Wskaźnik zawartości alkoholu z termometremGłównymi elementami miernika są: probówka, pływak z odpowiednio naniesioną skalą od 0 do 95 % objętości alkoholu oraz termometr do badania temperatury cieczy, umieszczony na stałe wewnątrz pływaka. Urządzenia te skalowane są w temperaturze 20 - 21°C.
Cena: 11,99 zł
95.6% zapożyczone od Juliana Tuwima, jako Jego prawie immiennik ośmieliłem się...
Stoi w podziemiach bimbrmotywa Ciężka, ogromna, nic z niej nie spływa. Stoi nie syczy, burczy nie sapie. Coś z małej rurki do butli tu kapie. Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha Jan Kucyk kima, wcale nie słucha... Buch – jak gorąco! Uch – jak gorąco! Jan Kucyk kima wciąż, na siedząco... Już ledwo stoi, burczy i zipie, Palacz w nią węgla wcale nie sypie Bo pod nią palnik propan-but’owy Taki żeliwny, taboretowy. Wagonów żadnych nie doczepiali. Jest tylko dekiel z żelaza, stali, Przyśrubowany by nie wywalił. Z domem piwnicy aby nie spalił Zacieru troszkę bulgocze jeszcze Jan Kucyk kima – aż biorą dreszcze! Nie ma tam ludzi, krów ani koni, Jest tylko Kucyk i bimber goni. Lecz śpi.
Na jednej ścianie z zacierem półki Fermentowanym z razowej bułki. Na drugiej butle i z wódzią balon Niżej nalewki na śliwkach galon. Pod półką myszka spogląda z dala, Siedzi, spogląda i ser wpierdala. A tych półeczek jest ze czterdzieści Sam nie wiem co się tam kurwa mieści. Lecz choćby przyszło czterdziestu chłopa. Każdy pól litra z Jankiem wyżłopał I każdy ćwiartką dał strzemiennego, Nie podołają, tyle tam tego! Nagle – brzdęk! Nagle jęk! Najpierw, Powoli, Jak, Byk, Ociężale, Drgnął ciężki dekiel, Po śrubach ospale. Szarpnęło bojlerem, nakrętki zawyły, (A Bogu dziękować, że tak cienkie były!) Jak coś nie gruchnie i świśnie coś z prawa Odjebał dekiel, to nie zabawa. Uniósł się dekiel, przyśpiesza biegu, Uderzył w sufit – tam w samym brzegu. Odbił się, zmiażdżył ser małej myszy. Tu przebudzenie! Jan Kucyk słyszy. Zerwał się z krzesła, oczom nie w i e r z y. Baniak z kolumną pod stołem, leży. Taboret-palnik w ósemkę zgięty, Zaś butle i cały towar nietknięty. Dwa dni zostało do dnia, soboty Musi się Janek chwytać roboty. Musi napędzić bimbru galony W sobotę będzie ubaw szalony. Przyjedzie taki Juliusz z Australii Jan przyobiecał pić wódkę z balii. I dudni Jan, stuka, łomoce i pędzi. A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost! Po torze, po torze, po torze, przez most, Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas, Do taktu turkoce i puka, i stuka to: Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to... (przepraszam!) Znów gładko tak, lekko tak struga tu cieknie Jan Kucyk już nigdy w zły sen nie ucieknie. Uważnie i pilnie nadzoru nie szczędzi Bo nadzór konieczny gdy bimber się pędzi. W podziemiach; to kap to, to, kap to, to kap to, To kap to, To kap.
Wierszyk dedykuję pewnemu Kucykowi z poczuciem humoru, sprytem intelektualnym i z tajemną wiedzą.
Juliusz (ale głównie Tuwim)
______________________________________________________________________ Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.
Tytuł: POEZJA BIMBROWNICZA - DUŻO HUMORU I UŚMIECHU
Napisane: piątek, 7 lis 2008, 09:38
Posty: 1713 Tematy: 73
Skoro zostałem upoważniony do popełnienia żartu o Tobie, Juliuszu, zatem nie wypada nie skorzystać z tej możliwości!..
Motto: ...i dudni, i stuka, łomoce i PĘDZI... (proszę zwrócić uwagę na ostatnie słowo, czy nie wydaje się Wam znajome?)
Wierszyk dedykowany J
Stoi w piwnicy palnik gazowy Nie jest niezwykły, rzekł bym – typowy. Wąż już do niego jest podłączony, Kran też w pobliżu, a z drugiej strony Zlew, co za chwilę pójdzie w zawody Z litrami ciepłej, chłodniczej wody. Na palnik Juliusz kega ustawia. Trochę jest krzywo - poziom poprawia. Keg stoi, czeka – nic się nie dzieje, Czeka, aż Juliusz zacier weń wleje. Stoi i czeka na zacier który Juliusz upuści z gumowej rury. Lecz z tym zacierem draka nie licha - Wcięło gdzieś rurę i teraz kicha! Jest późno w nocy, zmęczone oczy Błądzą po półkach – czym tu przetoczyć? Nagle koncepcja wpada do głowy - Użyję wężyk, ten akwariowy! Cienki jak piczka, litrów 30 Może w godzinę jakoś się zmieści. Jak czas umilić? - To sprawa prosta! Trzeba na forum napisać posta! Kucyk coś podpadł mojej osobie - Co by nie fikał, wiersza wyskrobię!
Juliusz wiersz pisze „Bimbromotywa”, Zacier w tym czasie do wiadra spływa.
Mija godzina i druga płynie, Jeszcze pięć litrów niech ino spłynie. Wreszcie jest koniec - wiadro po brzegi, Czas zatem towar przelać do kegi! Jak on to zrobił to tajemnica, Że sucha cała jego piwnica, Gdyż z wiadra lejąc chlapie się srodze I potem zacier jest na podłodze. Lecz - Juliusz - fachman, nie jakaś ciota, U niego zawsze czysta robota!
Złącze kolumny już zakręcone, Węże podpięte, testy zrobione. Chłodnica główna zalana wodą (Inaczej trzeba liczyć ze szkodą, Bo puścić wodę na szkło gorące - Będzie z chłodnicy szkiełek tysiące!) Koniec pierdołów, grzanie włączone! Juliusz w tym czasie poszedł na stronę, Bo wie to każdy – przy destylacji Trza być przy kotle – nie w ubikacji!!!
Minęły chyba kwadranse trzy, Nagle coś w kotle tam się ru-szy. Coś tam bulgocze, drży cała beka. To na to każdy Bimbrownik czeka! Proces zaczęty, odwrotu nie ma. Świat nie istnieje, problemom - sie ma!
Nagle świst! Nagle gwizd! Para buch! Zacier w ruch!
Najpierw powoli, jak żółw, ociężale, Ruszyły opary w kolumnę ospale. Szarpnęły metanol i ciągną z mozołem Aceton, ketony i fuzle po społem. I wyżej, i mocniej rozgrzewa się rura I odczyt ze szczytu – jest temperatura! Już zacier się ruszył, powstaje ciśnienie, Nagrzewa się z wolna i jej wypełnienie. Aldehyd, glicerol cuzamen z fenolem Zwilżają zmywaki. Korekta zaworem! Odcięcie refluksu, już wylot otwarty. I koniec zabawy, nie czas tu na żarty. Tu zaraz się zaczną procesy skraplania, Kto się na nich nie zna, ten niech za psem gania! Spocone zmywaki opary wzmacniają Podgrzane od dołu wnet woltarz oddają, I pędzą w kolumnie opary do góry Stęknęły chłodnice, przewody i rury. Przepływy w obiegach już się wyrównały, I w kegu powstaje już szumek niemały, I krople pomału po ściankach spływają, I znowu przez złącze się w kocioł dostają, Ściekają po ścianach nagrzanej kolumny... A Juliusz nie rusza nic, stoi dumny.
Bo sam on to cudo zmontował ze stali Co mądrzy kwasówką ją kiedyś nazwali. I wielka kolumna dosięga sufitu, I Juliusz nie kryje swego zachwytu, Bo kształt, wielkość, wygląd jest tak zawodowy Że widać że powstał nie z pustej on głowy!
Tu z boku chłodnica z refluksu jest kranem, I skraplacz wewnętrzny, zaś wszystko wspawane Tak, jak się należy i nie ma tu lipy! Niech w sracz się schowają te zawiędłe cipy, Te, które po lasach gdzieś w beczkach po ropie Robią tę truciznę co później lud żłopie! A tuż za chłodnicą jest osprzęt kosmiczny: To ten areometr jest dynamiczny, Co go sam Pan Qba opisał w tym dziale Jak sprzęcior usprawnić, tak aby wspaniale Można by ułatwiać regulowanie Tego, co zwie się „bimberku skraplanie”! Odczyt jest prosty, zalet jest wiele. Nie ma liczenia, pracy niewiele Jak spada woltarz – ratio zwiększamy I znowu spiryt stężony mamy!
Aparatura dostatnia, wielka, Nagle z wylotu spływa kropelka! Już pierwsze krople chłodnica kapie Juliusz je w kubek nierdzewny łapie I sru, do zlewu, wstrętny metylu! Strułeś na świecie ludzi już tylu, Że cię z radością teraz wyleje! A już z chłodnicy ciurkiem się leje! Pierwsze sto gramów niech się zmarnuje Dam je zlewowi – niech się raduje! Lecz pora przerwać te dywagacje - Rozpoczynają się regulacje. Refluks zwiększony, odczyt, pomiary. Już 90 procent jest! Stary, Cóż za ambrozja! Powiem Wam lepiej, Że równie dobrej nie kupisz w sklepie!
W tym właśnie sens jest, i daję głowę, ZAWSZE najlepsze - trunki domowe! I czy to Polska, czy też Australia Niema jak bimbru dobrego balia!!! Niech ją wypełnia nektar po brzegi, Syczą chłodnice, bulgoczą kegi! Zaś Brać Bimbrowa na świecie całym Niech produkuje zacne kordiały.
Zaś Juliuszowi, duszy mej bratniej, (życzę): - Niech Ci się zawór ratio nie zatnie, - Chłodnica zawsze schłodzi skropliny, - Niech Cię przez 100 lat nie znajdą gliny, - Zaś dobre drożdże, boś chłop wspaniały, Sztamę do końca z Tobą trzymały!
Hehehehehehe!
______________________________________________________________________ أسامة بن لادن
Ostatnio edytowano poniedziałek, 1 gru 2008, 15:22 przez Kucyk, łącznie edytowano 1 raz
- Kiedy jest czas destylacji nie urządza się libacji. - Handel bimbrem? Nie, mój stary! Tak robią tylko fujary. - Wtedy czuje człek że żyje, jeśli dobry bimber pije. - Czy to refluks, czy szybkowar, ważne by szedł dobry towar!
______________________________________________________________________ أسامة بن لادن
Wola to najpiękniejsza dzielnica Warszawy. Stwierdzenie to nie podlega żednej dyskysji bo tam się urodziłem, na Woli w marcu 1951 roku stało się to co mogło się stać - najważniejsze zjawisko w Warszawie, urodzenie się Juliusza (choć w tym dniu nie było jeszcze wiadomo, że pojawia się Juliusz).
Wynika z tego, żę śliwa jest moim znakiem 'pędniaku'. Dziękim kolegom za to objawienie bo teraz będę zwracał szczególną uwagę na śliwę.
Juliusz
______________________________________________________________________ Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.
W mieście Lublinie razu pewnego kega ktoś wyjął prawie pełnego w garażu ustawił cegiełki równo na cegłach keg, pod kegiem próchno. Ogień rozpalił- stwierdził, że zimny! Głowi się chłop co by tu zrobić? Butlę "el-pe-gie" więc przysposobił...
Grzeje, rozgrzewa kega swojego, w chłodnicy skrapla się na całego. Lecą kropelki, kapią równiutko, oj, chyba trochę śmierdzi tu wódką!
Facet przy kegu trochę zaspany, spokojny sen nie był mu dany! O bimbrze myślał już od wieczora taka już, kruca, gorzelnicza dola...
Kilka godzin szybko minęło, facet rozbudził się na całego, trzy litry poszły już do butelek, chyba czas sprzątać w garażu bajzelek!
Wszyscy znajomi bardzo ciekawi, co Zygmunt dzisiaj w garażu wyprawił? Podobno wódka wyszła mu przednia, czy to jest prawda, czy to jest brednia?
Oj, wszyscy rano zgodnie stwierdzili -prawdziwą ambrozję przez wieczór pili kaca żadnego, głowa nie boli, nawet nikt słońca się dziś nie boi!
Tylko Zygmunt jakby przygasa... Czyżby to kac był? Czy inna faza? Nie, wszystko "wporzo", to szybko minie... A Zygmunt to nie jego prawdziwe imię...
______________________________________________________________________ Zwykle jest tak, że im bardziej wóda śmierdzi drożdżami, pogonami i syfem, tym bardziej producent zasłania się "tradycją" albo "dziadkiem bimbrownikiem"...
Swego czasu pojawił się pewien użytkownik, który chciał psocić za pomocą wieży ciśnień aby nie mieć ciężkich metali w destylacie i takie inne... Kolega Zygmunt starał się udowodnić nieprawdę za pomocą badań chromatografem. Kuc rozważał podłączenie takiej wieży do wódociągu miejskiego... W trakcie dyskusji (która poszła out) kilka osób wzięło udział w tworzeniu rymowanki, która rozładowała atmosferę. Dla uśmiechu postanowiono ją scalić i zachować.
Zaczęło się do stwierdzenia Zygmunta, że mógłby być wypełnieniem wieży rektyfikacyjnej. Odpowiedział mu Calyx:
Calyx: Choć do psocenia Zygmunt ma pociąg To zbyt obszerny jest ten wódociąg I choćby Zygmunt nam się sklonował I choćby każdy klon się uchował I choćby zmienił imię na Jerzy To nie wypełni ciśnienia w wieży
F-16: Calyx- kolego nasz drogi Jedna rzecz zakłóca spokój mój błogi. Odpowiedz proszę ma moje pytanie: Czyś próbował psocić już na FORTEPIANIE ? Calyx: Fortepian kształty posiada, Zbyt duże, zbyt kręte. Do psocenia są lepsze Instrumenty dęte. Lecz do tyłu się cofa, Kto w przód nie spogląda. Złączę kiedyś swe rury W organy Hammonda.
Kuc: ...i gdy te organy zagrają otwarcie 97 poleci na starcie. Spiryt będzie mocny i pełen wygaru Niczym Garry Brooker - lider Procol Harum...
Calyx: I tak przez cały tydzień, Do samej niedzieli, Grać można na Hammondach, "Bielszy odcień bieli" Jouu: A gdy poniedziałkowy poranek nastanie Nasz konduktor Marek do pracy wstanie APRS wieży dopilnuje I kanę towaru sam wyprodukuje...
Calyx: I nikt nigdy, PRZENIGDY Nie zaliczy do spamu Zygmuntowego psocenia Skan chromatogramu.
F-16: A kto z nami Zygmuntowej psoty się nie napije Tego we dwa kije, niech po polsku żyje! "Alkohole Domowe" w talenty jest bogata W każdym poście poznasz swego kamrata.
Coś złego może powstać z : Owoców w słońcu wykąpanych Pszczelą rodziną latem pielęgnowanych Źródlaną wodą z drożdżami zalanych???
Kuc: (do sugestii o zawartości metali ciężkich w domowym destylacie) Metal ciężki zyska psota Gdy posłucha Behemotha! Calyx: "Metalowe" to rzężenie W psocie tworzy rozwarstwienie. Nuta w muzie taka prędka, Że odkręca się nakrętka. Jeszcze psota (nie daj Boże) Wyparować sama może.
______________________________________________________________________ أسامة بن لادن
Nie jest to dopracowane ale, ale ku przestrodze taki mały romans:
Pamiętasz, była jesień, Mały szopka bez numeru za krzakami...
Staruszek, sąsiad, z uśmiechem dawał wór. W przedsionku niecierpliwie Całowałeś po kryjomu piękne śliwy. Czy więcej złotych jabłek było, Czy śliw pięknych, czy cukrówki, Dzisiaj nie wiem już.
Podeszli kiedyś nagle, drzwi otwarte, Cień niebiesko-czarny, wredny, padł mi do nóg, l wtedy zrozumiałem: to się kończy, Pożegnania czas już przekroczyć próg.
Pamiętasz, była jesień, Cela numer osiem, korytarza, mętny mrok. Ja nigdy nie zapomnę tej szopeczki, tej kochanej, Choć już minął rok.
Kochana, wróć do mnie, ja tęsknię za tobą. l niech rozstania, kochana, nie dzielą nas już, Bo gonić trzeba, niech nigdy, żaden gliniarz Złych kroków nie skieruje, za krzaki Gdzie obcowanie dusz...
______________________________________________________________________ Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników