Wrzątal usuwa topnik bez zastrzeżeń. A przede wszystkim w życie powinna wejść zasada podana powyżej przez Kolegę Zygmunta: pasty (np. Amasan) dajemy tylko tyle, aby cieniutką, prawie niewidzialną, warstwą pokryła złącze. Ona nie jest lutowiem które dajemy w postaci drutu. Ona służy oczyszczeniu i zabieleniu powierzchni lutowanej.
______________________________________________________________________ أسامة بن لادن
Wiem ile się daje topnika, że jak najmniej. Mimo wszystko zawsze trochę przejdzie do wewnątrz instalacji a wydaje mi się że najmniejsza ilość jakiegokolwiek dziwnego "dodatku" może zaszkodzić jakości destylatu. Dzięki za rady, jutro przepłuczę kolumnę wrzątkiem. Jak zdobędę kocioł to przepuszczę 2 razy wodę.
Lutuję od wielu lat przeróżne rzeczy (głównie elektronika) i z bardzo wieloma topnikami spotkałem się. Zawsze poddają się alkoholowi i rozpuszczają się w nim łatwo, od kalafonii po wymyślne topniki do SMD lutowane lutowiem bezołowiowym. Polecam przepłukanie izopropanolem lub zwykłym denaturatem, a najlepiej po prostu napełnić lutowane elementy denaturatem na noc bo topnik w wysokiej temperaturze zastyga w zwartą masę i trzeba czasu by rozpuścił się. Dla pewności można ponownie przepłukać denaturatem lub izopropanolem, co tam ma kto pod ręką a później dużą ilością wody Trzeba to zrobić gdy lutuje się topnikiem o niewiadomym składzie bo cholera wie co w nim tkwi i czy do psoty nie dostaną się jakieś toksyczne substancje. Jak lutuje się kalafonią lub pastą na bazie kalafonii jest mniejsze ryzyko, przecież jest na bazie żywicy z drzew iglastych. Ale zastyga przy lutowaniu i tworzy twardą skorupę wokół lutu, dlatego proponuje wymoczyć w denaturacie ps. - absolutnie trzeba to zrobić! Jeśli nie wypłuka się topnika to na 100% jego część trafi do destylatu, praktycznie wszystkie topniki bardzo łatwo rozpuszczają się w alkoholach
______________________________________________________________________ Alkohol pity z umiarem nie szkodzi nawet w dużych ilościach
Ostatnio edytowano niedziela, 28 lut 2010, 14:50 przez fremen, łącznie edytowano 1 raz
Oczywiście jak już coś lutować to lutem bezołowiowym, stare (dobre) LC60 odpada, przecież nie chcemy truć się i swoich bliskich metalami ciężkimi. Cynel produkuje fajne i tanie tinole do lutowania bez ołowiu http://www.tme.eu/html/PL/druty-lutowni ... pelny.html ale cyna, a właściwie jej tlenki są też bardzo szkodliwe na dłuższą metę. Rozwiązaniem jest lut srebrowy ale niestety to cholernie drogie Lut bezołowiowy ma wyższą temperaturę topnienia i wymaga więcej od topnika niż może dać zwykła pasta kalafoniowa bezkwasowa ale nie wyobrażam sobie by tego później nie wymoczyć w denaturacie i bardzo dokładnie przepłukać Swoją drogą cyna jest też szkodliwa
______________________________________________________________________ Alkohol pity z umiarem nie szkodzi nawet w dużych ilościach
Cyna jest od stuleci stosowana do pobielania (tak się fachowo nazywa pokrywanie metali cyną) różnych garnków, kotłów do gotowania strawy i, uwaga puszek na konserwy, ponieważ jest metalem, który w kontaktach z żywnością nie ulega rozpuszczaniu, gdyż jest odporny na działanie kwasów organicznych nawet w wyższych temperaturach (jak ktoś wie coś o sposobie produkcji konserw, to ma argument nie do zbicia).
______________________________________________________________________ أسامة بن لادن
Wiem, wiem, chodzi i związki cyny a głównie tlenki które są szkodliwe, to tak jak z aluminum - samo w sobie nie szkodzi i metal sam w sobie jest obojętny dla organizmu ale sam chętnie spotka się z jakimś wolframem albo innym świństwem tworząc coś szkodliwego. Z cyny wytwarzano tanie zastawy stołowe, ale taki talerz wytrzymywał 10-15 lat po czym rozpadał się dlatego nie mamy w muzeach dzbanów i talerzy cynowych (rozpadły się). Jakoś ktoś mądry wpadł na pomysł by stopić cynę z ołowiem i naczynia zyskały trwałość, piękny połysk. Ludzie nie wiedzieli jak szkodliwe są związki ołowiu. Dzieciom odlewano zabawki z ołowiu http://biblioteka_wisniewo.republika.pl ... lnierz.htm Piękna bajka, ale nie na temat. Topnik należy wypłukać i już! nie polecam nie wypłukania, trzeba i koniecznie to zrobić i woda tego nie zrobi.
______________________________________________________________________ Alkohol pity z umiarem nie szkodzi nawet w dużych ilościach
talerz wytrzymywał 10-15 lat po czym rozpadał się dlatego nie mamy w muzeach dzbanów i talerzy cynowych (rozpadły się)
Pozwolę sobie na kilka słów o ciekawej własności cyny, a właściwie jej kapryśnym charakterze.
Może słyszeliście hasło "cynowa zaraza"? To bardzo ciekawe zjawisko.
Profesor chemii Tadeusz Estreicher, asystent Karola Olszewskiego (tego, który z Zygmuntem Wróblewskim jako pierwszy skroplił tlen i azot), był popularny w Krakowie między innymi z tego powodu, że uratował od zagłady sarkofagi królewskie na Wawelu. W wielu miejscach cynowe trumny zaczęły rozsypywać się w proch. Na wniosek profesora w podziemiach wawelskich umieszczono grzejniki. Od tej pory zaraza cynowa, bo tak nazwano zjawisko rozsypywania się cyny, całkowicie znikła. Co było przyczyną zarazy cynowej na sarkofagach? Cyna występuje w kilku odmianach alotropowych. Odmiana metaliczna beta zachowuje trwałość powyżej 13,2*C. Poniżej tej temperatury trwała jest niemetaliczna odmiana alfa, czyli tzw. cyna szara, która występuje w postaci proszku. Proces przemiany cyny beta w odmianę alfa zachodzi szczególnie szybko w temperaturze poniżej -39*C. Obecność w cynie domieszek glinu lub cynku przyspiesza proces przemiany, natomiast dodatek ołowiu lub bizmutu spowalnia jego. Zarazę cynową najwcześniej zauważono na piszczałkach organów wystawionych na niskie temperatury w nie ogrzewanych kościółkach. Na wypolerowanej powierzchni piszczałek pojawiły się groteskowe narośla. Okazało się, że choroba cynowa jest zaraźliwa. Wystarczyło potrzeć zdrową jeszcze cynę metalem zarażonym, by wnet pojawiły się owe dziwne narośla, co przypisywano sztukom diabelskim (Ave ). Zapisy historyczne podają, że w jednej z kampanii wojennych podczas ostrej zimy żołnierze stracili wszystkie guziki, ponieważ rozsypały się one w proch. Oczywiście - były wykonane z cyny. Dziś wiemy, że zjawisko zarazy cynowej polega na przemianie struktury krystalicznej metalu w niskich temperaturach. Przemianie tej towarzyszy znaczna zmiana objętości (gęstość cyny metalicznej -7,37 g/cm3; gęstość cyny szarej 5,76 g/cm3), prowadząca do powstania charakterystycznych narośli oraz rozsypywania się cyny. Zjawisko alotropii cyny spowodowało, że do naszych czasów zachowało się tak niewiele starych naczyń cynowych, niegdyś powszechnie używanych.
To taka ciekawostka...
______________________________________________________________________ أسامة بن لادن
Tytuł: Re: ABC miękkiego lutowania miedzi i czy cyna jest trująca?
Napisane: niedziela, 28 lut 2010, 17:31
Posty: 1037 Tematy: 112
Wcisnę tu moje pięć groszy bo przeszedłem kilka stadiów lutowania miedzi. W skrócie skończyłem na cynie bezołowiowej i kalafonii. Kalafonia pięknie pomaga lutować i nawet jak jej nie wypłuczemy to po piciu pierwszego destylatu (może drugiego) będzie nam się odbijać sosną co nie jest aż takie straszne.
Mam jakieś straszliwie wyglądające topniki w postaci pasty ale ich nie użyję. Do miedzi kalafonia.
Cyna?
- Tato a co się robi z cyny? - Scyny, synku, to się wylewa za okno.
______________________________________________________________________ Wybrana stopka jest całkowicie niecenzuralna - tylko dla wybranych.
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości
Nie możesz rozpoczynać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz edytować swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz dodawać załączników