Wskaźnik zawartości alkoholu z termometremGłównymi elementami miernika są: probówka, pływak z odpowiednio naniesioną skalą od 0 do 95 % objętości alkoholu oraz termometr do badania temperatury cieczy, umieszczony na stałe wewnątrz pływaka. Urządzenia te skalowane są w temperaturze 20 - 21°C.
Cena: 11,99 zł
Ten rodzaj jest dla smakoszów i to tych cierpliwych.
Mam znajomego, który ma pasiekę (koło 50 uli). Co jakiś czas gdy odbiera miód, dzwoni do mnie i podaje hasło: "Juliusz, mam wodę". Jadę wtedy do Niego i odbieram wodę po płukaniu ścinków z plastrów (około 20L). Pomimo, że jest bardzo oszczędny ta woda zawiera sporo miodu (1120 gęstość) za gęsta nawet na miód pitny i zbyt gęsta do fermentacji np. zwykłymi drożdżami muszę ja rozcieńczać. Jestem pewny, że w Waszych okolicach są pasieki i warto się tym zainteresować bo inaczej cenny materiał idzie do ścieków. Pszczelarz z chęcią da wodę (chyba, że ktoś już ją odbiera) szczególnie jeśli dostanie od czasu do czasu trochę spirytusu do rozpuszczania propolisu.
Wodę miodową fermentuje się trudno i długo. Dobrze jest ją ugotować i zdjąć szumowinę, trochę przecedzić. Ja używam drożdży z dodatkowym pokarmem (lżejsze gorzelnicze) ale można też użyć winne - szampanowe.
Piszę że fermentacja jest długa i trudna więc co to za rarytas?
Ja fermentuję ten zacier metodą kociołkową/garnkową dwa a nawet trzy razy - BEZ czyszczenia węglem. Dostaję 70% dość agresywnego w smaku spirytusu - ostry; nazywam ten produkt brandy miodowe. Dorabiam go dobrej jakości wodą do 45% - 50% i zostawiam (zostawiłem ale próbowałem okresowo) na dwa lata. Bez dodaków, z agresywnego, ostrego spirytusu - wódki, otrzymałem delikatne brandy miodowe, które podgrzane z ręku wydziela bogaty, miodowy bukiet. Nie istnieje lepszy alkohol do produkcji krupniku.
Właśnie jadę po drugą cześć 'wody miodowej' - czyli razem będzie około 40L. Tym razem pozostawię 'brandy' z dodatkiem pieczonego dębu francuskiego. Opowiem o smaku i sensacjach za rok lub dwa.
Jules ps. Nie sugeruję aby to nowe brandy miodowe nalać na rok, na suszone owoce (śliwki, renklody, gruszki, rodzynki) bo istnieje możliwość, że w czasie próbowania nalewki można z radośći i samopodziwu (jak też podziwu dla pszczół) coś popuścić w portki.
Cd.
Pierwsze gotowanie kociołkiem poszło bez problemu.
Drugie tak samo - mam 6L 78% brandy do mieszanek i doróbek. Zostało mi chyba około 3L 40% i to dodałem do produkcji spirytusu.
Co chcę tu opisać to ciekawe zjawisko refluksowania zlewek wyższych pogonów (cukrówka, resztki ogonów rumu, resztki 'owocnicy') włącznie w tym było około 3L brandy miodowej.
Pierwsze użycie refluksu opisałem w innym dziale i nie jestem z tego systemu zadowolony. Mam jednak ciekawą obserwację. Ustabilizowałem głowicę w 30 min. Odbierałem przez większość czasu 94.4% ( nie dało się więcej). Pomimo wysokiego procentu (płyn przed tą destylacją nie był węglowany) w destylacie był wyraźny zapach miodu. Pod koniec gdy procent spadł do 93% destylat był bardzo słodki i miał silny aromat miodu. Będę gotował resztę bo zrobiłem przerwę na 93% - zobaczę co będzie się działo - zostało może z 1L spirytusu.
1. Zacier miodowy nie nadaje się chyba na spirytus - są pewnie składniki miodu, które parują blisko par etanolu i trudno je rozdzielić. Może ktoś coś wie?
Brandy miodowa rozcieńczona do 50% idzie na dąb na wiele miesięcy albo dłużej.
Zalet miodówki jest wiele. Cukier (glukoza) jest darmo. Otrzymujemy solidną brandy miodową ale trzeba aby dobrze odleżała (zwyczajnie w szklanych naczyniach, nawet bez dodatków) - musi odpocząć bo ostrość zabija aromat i słodycz miodu. Myślę, że taki spiritus będzie najlepszym na prawidłowy krupnik.
Mieliśmy parę lat temu około 40L (na spółkę). Tydzień po psoceniu była trudna do picia. Zapomniałem o niej na rok i zmiany były niesamowite ale ciągle była ostra. Dopiero po dwóch latach wyszło to co mnie tak miło zaskoczyło.
To co robiłem teraz jest znów bardzo ostre po dwóch psoceniach. Być może popieszcze jeszcze raz (trzeci) i zostawię na dębie na rok.
Czas jest tu niezbędny.
J
______________________________________________________________________ Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.
Znalazlem w okolicy pszczelarza i pytalem o wode miodowke. Facet patrzyl na mnie jak na wafla i nie wiedzial o co mi chodzi. Powiedzial, ze raz w zyciu plukal ule jakims syfem (wymienial nazwe) wtedy jak mu pszczoly chorowaly na jakas waroze (moze przekrecilem nazwe). O innych przypadkach uzyskania wody "miodowki" nie slyszal. Ale plus jest taki, ze kupilem 2 L miodu Szukam kolejnego pasiekmistrza.
Pozdr. Calyx
______________________________________________________________________ Kiedy fikam, to jestem grafikiem, kiedy psocę, to jestem psotnikiem
Woda miodowa to produkt powstały po odbieraniu miodu ale móże nie wszyscy oszczędzają wosk.
Dojrzałe plastry z miodem są zaklejone (komórki zasklepione). Aby wtybrać miód ścina się cieniutką warstwę z plastrów razem z tymi zasklepieniami. Jak się ścina to zabiera się troszkę miodu (na nożu, na wosku itp). To idzie do takiego kosza nad pojemnikiem z miodem i ścieka ale ciągle część miodu sostaje. Aby uzyskać czysty wosk na węzę trzeba go wypłukać i z tego jest ta woda. Potem wosk topią itd.
Być może ten facet płucze nad wanną albo pod kranem i traci te resztki miodu - szkoda. W takiej wodzie może byc nawet 40blg i więcej. Szkoda.
j
______________________________________________________________________ Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.
...W takiej wodzie może byc nawet 40blg i więcej. Szkoda.
Pewnie, ze szkoda, ale ja jestem za cienki zebym pszczelarza uczyl jak sie bzyka Samego miodu nie uzyje do nastawu, bo mi go zal, lepiej na chlebek albo jakiegos trojniaka zapiscic. Jak uda mi sie potknac o takiego, co nie marnuje takiej wody, to wtedy
Pozdrawiam Calyx
______________________________________________________________________ Kiedy fikam, to jestem grafikiem, kiedy psocę, to jestem psotnikiem
witam;) tak własnie chodził za mną ten temat i dobrze że go znalazłem:) mam pasiekę i troche tych odsklepin po miodobraniu jest;) a co powiedzielibyście jakby do zacieru dodać właśnie tą wodę z wygotowanych odslkepin i reszte dołożyć cukru?? nie będzie to ze sobą kolidowało??;)
Woda miodowa (ja tak to nazywam tu w oz) mieszanie z cukrem i inne.
Problemu nie ma ale są pewne pytania, na które powinieneś sobie odpowiedzieć:
1. Czy chcesz robić tylko brandy z miodu? -- Z własnego doświadczenia wiem, że jest to cel szlachetny i warty zachodu ale wymaga! odczekania z gotowym destylatem. Cukier można dodać ale oczywiście do jakiegoś momentu bo tracisz unikalne walory miodu.
2. Czy chcesz robić w miarę czysty spirytus? -- Odradzam mieszanie miodu (wody po plastrach) i cukru. Patrz mój poprzedni post. Nawet w czystym spirytusie z głowicy pozostał ślad miodu. Widać, że miód ma bardzo skomplikowaną budowę i są składniki, które śladowo pozostają nawet po dwóch destylacjach (nawet po głowicy spirytusowej).
3. Zacier miodowy fermentuje się trudniej niż cukrowy - czy poczekasz? -- Jeśli robiłeś miód pitny to wiesz. Zacier taki dobrze jest wymierzyć cukromierzem (nawet jeśli wskazania są trochę przekłamane) i odczekać aż dofermentuje do końca - trochę dłużej niż cukier.
Jak duża jest twoja pasieka? Możesz popytać/pisać na mój na PM. Z popłuczynami z plastrów mam trochę praktyki i troszkę wiem jak zachowuje się zacier na gotowanie.
Jedna sprawa jest pewna, sprawdzona w ciągu 2 lat osobiście. Takie brandy miodowe (czy jak go nazwać) warto robić tylko z wody bo czysty miód jest cenny.
Zaraz po drugim gotowaniu destylat był trudny do picia, bardzo agresywny w smaku. Miał delikatny (zbyt delikatny) posmak i aromat miodu ale był ostry. Po 6 miesiącach zacząłem zauważać zmiany na lepsze ale ciągle był niesforny. Po 12 miesiącach zdałem sobie sprawę, że czekanie (czekanie = zostawienie destylatu, czystego w spokoju) ma sens. Po około 1 1/2 roku już warto było czekać.
To celów smakowania każdy destylat rozcieńczam tylko wodą do około 25%-30%. Bez zamrażania w tem. pokojowej wszystko pokazuje się.
Oczywiście nie robiłem testów na leżakowanie takiej brandy na dębię, że śliwką suszoną, podlanie tego 'brzydkiego kaczątka' na pozostałości np. po robieniu soku z wiśni (bez gotowania), lub z czarnej porzeczki).
Widzę, że znalazłem podwójną bratnią duszę.
Juliusz
______________________________________________________________________ Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.
to teraz podziele się jak mi to wyszło;) samo szykowanie zacieru bylo odsyć prostę. umyłem miodarkę stół to odsklepiania wiadra po miodzie , wypłukałem odsklepiny i wsyzstko w beczkę. wyszło mi tego ok 60l.dodałem drożdze gorzelnicze. korzystając z rady Szanownego Kolegi użyłem cukromierza. odczyt był na poziomie 15. beczke postawiłem w stodole i wszystko ładnie ruszyło( było ciepło na dworze) na drugi dzien pogoda się zmieniła zaczął lać deszcz i zrobiło sie zimno. ogarnął mnie strach ze zacier stanie( w celu tego uniknięcia okryłem beczke dużą ilością słomy).za pare dni następne "badanie cukromierzem wykazało 0. dwa dni pożniej poszło na przerób;) efekt końcowy jest tak jak kolega Juliusz pisał "ciekawy" nawet po drugim gotowaniu nie nadaje sie do picia;) zrobiłem mały eksperyment i częśc puściłem tylko raz;) poczekam i zobacze co mi z tego wyjdzie;) chciałbym bardzo podziękować Juliuszowi za cenne rady:) pozdrawiam
Mam trochę miodu i zastanawiam się, w jaki sposób zrobić dobry nastaw, czy też zacier. Do tej pory , robiłem wino z ryżu i zamiast cukru używałem właśnie miodu, ale może znacie inne przepisy? Zaznaczę, że nie chcę robić miodów pitnych i czytałem post Juliusza na temat wody miodowej.
Jeśli masz miód to sugeruję raczej Krupnik (wódka bazowana na miodzie) niż zaciery.
W moich 'pracach' z wodą miodową minęło już około 3 lat. Destylat z nastawu miodowego, gdy jest młody jest bardzo agresywny w smaku (po dwóch gotowaniach) i musi odczekać minimum 18-24 miesiące aby złagodnieć. Ten okres daje bardzo przyjemną brandy miodową, którą można użyć do nalewek na owocach czy do likierów.
Dodam, że destylat (nastaw + 2 x destylacja) jest warty zachodu gdy mamy miód w postaci 'odpadków' czyli np. wody miodowej, którą opisał 'smicha'. Jeśli jest tego sporo to szkoda wylewać.
Ja odważyłem się 2-3 miesiące temu zrobić miód pitny z wody miodowej (musiałem ją gotować aby trochę zagęścić i usunąć szumowiny). Mam dwa nastawy jeden lżejszy trójniak (40L) drugi w zasadzie czwórniak. Z czwórniaku mam 10L nastawione na ocet miodowy ale - po miesiącu jeszcze się 'octuje'.
Jedna uwaga odnośnie goździków w przepisach. Robiłem krupniki w Kraju i (lata 1970-80) nie było problemu.
Zrobiłem krupnik w/g przepisów pana Jana Cieślaka (jak wyżej/niżej) tu w Australii i pierwszy wyszedł wyjątkowo agresywny w smaku i nic nie dało się zrobić - nawet po roku był trudny do picia. Po wielu, wielu testach ze starszym bratem doszliśmy do wniosku, że winą są goździki (ich ilość). Jedynym wytłumaczeniem może być takie: w dawnych czasach -lata 70-80 - goździki sprowadzane do Kraju mogły być stare, odleżałe i słabe. Wtedy dawało się ich więcej. Te goździki jakie mamy tu są bardzo wonne (i może inny gatunek), 'silne'.
Do następnego nastawu krupniku daliśmy 1/3 ilości o jakiej mówi pan Cieślak i wynik był taki jak należy - pyszny krupnik.
Jest możliwe, że obecnie w Kraju są już np. świeże goździki i jeśli krupnik wychodzi Wam agresywny no to zredukujcie ilość goździków do 1/3. Pozostałe składniki - taka sama ilość.
Juliusz
______________________________________________________________________ Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników