EDIT by Kuc: Temat którego mottem niech będzie stary dowcip: Spotyka się na ulicy dwóch znajomych, jeden czymś bardzo zaaferowany idzie szybkim krokiem. Drugi, zastanawiając się dokąd tak koledze śpieszno, zadaje mu pytanie: - Gdzie pędzisz? - W piwnicy!!
Ja kiedyś pędziłem na nogach, zagapiłem się i rozbiłem sobie głowę o przystanek autobusowy
Oj, efekt pędzenia był praktycznie natychmiastowy; odbiłem się od przystanku aż siadłem na d.... No i faktycznie zalałem się, ale na szczęście nie w trupa. Zalałem się od razu, co prawda była to bezalkoholowa wersja "Bloody Mary", takie prawie "Bloody Mary" co wykapywało/psociło się prosto z czoła ale za to bez nakładów finansowych osiągnąłem stan lekkiego oszołomienia Głowę mam twardą, obijam ją sobie systematycznie to i przyzwyczajony jestem
W życiu czasem, z niektórych sytuacji można wyciągnąć bardzo ciekawe wnioski. Ja doszedłem, swego czasu, do wniosku, że czystość, szczególnie nadmierna czystość może stanowić zagrożenie dla zdrowia, życia i porządku publicznego. Za licealnych czasów, była to jeszcze jako tako prosperująca komuna, lata siedemdziesiąte, byłem na Starówce w Warszawie. Przechodziłem koło sklepu Cepelii a przed oknem wystawowym stało sobie starsze małżeństwo z wielkim zainteresowaniem coś oglądając. Zaciekawiło mnie, co tam może być takiego ciekawego i stanąłem obok nich. W pewnym momencie Pan Dziadek coś pokazał ręką a ja odruchowo i dość szybko nachyliłem się aby to lepiej zobaczyć i... z całym impetem pieprznąłem czołem w szybę. Odruchowo jeszcze przywaliłem ręką w tę szybę próbując się złapać kraty, która była w tym oknie wystawowym (takie solidne kiedyś były, rolowane: opuszczane i podnoszone korbą). Dziadek z Babcią, przerażeni, w popłochu, szybko się oddalili Okazało się, że: 1. Krata była za szybą co się zdarzało raczej sporadycznie. 2. Szyba była perfekcyjnie czysta co w tamtych czasach też było zjawiskiem sporadycznym (a może była świeżo wstawiona) Tej szyby wtedy nie rozbiłem, ale od tej pory mam przekonanie, że czystość może szkodzić
Oj, efekt pędzenia był praktycznie natychmiastowy;
A z kolei u mnie efekt był opóźniony o co najmniej kilka godzin... a działanie? Działanie trwało kilka tygodni i już nie należy do najprzyjemniejszych.
Zapytacie co to było za pędzenie? Już odpowiadam:
Pędziłem sobie tak z 80 km/h lub troszeczkę więcej.. NA MOTORZE Pewnym sposobem na drodze znalazło się trochę piachu, ja się akurat ,,składałem'' do zakrętu no i z pędzenia wyszedł w pewnym momencie lot nawet. . . (tak się rozpędzić) Dobrze, że z przeciwka nic nie jechało innego bo pewnie pokusił bym się o ,,łączenie'' czytaj klejenie (atomów) z innym pojazdem a to już nie tak piękne by było Choć i może jakieś bardziej z dziedziny fizyki jądrowej.
Oczywiście obyło się bez stróżów prawa, porządku (i moralności), lekarzy, świadków i kogokolwiek.
No ale miało byc o działaniu a bylo ono następujące:
Następnego dnia po pędzeniu obudziłem się i dzielnie (udając uśmiech i zadowolenie) pomaszerowałem do WC i tam się to stało. Na kilkanaście minut straciłem kontakt z otaczającą mnie rzeczywistością (utrata świadomości) Co nie wiem czy dokładnie z medycznego punktu widzenia było spowodowane, ale się wydarzyło tylko ten jeden raz owego ranka. KONIEC
Jeszcze raz zacytuję Kolegę @Winiarka5:
Cytuj:
Głowę mam twardą, obijam ją sobie systematycznie to i przyzwyczajony jestem
Ja też. . .
Pewnie nasze posty przeniesione zostaną do innego działu lub powstanie jakiś osobny na styl: ,,Inne wybitne osiągnięcia pędnicze''
Dobrze, że z przeciwka nic nie jechało innego bo pewnie pokusił bym się o ,,łączenie'' czytaj...
Na tym forum, to łączenie, nawet w tym przypadku-wypadku, nazwałbym kupażowaniem Ewentualny efekt tego kupażowania: "blended blachi i organy" z odpowiednią ilością gwiazdek...
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników