Wskaźnik zawartości alkoholu z termometremGłównymi elementami miernika są: probówka, pływak z odpowiednio naniesioną skalą od 0 do 95 % objętości alkoholu oraz termometr do badania temperatury cieczy, umieszczony na stałe wewnątrz pływaka. Urządzenia te skalowane są w temperaturze 20 - 21°C.
Cena: 11,99 zł
Witam. Niedawno temu rozmawiając z pewnym starym bimbrownikiem (nie był to niestety Jakub Wędrowycz) wspomniał że pił kiedyś wytwór nawet z żołędzi. Zastanowiło mnie to i zacząłem szperać i wyszło tak że po wyługowaniu w celu usunięcia tanin nadają się do spożycia i zawierają ponad 50% węglowodanów (niestety przy okazji i dużo tłuszczy). Podejrzewam że zbyt smaczne to to nie jest za to surowiec darmowy . Rozmowa była krótka więc nie dowiedziałem się w jaki sposób żołędzie przygotowano do tego aby drożdże je zjadły. Macie jakieś pomysły?
Ja mam pomysł taki że z osobą którą rozmawiałeś w czasach jego świetności i dobie apolikaptycznego kryzysu, pędziło się bimber z starej ściery, cuchnącego ziemniaka i landrynek wyciągniętych z babcinej szuflady. W czasach obecnych możliwości są inne
Ale nie namawiam do złego, eksperymentować trzeba, gdyby nie próbowanie to byśmy dalej w jaskiniach siedzieli.
______________________________________________________________________ pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............
Wpis jest czysto teoretyczny nie poparty żadnym doświadczeniem osobistym.
Na wszystko co zawiera węglowodany możemy napuścić drożdże. Tak od dziesiątków lat robi się w gorzelniach całego świata. Jeżeli są to cukry złożone to należy je najpierw solidnie pogotować (ziemniaki, kasztany, żołędzie, banany, zboża, kukurydzę, buraki, warzywa, odpady z młynów, piekarni, nasiona chwastów, pieczywo w dowolnym stanie spleśnienia i co tam jeszcze Bozia dała a jedzą ludzie lub zwierzęta a zawiera węglowodany). W drugim ruchu zadajemy enzymy np. słód w ilości ok. 15%, enzymy kupione na allegro lub sadzamy bezzębna staruszkę i każemy jej to przeżuwać (Afryka). Ruch trzeci to zadanie drożdży. Dalej znamy. Dla zainteresowanych wspomnę tylko, ze w USA istnieją fabryki przerabiające wszelkie trawy, trzciny i odpadki produkcji potartacznej na spirytus. Kto chce niech wierzy, że tylko do samochodów. W takich wytwórniach na początku produkcji na wspomniane odpadki napuszcza się bakterie przerabiające bardzo złożone cukry na cukry prostsze a dalej proste.
Każdy Polak pijący wódkę na sto procent zaliczył nieświadomie w swojej "karierze" wódkę kasztanową, żołędziową, z nasion chwastów, zgniłych warzyw, zepsutego chleba - taką produkcję przewidują i prowadziły gorzelnie. Sam jako dziecko sprzedawałem zbierane workami kasztany.
Z Kolegą ZdroweNalewki, z racji takiej że jest dostęp do dużych ilości surowca w postaci czerstwego pieczywa, kombinowaliśmy niedawno czy nie spróbować przerabiać jakiegoś "suchego chleba dla kunia" na chleb nasz powszedni. Tylko ciągle pozostaje zagadką technologia, a dokładniej jej parametry - czasy i temperatury zacierania, rodzaj enzymów, etc. Czy może ktoś ma jakieś doświadczenia? Pamiętajmy: Każdy wie - wódka lepsza od chleba. Pytasz się "czemu?" - bo gryźć nie trzeba!
______________________________________________________________________ أسامة بن لادن
Słyszałem kiedyś od jednego (również starszego) producenta, że w czasie stanu wojennego (początek lat 80) zamiast cukru (obejmowała go wtedy reglamentacja) używał landrynek, mimo że cukierki też były „na kartki” ten gość miał do nich łatwiejszy dostęp. Wydaje się to logiczne w końcu landrynki to głównie cukier z niewielkim dodatkiem barwnika i aromatu. O ile dobrze przypominam sobie tą rozmowę (ok. 8 lat temu) to ów pan wspominał, że stosował nawet landrynki o smaku miętowym. Podobno produkt końcowy miał miętowy posmak (powtarzam podobno, bo sam nie miałem okazji spróbować). Nie wiem na ile ta opowieść była prawdziwa a ile z tego można włożyć między bajki.
Pozdrawiam.
______________________________________________________________________ doctis omnia casta
No tak, było można cokolwiek użyć, z tego co opowiada tata kisili przeróżne rzeczy, chociażby wino z pomidorów, a jako mały bajtel, ukradkiem spróbowałem psotę robiona z ostrężnic. Do dzisiaj się z takim typem psoty nie spotkałem, może już porostu wszyscy przeszli na łatwiznę bo jest dostęp do wszystkiego co dusza zapragnie. A kolego arek.d1 spróbuj rozpuścić landrynki bezpośrednio w spirytusie, ja tak robię z cukierkami lodowymi, wychodzi super.
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników