Moje wątpliwości dotyczą poprawnie działającego zaworu refluksyjnego. Mianowicie bezpieczny układ powinien być "otwarty", zaś zadaniem zaworu refluksyjnego jest kierowanie części destylatu do kolumny i to jest sedno mojej wątpliwości. Tzn. opary, które przecież przemieszczają się do góry kolumny pod pewnym ciśnieniem znajdują krótszą drogę i poprzez zawór refluksyjny przedostają się do rurki odprowadzającej destylat, lub do chłodnicy "od dołu". Idąc dalej tym rozumowaniem, jeśli przymkniemy zawór spustowy kierując większą ilość destylatu do ponownego obiegu - spowodujemy zamknięcie instalacji, a w efekcie niekontrolowany wzrost ciśnienia. Moje pytanie w związku z tym brzmi: 1) czy zawór refluksyjny ma jakąś szczególną konstrukcję, aby nie powodować wypływu oparów od dołu chłodnicy?; 2) czy tajemnica poprawnego działania układu zawiera się w poprawnym dobraniu pojemności parownika do wydajności chłodnicy? Będę wdzięczny za głosy w tym temacie i ewentualne schematy poprawnie skonstruowanych zaworów. Z pozdrowieniem st@ch
...opary, które przecież przemieszczają się do góry kolumny pod pewnym ciśnieniem...
I właśnie o to ciśnienie chodzi... Poprawne działanie układu zapewnia odpowiednie dobranie średnicy wężownicy chłodnicy w stosunku do wielkości parownika i intensywności grzania, czyli od ilości par jakie są wytwarzane w kotle. Wtedy skropliny bez przeszkód dotrą przez syfon z powrotem do kolumny. Gdybyśmy jednak zaczęli ostrzej hajcować, to w pewnym momencie nastąpi tak duża różnica ciśnień między kolumną a wylotem chłodnicy, że destylat rzeczywiście zostanie przez pary wypchnięty z syfonu i stanie się to, o czym piszesz. Różnica ciśnień między wylotem z chłodnicy (a więc ciśnienie atmosferyczne) a punktem wejścia skroplin do kolumny będzie, przy pracującej kolumnie, ZAWSZE. Chodzi jednak o to, aby była możliwie mała.
Pamiętajmy: - im większa ilość par, - im mniejsza średnica wężownicy, - im większa długość wężownicy w której następuje skraplanie,
Tym większa różnica ciśnień.
Wspaniale można to zaobserwować w pracującym Guttmanie, gdzie wszystko widać...
______________________________________________________________________ أسامة بن لادن
Bezpieczny jest reflux wewnętrzny tzw zimne palce. Efekt uzyskiwanego urobku podobny a instalacja w pełni bezpieczna bo właśnie otwarta. Kolejną jej zaletą jest prostsza budowa. Właśnie bezpieczeństwo i prostota (obsługi również) skłoniły mnie do tego rozwiązania. Jestem w pełni zadowolony.
Ostatnio edytowano czwartek, 17 gru 2009, 13:28 przez Juliusz, łącznie edytowano 1 raz
I tu uwidacznie się wyraźna przewaga refluksu wewnętrznego (tzw. zimne palce). Oprócz bezpieczeńtstwa reflux wewnętrzny łatwiej jest kontrolować (chociażby regulacją przepływu wody chłodzącej czy grzania).
Jeżeli jednak nie da się uniknąć refluksu zewnętrznego to proponuję na kance (lub kegu) - zainstalowac zawór bezpieczeństwa. Najlepiej regulowany, ok. 1 barowy.
2) czy tajemnica poprawnego działania układu zawiera się w poprawnym dobraniu pojemności parownika do wydajności chłodnicy?
Dokładnie tak jak piszesz.
Kwestia lepszy/gorszy refluks jest w zasadzie sprawą osobistą. ZP jako refluks wewnętrzny jest, faktycznie bezpieczny i łatwy w obsłudze i łatwy do budowy. Ale jak popatrzymy to ZP też ciągle mają dostęp do atmosfery (brak zaworu między kolumną a chłodnicą) - to jest jakby bezpieczeństwo zapewnione konstrukcją.
Można powiedzieć, że w każdym systemie powinien być jakoś tam zawór bezpieczeństwa tak na wszelki wypadek. Nawet ZP mogą znaleźć się w sytuacji krytycznej gdy zabraknie chłodzenia w chłodnicy. Wtedy opary czystego spirytusu będą wylatywały przez chłodnicę nieskroplone i może nastąpić zapłon w bimbrowni.
Juliusz
______________________________________________________________________ Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.
Jak najbardziej układy otwarte. Nawet zawór bezpieczeństwa niesie ze sobą zagrożenie. Gdyż nagły wyrzut dużej ilości gorących, sprężonych par etanolu nie jest niczym miłym. Tym bardziej w pobliżu gorącej grzałki lub płomienia palnika... No i nie trzeba będzie przepraszać sąsiadów
Zdecydowanie He he rozbawiłeś mnie, bo mój dziadek mówił zawsze tak samo: "nie trzeba będzie przepraszać sąsiadów...". Ale to było w kontekście tego, że trzymał w domu strzelbę. Pozdrawiam barman na wesela.
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników