Beczułka szklana 0,75 l z 4 kieliszkamiBeczułki wykonane z grubego, dekoracyjnie oplecionego szkła. Zaopatrzone w kranik u swojej podstawy. Idealnie nadają się na prezent lub stół biesiadny.
Cena: 69,00 zł
Buntóję się przeciw powszechnemu używaniu określeń typu; bimber, okowita, samogon.Myślę że celem każdego ambitnego kapacza jest uzyskanie, właśnie destylatu porównywalnego z fabrycznym a może lepszego. Te wspomniane określenia są nie z tej epoki, obecnie inne możliwości materjałowe, inne dostępne nowoczesne technologie, pozwalają na uzyskanie w domowych warunkach DESTYLATU o podobnych parametrach jak ten wytwarzany przemysłowo. Proszę Kolegów kapaczy o nie profanowanie wytworów swojego hobby, i nazywanie swojego wybryku poprostu DESTYLATEM. Przypomina mi się jak kuzynka mieszkająca w Paryżu, objaśniała mi działanie domofonu, tłumacząc;"tu się mówi a tam słychać" Ona wyobrażała sobie że Polska jest taka jak w chwili kiedy ją opuszczała. Postęp jest wszędzie, w każdej dziedzinie.Pzdr.
...Proszę Kolegów kapaczy o nie profanowanie wytworów swojego hobby...
Longink1, slowo daje, ze mojego hobby nie profanuje. Cala "psote" wysaczam do dna w milym gronie, az do uzyskania efektu echa w butli
Wiem, wiem wyrwalem zdanie z kontekstu na wlasne potrzeby. Wiem tez o co chodzi z tym Twoim apelem i choc sam nie uzywam slowa "bimber" to jednak jest to jakas tradycja z dziada pradziada. Niech kazdy uzywa nazewnictwa wg wlasnej potrzeby
Pozdrawiam serdecznie Calyx
______________________________________________________________________ Kiedy fikam, to jestem grafikiem, kiedy psocę, to jestem psotnikiem
Coś w tym jest, faktycznie przy obecnych możliwościach sprzętowych + obszerna wiedza z takich stron jak ta, można zrobić doskonały niemalże 95% spirytus który nie będzie się kojarzył nawet z "tradycyjnym" bimbrem, który notabene kojarzony właśnie jest z smrodem i kiepską aparaturką.
Ja myślę że osobom starszym slowo bimber, może sie zawsze kojarzyć ze smrodliwą wódką, podłą w smaku. Natomiast przyszłe pokolenie, może to słowo odbierać, tylko jako ekskluzywny, dobry, a przede wszystkim zdrowy wyrób. I taki wszyscy będą chcieli spożywać.
A co do skojarzeń, to tak, jak nam sie kojarzą np. domowe powidła, kompoty, domowy chlebek, domowe ciasta i ogólnie domowe jedzenie i mówi się dobry , - bo domowy, to bimberek też będzie, się z tym właśnie kojarzył. Powiem więcej jest już tak dzisiaj. Nieraz spotykałem się z tym że ja, albo moi koledzy mówili, do kogoś: napijesz sie kielicha?, a ktoś odpowiadał nie, nie, dziękuję,- A oni na to- ale to bimberek, a wtedy ktoś mówił,- bimberek?! a to chętnie spróbuję.
______________________________________________________________________ Użytkownik zbanowany od 09.VII.2009r.
Nie zupełnie tak Kol. mima, na złą reputację określenia bimber "pracowały" całe pokolenia, a dość skutecznie pomagała władza, ale też sami "producenci", wytwarzając smrodliwy napój. Opinia taka jest nie tylko u osób starszych. Kiedyś moja córka na jakiejś imprezie zapytała;- napijecie się bimbru ?, jeden z gości 45- latek odpowiedział - nie biorę do ust bimbru. Córka więc podała ruską "Putinówkę" która gościom przypadła do gustu, na koniec dowiedzieli się co piją. Ten sam gość następnym razem oświadczył że nie pije czystych wódek, więc dostał cytrynówkę (z wiadomego destylatu) która znów mu przypadła do smaku. Tak więc siła przyzwyczajenia i siła przekazu z pokolenia na pokolenie ma dużą moc, i nie prędko to minie. No i nie pomogą tej reputacji pytania typu "jak grzać". Pozdrawiam longink1.
Nieraz spotykałem się z tym że ja, albo moi koledzy mówili, do kogoś: napijesz sie kielicha?, a ktoś odpowiadał nie, nie, dziękuję,- A oni na to- ale to bimberek, a wtedy ktoś mówił,- bimberek?! a to chętnie spróbuję.
Ja cały czas się z tym spotykam. Wielu moich znajomych kojarzy bimber jako wysokiej jakości produkt domowy jak choćby wędlinki. Pozdrawiam.
______________________________________________________________________ „Strach, jak to strach, ma wielkie oczy, strasznym wzrokiem wkoło toczy. Włos się jeży, skóra poci, a to tylko cień na ścianie psoci.”
Tytuł: Re: DESTYLAT a nie bimber, okowita, samogon
Napisane: sobota, 8 sty 2011, 17:06
Posty: 533 Tematy: 21
Postanowiłem odświeżyć temat. W związku że przybywa nowych psotników wiele osób z racji tego że słowo bimber bardzo źle jest kojarzone z napitkiem którego próbowaliśmy. O podłej jakości. proponuję małą próbę nie poezji, ale wyjaśnienie kwestii bukietu Z odpowiednim zaznaczeniem że najprzedniejsze gatunki alkoholi sprzedawane w sklepie też bimbrem są. Po pijaku post pisany jest jak bimber rozlewany....
Kuc zostaw Agnieszkę i bierz się za bimbrozofię.
Zacznę od siebie: Produkt który ja obecnie produkuję jest w bukiecie autentycznie spirytusowaty, bez zbędnych zapachów i domieszek, głowa nigdy nie boli a spożywam sporo.
Oczywiście na własny użytek dokonuję też destylacji metodą pot still.
Nie zaprzeczam że dobry gatunkowo bimber jest mi obcy, bardzo lubię posmak bimbrowy, oczywiście pod jednym warunkiem że nie śmierdzi jak skarpety starej pijanej tesciowej. Czekam na wasze opinie i końcowe rozwalenie bimrowego mitu.
______________________________________________________________________ pędzę bo nigdzie mi się nie śpieszy............
Tytuł: Re: DESTYLAT a nie bimber, okowita, samogon
Napisane: sobota, 8 sty 2011, 20:55
Posty: 319 Tematy: 14
A ja powiem tak:
Pochodzę z dużego miasta. Rodzinna tradycja jest taka, że pędził dziadek, do rymu była by i babka, ale nie babcia akurat nie pędziła, ale pędził wujek, pędził tato. Miałem też okazję posmakować bimbru typowego menela. Konkluzja:
Mnie osobiście słowo bimber, kojarzy się z wysoko gatunkowym trunkiem, gdzie do wytworzenia każdej kropelki włożona jest pasja. Smak to kwestia gustu, ważne że przechylając każdego kieliszka ma się to uczucie szlachetności trunku. Czuć, że to co pijesz to coś wyjątkowego. Nawet bimber menela robiony na pokrywce, który odrzuca zaraz po przełknięciu, to jest To Coś. Nie było to robione w lesie na ziemniakach, ale głaskane, chuchane i jakie by nie było w smaku to jest to nasz, swojski bimberek. Wiadomo, każdy dąży do doskonałości i ulepsza swoje trunki. Myślę, że to skojarzenie bimbru z niesmacznym alkoholem, w dużej mierze ma swoje źródło w delikatnych gardłach osób je pijących. Pamiętam jak częstowałem swoich kolegów wódką z kukurydzy. Zarzekali się, że wolą nie pić wcale niż pić to swiństwo. Rok później przyjeżdżali tylko z sokiem w odwiedziny z nadzieją na flaszeczkę tzw 'kuku'. Ja wiem ze bimberek mojego ojca się nie zmienił, wiec musiało zmienić się podniebienie kolegów, którzy zachwalali ten sam bimber z kukurydzy.
Bimber to bimber, tu nie ma się czego wstydzić, szukać innej nazwy. To powrót do korzeni. Bardzo zacnych korzeni, z tą różnicą, że diament jaki posiadamy, czyli doświadczenie poprzednich pokoleń jeszcze bardziej wyszlifowaliśmy. Bimber naszych dzieci będzię jeszcze lepszy i pewnie całkiem inny.
______________________________________________________________________ Kto pije - nie błądzi
Tytuł: Re: DESTYLAT a nie bimber, okowita, samogon
Napisane: niedziela, 9 sty 2011, 00:31
Posty: 2835 Tematy: 60
To może i ja opowiem, bo u mnie jest z goła inaczej. Pierwsze próby przed znajomymi wypadały beznadziejnie- śmierdzi, smakuje jak ostra papryka i wolą sklepową. Ba, wtedy sam wolałem flaszkę dobrej wódki... Potem przyszła kolumna- i zachwyt że po pierwszym razie poezja, że świetne i w ogóle...niestety zachwyt był jednostronny... Potem przyszła technologia- czyszczenie, leżakowanie, filtr, ostatnio ultradźwięki- i wiecie co? Nastawienie się zmieniło. Dalej nie jest to Finlandia, ale imprezy bez własnego wyrobu nikt sobie nie wyobraża- na razie jako dodatek, po którym łeb nie napieprza, ale myślę, że z czasem to się zmieni. No i spirytus nalewkowy- podobno dużo lepszy (i za darmo!) od sklepowego. Ciągle wiem, że daleka droga przede mną do jakości a la Stock, ale z każdym tygodniem dystans się zmniejsza... Za pół roku myślę, że całkiem porzucę sklep na rzecz piwnicy. I tego i Wam życzę!
______________________________________________________________________ Zwykle jest tak, że im bardziej wóda śmierdzi drożdżami, pogonami i syfem, tym bardziej producent zasłania się "tradycją" albo "dziadkiem bimbrownikiem"...
Tytuł: Re: DESTYLAT a nie bimber, okowita, samogon
Napisane: niedziela, 9 sty 2011, 10:03
Posty: 319 Tematy: 14
Widzisz, po części to wszystko zależy od nastawienia. Moi rodzice mają pokoje do wynajęcia w Borach. No i przyjeżdżają tam różni ludzie. Są ludzie, którzy doceniają domowe wyroby zachwycając się wędlinkami, zupami, wiskaczami, nalewkami i wszystkim czym chata bogata. Są jednak ludzie, najczęściej nowobogaccy, którym kartofel śmierdzi warzywniakiem, schabowy świnią a nie panierką, a na alkohole nawet nie patrzą bo oni po markowych z wyższej półki nie chorują. No to tato, dla jaj zbiera se te markowe butelki i nalewa im tam swój produkt z wyszej półki. Najlepsze, że znawcy łiskaczów często z zazdrością, że tata ma takie zbiory i mogą sobie częstować do woli, pokuszają się na zgadywanie roczników itp, bo trunek wyjątkowo delikatny, rodem nie z polski, bo tata skrzętnie chowa butelki do zamykanego barku, więć widzą tylko co piją a nie znają daty i pochodzenia. Tato czasami tylko zdradza tajemnice, ale zawsze ma ubaw jak wiskacze czy naleweczki goście datują na 10-15 lat. Kiedyś naleweczka babuniu była tak stara, że pomimo mocy, złagodniał posmak spirytusu, tak wyczuwalnego w świerzych butelkach sklepowych.
Więc tak to wygląda z mojego punktu widzenia. Są gardła, które chwalą sobie bimber a są gardła, które ''nigdy'' go niewypiją.
Chętnych zapraszam.
______________________________________________________________________ Kto pije - nie błądzi
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników