Beczułka szklana 0,75 l z 4 kieliszkamiBeczułki wykonane z grubego, dekoracyjnie oplecionego szkła. Zaopatrzone w kranik u swojej podstawy. Idealnie nadają się na prezent lub stół biesiadny.
Cena: 69,00 zł
Właśnie odwiedził mnie znajomy, przyniósł Balantinesa ( czyt. Balantinesa), jednak na początek zapodałem mojego mieszańca z jabłek, śliwek, gruszek i ananasów. Skończyło się na tym że domóweczka szła na lodzie (bo szachetnych trunków się nie miesza), a balantines szedł sobie z colą ( bo jakoś tak mydłem zapodawał) Fanstastyczne uczucie dla artysty, gdy publiczność docenia jego wysiloną pracę
Balantines nadaje się na prezent dla kogoś, mężczyzny, komu prezent po prostu dać wypada i musi to byc "prestiżówka", a niekoniecznie chcesz go zaszczycać własnym rękodziełem. Balantinesa nie piłem, ale kiedyś łyknąłem czerwonego Jaśka. Walił dynxem. A sam dynx po prawdzie, jak się go dobrze zawącha, to przypomina w zapachu przedgony, z tym, że przedgony pachną jak perfumy a DenaturatTM po prostu śmierdzi.
______________________________________________________________________ ポーランド語が書けますちょっと。 得意は満月の仕業の酒です。 Spécialité: Chateau de Garage, serie: La Lune Pleine Lux Lunae luceat nos! Disclaimer: Moje uczestnictwo w tym forum ma charakter czysto edukacyjno poznawczy.
Ja sąsiadowi robiłem śliwkę i gruszkę na wesele i każdy był w szoku . Gość u którego brał salę powiedział że bimberku na wiejski stół na 90 osób starczy mu 15 litrów i jeszcze zostanie a w rzeczywistości poszło 26 ,a młody w szoku bo mu wódki sklepowej zostało od groma . Wniosek panowie nasuwa się sam swojskie lepsze.
Nawiązując do postu powyżej, parę imprez weselnych zaliczyłem i powiem szczerze jedną rzecz nie chwaląc się: Podchodzę do wiejskiego stołu, ogromniasty nóż, szyna!! nie szynka, ogórcy, monstrualny kamionek smalcu, strzecha. Kaszanka zwisa obijając się o pęta kiełbasiny, pachnącej czosnkiem aż mdli. Typowy wypasiony polsko-wiejski weselny stół, acha pierogi smażone na boczku. wszystko własne, na stole wino dla "miastowych" a pod wiejskim stołem tłoczno!!!, każdy się pcha. Do sedna...jako wodzirej, starszy szklankowy próbuję organoleptycznie..bleeee, za szmaty ojca pana młodego, dawaj kierowcę!!!. W przerwie grania zawiózł mnie perkusista do mojej piwniczki, sytuacja opanowana, trunek dobry, bez smrodu. tyle chwalipiętliwości. Do sedna: wszystko co naprawdę swojskie, naturalne, prawdziwe....jest wspaniałe!!!
Ech, szkoda gadać. Pozdrawiam wszystkich.
______________________________________________________________________ pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............
A ja do wiejskich stołów w rodzinie staram się nie podchodzić, bo mnie k***ca bierze. U krewniaka postawiłem na wiejskim stole 5l śliwowicy, parę litrów czystej (podwójna rektyfikacja, węgiel, na spodzie kilka kawałów dębu, odleżakowane- no cud miód). Postawiłem też litr grappy, z tym że tygodniowej. Jak sami wiecie, tygodniowa grappa nie rożni się zbytnio od pospolitego samogonu pędzonego z onucy wójta. Wali, jedzie i śmierdzi... bimbrem.
I teraz zagadka- co poszło pierwsze? Ano grappa. Oh, jak mlaskali- że dobre, że tradycyjne, że takie jak "dziad z wójem" robili. Tu był mój pierwszy skurcz żołądka. Potem poszła sliwowica- "oj, mocna dobra, a jak kiedyś łącką piłem" - i tu poszła litania debilizmów zasłyszanych o łąckiej- która jak każdy z nas wie jest poślednim ukraińskim spirytusem z zaprawka śliwkową, w zalakowanej butelce z etykietką o "krasieniu lic". Takich dyrdymałów o pędzeniu w życiu nie słyszałem- że górale to dwa miesiące destylują, że drożdży to tam nie ma- ach, szkoda pisać. . Co prawie nie poszło? Czysta. I jeszcze oburzenie byli, że Pan młody Finlandię ze stołów przelewał i na wiejski wypchnął...
I tu zrozumiałem, że nie ma sensu ludziom tłumaczyć co to rektyfikacja, że w domu da się robić spirytus, że to może nie śmierdzieć. Nie- ludzie zachwycają sie śmierdzącym gównem (paaanie, lepsze jak sklepówka) Kurna, z której strony? Wiele miesięcy i wysiłku zajęło mi zbliżenie się do jakości lepszych wódek, a i teraz uważam, że są na rynku wódki bardzo dobre, których jakość naprawdę powala. Więc jak ktoś pisze "lepsze jak sklepówka" (szczególnie gdy na zdjęciu za nim mamy stary garnek z chłodnicą) mówi mi tylko jak nisko upadły gusty społeczeństwa.
______________________________________________________________________ Zwykle jest tak, że im bardziej wóda śmierdzi drożdżami, pogonami i syfem, tym bardziej producent zasłania się "tradycją" albo "dziadkiem bimbrownikiem"...
Zauważyłem, że ostatnio słowo 'bimber' działa na ludzi bardzo elektryzująco - wypiją każdy, śmierdzi bo musi. Częstują mnie tu i ówdzie 'pysznym bimbrem', bo_ja_się_znam_i_docenię Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, że można takie syfy pić i jeszcze się zachwycać. Co do śliwowicy to raz, przy moim stole, miałem identyczną sytuację jak Zygmunt. Co więcej, dostałem kiedyś 'Śliwowicę, tą co krasi lica' w charakterystycznej butelce (spiryt z targu + aromat śliwkowy) i postanowiłem dać ją do spróbowania po mojej. Ileż było zachwytów, że to właśnie TA. Słowem spili mi flaszkę, którą miałem wylać
O pędzeniu bimbru tak jak o polityce i wojsku każdy Pollak wie wszystko i chętnie się tą ,,wiedzą" dzieli, na weselach wyjątkowo gorliwie. Dawno wyleczyłem się od popisywania własnymi napitkami w szerokim, mniej mi znanym gronie - mam mały klub konesera, gdzie wszystkie zbędne słowa zastąpione są mlasknięciem o podniebienie i przymrużeniem oka i to mi wystarczy jako paliwo do dalszych działań.
Mi raz kuzyn na wselu powiedział: "co, ty, jaka stal nierdzewna, sliwowicę to sie zaciera w dębowej beczce a potem pędzi w duzym kotle z wodą razem z tą dębowa beczką". No, nie wiem, może miał rację... Ale nie wydaje mi się, z dębowej beczki po ugotowaniu wiele nie zostanie. Ale może właśnie tak sie to powinno robić? Czy to jest legenda klasy "pędzone przez 2 miesiące przez cierpliwego górala"?
______________________________________________________________________ ポーランド語が書けますちょっと。 得意は満月の仕業の酒です。 Spécialité: Chateau de Garage, serie: La Lune Pleine Lux Lunae luceat nos! Disclaimer: Moje uczestnictwo w tym forum ma charakter czysto edukacyjno poznawczy.
Panowie zagalopowaliśmy się chyba. Nikt na wesele nie chce od Was wódki domowej, czy domowego spirytusu, ludzie proszą o bimber. Bimber ma śmierdzieć tak jak śmierdzi bimber w opinii gawiedzi. Tak ludzie postrzegają ten alkohol i takiego oczekują. Co ludzi interesuje, że stawiamy im na stół wódkę w pełni domową nie odbiegającą smakiem od finlandii, skoro chcieli spróbować bimbru. Alkohole mają pewne własności i dzięki tym własnością je klasyfikujemy i nadajemy nazwy. Bimber to nie domowa wódka 3 razy puszczana na kolumnie. Pomijam tu "znawstwo" ludzi co do alkoholi to odrębna historia. Ale jak kolega chce bimber na wiejski stół to ani myślę o rektyfikacji, kolega dostaje bimber w taki słowa znaczeniu jakim weselnicy będą go chcieli spróbować. Dla siebie i moich bliskich robię już inny alkohol ale to chyba nie bimber.
______________________________________________________________________ Rozum mówi nie pij, ale silna wola zwycięża.
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników