Jako, że zarzucony przeze mnie temat spotkał się z ogromnym odzewem (cała 1 odpowiedź), pomyślałem, że dam coś na rozruch. Napisałem kiedyś, będąc oczywiście „pod wpływem”, takie opowiadanie z bimbrem w tle, którego akcja rozgrywa się na stacji kolei wąskotorowej (zboczenie zawodowe) której próżno szukać na kolejowych mapach. Opowiadanie jest w 100% zmyślone, chociaż oparte o kolejowe realia i dlatego, jako, że część słów może być niezrozumiała dla „niekolejarzy”, na dole wyjaśniam niektóre fachowe zawiłości, jeśli by ktoś miał ciekawość co to takiego jest nastawnia, czy pędnia. Nazrazie, na próbę daję część pierwszą. Miłej lektury!
Stacja Sztokerowo Wąskotorowe była styczną* ze stacją normalnotorową. Jeszcze niedawno duży ruch towarowy powodował, że nie było czasu na głupoty, jednak spadające przewozy, a co za tym idzie coraz więcej wolnego czasu powodowało, że w umysłach niektórych sztokerowskich kolejarzy rodziły się pomysły daleko wykraczające poza ogólnie przyjęte ramy normalności...
Wydarzenia dnia wczorajszego powodowały że zwrotniczemu Jerzemu Kapslowi droga do pracy przebiegała ciężko. Wprawdzie to, ze ogólnie jakoś nim telepie tłumaczył porannym chłodem, a to że bardzo mu się chce pić, tym, że zupa była za słona, ale już braku jednego służbowego gumiaka i ostatnich dwudziestu złotych z funduszu zaskórniakowego nie mógł sobie wyjaśnić inaczej, jak tym że wczoraj ostro pochlał. Małe zielone króliczki i bordowy słonik hasające w mokrych od porannej rosy trawach, które ciągle machały do niego łapkami mówiąc coś chyba po hiszpańsku utwierdzały zwrotniczego w przekonaniu że proces trzeźwienia nieubłaganie się rozpoczął. Nie było to wcale staremu Jerzemu po myśli. Kiedyś, jeszcze tydzień temu nie przejmował by się tym stanem rzeczy, gdyż wiedział, że znajdzie ukojenie gdy tylko przekroczy próg nastawni*. Jednak teraz sytuacja była wręcz tragiczna. Słonik gdzieś zniknął, za to króliczki stawały się coraz bardziej natrętne...
Stacja Sztokerowo Wąskotorowe, jak każda poważna stacja, posiadała swego Naczelnika. Był nim Zenon Pająk, postawny mężczyzna po pięćdziesiątce, który purpury swego nosa na pewno nie odziedziczył po tatusiu. Należał on do typu ludzi powszechnie nazywanych jajcarzami. Sam uważał siebie i swoje dowcipy za pierwszorzędne. Inne zdanie mieli ci, których owe kawały dotyczyły bezpośrednio. Lubił na przykład w nocy, z krzaków dać maszyniście spychającemu esemką* wagony na transportery*, sygnał „do mnie”, w momencie, gdy przed rampą nie było akurat transportera. Obserwował przez chwilę jak 60-cio tonowa „krowa”* spada z rampy, po czym ulatniał się chyłkiem rechocząc pod nosem. Kiedyś wsadził, mającego lęk wysokości, robotnika Gąsiorowskiego na szafkę BHP. Biedak siedział tam całą noc bo bał się zejść. Rano Naczelnik pomógł mu opuścić się na ziemię wywracając szafkę, oczywiście razem z robotnikiem. Czasem jednak żarty kończyły się dla Pająka nieoczekiwanie. Raz ujrzał idącą z siatami na targ własną teściową. Gdy kobieta szła torem nr 7 polecił odrzucić* na ten tor pusty wagon kryty. Nie spodziewał się że pani Halinka jest tak twarda. Kobiecie nic się nie stało, za to wagon wykoleił się obiema osiami i przewrócił na bok tak niefortunnie, ze złamał słup elektryczny zrywając jednocześnie przewody. Lekko oszołomiona zderzeniem pani Halinka gdy już doszła do siebie, stwierdziła, jak później zeznała na Milicji, że w wyniku kolizji z wagonem nastąpiło stłuczenie dwóch i pęknięcie trzech jajek od kury Grzefilki, które niosła celem sprzedaży na targ. To skłoniło kobietę do poszukiwania sprawcy incydentu. W momencie omijania wagonu zaplątała się w będące ciągle pod napięciem zerwane przewody elektryczne. Lekkie porażenie prądem o napięciu 400V wprawiło panią Halinkę we wściekłość, tym bardziej, że łuk elektryczny, który zapalił się w chwili wyplątywania pomiędzy przewodami popalił jej waciak. Podeszła do grupy gapiących się kolejarzy i zadając silny cios w głowę pierwszemu z brzegu, przekonała pozostałych od wskazania dowcipnisia. W tym czasie Naczelnik był już na drugim końcu stacji i przed oczami mając perspektywę nieuniknionego, wieczornego spotkania z teściową w domu, szukał pieniędzy na zakup odpowiedniej ilości alkoholu, który, jak wiadomo, ma działanie znieczulające. Z tym znieczulaniem, jednak przesadził i dotarł do domu dopiero rano, po tym jak obudził się na gigantycznym kacu w rowie. Finałem żartu były trzy szwy założone na twarzy pana Zenona, dwa tygodnie pobytu w szpitalu, pól roku spania w komórce przy domu i zakaz przetaczania odrzutem na stacji Sztokerowo Wąsk. Robotnik, który dostał cios od pani Halinki, zmarł po trzech dniach w szpitalu nie odzyskawszy przytomności.
Stacja Sztokerowo Wąsk. posiadała, jak każda poważna stacja także nastawnię. Była to nastawnia dysponująca*, ponieważ dysponowała czterema beczkami do nastawiania zacieru. Posiadała, jak każda prawdziwa nastawnia, pędnie* złożone z rurek miedzianych odpowiednich długości i baniek na mleko z wmontowanymi grzałkami. Pędnie służyły, jak sama nazwa wskazuje, pędzeniu bimbru, na który to produkt zapotrzebowanie wśród kierownictwa i załogi stacji nie słabło. Regulamin Techniczny Stacji przewidywał przeprowadzanie odpraw przed zmianowych codziennie rano właśnie w nastawni. Oj, co tam się co rano odprawiało!... Zwrotniczowie, manewrowi, członkowie drużyn pociągowych, dyspozytorzy, wszyscy jak jeden przechylali drżącymi dłońmi musztardówki wlewając mniej, lub bardziej mętną ich zawartość od spragnionych gardeł. Nastawnia dawała energię, spokój wewnętrzny i motywację do jeszcze wydajniejszej pracy dla całego personelu.
Naczelnik Pająk sam jednak nie gustował w owym produkcie regionalnym jaki stanowił pędzony tu samogon. Naczelnik dzień rozpoczynał alpagą. Co rano, gdy wchodził do swego gabinetu, młody asystent Woźniak witał go słowami „Dzień dobry panie szefie” i natychmiast przykrywał stół serwetą z „Planu pracy drużyn trakcyjnych*” na której stawiał świeżo umyty słoik po klopsikach. Naczelnik wtedy mierzył Woźniaka swoim groźnym, choć lekko wodnistym wzrokiem i skinięciem głowy odpowiadał na „dzień dobry” dając jednocześnie do zrozumienia że asystent może usiąść. Przy akompaniamencie stękań i posapywań Pająk lokował się w fotelu i rozpoczynał rytuał spożywania śniadania. Pierwszą czynnością było wypicie jednym haustem słoika wina. Po tym następowało beknięcie i mlaskanie. Następnie na obrusie z „Planów” z głośnym klapnięciem lądowała wędzona makrela otulona w gazetkę sprzed tygodnia. Czasem zamiast „makrela giełdowego” pan Zenon wyciągał pęto pasztetowej. Wożniak wiedział ze należy wtedy natychmiast podać na stół „talerz” z druku R-7 na który zostaną wyplute skóry dla warsztatowego kota Klakiera. Po rozszarpaniu makreli Pająk wyrównywał lekki przechył ciała słoikiem alpagi zapodanym „na drugą nogę” i rozpoczynał dzień pracy. Zaczynał, oczywiście, od udania się do nastawni na odprawę.
Sztokerowscy kolejarze stanowili zgrany zespół. Oprócz tego, wiadomo, jaki pan, taki kram, więc podobnie jak Naczelnik nie stronili ani od kielicha, ani od psikusa. Raz, gdy Pająk szczególnie zalazł im za skórę wymiotując po pijaku do beczki z dojrzałym już zacierem, postanowili się odegrać. Któryś namówił Woźniaka aby ten wrzucił przełożonemu od wina kwasa. Załoga miała niezłą zabawę bo Naczelnik tańczący nago pod żurawiem wodnym, a potem wyjawianie przez niego tajemnicy wszechświata gołębiom siedzącym na daszku szaletu było raczej zabawne. Natomiast to co nastąpiło później miało się okazać raczej niezbyt wesołe. Pan Zenon pod wpływem LSD doznał takich halucynacji i zobaczył takie rzeczy, że przeszedł na buddyzm... C.D.N.
Wyjaśnienia:
Stacja styczna – stacja, na której są i tory normalne (1435mm), i wąskie (np. 1000, czy 750mm) i istnieje możliwość przeładunku towarów z wagonów normalnotorowych do wąskotorowych i na odwrót. Nastawnia – budynek na stacji z którego sterowane są semafory i zwrotnice. Esemka – normalnotorowa manewrowa lokomotywa spalinowa do przetaczania wagonów po stacji. Transporter – wąskotorowa platforma, mająca na sobie szyny, na które można zepchnąć na specjalnej rampie, wagon normalnotorowy i dalej ciągnąć go po wąskim torze (żeby nie trzeba było przeładowywać towarów). 60-cio tonowa krowa – zwyczajowe określenie na wielką, normalnotorową węglarkę (najpopularniejszy wagon towarowy na PKP). Odrzycanie, przetaczanie odrzutem – przestawianie wagonów przez lekkie popchnięcie jego lokomotywą i dalej wagon już sam jedzie. Nastawnia dysponująca – główna, najważniejsza nastawnia na stacji, jeśli stacja jest tak duża, że jedną nastawnią się jej nie da obsłużyć. Pędnia – linka stalowa idąca z nastawni, służąca do przestawiania np. zwrotnicy czy semafora, tu nazwa została użyta w innym celu. Plan pracy drużyn trakcyjnych, wykaz R-7 itp. – druki do wypełniania – wytwory kolejowej biurokracji, najczęściej formatu rozłożonej „Wyborczej”
______________________________________________________________________ أسامة بن لادن
PEŁNY ODLOT OPOWIADANKO, gdzie można nabyć tomik z całą opowieścią, bo fabuła wciągnęła mnie bezgranicznie!
______________________________________________________________________ Pozdrawiam BAKU --------------------------------------------------- Rozlewamy nasze wytwory na podłodze i wlewamy, do butelek szmatą: ŻYWIEC PRAWIE JAK PIWO!!!
Spoko, dostaniesz ode mnie egzemplarz autorski. A tak ogólnie, to czas zapodać drugą część, tylko muszę trochę ocenzurować ją, żeby się niektóre sceny dzieciom po nocach nie śniły... Hehehe
______________________________________________________________________ أسامة بن لادن
Jako, że czas nadszedł zapodaję drugą część kolejowej opowieści z nutą bimbrowniczej treści o tym, co się zdarzyło na stacji Sztokerowo Wąskotorowe.
W poprzednim odcinku poznaliśmy stację Sztokerowo Wąsk., zwyczaje na niej panujące, ale przede wszystkim zwyczaje i samą osobę Naczelnika – Zenona Pająka, starego pijusa i kawalarza, który pod wpływem dowcipu zrobionego mu, za namowa innych kolejarzy, przez Asystenta Woźniaka (wrzucenie LSD do winka) doznał takich halucynacji i zobaczył takie rzeczy, że przeszedł na buddyzm (o czym jeszcze sztokerowscy kolejarze nie wiedzą...). Zapraszam do lektury!
Asystent Woźniak siedział wygodnie rozparty w fotelu szefa. Od czterech dni Naczelnik nie pojawił się w pracy. Na początku Woźniak miał wyrzuty sumienia że brał udział w psikusie z kwasem, jednak po pewnym czasie wyrzuty zostały zastąpione myślami że istnieje pewna szansa aby to on objął stanowisko Naczelnika Stacji. Czuł się w gabinecie coraz pewniej i nawet przed lustrem, zawieszonym za zasłonką obok obtłuczonej umywalki, w której co rano mył Pająkowi słoik po klopsach, ćwiczyć zaczął groźne miny. A i fotel na którym obecnie przebywał znacznie bardziej przypadł mu do gustu niż twarde krzesło na którym siadywał jeszcze niedawno. Minuty płynęły leniwie, specjalnie nie było co robić. Dla zabicia czasu Woźniak strzelał do stojącego na szafce znanego słoika po klopsach ze spluwy zrobionej z obudowy od długopisu. Amunicją początkowo były kulki ukręcone z produktów wydłubanych z nosa, po wyczerpaniu się złoża tego surowca pociskami stały się kawałki starannie przeżutej serwetki. Dochodziła godzina siódma. Gdy właśnie miała nastąpić kolejna salwa, drzwi od gabinetu otwarły się z rozmachem. Asystent pobladł i poczuł że na chwile stanęło mu serce. W drzwiach stał Naczelnik Zenon Pająk. Nie był to ten sam Pająk jakiego znał. Człowiek ten nie miał wodnisto-krowiego spojrzenia, nie zalatywało od niego „Popularnymi” i przetrawionym winem, brakowało też zwyczajowej siatki na wędzonego makrela giełdowego. Oczy przybysza lśniły jakimś dziwnym blaskiem, zaś nienaganny strój i trzymana rasowo pod pachą aktówka godne były przynajmniej Dyrektora DOKP*. - Co robicie Woźniak w moim fotelu!?- Ryknął naczelnik. Woźniak przecisną się pod stołem i stojąc na baczność za swoim krzesłem wypowiedział jednym tchem jedyne co przyszło mu w tej chwili do głowy. - Dzień dobry panie szefie! - Naczelniku! – Ryknął znowu Pająk. - Dzzzieńńńdobry ppanie nanaczelniku..! – Wycedził przerażony asystent. Nagle doszło do niego że wygląd i zachowanie zwierzchnika uległy zmianie lecz głos pozostał ten sam. Cóż sznaps-barytonu nie można się pozbyć przez cztery dni - pomyślał. Zenon skinął głową i począł usadawiać się w swoim fotelu, w tej samej chwili stół przykrył obrus z „Planu pracy drużyn trakcyjnych”. Woźniak jednak nie zobaczył wywołanego tym faktem lekkiego skrzywienia szefa, gdyż pojawił się przed nim a raczej nad nim problem, który mógł jeszcze bardziej zaognić sytuacje. Na szafie stał słoik, który właśnie w tej chwili powinien był stanąć przed zwierzchnikiem a który był cały oblepiony kawałkami mokrych serwetek i żółto-szarymi glutami. W przypływie emocji nie był w stanie nic innego zrobić jak niezdarnie otrzeć ręką zewnętrzną powierzchnie. Część farfocli zeszła, jednak gile z nosa zdążyły już przyschnąć i za nic nie dawały się usunąć. Nie było wyjścia. Na „Planie pracy” wylądował niezbyt czysty słoik... -Zabieraj mi to stąd! Asystent złapał słoik i pod kranem zaczął nerwowo odmaczać gluty. Ukradkiem obserwował dalsze poczynania Zenona. W miarę upływu czasu ruchy rąk przy myciu słoika stawały się coraz wolniejsze aż w końcu całkiem ustały a uczucie strachu przeszło w ogromne zdziwienie. Oto naczelnik postawił przed sobą na stole butelkę z... mlekiem! Nie jak przez pięć ostatnich lat wino marki Wino. Na stole stała prawdziwa butelka z mlekiem zamknięta kapslem z aluminiowej folii. Nie zważając że jeszcze tu i tam nie do końca wszystko się odmoczyło, Woźniak wytarł szkło w zasłonkę i postawił obok szefa. - Co to za obyczaje żeby pić ze słoika? – Oburzył się Pająk – Proszę o szklankę. Asystent zdziwił się nieco tą prośbą, gdyż pamiętał że przez ostatnie pięć lat szef wypowiadał podobnie brzmiące zdanie w którym wyrazy „słoik” i „szklanka” były używane w odwrotnej kolejności. Po chwili na stole stanęła szklanka. Naczelnik napełnił ją mlekiem i wypił do połowy. - Wstaw to na szafę – Polecił podając jednocześnie posążek jakiegoś wesołego, brzuchatego jegomościa. Asystent wykonał polecenie. - Umocuj to jakoś i zapal – Podał podwładnemu trzy dziwne patyczki. Wyglądały jak pałka wodna, były tylko 20 razy chudsze i twardsze. Wożniak wbił je cieńszymi końcami w jabłko i ze strachem podpalił. Okazało się ze owe „pałki wodne” wydzielają całkiem przyjemny zapach. - To kadzidełka, odganiają złe duchy, a posążek przedstawia Buddę, nieuku! – Powiedział Zenon do zdezorientowanego asystenta, po czym uczynił coś czego podwładny nie mógł zrozumieć – polał posążek resztką mleka ze szklanki mamrocząc coś pod nosem w niezrozumiałym dialekcie, po czym usiadł i zaczął przygotowania do śniadania. I tym razem Woźniak nie mógł się nadziwić. Zamiast makreli z gazety na stole pojawiła się miseczka jakiegoś zielska. Nie wiedział co począć jednak na wszelki wypadek nieśmiało podsuną druk R-7, jeśli coś by miało być dla warsztatowego kota - Klakiera. - Po co mi to? To kiełki soi i kuskus. Kot tego nie zje. – Wytłumaczył, po czym za pomocą jakiś dziwnych patyków opróżnił miseczkę – No, czas zrobić odprawę. A ty bierz się do roboty! – Powiedział chowając przybory śniadaniowe, po czym wyszedł lekko trzaskając drzwiami. Osłupiały Woźniak długo jeszcze nie mógł dojść do siebie... CDN...
*DOKP – Dyrekcja Okręgowa Kolei Państwowych – odpowiednik np. województwa w podziale administracyjnym.
______________________________________________________________________ أسامة بن لادن
Szarpiesz ludziom nerwy takimi krótkimi fragmencikami i tyle! Jak tu się na pracy skoncentrować?
______________________________________________________________________ Pozdrawiam BAKU --------------------------------------------------- Rozlewamy nasze wytwory na podłodze i wlewamy, do butelek szmatą: ŻYWIEC PRAWIE JAK PIWO!!!
Dokładnie BAKU. Rozumiem, że Kucyk stosuje tu reklamowy chwyt psychologiczny: da kawałek, zainteresuje, rozpali ciekawość i emocje a potem każe czekać.
Jako najstarszy stopniem: - Kucyk! Natychmiast siadaj i pisz! Jak się będziesz ociągał to sprawimy Ci tu bimberbaty!
Juliusz S.
______________________________________________________________________ Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników