Witam, mam pewien problem z winem z malin. Otóż wczoraj wieczorem nastawiłem do fermentacji dwie butelki wina 5L. Nastaw zajmuje około 3L ponieważ mam zamiar doda jeszcze cukier z wodą w dwóch porcjach.
Rano w jednej butli wino już "bulkało" w drugiej trochę wolniej. Wszystko było ładnie, ale właśnie zauważyłem, że w butelce w której drożdże pracowały intensywniej przez rurkę fermentacyjną zaczęła "kipiec" piana.
Nie wiem czy ktoś się już spotkał z takim czymś, ale proszę mi doradzić. Mam nadzieję, że w drugiej bańce nie będzie takich problemów.
Zawartość cukru wynosiła 19 bgl. Do każdej butli wlałem po 2.5l soku z malin i 0.5l wody z cukrem (400g cukru i 300 ml wody). Temperatura wynosi około 24 stopni Celsjusza w pokoju w którym fermentuje (kipiące wino wyniesione do chłodniejszego).
Proszę o pomoc i "diagnozę" problemu. To mój pierwszy nastaw i mam wrażenie że dodałem za dużo drożdży. Może mógłbym je trochę zahamować pirosiarczynem potasu?
Proszę o pomoc.
PS: To mój pierwszy post na forum. Więc witam wszystkich.
Ostatnio edytowano sobota, 3 wrz 2011, 13:32 przez Agneskate, łącznie edytowano 1 raz
Podziel wino na dwa pojemniki, w których będzie więcej miejsca. Burzliwa fermentacja skończy się za pare dni i wtedy problem zniknie. Pirosiarczyn to zły pomysł. Ile i jakich drożdży dodałeś?
______________________________________________________________________ Zwykle jest tak, że im bardziej wóda śmierdzi drożdżami, pogonami i syfem, tym bardziej producent zasłania się "tradycją" albo "dziadkiem bimbrownikiem"...
Witam, , czytam post i się tak zastanawiam co będzie z moim winem. Robiłem sok i z tego co zostało postanowiłem zrobić wino. Zalałem, więc całość wodą z cukrem i dodałem odrobinę drożdży gorzelnianych (nie pamiętam jakich ale z aktywatorem i tym białym proszkiem). Dodam, że jestem totalnie zielony w kwestii robienia soku, a co dopiero wina. Winko cały czas stoi na oknie i ma ciepło ja z nim ciągle rozmawiam i jest git. Problem polega na tym, że nie wiem czy ono w ogóle pracuje. Pod światło jak się przyjrzę (w trakcie naszej rozmowy), to widzę małe bąbelki. Wino mam zakryte szczelnie ścierką i na to worek foliowy z gumką. Najgorsze, że owoce pływają mi na górze i tylko niewielka część spadła na dół - tak ma być? Ostatnio ocknąłem się w nocy z przerażeniem pomyślałem, a co jeżeli całe wino przerobiło mi na ocet ? Skąd ja wezmę tyle galarety żeby to zjeść ?! Popędziłem do kuchni i odetkałem wieczko. Pociągnąłem trochę przez rurkę i okazało się, że jest całkiem fajne, lekko słodkie i lekko alkoholowe, więc chyba drożdże pracują. Co wy o tym wszystkim sądzicie ?
Maliny wypływają, tworząc taki dość zbity kożuch. Przez pare pierwszych dnia warto codziennie ten kożuch zamoczyć, przez pomajtanie fermentorem. Wszystko się wymiesza i będzie git. Po paru dniach owoce trzeba wyjąć, bo wino przejdzie "mysim" posmakiem.
______________________________________________________________________ Zwykle jest tak, że im bardziej wóda śmierdzi drożdżami, pogonami i syfem, tym bardziej producent zasłania się "tradycją" albo "dziadkiem bimbrownikiem"...
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników