Mam 4kg słodu Pilzneńskiego i padła decyzja żeby zrobić na nim coś wysoce wyskokowego... Planowałem do fermentacji użyc drożdży bayanus... Ale nie mam pojęcia jak przygodować słód:
1. czy powinienem go gotować, robiąc w odpowiednich temperaturach przerwy tak jak w produkcji piwa, czy też zacierac w jednej temperaturze?
2. czy po gotowaniu można zacier filtrować (do piwa zawsze filtruje na niemal klarowy, Blg wynosi wtedy ok 12)
Ta reklama jest widoczna tylko dla niezalogowanych użytkowników forum. Zaloguj
Drożdże T Vodka Star T Vodka Star używany jest specjalny rodzaj drożdży, który zmniejsza ilość niepożądanych produktów fermentacji. Otrzymany alkohol jest łagodny i delikatny w smaku, bez nieprzyjemnych zapachów.
Cena: 9,20 zł
Promocja: 8,99 zł
Beczułka szklana 0,75 l z 4 kieliszkami Beczułki wykonane z grubego, dekoracyjnie oplecionego szkła. Zaopatrzone w kranik u swojej podstawy. Idealnie nadają się na prezent lub stół biesiadny.
Cena: 69,00 zł
Ponieważ ma wyjść "niepiwo" to najważniejsza jest przerwa scukrzająca odpowiedzialna za ilość cukrów, które da się wyciągnąć ze słodu. Gotuj (tzn. przetrzymuj w temp. 62-66 st C) to w 12-15 litrach wody, potem przefiltruj do osobnego pojemnika, a następnie przepłucz młóto żeby wyciągnąć resztki cukrów (najlepiej 2-3 litry gorącej wody).
Po ostygnięciu zmierz Blg. Jeśli potrzeba dodaj cukru, aby osiągnąć przynajmniej 18 Blg. Możesz zadać nastaw Bayanusami, ale one dociągają do 13-14 %. Bardziej wskazane byłyby mocniejsze drożdże Coobra, Alcotec, Spiritferm, itp.
Pozdrawiam
Jan Okowita
______________________________________________________________________ Drożdże najlepszym przyjacielem człowieka.
JanOkowita dzięki. W tym momencie mam tylko bayanusy - ale z tego co mówią, one powinny dociągnąć do 16%. Pytanko jeszcze jedno - jak jest z dosładzaniem cukrem? Nie ma to negatywnego wpływu na smak? Chciałbym uzyskać coś o lepszym aromacie, niż trunki pite kiedyś wykradzione od sąsiada z piwnicy (nie wiem co on dokładnie robił, ale walnięcie większego łyka dla każdego kończyło się odruchem odwrotnym do połykania. )
Wysładzaj (czyli przemywaj wodą młóto) aż będzie lecieć 4-5BLG. Bayanusy nie dochodzą do 16%, chyba, że w idealnych warunkach- nie w zacierach. Z takiego zacieru uzyskasz oś na wzór whisky, warto się pobawić. Z 4kg słodu będzie z 16-18l zacieru, co da ze 3l whisky. Dosładzać można, idealnie by było ekstraktem słodowym...
______________________________________________________________________ Zwykle jest tak, że im bardziej wóda śmierdzi drożdżami, pogonami i syfem, tym bardziej producent zasłania się "tradycją" albo "dziadkiem bimbrownikiem"...
Zygmunt dzięki... czyli podobnie jak w browarowych sprawach - ekstrakt lepszy;). No na stronie na której kupowałem pisało że do 16% - zapewne faktycznie podają maksimum ile udało się uzyskac...
Coś na kształt whisky - to byłby ideał... jednak cudów na moim sprzęcie się nie spodziewam... Na tą chwilę działam na prymitywnym sprzęcie - zacier podgrzewam w szklanej butli 5l, potem deflagmator ze szklanymi rurkami, to następnie silikonowym przewodem do destylatora (chłodnicy) szklanej... Ale jeśli moderator pozwoli w tym wątku, to zapytam - czy warto to rozbudowywać, czy lepiej w coś nowego inwestować? planowałem jeszcze dokupić filtr węglowy, bo destylaty z wina ryżowego i jeszcze jakiegoś innego są z mocnym posmakiem (tylko to po jednokrotnej destylacji).
dzięki pozdrawiam
Posty scalone- proszę używać opcji "edytuj" (po prawej stronie postu na dole, ikonka z kartką i ołówkiem).
Dobra - jeszcze jedno pytanko . Robiąc piwa, podstawową zasadą była czystość (sterylność). Czy tutaj to też jest ważne? czytałem że destylować można niemal wszystko - również i spleśniałe... Wolałbym tego uniknąć. Czy przefiltrowany zacier mam przed zadaniem drożdży zagotować? czy poprostu schłodzić i zadać drożdże?
W piwie nie ma tego problemu, bo brzeczkę po wysładzaniu jeszcze gotujemy do chmielenia- tutaj tego nie ma, ale to nie znaczy, że trzeba całość gotować. Przecież nie będziesz tego wysładzał w oborze, tylko w domu, który aż tak brudny nie jest- nic się nie stanie. Nie wpadajmy w paranoję, moszczów owocowych nikt nie gotuje:)
______________________________________________________________________ Zwykle jest tak, że im bardziej wóda śmierdzi drożdżami, pogonami i syfem, tym bardziej producent zasłania się "tradycją" albo "dziadkiem bimbrownikiem"...
Zygmunt - kurcze troche panikuje . Dzisiaj chciałem zadać drożdże - podnosze pokrywe a tam niezły smrodzik... wali troche jakby skisło - odważnie spróbowałem - smakuje słodko... na powierzchni zrobiła się piana, wygląda jakby dzikusy rozpoczęły fermentację.
Teraz pytanko - wrzucać tam bayanusy, czy może lepiej przegotować i dopiero po schłodzeniu wtedy? czy jeszcze lepiej wylać to w kibel?
Coś widzę swoją pierwszą porażkę . Czekam na odpowiedź.
Wrzuć drożdże, jeżeli do jutra ładnie nie wystartuje to przegotuj i syp grzyby drugi raz.
______________________________________________________________________ Zwykle jest tak, że im bardziej wóda śmierdzi drożdżami, pogonami i syfem, tym bardziej producent zasłania się "tradycją" albo "dziadkiem bimbrownikiem"...
Swoją drogą, ciekawi mnie czy przypadkiem ten zapach nie jest normalnym zapachem . Na początku troche drażni... ale potem czuć trochę jakby gotowaną kukurydzę... no zobaczymy... napewno poinformuję o postępach .
Gotowa brzeczka ma bardzo charakterystyczny zapach, ale nie nazwałbym do drażniącym. Nie każdy go lubi stąd komuś może wydawać się dziwnym. Z kolei zapach kukurydzy to konsekwencja obecności DMS, związku chemicznego bardzo nielubianego przez piwowarów, a który przy zacieraniu słodu pilzneńskiego rodzi się w obfitości. Usunąć można go przez gotowanie brzeczki (zacieru) w odkrytym naczyniu przez powiedzmy 90 min, ale nie sądzę by w tym przypadku związek ten miał wpływ na końcowy smak produktu.
Co do samej destylacji, proponuję zrobić to klasycznie, podobnie jak robili to szkoci. Dwukrotna destylacja na pot-stillu, w tym pierwsza destylacja do zera, później rozcieńczenie wodą i druga destylacją już z odebraniem odpowiednich frakcji, czyli osobno przedgony (jakieś 15% całości destylatu), osobno serce, aż do momentu gdy pojawią się pogony. Tu trudno jednoznacznie postawić kreskę i określić kiedy trzeba przerwać odbieranie serca, wszystko zależy od tego jak bardzo lubimy posmaki pogonów w produkcie. Ja robiąc swoją 'whisky' odbierałem do 65%, resztę uznawałem za pogon.
Destylując zacier, spotkasz jeszcze jeden problem - obfite pienienie się. Zalewając kocioł do 50% objętości, grzejąc z mocą 600W piana przedostawała się do chłodnicy, dopiero przy 30% udało się tego uniknąć. Żeby było śmieszniej, destylując raz jeszcze to co uzyskałem przy destylacji w której piana dostawała się do chłodnicy, wciąż miałem problem z pienieniem się, choć znacznie mniejszy. Ale, miało to też swoją dobrą stronę, musiałem podzielić cały proces na kilka destylacji kolejnych porcji zacieru, więc odebrane w poprzedniej destylacji pogony dorzucałem do świeżego zacieru w kolejnym psoceniu, niemal dokładnie tak jak robi się w szkocji...
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników