Teraz jest piątek, 25 maja 2012, 04:52

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 46 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Największe wpadki
PostPostNapisane: niedziela, 11 paź 2009, 13:01 
Posty: 38
Tematy: 4
zaloguj się aby zobaczyć avatar
Witam :!: :!: :!:
Pomyślałem o zaproponowaniu takiego tematu :)
Opisania swoich nie powodzeń,błędów lub głupoty przy psoceniu, mam nadzieje że będzie
śmiesznie i interesująco :D bo przecież każdy na pewno coś napsocił :D

Na początek moja historia :freak:
Była piękna niedziela no i moje pierwsze gotowanie :odlot:
już już pojawiły się pierwsze krople okowity,aż do drzwi zapukało pogotowie wodociągowe :evil:
z informacją o zgłoszeniu awarii przez mojego sąsiada,związku z tym muszą zakręcić
dopływ wody,z góry przepraszając za niewygody, myślałem że mnie zagotuje :bardzo_zly:
Drugie podejście skończyło się happy endem. :D :D
________________________________________________________--
[color=#40FF00]Kiedy pędzę, to tchu mi brakuje.
Kiedy degustuje, to mi smakuje. :odlot:
[/color]

______________________________________________________________________
Kiedy pędzę, to tchu mi brakuje.
Kiedy degustuje, to mi smakuje.


Góra
   
 

 Tytuł: Re: Największe wpadki
PostPostNapisane: niedziela, 11 paź 2009, 13:20 
Posty: 1713
Tematy: 73
zaloguj się aby zobaczyć avatar
Prawie wybuch kotła (część posta post8604.html#p8604 z tematu Fakty i mity o budowie sprzętu).

Taki przypadek osobiście miałem z BF-20...
Wieczór, człowiek zmęczony, do kany poszło 18L czystego nastawu z winogron, jazda (aby czasu nie tracić) taka, że 80% długości chłodnicy o cienkiej (6mm) spirali skrapla, tylko piąta część wypełniona jest cieczą. W pewnym momencie słyszę wystrzał i głośny szum pary. Wpadam do kuchni i widzę, że z króćca wylotowego ciśnienie wywaliło korek będący mocowaniem termometru ( galeria-kucyka-typ-bf-20-t151.html trzecie zdjęcie). Para, wraz z porwanym zacierem, który w wyniku zmniejszenia ciśnienia zaczął gwałtownie wrzeć w całej swej objętości, wali prosto w sufit. Otworzyłem, będąc zraszany berbeluchą skapująca z sufitu, zawór serwisowy, czym doprowadziłem do wytworzenia jeszcze większego bałaganu. Dopiero ręcznik narzucony na wyloty powstrzymał erupcję. Sprzątanie i zmywanie ścian zajęło godzinę. Co dziwne, matka się w ogóle nie zorientowała, że jakaś awaria przed chwilą nastąpiła...

______________________________________________________________________
Obrazek أسامة بن لادن


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Największe wpadki
PostPostNapisane: niedziela, 11 paź 2009, 13:23 
Posty: 2839
Tematy: 60
zaloguj się aby zobaczyć avatar
Kiedyś kolega poprosił mnie, żebym pomógł mu nastawić wino (bodajże na brzoskwiniach). Z braku drożdży aktywnych w sklepie zmuszeni byliśmy zakupić te biowinowskie płynne. No i wszytko już przygotowane, zaczynamy robić matkę drożdżową, kumpel myje naczynie, odkaża pirosiarczanem, ja sypie pożywkę, leję drożdże i kompocik, wychodzę.

Następnego dnia dzwonię, pytam jak pracuje MD- a on, że od wczoraj ani jednego bulknięcia....
Okazało się, że on odkaził naczynie pożywka, a ja zamiast pożywki dosypałem grzybom piro...

______________________________________________________________________

Zwykle jest tak, że im bardziej wóda śmierdzi drożdżami, pogonami i syfem, tym bardziej producent zasłania się "tradycją" albo "dziadkiem bimbrownikiem"...



Góra
   
 
 Tytuł: Re: Największe wpadki
PostPostNapisane: niedziela, 11 paź 2009, 13:51 
Posty: 1713
Tematy: 73
zaloguj się aby zobaczyć avatar
Ha! Z tym pirosiarczynem wpadkę miał też Kolega Snuffer którą opisał w poście post5716.html#p5716

Snuffer napisał(a):
Witam Szanownych Kolegów i nisko się kłaniam,

Nastawiliśmy z kolegą trzy baniaki zacieru - każdy inny. Najfajniejszy wyszedł nam z pirosiarczanem sodu. Robicie tak: wszystko normalnie, woda, cukier, drożdże i zamiast pożywki walicie torebkę pirosiarczynu. Efekt murowany. 6 kilo cukru w baniaku i cały nastaw poszedł w kanalizację... Ale za to trzy dni my dumali żeby wydumać dlaczego inne baniaki tak pięknie pracują a ten jeden nie. I drożdży my dodawali jeszcze ze 2 razy po drodze, bo niby może za mało było...
Tak to jest jak bajzel na stole i wszystko trzęsącymi łapami się robi coby szybciej było...
Musieliśmy oczywiście baniak od nowa stawiać.


A ja miałem ryfę podczas pierwszego w życiu nastawiania...

Z kolegą Dyzim ukradliśmy jabłka i postanowiliśmy calvados dokonać. Ja zabrałem się za przekładanie jabłek do skrzynek, a Dyzi pojechał do sklepu gdzie kupił torebkę drożdży winiarskich Zamoyskich i miał na nich nastawić MD. Po godzinie napisał sms'a "Drożdże pożywkę wpierdalają, jutro stajemy i przygotowujemy nastaw!". Następnego dnia zjawił się ze słoiczkiem w którym pływały jakieś farfocle twierdząc, że jest to słynna matka drożdżowa. Jabłka rozdrobniliśmy, załadowaliśmy do balona 50L, chlup zawartość słoiczka i korek z rurką na koniec.
Mija dzień, a tu nic. Dzwonię do Dyźka, pytam, czy jest pewien że z tą matką drożdżową wszystko jest ok, odpowiedź, że jak najbardziej, tylko nastaw nie od razu przecież załapie...
Po 5 dniach, gdy na wierzchu brei w balonie pojawiła się pleśń nie wytrzymałem i łyżkę drożdży piekarniczych wrzuciłem, co już po trzech godzinach spowodowało donośne bulgotanie w rurce.

Później prawda wyszła na jaw. Dyzi nastawiając matkę drożdżową dodał nie szczyptę, ale całe dołączone do suszu opakowanie pożywki. Drożdże ze szczęścia wyciągnęły kopytka...

______________________________________________________________________
Obrazek أسامة بن لادن


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Największe wpadki
PostPostNapisane: niedziela, 11 paź 2009, 14:27 
Posty: 1037
Tematy: 112
zaloguj się aby zobaczyć avatar
No to wpadki...

Początek grudnia 2006. 'Chleb' na wykończeniu. Brat pogonił pierwszą partię. Razem na drugą 'turę' uciągnął 16L surowca średnio 50%. Używamy butli 4L i w nich czekał surowy materiał na drugie gotowanie. Ponieważ brat pracował na pierwszą a ja drugą zmianę oddał drugie destylowanie w moje ręce. Do maszyny stanąłem około 9 rano.

Niby grudzień, niby pełne lato (w Australii) a ja mam paskudny katar!

Brat przez telefon wyjaśnił, że surowiec stoi w czterech butlach. Mam wlać do beki, dodać 30% wody i nastawić grzanie i tak zrobiłem.

Po około godzinie oczekuję,że coś zacznie kapać. Termometr rzeczywiście zaczął się ruszać, podjechał do 70C więc zmniejszyłem grzanie, po 10 minutach nic nie kapie. Podjechałem z grzaniem 72C, 75C, 80C i strach padł - coś się zatkało. Grzanie OFF. Parząc paluchy, rozbieram 'stację', sprawdzam, wszystko, przdmuchane jest ok. ???

Może termometr? Zaczynam grzać. Znów 70C, 75C 80C i nic z rurki nie kapie! (Zadzwoniłem do pracy, że jestem chory - byłem pewny że tracę zmysły).

Dodałem jeszcze grzania nic.

System wyłączyłem. Stygł do czasu gdy mogłem odkręcić kolumnę. Odkręciłem. Wącham, sprawdzam ale nic nie czuję, nic a nic.
W tym momencie przyszedł brat (tak, prawda starszy).

Mówię co jest grane. Spojrzał na miejsce z butlami i mówi: - Julek, z wody trudno jest destylować alkohol. ???

Na półce w szopie stały inne cztery butle. To co ja wlałem do kotła to była woda z sodą oczyszczaną - usuwająca jakieś osiadliny na szkle. Najwstydliwsze jest to, że tą wodę jeszcze rozcieńczałem... wodą.

Od tej pory, na każdej mojej i braciszka butli jest nalepka.

Juliusz :oops:

______________________________________________________________________
Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Największe wpadki
PostPostNapisane: poniedziałek, 19 paź 2009, 12:29 
Posty: 38
Tematy: 4
zaloguj się aby zobaczyć avatar
Witam wszystkich :!: :!: :!:
Miło jest poczytać o waszych błędach, znaczy się nie jestem sam :D :D

Opowiem moją porażkę.
To jest tak, jak przychodzi się z pracy po czwartej zmianie, na pół nie przytomny i zabiera się do psocenia. 8-) Był pochmurny poranek,zlałem z beczki zacier był lekko mętny,pomyślałem że przy transporcie osad to spowodował :) więc olałem to,szybko podłączyłem kocioł do aparatury gaz odkręciłem na ful i czekałem jaki procent wyjdzie mi z nowego przepisu. 8-) między czasie poszedłem przemieszać i dolać wodę z rozpuszczonym cukrem do tygodniowego zacieru i tu wielkie zdziwko, bo przy napełnianiu kega zacierem pomyliłem beczki i cały proces odbył się odnowa.A propos tygodniowy zacier zawierał +- 47% i keg do czyszczenia z lepkiego od cukru zacieru :D :D pozdr.dominik77

______________________________________________________________________
Kiedy pędzę, to tchu mi brakuje.
Kiedy degustuje, to mi smakuje.


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Największe wpadki
PostPostNapisane: czwartek, 5 lis 2009, 22:33 
Posty: 16
Ja miałem mała przygode nie z samym nastawem a cześciami aparatury, nie tak dawno bo jakos 30/31 Października tata mówi jedziemy do mojej siostry karnisze wieszać, miałem chwilke czasu to pomyślałem póki co dam rade szybko węże silikonowe obgotować, 10minut i po wszystkim będzie a jak wróce do domu będę przygotowany do montażu aparaturki. Garnek nastawiony węże wrzucone, wpada ojciec w hukiem "czekam w aucie na ciebie, co ty tyle czasu robisz" nie myśląc za wiele buty na nogi kurtka na grzbiet i heya do automobilu :P

Przyjemnie sie karnisze wieszało, zeszło nam z 5 godzin (w calym domu wymieniała :x) gdy przyszła chwila relaksu i czas na odsapnięcie szybki przebłys i jedna myśl "o kurr... chyba czegoś zapomniałem zrobić" Czym prędzej do domu, jak jechałem ze strachem patrzałem czy chałupa w oddali sie nie dymi i czy wozów strażackich nie ma :) Na moje szczeście węzyki silikonowe są odporne na wysoką temperaturę i miałem okazje przetestować ich wytrzymałość na 5cio godzinne wygrzewanie w garku bez wody :D Smród w chałupie był nie z tej ziemi ale o dziwo tylko 2 węzyki do połączenia ostojników sie spiekły resza w stanie prawie idealnym :D


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Największe wpadki
PostPostNapisane: piątek, 6 lis 2009, 07:09 
Posty: 112
Tematy: 7
zaloguj się aby zobaczyć avatar
Jak mi psocenie dom uratowało (może i więcej).
Pierwszy raz nastawiłem sprzęt, próba (destylacja samej wody), miejsce – tzw. zimna kuchnia przyległa do tej właściwej.
Wszystko podłączone, woda ciurka, kolba się grzeje – miło jest, ale czuję że coś się kopci i wali spalenizną, chodzę, zaglądam, szukam.
Podejrzenie padło pierw na podkładkę pod kolbą – może tak się przepala ? ale dymu coraz więcej i siwo się robi.
Patrzę - !! - a za szafki zlewowej zapiernicza ogień, odsuwam ją a tam się hajcuje tzw. złodziejka przy której leży w ogniu przewód od butli gazowej, nie powiem że życie przeleciało mi przed oczami ale drzwi od szafki gdzie jest butla z gazem to mało nie wyrwałem.
Gaz zdążyłem zakręcić, prąd odłączyć a za szafkę poleciała miska wody. Myślę że, jag by mnie nie było w kuchni i nie siedział bym przy sprzęcie to marnie by to wyglądał.
P.S. Rada dla laików elektrycznych : nie podłączajcie np. zmywarki i piekarnika do jednego rozdzielnika, przeciętny rozdzielnik tego nie wytrzyma !!


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Największe wpadki
PostPostNapisane: wtorek, 10 lis 2009, 21:58 
Posty: 1713
Tematy: 73
zaloguj się aby zobaczyć avatar
Zakończyłem destylowanie śliwek, więc mogę już opisać jakie skuchy miałem. Co dziwne, to co dzień inną. Tak właśnie dzień po dniu...

1. Areometr
Biowinowski alkoholomierz miałem już ponad rok. Używałem go i w sumie byłem zadowolony, aż do czasu destylacji w piątek. Jadę sobie ostro, leje się z chłodnic, ja odbieram i zlewam towar, a w Bimber Boy'u palenisko huczy. W pewnym momencie patrzę, a tu już mętne lekko zabarwienie się pojawia, to łapię za alkoholomierz i mierzę: 55%! Aaaa... widocznie za szybko jadę i coś tam mi do chłodnic porwało, stąd zmętnienie - myślę. To delikatniej grzeję i za jakiś czas odczyt: 50%. Ho, to jeszcze sporo mocy mamy! Destylowałem tak, aż coś dziwnie zaczęło kapać z chłodnic takimi wielkimi kroplami. Próbuję skroplin jęzorem, a tu one nie mają wcale woltów! Oglądam areometr, a tam skala papierowa się wewnątrz odkleiła i pod wpływem wstrząsów opadła w dół. Alkoholomierz wykazywał, że czysta woda ma 40%.
Za karę stłukłem go...

2. Termometr
Sobota. Po stłuczeniu areometru postanowiłem jechać obserwując termometr na który zazwyczaj nie zwracam uwagi po zagotowaniu zawartości kotła. Nastaw wrze w 87*, ja się cieszę że taki mocny jest, więc jadę ostro. Znów sytuacja jak poprzednio: wskazanie 93* a z chłodnic ciecz opalizuje. To ja wolniej grzeję i jadę aż do 95*. Sprawdzić woltażu nie mam jak, wszak alkoholomierz już połamałem, nowy ład zrobić chcę. Za chwilę jednak próba jęzorem - siki. Po destylacji włożyłem termometr do wrzącej w garnku wody - wskazanie 96*C - czyli fajans nie termometr.
Termometru nie stłukłem, bo rozsądek podpowiedział że ostatniego przyrządu kontrolnego się nie tłucze. Tym bardziej, że musiał bym potem ołówkiem zatykać dziurę w dławiku.

3. Kocioł
Do Bimber Boya poszło 50L gęstego z dna beki. Hajc ostry, wszak przyzwyczajony będąc do destylowania rzadkiego wsadu, paleniska nie żałuję, tym bardziej, że jest niedziela. Chłodnice jednak pracują nieporównywalnie słabiej niż przy destylacji cieczy. Aaaa... pewnie gęste potrzebuje więcej ciepła - myślę. To otwieram dopływ powietrza pod ruszt, węgle białe się robią, chłodnice pracę zwiększają. Ale za jakiś czas znów spowalnia się proces. To dawaj drewna sosnowego w palenisko! Parnik aż promieniuje gorącem. Aż tu nagle patrzę, a z chłodnic oprócz destylatu, biały gęsty niczym śmietana dymek się nieśmiało sączy. O cholera, przypaliło się! Wywaliłem żar z pieca, opróżniłem kocioł a tam na dnie centymetrowa warstwa przypalenizny. Ja grzałem, śliwki się przypalały i tworzyły zwęgloną warstwę izolującą przepływ ciepła do wnętrza kotła, to ja znów ostrzej z paleniem, itd...

4. Jabłka
Jak tylko ochłonąłem po śliwkowej traumie postanowiłem przerobić jabłka. Do bek poszły pokrojone owoce które wiertarka z mieszadłem zamieniła w pulpę. Na drugi dzień, znaczy w poniedziałek, znów pulpę ostro przemieszałem wiertarą i zakręciłem obie beki deklami z rurkami fermentacyjnymi. Siedzę przy kompie, banuje niesfornych użytkowników forum AD, i słucham:
- bllllu! - rurka w pierwszej bece.
- gluuu! - druga
- bllllu!...
- gluuu!...
- bllllu!...
- gluuu!...
- bllllu!...
- ... (cisza)
- bllllu!...
- ...
- bllllu
- ...

O, kurcze coś nie tak... Idę, a tam w drugiej rurce już jabłka się w górę cisną. Wyciągam rurkę, a tam pulpa przez dławik się usiłuje wydostać. Kręcę deklem, a on sprężynuje jak poduszka powietrzna. Chce się wyrwać. Gdy poluzowałem go o jeden obrót jabłka wypłynęły wszystkimi szczelinami zalewając całą podłogę.
A mówiłem wielokrotnie na forum aby uważać z napełnianiem fermentorów?...

Po tych wszystkich przeżyciach chwilowo Guttmana nie wyciągam...

______________________________________________________________________
Obrazek أسامة بن لادن


Góra
   
 
 Tytuł: Re: Największe wpadki
PostPostNapisane: środa, 11 lis 2009, 17:54 
Posty: 1037
Tematy: 112
zaloguj się aby zobaczyć avatar
hm... Odnośnie skal papierowych itp.

Ocena postu XX - nie dla młodocianych bo nie zrozumieją.

Sąsiadka, taka starsza, samotna, spokojna niewiasta, któregoś dnia obudziła mnie, rzucają malutkimi kamyczkami w okno kuchenne (tak, tak to może człowieka upaślić/upasjonować = wkurwić).

Opowiedziała mi, że miała bardzo niebezpieczne przeżycie wieczorem. Wkładając hm... używająć wibrator zsunęła się (jak już wiedziała później) papierowa kartka głebokości. Zaczęła mieć wątpliwośći wtedy gdy zaczęło ją zbierać na wymioty. Otóż okazało się, że kartka przesunę tak bardzo, że zakończenie wibratora zaczęło drażnić jej gardło.

Ostrzeżenie bardzo ważne choć jeszcze nie teraz. Takie są te produkty z krajów, gdzie robocizna jest tania. Nawet kleje do nalepek kradną i zastępują gumą arabską... nie wiem czy ktoś nie weźmie mnie za te insynuajce do sądu...

Sprawa jest jednak ważna dla nas starszych...

J

______________________________________________________________________
Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.


Góra
   
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 46 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do: