Teraz jest piątek, 25 maja 2012, 10:29

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 17 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Poezja psotna.
PostPostNapisane: czwartek, 30 paź 2008, 16:26 
Posty: 1037
Tematy: 112
zaloguj się aby zobaczyć avatar
95.6% zapożyczone od Juliana Tuwima, jako Jego prawie immiennik ośmieliłem się...

Stoi w podziemiach bimbrmotywa
Ciężka, ogromna, nic z niej nie spływa.
Stoi nie syczy, burczy nie sapie.
Coś z małej rurki do butli tu kapie.
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha
Jan Kucyk kima, wcale nie słucha...
Buch – jak gorąco!
Uch – jak gorąco!
Jan Kucyk kima wciąż, na siedząco...
Już ledwo stoi, burczy i zipie,
Palacz w nią węgla wcale nie sypie
Bo pod nią palnik propan-but’owy
Taki żeliwny, taboretowy.
Wagonów żadnych nie doczepiali.
Jest tylko dekiel z żelaza, stali,
Przyśrubowany by nie wywalił.
Z domem piwnicy aby nie spalił
Zacieru troszkę bulgocze jeszcze
Jan Kucyk kima – aż biorą dreszcze!
Nie ma tam ludzi, krów ani koni,
Jest tylko Kucyk i bimber goni.
Lecz śpi.

Na jednej ścianie z zacierem półki
Fermentowanym z razowej bułki.
Na drugiej butle i z wódzią balon
Niżej nalewki na śliwkach galon.
Pod półką myszka spogląda z dala,
Siedzi, spogląda i ser wpierdala.
A tych półeczek jest ze czterdzieści
Sam nie wiem co się tam kurwa mieści.
Lecz choćby przyszło czterdziestu chłopa.
Każdy pól litra z Jankiem wyżłopał
I każdy ćwiartką dał strzemiennego,
Nie podołają, tyle tam tego!
Nagle – brzdęk!
Nagle jęk!
Najpierw,
Powoli,
Jak,
Byk,
Ociężale,
Drgnął ciężki dekiel,
Po śrubach ospale.
Szarpnęło bojlerem, nakrętki zawyły,
(A Bogu dziękować, że tak cienkie były!)
Jak coś nie gruchnie i świśnie coś z prawa
Odjebał dekiel, to nie zabawa.
Uniósł się dekiel, przyśpiesza biegu,
Uderzył w sufit – tam w samym brzegu.
Odbił się, zmiażdżył ser małej myszy.
Tu przebudzenie! Jan Kucyk słyszy.
Zerwał się z krzesła, oczom nie w i e r z y.
Baniak z kolumną pod stołem, leży.
Taboret-palnik w ósemkę zgięty,
Zaś butle i cały towar nietknięty.
Dwa dni zostało do dnia, soboty
Musi się Janek chwytać roboty.
Musi napędzić bimbru galony
W sobotę będzie ubaw szalony.
Przyjedzie taki Juliusz z Australii
Jan przyobiecał pić wódkę z balii.
I dudni Jan, stuka, łomoce i pędzi.
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to... (przepraszam!)
Znów gładko tak, lekko tak struga tu cieknie
Jan Kucyk już nigdy w zły sen nie ucieknie.
Uważnie i pilnie nadzoru nie szczędzi
Bo nadzór konieczny gdy bimber się pędzi.
W podziemiach; to kap to, to, kap to, to kap to,
To kap to,
To kap.

Wierszyk dedykuję pewnemu Kucykowi z poczuciem humoru, sprytem intelektualnym i z tajemną wiedzą.

Juliusz (ale głównie Tuwim)

______________________________________________________________________
Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.


Góra
   
 

 Tytuł: POEZJA BIMBROWNICZA - DUŻO HUMORU I UŚMIECHU
PostPostNapisane: piątek, 7 lis 2008, 09:38 
Posty: 1713
Tematy: 73
zaloguj się aby zobaczyć avatar
Skoro zostałem upoważniony do popełnienia żartu o Tobie, Juliuszu, zatem nie wypada nie skorzystać z tej możliwości!.. ;)

Motto:
...i dudni, i stuka, łomoce i PĘDZI... (proszę zwrócić uwagę na ostatnie słowo, czy nie wydaje się Wam znajome?)

Wierszyk dedykowany J

Stoi w piwnicy palnik gazowy
Nie jest niezwykły, rzekł bym – typowy.
Wąż już do niego jest podłączony,
Kran też w pobliżu, a z drugiej strony
Zlew, co za chwilę pójdzie w zawody
Z litrami ciepłej, chłodniczej wody.
Na palnik Juliusz kega ustawia.
Trochę jest krzywo - poziom poprawia.
Keg stoi, czeka – nic się nie dzieje,
Czeka, aż Juliusz zacier weń wleje.
Stoi i czeka na zacier który
Juliusz upuści z gumowej rury.
Lecz z tym zacierem draka nie licha -
Wcięło gdzieś rurę i teraz kicha!
Jest późno w nocy, zmęczone oczy
Błądzą po półkach – czym tu przetoczyć?
Nagle koncepcja wpada do głowy
- Użyję wężyk, ten akwariowy!
Cienki jak piczka, litrów 30
Może w godzinę jakoś się zmieści.
Jak czas umilić? - To sprawa prosta!
Trzeba na forum napisać posta!
Kucyk coś podpadł mojej osobie -
Co by nie fikał, wiersza wyskrobię!

Juliusz wiersz pisze „Bimbromotywa”,
Zacier w tym czasie do wiadra spływa.

Mija godzina i druga płynie,
Jeszcze pięć litrów niech ino spłynie.
Wreszcie jest koniec - wiadro po brzegi,
Czas zatem towar przelać do kegi!
Jak on to zrobił to tajemnica,
Że sucha cała jego piwnica,
Gdyż z wiadra lejąc chlapie się srodze
I potem zacier jest na podłodze.
Lecz - Juliusz - fachman, nie jakaś ciota,
U niego zawsze czysta robota!

Złącze kolumny już zakręcone,
Węże podpięte, testy zrobione.
Chłodnica główna zalana wodą
(Inaczej trzeba liczyć ze szkodą,
Bo puścić wodę na szkło gorące -
Będzie z chłodnicy szkiełek tysiące!)
Koniec pierdołów, grzanie włączone!
Juliusz w tym czasie poszedł na stronę,
Bo wie to każdy – przy destylacji
Trza być przy kotle – nie w ubikacji!!!

Minęły chyba kwadranse trzy,
Nagle coś w kotle tam się ru-szy.
Coś tam bulgocze, drży cała beka.
To na to każdy Bimbrownik czeka!
Proces zaczęty, odwrotu nie ma.
Świat nie istnieje, problemom - sie ma!

Nagle świst!
Nagle gwizd!
Para buch!
Zacier w ruch!

Najpierw powoli, jak żółw, ociężale,
Ruszyły opary w kolumnę ospale.
Szarpnęły metanol i ciągną z mozołem
Aceton, ketony i fuzle po społem.
I wyżej, i mocniej rozgrzewa się rura
I odczyt ze szczytu – jest temperatura!
Już zacier się ruszył, powstaje ciśnienie,
Nagrzewa się z wolna i jej wypełnienie.
Aldehyd, glicerol cuzamen z fenolem
Zwilżają zmywaki. Korekta zaworem!
Odcięcie refluksu, już wylot otwarty.
I koniec zabawy, nie czas tu na żarty.
Tu zaraz się zaczną procesy skraplania,
Kto się na nich nie zna, ten niech za psem gania!
Spocone zmywaki opary wzmacniają
Podgrzane od dołu wnet woltarz oddają,
I pędzą w kolumnie opary do góry
Stęknęły chłodnice, przewody i rury.
Przepływy w obiegach już się wyrównały,
I w kegu powstaje już szumek niemały,
I krople pomału po ściankach spływają,
I znowu przez złącze się w kocioł dostają,
Ściekają po ścianach nagrzanej kolumny...
A Juliusz nie rusza nic, stoi dumny.

Bo sam on to cudo zmontował ze stali
Co mądrzy kwasówką ją kiedyś nazwali.
I wielka kolumna dosięga sufitu,
I Juliusz nie kryje swego zachwytu,
Bo kształt, wielkość, wygląd jest tak zawodowy
Że widać że powstał nie z pustej on głowy!

Tu z boku chłodnica z refluksu jest kranem,
I skraplacz wewnętrzny, zaś wszystko wspawane
Tak, jak się należy i nie ma tu lipy!
Niech w sracz się schowają te zawiędłe cipy,
Te, które po lasach gdzieś w beczkach po ropie
Robią tę truciznę co później lud żłopie!
A tuż za chłodnicą jest osprzęt kosmiczny:
To ten areometr jest dynamiczny,
Co go sam Pan Qba opisał w tym dziale
Jak sprzęcior usprawnić, tak aby wspaniale
Można by ułatwiać regulowanie
Tego, co zwie się „bimberku skraplanie”!
Odczyt jest prosty, zalet jest wiele.
Nie ma liczenia, pracy niewiele
Jak spada woltarz – ratio zwiększamy
I znowu spiryt stężony mamy!

Aparatura dostatnia, wielka,
Nagle z wylotu spływa kropelka!
Już pierwsze krople chłodnica kapie
Juliusz je w kubek nierdzewny łapie
I sru, do zlewu, wstrętny metylu!
Strułeś na świecie ludzi już tylu,
Że cię z radością teraz wyleje!
A już z chłodnicy ciurkiem się leje!
Pierwsze sto gramów niech się zmarnuje
Dam je zlewowi – niech się raduje!
Lecz pora przerwać te dywagacje -
Rozpoczynają się regulacje.
Refluks zwiększony, odczyt, pomiary.
Już 90 procent jest! Stary,
Cóż za ambrozja! Powiem Wam lepiej,
Że równie dobrej nie kupisz w sklepie!

W tym właśnie sens jest, i daję głowę,
ZAWSZE najlepsze - trunki domowe!
I czy to Polska, czy też Australia
Niema jak bimbru dobrego balia!!!
Niech ją wypełnia nektar po brzegi,
Syczą chłodnice, bulgoczą kegi!
Zaś Brać Bimbrowa na świecie całym
Niech produkuje zacne kordiały.

Zaś Juliuszowi, duszy mej bratniej,
(życzę):
- Niech Ci się zawór ratio nie zatnie,
- Chłodnica zawsze schłodzi skropliny,
- Niech Cię przez 100 lat nie znajdą gliny,
- Zaś dobre drożdże, boś chłop wspaniały,
Sztamę do końca z Tobą trzymały!

Hehehehehehe!

______________________________________________________________________
Obrazek أسامة بن لادن


Ostatnio edytowano poniedziałek, 1 gru 2008, 15:22 przez Kucyk, łącznie edytowano 1 raz

Góra
   
 
3
 Tytuł: Re: Bimbromotywa - dedykowane Kucykowi.
PostPostNapisane: piątek, 6 lut 2009, 12:09 
Posty: 716
Tematy: 20
Jak miło się czyta, wiersze kucyka
a bimbrem buzię, często zatyka.
Wypijmy więc jeszcze, za jego zdrowie
Niech bajkę nam jeszcze, jedną opowie.

My takich bajek chętnie słuchamy,
jak dobry bimber wlewamy do balii.
Bimber ten w balii, zawsze jest czysty
robiąc go przecież - słuchamy artysty.

Artyści różne miewają imiona,
Dziś jest to Juliusz, jutro Iwona
Pojutrze Kucyk, czy inna ksywa,
a ich instrument, BIMBROMOTYWA.

Nie mam już czasu, klecić tu wierszy,
bo odbiór gonu, leci mi pierwszy
a gony wiadomo, są najważniejsze
bimber trza robić - To najcenniejsze!

,,,,,,,,,,, ;) :freak: :D ,,,,,,,,,,,,,,, Ciąg dalszy - może nastąpi?

Dedykuję tutaj, skromne te zwrotki
tym - co bimberek, miewają słodki.
A pióro rownież, nie od parady
i tym, -co zawsze, dawają rady!


JULIUSZOWI, KUCYKOWI, CALYXOWI I QUBIE

______________________________________________________________________
Użytkownik zbanowany od 09.VII.2009r.


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Poezja psotna.
PostPostNapisane: wtorek, 3 lis 2009, 23:19 
Posty: 1713
Tematy: 73
zaloguj się aby zobaczyć avatar
- Kiedy jest czas destylacji nie urządza się libacji.
- Handel bimbrem? Nie, mój stary! Tak robią tylko fujary.
- Wtedy czuje człek że żyje, jeśli dobry bimber pije.
- Czy to refluks, czy szybkowar, ważne by szedł dobry towar!

______________________________________________________________________
Obrazek أسامة بن لادن


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Poezja psotna.
PostPostNapisane: czwartek, 5 lis 2009, 00:02 
Posty: 86
Tematy: 6
To i może moja mała próbka poezji bimbrowniczej

Miasto Warszawa – dzielnica Wola
Kiedyś tu była pełna swawola
Tu pito bimber, palono lulki
Bo nie mieszkały tu żadne chujki

Dziś nikt tu wódki dobrej nie psoci
W bramach, pod sklepem stoją idioci
Co wciąż kupują wódkę sklepową
Wstrętną, trującą i bardzo drogą

Aż w końcu przybył z innej dzielnicy
Młodzian co zacier wstawił w piwnicy
Co kupił bojler oraz sprzęt cały
I chce wypsocić wolskie kordiały

W fermentatorach dziś śliwki stoją
Co dużo soku puścić się boją
I choć wśród drożdży chowają lica
To wkrótce będzie z nich śliwowica

Już sprzęt złożony odwrotu nie ma
Pędzenie bimbru to nie jest ściema
Zacier w bojlerze grzałka włączona
Dobrze, że nie wie sąsiada żona

Cztery godziny trwał proces cały
Kropla po kropli śliwki skapały
Więc destylacja druga zaczęta
Bo już niedługo nadejdą święta

I tak psociła się śliwowica
Że zapełniła się ma piwnica
I owocowe wolskie kordiały
Powszechny podziw kumpli wzbudzały

______________________________________________________________________
http://www.tanie-pijanie.blogspot.com - moje przygody alkoholowe ZAPRASZAM


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Poezja psotna.
PostPostNapisane: sobota, 7 lis 2009, 16:57 
Posty: 1037
Tematy: 112
zaloguj się aby zobaczyć avatar
Wola to najpiękniejsza dzielnica Warszawy. Stwierdzenie to nie podlega żednej dyskysji bo tam się urodziłem, na Woli w marcu 1951 roku stało się to co mogło się stać - najważniejsze zjawisko w Warszawie, urodzenie się Juliusza (choć w tym dniu nie było jeszcze wiadomo, że pojawia się Juliusz).

Wynika z tego, żę śliwa jest moim znakiem 'pędniaku'. Dziękim kolegom za to objawienie bo teraz będę zwracał szczególną uwagę na śliwę.

Juliusz

______________________________________________________________________
Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Poezja psotna.
PostPostNapisane: sobota, 7 lis 2009, 17:26 
Posty: 2839
Tematy: 60
zaloguj się aby zobaczyć avatar
Nie dorównuje Wam talentem, ale też spróbowałem:

W mieście Lublinie razu pewnego
kega ktoś wyjął prawie pełnego
w garażu ustawił cegiełki równo
na cegłach keg, pod kegiem próchno.
Ogień rozpalił- stwierdził, że zimny!
Głowi się chłop co by tu zrobić?
Butlę "el-pe-gie" więc przysposobił...

Grzeje, rozgrzewa kega swojego,
w chłodnicy skrapla się na całego.
Lecą kropelki, kapią równiutko,
oj, chyba trochę śmierdzi tu wódką!

Facet przy kegu trochę zaspany,
spokojny sen nie był mu dany!
O bimbrze myślał już od wieczora
taka już, kruca, gorzelnicza dola...

Kilka godzin szybko minęło,
facet rozbudził się na całego,
trzy litry poszły już do butelek,
chyba czas sprzątać w garażu bajzelek!

Wszyscy znajomi bardzo ciekawi,
co Zygmunt dzisiaj w garażu wyprawił?
Podobno wódka wyszła mu przednia,
czy to jest prawda, czy to jest brednia?

Oj, wszyscy rano zgodnie stwierdzili
-prawdziwą ambrozję przez wieczór pili
kaca żadnego, głowa nie boli,
nawet nikt słońca się dziś nie boi!

Tylko Zygmunt jakby przygasa...
Czyżby to kac był? Czy inna faza?
Nie, wszystko "wporzo", to szybko minie...
A Zygmunt to nie jego prawdziwe imię...

______________________________________________________________________

Zwykle jest tak, że im bardziej wóda śmierdzi drożdżami, pogonami i syfem, tym bardziej producent zasłania się "tradycją" albo "dziadkiem bimbrownikiem"...



Góra
   
 
 Tytuł: Re: Poezja psotna.
PostPostNapisane: niedziela, 8 lis 2009, 17:28 
Posty: 1713
Tematy: 73
zaloguj się aby zobaczyć avatar
- Nic Ci nie da wrażeń tylu, jak brykanie na pot still'u.

- Każdy pierś wypina dumnie, ten kto psoci na kolumnie.

- Zero ryzyka wypadku podczas jazdy na Abratku.

- Gdy owoców masz bez liku, proszę pomyśl o parniku.

- Nie jednemu kutas stanie na myśl samą o Guttmanie.

______________________________________________________________________
Obrazek أسامة بن لادن


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Poezja psotna.
PostPostNapisane: środa, 11 lis 2009, 14:45 
Posty: 1713
Tematy: 73
zaloguj się aby zobaczyć avatar
Swego czasu pojawił się pewien użytkownik, który chciał psocić za pomocą wieży ciśnień aby nie mieć ciężkich metali w destylacie i takie inne... Kolega Zygmunt starał się udowodnić nieprawdę za pomocą badań chromatografem. Kuc rozważał podłączenie takiej wieży do wódociągu miejskiego...
W trakcie dyskusji (która poszła out) kilka osób wzięło udział w tworzeniu rymowanki, która rozładowała atmosferę. Dla uśmiechu postanowiono ją scalić i zachować.

Zaczęło się do stwierdzenia Zygmunta, że mógłby być wypełnieniem wieży rektyfikacyjnej. Odpowiedział mu Calyx:

Calyx: Choć do psocenia Zygmunt ma pociąg
To zbyt obszerny jest ten wódociąg
I choćby Zygmunt nam się sklonował
I choćby każdy klon się uchował
I choćby zmienił imię na Jerzy
To nie wypełni ciśnienia w wieży

F-16: Calyx- kolego nasz drogi
Jedna rzecz zakłóca spokój mój błogi.
Odpowiedz proszę ma moje pytanie:
Czyś próbował psocić już na FORTEPIANIE ?

Calyx:
Fortepian kształty posiada,
Zbyt duże, zbyt kręte.
Do psocenia są lepsze
Instrumenty dęte.
Lecz do tyłu się cofa,
Kto w przód nie spogląda.
Złączę kiedyś swe rury
W organy Hammonda.

Kuc: ...i gdy te organy zagrają otwarcie
97 poleci na starcie.
Spiryt będzie mocny i pełen wygaru
Niczym Garry Brooker - lider Procol Harum...

Calyx: I tak przez cały tydzień,
Do samej niedzieli,
Grać można na Hammondach,
"Bielszy odcień bieli"

Jouu:
A gdy poniedziałkowy poranek nastanie
Nasz konduktor Marek do pracy wstanie
APRS wieży dopilnuje
I kanę towaru sam wyprodukuje...

Calyx: I nikt nigdy, PRZENIGDY
Nie zaliczy do spamu
Zygmuntowego psocenia
Skan chromatogramu.

F-16: A kto z nami Zygmuntowej psoty się nie napije
Tego we dwa kije, niech po polsku żyje!
"Alkohole Domowe" w talenty jest bogata
W każdym poście poznasz swego kamrata.

Coś złego może powstać z :
Owoców w słońcu wykąpanych
Pszczelą rodziną latem pielęgnowanych
Źródlaną wodą z drożdżami zalanych???

Kuc: (do sugestii o zawartości metali ciężkich w domowym destylacie)
Metal ciężki zyska psota
Gdy posłucha Behemotha! :punk:

Calyx:
"Metalowe" to rzężenie
W psocie tworzy rozwarstwienie.
Nuta w muzie taka prędka,
Że odkręca się nakrętka.
Jeszcze psota (nie daj Boże)
Wyparować sama może.

______________________________________________________________________
Obrazek أسامة بن لادن


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Poezja psotna.
PostPostNapisane: środa, 11 lis 2009, 16:45 
Posty: 1037
Tematy: 112
zaloguj się aby zobaczyć avatar
Nie jest to dopracowane ale, ale ku przestrodze taki mały romans:

Pamiętasz, była jesień,
Mały szopka bez numeru za krzakami...

Staruszek, sąsiad, z uśmiechem dawał wór.
W przedsionku niecierpliwie
Całowałeś po kryjomu piękne śliwy.
Czy więcej złotych jabłek było,
Czy śliw pięknych, czy cukrówki,
Dzisiaj nie wiem już.

Podeszli kiedyś nagle, drzwi otwarte,
Cień niebiesko-czarny, wredny, padł mi do nóg,
l wtedy zrozumiałem: to się kończy,
Pożegnania czas już przekroczyć próg.

Pamiętasz, była jesień,
Cela numer osiem, korytarza, mętny mrok.
Ja nigdy nie zapomnę tej szopeczki, tej kochanej,
Choć już minął rok.

Kochana, wróć do mnie, ja tęsknię za tobą.
l niech rozstania, kochana, nie dzielą nas już,
Bo gonić trzeba, niech nigdy, żaden gliniarz
Złych kroków nie skieruje, za krzaki
Gdzie obcowanie dusz...

______________________________________________________________________
Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.


Góra
   
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 17 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do: