produkt walił acetonem tak, że nic nie pomogło i znów kibel maił balangę. Po kilku miesiącach doszedłem co było przyczyną...
Przyczyna: DUREŃ ze mnie!! Suszone owoce wyprodukowane były w jakimś Iraku, czy Iranie, nie pamiętam już dokładnie gdzie, w każdym razie w jednym z tych wesołych państw, gdzie jest gorąco i dzieci na ulicach wybuchają. Termin ważności chyba ze 2 lata.
Zadałem sobie pytanie, czy zwykłe suszone np. nasze jabłka przetrwały by 40 stopniowe upały i wilgotność jak w saunie, transport przez tysiące kilometrów, dwa lata leżenia na ladzie sklepowej itp.?
Tak, wytrzymały by, gdyby wprowadzić do ich komórek 50% chemicznych konserwantów! Te owoce to była istna tablica Mendelejewa, stąd ta słaba fermentacja. Drożdże chorując zamieniały cukier na aceton i tyle.
Rada: sprawdź i przemyśl z czego robisz, jeśli to są owoce utrwalone przez suszenie.
أسامة بن لادن


mima
700
Posty: 716
Rejestracja: wtorek, 23 wrz 2008, 22:21
Kontakt:
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: mima » wtorek, 18 lis 2008, 10:06

I tak drogi kolego - powiedziałeś nam głośno :krzycze: .

Jeżeli dodajecie rodzynek do nastawu, koniecznie dobrze, je
wcześniej umyjcie w gorącej wodzie. Najlepiej kilkakrotnie.
Co ja czynie. Nie zawsze bo ostatnio mnie przymuliło i zapomniałem.
Ale u mnie zacier długo nie pracuje, 2 tyg. to rekord świata.

I mamy chyba też odp. dlaczego trzeba ryż też dobrze przepłukać.
Użytkownik zbanowany od 09.VII.2009r.


Adept999
30
Posty: 49
Rejestracja: środa, 3 wrz 2008, 20:32
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: Adept999 » środa, 26 lis 2008, 21:31

Witam kolegów.
Mój zacier trzyma rodzyny już ponad tydzień i nadal nie opadają. Nie wiem czy ich nie wyłowić żeby oszczędzić sobie kłopotów opisanych powyżej. Co o tym sądzicie?
Praktykuję sztukę bimbrownictwa ;)


mima
700
Posty: 716
Rejestracja: wtorek, 23 wrz 2008, 22:21
Kontakt:
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: mima » środa, 26 lis 2008, 22:30

Rodzynki Ci nigdy nie utoną. Jeżeli chcesz coś zrobić to możesz je porozgniatać, nawet rękami. A wyjmj je dopiero za tydzień.
Na pewno nie zgniją, zapewniam Cię. ;)
Użytkownik zbanowany od 09.VII.2009r.


Adept999
30
Posty: 49
Rejestracja: środa, 3 wrz 2008, 20:32
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: Adept999 » czwartek, 27 lis 2008, 22:42

Dobrze, tak zrobie, dzięki :) . Chyba pobije Twój rekord świata... ;)
Praktykuję sztukę bimbrownictwa ;)

Awatar użytkownika

Autor tematu
Kucyk
1700
Posty: 1706
Rejestracja: wtorek, 7 paź 2008, 14:51
Krótko o sobie: Staram się odbierać świat z lekkim przymrużeniem oka ;)
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: Kucyk » sobota, 29 lis 2008, 14:27

Opisane powyżej przypadki gnicia zacieru dotyczyły rodzynów rozdrobnionych przez maszynkę do mięsa, które utonęły i utworzyły na dnie zwartą warstwę w której miało miejsce gnicie, a nie fermentacja alkoholowa. Co pływa, nie jest nadgniłe, się na dnie nie zbija, jest Twoim przyjacielem (pod warunkiem, że zawiera cukier, bądź aromat dobry)! Spokojnie można rodzynki trzymać do końca fermentacji burzliwej. Później należy cały materiał stały odcedzić, gdyż nic więcej z niego się nie uzyska...

A później kociołek i :pije: :D
أسامة بن لادن

Awatar użytkownika

Autor tematu
Kucyk
1700
Posty: 1706
Rejestracja: wtorek, 7 paź 2008, 14:51
Krótko o sobie: Staram się odbierać świat z lekkim przymrużeniem oka ;)
Status Alkoholowy: Starszy Dziobomocznik
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: Kucyk » sobota, 29 lis 2008, 14:30

A teraz opowiem Szanownym Bimbernautom, jak spieprzyłem towar winkiem...

Dwa lata temu kupiłem, zafascynowany oczywiście reklamami, wino o trudnej nazwie Baujolais Nouveu. Okazało się, że ten zachwalany francuski sikacz, to po prostu obrzydliwa alpaga. Nie dało rady wypić. W międzyczasie dojrzał mi zacier rewizyjny, tzn. powstały ze składników uzyskanych w wyniku rewizji spiżarni. Nie było jego dużo, może ze 12 litrów, lecz zapach był wyjątkowo zachęcający: wiśniowe i truskawkowe konfitury pięknie ze sobą współgrały. Przed destylacją coś mnie podkusiło i chlupnąłem to Baujolais do całości. I na tym się skończyło, że destylat, pomimo trzykrotnej destylacji, tak walił tym wińskiem, że w żaden sposób nie można było go smakować :womit: . Tradycyjnie, bez zmrużenia klapy, łyknął go porcelanowy Mumin w łazience...
Morał z tego taki: nie bądź dziad, jak coś śmierdzi i ma wolty, których Ci szkoda, to spraw aby kibel wypił tym „Twoje zdrowie”.
Bo jeśli będziesz chytry i postąpisz jak ja, to stracisz duuużo więcej. Jedna łyżka dziegciu zepsuje smak beczki miodu. Co śmierdzi i po destylacji śmierdzieć będzie...

Pozdrówko dla wszystkich psotników. Janusz
أسامة بن لادن


djprezes
50
Posty: 63
Rejestracja: sobota, 3 sty 2009, 18:33
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: djprezes » sobota, 3 sty 2009, 18:38

Witam,

jestem nowy w temacie, aczkolwiek mam juz kilka eksperymentow za soba. Mam problem ze smrodem siarkowodoru. Mieszam cukier z woda (z kranu przegotowana) dodaje drozdze i zatykam 'rurka z woda'. I co sie dzieje.... nie mija 30min i otwieram a tam smrod siarkowodoru! W czym problem?

pozdr
Przemek

Awatar użytkownika

Calyx
1050
Posty: 1057
Rejestracja: środa, 26 lis 2008, 18:47
Krótko o sobie: Hobbysta :)
Ulubiony Alkohol: kazdy z polki "zrob to sam"
Status Alkoholowy: Gorzelnik
Lokalizacja: Las nad Pilica
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: Calyx » sobota, 3 sty 2009, 22:53

Chyba cos nie do konca tak.
W procesie fermentacji produktem ubocznym jest CO2 czyli dwutlenek wegla.
Nie musi on byc mily w zapachu ale na pewno nie jest to siarkowodor.
Ten problem moze wystepowac dopiero w procesie psocenia a rada na to jest
katalizator z miedzi, ktory nie przepusci smrodkow do psoconego trunku.

Przytocze taka anegdote z browarow piwnych.
Jak wiadomo, ciekawscy calego procesu organizowali "wycieczki"
w celu unaocznienia procesu powstawania piwa.
Jedna z zabaw piwowarow bylo otwieranie kadzi fermentacyjnej
i zaproszenie dam do zajrzenia do srodka.
Zapach i CO2 przyprawialy damy o omdlenia natychmiastowe :D :D :D
a ekipa piwowarow az kucala z radosci.
Moze i prosta rozrywka ale baba nakrywajaca sie nogami
(zwlaszcza w dlugiej kiecce) to musial byc zabawny widok :D

Przemyslawie, pozwol zakonczyc drozdzom proces fermentacji
a pozniej "zagraj na organkach" :D
Brac psotnicza potwierdzi, ze powinno byc OK

Pozdr. Calyx
Kiedy fikam, to jestem grafikiem, kiedy psocę, to jestem psotnikiem :)


djprezes
50
Posty: 63
Rejestracja: sobota, 3 sty 2009, 18:33
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: djprezes » czwartek, 8 sty 2009, 14:43

Witam ponownie.

No i niestety nie jestem zadowolony. Zaznacze na poczatku ze mam tego 60 litrow (gotowego zacieru) z tego przedestylowalem 10 litrow. Jak smierdzialo tak smierdzi. Destylat takze. Nie jest to zapach drozdzy. Siarkowodor... no moze nie do konca, ale ku niemu bym sie najpewniej skladnial - no zbukiem jedzie... Da sie to jakos uratowac?
Jaka przyczyna?

djprezes


longink1
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: longink1 » czwartek, 8 sty 2009, 17:24

Szanowni Koledzy, nie zawinił zacier, tylko sposób destylacji. Jeśli na pot stilu to napewno za ostre grzanie, a w następstwie zarzucanie zacieru do chłodnicy. Jeśli na kolumnie to nie ustabilizowanie tejże, a zatem nie zgranie grzania z refluksem.
Z każdego zacieru, przy prawidłowej destylacji i rektyfikacji uzyskuje się dobry bezzapachowy destylat.
Stosowanie różnych dodatków takich jak; rodzynki, daktyle, przecier pomidorowy, itp.trzeba rozumieć jako pożywki dla drożdży, chyba że w założeniu mamy uzyskanie określonej wódki smakowej, a nie zawsze uzyskamy oczekiwany smak. Lepiej jest zrobić dobry destylat, a następnie z niego wódkę smakową lub czystą.
Wyjątkiem są wódki smakowe owocowe np. śliwowica, calwados itp.
Pozdrawiam.
Ostatnio zmieniony sobota, 10 sty 2009, 12:48 przez longink1, łącznie zmieniany 1 raz.


djprezes
50
Posty: 63
Rejestracja: sobota, 3 sty 2009, 18:33
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: djprezes » czwartek, 8 sty 2009, 18:42

Hm, z destylacja wszystko bylo ok, mam 100% szklana aparature i dokladnie widze co sie dzieje, wszystko przebieglo nadwyraz spokojnie.

Zacier smierdzi juz sam w sobie. Produkt po destylacji ma ten sam zapach tylko mniej skoncentrowany (na wierzchu alkohol, a w tle ten smrodek).

Nie uzywalem zadnych rodzynek, zadnych przecierow pomidorowych, no nic tylko woda, cukier i drozdze. Przy drugim eksperymentalnym nastawie, w 5l baniaczku szklanym, ten zapach bylo czuc juz po pol godziny od nastawienia. Osobiscie obstawiam na wode, ew. na drozdze, chociaz z nimi to malo prawdopodobne. Uzywalem drozdzy alkotec 48h.


pozdr
djprezes



PS. Prawdopodobnie jutro bede probowal destylowac ponownie.

Awatar użytkownika

Calyx
1050
Posty: 1057
Rejestracja: środa, 26 lis 2008, 18:47
Krótko o sobie: Hobbysta :)
Ulubiony Alkohol: kazdy z polki "zrob to sam"
Status Alkoholowy: Gorzelnik
Lokalizacja: Las nad Pilica
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: Calyx » czwartek, 8 sty 2009, 19:56

djprezes pisze:...Osobiscie obstawiam na wode, ew. na drozdze, chociaz z nimi to malo prawdopodobne. Uzywalem drozdzy alkotec 48h...[...]...Prawdopodobnie jutro bede probowal destylowac ponownie.


Moze byc tak jak Sam odpowiedziales. Nikt autorytatywnie nie stwierdzil, ze winne
jest to, czy to. Moze byc woda. Moga byc tez drozdze.
Zakwaszanie nastawow kwasem siarkowym, tez moze zakonczyc sie
taka przykra wtopa.
Alkotec 48 to kombinacja drozdzy z pozywka o jakims tam skladzie. Mozliwe, ze ona odpowiada za zapach zgnilych jajec.
Jedyne co wiadomo, to za taki efekt odpowiadaja zwiazki siarki (SO2)
tworzace sie w nastawie podczas fermentacji.
Znajomy chemik twierdzi, ze nawet Ph nastawu moze odpowiadac
za takie pojawienie sie zapachow.
Katalizatorem jest miedz, przez ktora przechodza wstepnie pary podczas psocenia.
Nie zaawsze jednak taki sposob mozna zastosowac.
Druga destylacja bedzie rozwiazaniem, tyle ze pierwsza psote nalezy poddac
oczyszczaniu. Mozna nasypac do niej wegla aktywowanego i pozniej
wpuscic drugi raz w rurki, lub przeprowadzic czyszczenie chemia.
Perhydrol lub nadmanganian potasu oraz soda oczyszczona.
Po takich dzialaniach drugie psocenie powinno rozwiazac Twoj problem.

Pozdrawiam
Calyx
Kiedy fikam, to jestem grafikiem, kiedy psocę, to jestem psotnikiem :)


djprezes
50
Posty: 63
Rejestracja: sobota, 3 sty 2009, 18:33
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: djprezes » wtorek, 13 sty 2009, 15:49

Hip hip hurra!!!


Udało się, filtr z węgla działa niezawodnie. Może przy okazji się pochwale jak go zbudowałem. Użyłem dwumetrowej rurki 40mm z PCV, którą pociąłem na części, oraz kolanek 90st. Całość złożyłem w kształcie litery N (no prawie). Rurka która ma swoje ujście w dole, została zaślepiona przedziurawionym korkiem z PCV. Na gorze natomiast zamontowałem zbiornik z miski połączony z rurka za pomocą specjalnej złaczki. Warto dodać ze rurka połączona ze zbiornikiem jest dłuższa o około 20cm od pozostałych, dzięki temu, na zasadzie naczyń połączonych, filtrowana ciecz przepływa najpierw w dół, potem w górę i potem znów w dół. Filtr ma długość efektywna około 230cm (uwzględniając długość kolanek). Wypełniona oczywiście węglem aktywnym. Całość ma wysokość ok 130cm razem z miska-zbiornikiem. Taka forma miniaturyzacji ;)


pozdrawiam
djprezes


longink1
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: longink1 » niedziela, 25 sty 2009, 15:54

Witam, przekonałeś się zapewne Kolego że po prawidłowej destylacji i filtracji, destylat pozbawiony jest "zapachów". Jako ciekawostkę podam że w okresie powojennym, powszechnie stosowano jako pożywkę pomiot ptasi, śmierdział zacier niemiłosiernie, ale wóda nie śmierdziała.
Pozdrawiam longink1.

Awatar użytkownika

demon1122
50
Posty: 74
Rejestracja: poniedziałek, 12 sty 2009, 11:49
Krótko o sobie: Jak mam czas to siedzę i myślę a jak nie mam czasu to tylko siedzę.
Ulubiony Alkohol: od niedawna własny
Status Alkoholowy: Popijacz Okazyjny
Lokalizacja: śląskie, dawniej częstochowskie
Kontakt:
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: demon1122 » poniedziałek, 9 lut 2009, 12:57

Chciałbym dołączyć się do dyskusji, gdyż mam za sobą swój pierwszy raz i niestety efekt jest dalece niezadowalający. Destylat śmierdzi nieludzko, niby drożdżami ale nie tylko, jest jeszcze jakiś zapach w gatunku zepsutych jaj. Nie wiem czy będzie jakikolwiek efekt po wpuszczeniu tego po prostu jeszcze raz w rurki po rozcieńczeniu wodą, czy konieczne jest użycie węgla, a jeśli tak to gdzie taki węgiel aktywowany się kupuje, widziałem coś takiego w sklepie zoologicznym do akwariów ale nie wiem czy to o taki węgiel chodzi.
pozdrawiam
"...trzeba jeszcze dobry przepis znać, żeby skutek był"


longink1
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: longink1 » poniedziałek, 9 lut 2009, 13:07

Witam, aby udzielić Ci dobrej odpowiedzi musisz podać jakim sprzętem to robiłeś, a co do zakupu węgla, to poświęć Kolego trochę czasu, poczytaj, tu na forum wszystko jest.
Pozdrawiam longink1.


bogdan
500
Posty: 509
Rejestracja: sobota, 31 sty 2009, 13:44
Krótko o sobie: Jestem dziadkiem lecz nie dziadem
Ulubiony Alkohol: Ten którego jeszcze nie wypiłem
Status Alkoholowy: Gorzelnik
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: bogdan » poniedziałek, 9 lut 2009, 21:10

A mnie zacier cukrowy już trzeci tydzień pracuje, z tym że pierwszy tydzień było mu zimno bo 18 st.C. w drugim tygodniu temp. podniosłem do 23 st. Dzisiaj ma 25 st. i jest to jego 16 dzień.
Według mnie ładnie pachnie i co, miałbym już zlewać znad osadu?
Nastawiony na drożdżach gorzelnianych Red coś tam chyba Ethanol. Próbowałem smakowo, jest jeszcze słodki, ale moc już też się czuje, no i ładnie pracuje. :hmm:


pozdrawiam Bogdan

Awatar użytkownika

Calyx
1050
Posty: 1057
Rejestracja: środa, 26 lis 2008, 18:47
Krótko o sobie: Hobbysta :)
Ulubiony Alkohol: kazdy z polki "zrob to sam"
Status Alkoholowy: Gorzelnik
Lokalizacja: Las nad Pilica
Załączniki
Re: Tajemnica śmierdzącego samogonu.

Postautor: Calyx » poniedziałek, 9 lut 2009, 22:32

demon1122 pisze:...jest jeszcze jakiś zapach w gatunku zepsutych jaj. Nie wiem czy będzie jakikolwiek efekt po wpuszczeniu tego po prostu jeszcze raz w rurki po rozcieńczeniu wodą...[]...gdzie taki węgiel aktywowany się kupuje, widziałem coś takiego w sklepie zoologicznym...[]...czy to o taki węgiel chodzi.


Nie znam orkiestry, z ktorej pierwsza psotna symfonia kapie z zapachem
i smakiem zadowalajacym. Puszczona przez filtr weglowy to juz cos
zupelnie innego :) Spsocenie powtorne (wskazane) i przefiltrowanie to juz mmm...
Odczekanie konkretnego czasu dla czystej psoty lub ulozenie jej
ze smakiem i kolorem debiny TAK!!! O to wlasnie chodzi
Im wiecej psot, tym efekty lepsze, bo doswiadczenie robi swoje.
To specyficzne hobby, wciaga. Jak ktos wpadnie, to do konca.

Acha, wegiel z zoologicznego sie nie nadaje. Hgw co to za granulat.
Poszukaj tematow o weglu na forum (jest ci ich dostatek)
i looknil w http://www.jolajola1.net/activus_c./
(nie mam z ta firma nic wspolnego, po prostu czasem kupuje tam wegiel)
Zreszta na Allegro rowniez zakupisz odpowiedni.

Pozdr. Calyx
Kiedy fikam, to jestem grafikiem, kiedy psocę, to jestem psotnikiem :)


Wróć do „Problemy zacierowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość